Po prostu sport

+
Waszmość nie zapominaj o 4 wioślarzach i ich medalach po kapitalnym wyścigu.
***
Nie zapominam tylko po prostu akurat ten sport mało mnie interesuje :). Ale doceniam Twoją sprawozdawczość :smart:
 
Last edited by a moderator:
Nasze dziewczyny właśnie rozgrywają mecz piłki ręcznej z Kenijkami. Ten mecz raczej nie powinien sprawić naszym większego problemu. Mimo tego i tak nie brakuje emocji. Jest sporo akcji, jak to w piłce ręcznej :)
I po meczu. 3:0 dla naszych :D(y)

Internety szaleją po ostatnim meczu Igi ;)

Screenshot_20240731_214616_X.jpg
 
Last edited:
W skrócie, Danielle Coliiins trafiła Igę w żebra i to samo w sobie jest zdarzeniem, które będzie komentowane. Po tym zdarzeniu Iga jednak nie zatrzymała się, nie osłabła, tylko zagrała jeszcze lepiej. Danielle tracąc punkty zrobiła dłuższą przerwę wychodząc z fizjoterapeutką. Po kilku dobrych minutach na korcie zrezygnowała z dalszej gry tłumacząc się kontuzją. Co ciekawe, 2h później Danielle zagrała kolejny mecz w deblu.

No proszę, właśnie wygraliśmy mecz koszykówki z Amerykanami :)
 
Po kilku dobrych minutach na korcie zrezygnowała z dalszej gry tłumacząc się kontuzją. Co ciekawe, 2h później Danielle zagrała kolejny mecz w deblu.
Taka Sabalenka nie wystąpiła w Wimbledonie i w turnieju olimpijskim z powodu kontuzji barku. Podobno miało jej nie być nawet dwa lub trzy miesiące. Teraz już całkowicie zdrowa czeka na swój mecz w Waszyngtonie. Medyczny cud.
Collins ogólnie bardzo dziwnie zachowuje się na korcie podczas meczu. Przez dwa sety gra z całkowicie kamiennym wyrazem twarzy, nie cieszy się po wygranych piłkach, nie narzeka po przegranych, a nagle nie wiadomo skąd i dlaczego zaczyna się obrażać na publiczność, że to nie jej kibicują. Mam wrażenie, że czuje się niedoceniona i przez to stała się zgorzkniała.
 
Hello darkness, my old friend...

Smutno się patrzyło na te wszystkie błędy, podczas gdy przeciwniczka serwowała bardzo skutecznie. Tracimy szansę na złoto w tenisie, a szkoda, bo przecież nie ma wcale za wiele dyscyplin, w których to jest realna perspektywa. Cóż, wciąż przynajmniej pozostaje szansa na medal...
 
Ja tak trochę z innej beczki zacznę. Otóż chciałem pochwalić Paryż za organizację (przynajmniej z perspektywy telewidza) bo obiekty piękne, wypełnione po brzegi, nawet na mniej popularnych sportach masa widzów, do tego atmosfera kapitalna. Doceniam bardzo bo zwłaszcza przy natłoku tylu dyscyplin raczej nie jest tak łatwo o sprzedanie tych wszystkich biletów. Na takim pojedynku Nadala z Djokoviciem doping jak na niejednym finale wielkiego szlema. Widać, że ogólnie kibice się na tych igrzyskach dobrze bawią.

Z drugiej strony... jakoś tego wszystkiego za dużo jest (tak wiem od zawsze tak jest :) ) Przez to urok poszczególnych dyscyplin szybko się rozmywa, i za tydzień już ciężko sobie będzie przypomnieć tych wszystkich medalistów a co dopiero takie Stany mają powiedzieć :D Swoja drogą to trochę współczuje tym sportowcom bo napalają się na te igrzyska a niektórych to nawet w TV na żywo nie zdążą puścić bo tak szybko odpadną, że telewizji się nie opłaca nawet o nich wspomnieć co by oglądalności nie zaniżyć XD

Przechodząc do Igi - cóż, jak widać igrzyska rządzą się swoimi prawami ;)


Taka Sabalenka nie wystąpiła w Wimbledonie i w turnieju olimpijskim z powodu kontuzji barku. Podobno miało jej nie być nawet dwa lub trzy miesiące. Teraz już całkowicie zdrowa czeka na swój mecz w Waszyngtonie. Medyczny cud.
Jesteś pewien, że to o ta kontuzję chodziło? Tak ostatnio nie jestem bardzo z nią na czasie ale czy tam tez nie było kwestii zmiany nawierzchni i złego wpływu na jej zdrowie? Poza tym to podejrzewam, ze jej się nie chce po prostu obecnie reprezentować Białorusi... nawet jeśli nie występuje pod jej flagą.
Collins ogólnie bardzo dziwnie zachowuje się na korcie podczas meczu. Przez dwa sety gra z całkowicie kamiennym wyrazem twarzy, nie cieszy się po wygranych piłkach, nie narzeka po przegranych, a nagle nie wiadomo skąd i dlaczego zaczyna się obrażać na publiczność, że to nie jej kibicują. Mam wrażenie, że czuje się niedoceniona i przez to stała się zgorzkniała.
Z nią to jaja wczoraj były. Poddaje mecz i za 1h gra debla... Trochę wstyd. Jeszcze jakieś anonse na temat Igi.
 
Last edited:
Jesteś pewien, że to o ta kontuzję chodziło?
Tak. Nabawiła się kontuzji w Berlinie, miała grać później Wimbledon, ale zrezygnowała na kilka godzin przed pierwszym meczem, bo okazało się, że jest to coś poważniejszego, co nie pozwoli jej wystąpić na Olimpiadzie. Jak jednak widać, jest już całkiem zdrowa i po kontuzji ani śladu.
 
Sprawdziłem i ona decyzję o tym, że nie wystąpi na igrzyskach podjęła jeszcze przed odniesieniem kontuzji ze względu na "napięty terminarz". Co więcej sprawa ma mieć drugie dno związane z restrykcjami jakie należało spełnić by pojawić się na olimpiadzie będąc Białorusinem.
A o tym, że wystąpi w Waszyngtonie to już od jakiegoś czasu wiedziała.
 
Mam trochę ambiwalentne odczucia, jeśli chodzi o tegoroczne IO z naszym udziałem. I w ogóle IO.

W każdym roku z igrzyskami w rozkładzie mamy zawsze parę "dobrych", ogłoszonych przez media nazwisk w zbudowanej formie, albo drużyn; przez "zbudowaną" rozumiem wygrane MŚ lub ME czy inne uznane zawody, które "dają nadzieję". I może nie mam w sobie hajpu na wygraną tych osób, ale mam jakąś półświadomą pewność, że brąz, srebro albo może nawet złoto jest w zasięgu. Poza tym zawsze jest jakaś dzika szansa, że ktoś się objawi.
I w tym roku mam poczucie, że te nadziejowe szanse w 80% nie wypaliły, a dzikich jest mało.
Nie wiem, czy to wina mediów pompujących balonik, czy mojej niewiedzy, jak tak naprawdę wyglądamy w stawce w danej konkurencji.

Wczorajszy młot daje do myślenia też o tym, czy mamy w ogóle na stanie młode talenty, bo Włodarczyk, Fajdek i Nowicki to jednak starsze grono w porównaniu do tego szalonego Kanadyjczyka z wąsem (Katzberg), a z kolei np. nasi biegacze to w znacznej mierze jakieś nieznane mi nazwiska (poza Swobodą, która przepadła, i Kaczmarek, która podobnie jak Ewa odpalała jakieś petardy w butach na ostatnich zawodach, ale - znów - czy spełni te nadzieje na IO?) - zakwalifikowali się do eliminacji, a tam przecież trzeba pospełniać różne normy i minima... no to jakim cudem? Skoczkinie, tyczkarze, pływacy - to samo.

Do tego jakaś sugerowana afera w Związku Szermierczym, o nepotyzm, zdaje mi się: że na igrzyska nie pojechali naprawdę dobrzy zawodnicy, tylko znajomi królika. Zgrzyt, przykre.

Do tego jakieś moje wewnętrzne rozkminy od kilku lat, że jest tyle dyscyplin, w których nie ma po nas śladu, a przecież nie zachodzi tu korelacja taka, jak brak Jamajczyków w biathlonie... gimnastyka sportowa chociażby, przecież mamy hale, wiemy, jak się wykonuje te ćwiczenia, nasi wschodni sąsiedzi bili w tym przez lata rekordy... to czego naszym sportowcom brak?

Ogólna refleksja jest chyba taka: nie ma w naszym kraju za bardzo rozbudowanej kultury trenowania sportu, państwo nie dotuje, sponsorów to nie interesuje, a ludzie są zbyt biedni, żeby samemu inwestować w swoją karierę... a sport to kasa, duża kasa. Dlatego USA święci triumfy w tak wielu różnych dyscyplinach - bo tam są ludzie z pieniędzmi. Więc np. na zawodach pływackich albo w tej gimnastyce w jednych eliminacjach startują zawodnicy USA z różnych stajni. To nie jest reprezentacja kraju, tzn. jest, ale de nomine, bo w gruncie rzeczy konkurują ze sobą też. I są totalnie świadomi swojej potęgi.
Obrazek: wywiad ze zwycięzcą biegu na 100m, Lyles patrzy z triumfem na dziennikarkę i rzuca do niej "So how do you call the winner of 100m?", "The fastest man in the world", "I'm the man" - odwraca się i odchodzi świętować, choć ona jeszcze za nim coś woła cała w emocjach.

Z drugiej strony... trenowałam kiedyś badmintona, czasy to były siermiężne, trener-pasjonat uczył nas na drewnianych rakietkach. Kto mógł, to kupował takie metalowe (nadal ciężkie), a pierwsza rakietka z grafitu w zespole wywołała prawdziwą ekstazę. Lotki z piórami pierwszy raz zobaczyłam na jakichś zawodach i nie wiedziałam, jak tym grać. A jednak sukcesy pewne były (i to z konkurencją posiadającą ą bą rakietki, a nie - jak ja - z rączką owiniętą frotką, żeby się nie ślizgało); i były wśród nas talenty grające naprawdę dobrze. Do czego tu miały by być pieniądze? Skoro ten talent był?
Obrazek: reprezentant Turcji w strzelaniu - bez celowników, w wyciągniętym t-shircie; srebro.

Z trzeciej - doping, różne historie z hormonami, gdzie granica, co można, a czego nie, tam maść dla psa spowodowała pozytywny wynik testu, gdzie indziej może za chwilę każą sportowcom ściągać majtasy, jak przy wyborze na papieża, a i tak "świat" nie uwierzy i skomentuje... no, gorzkie to wszystko.

Z tym gorzkim smakiem kończę swoje rozkminy, zapraszam do dyskusji ;)
 
Last edited:
Ja mam podobne odczucia co igrzyska. :) A ostatnimi naprawdę udanymi całościowo w naszym wykonaniu była moim zdaniem Atlanta, ewentualnie Sydney.
W każdym roku z igrzyskami w rozkładzie mamy zawsze parę "dobrych", ogłoszonych przez media nazwisk w zbudowanej formie, albo drużyn; przez "zbudowaną" rozumiem wygrane MŚ lub ME czy inne uznane zawody, które "dają nadzieję". I może nie mam w sobie hajpu na wygraną tych osób, ale mam jakąś półświadomą pewność, że brąz, srebro albo może nawet złoto jest w zasięgu. Poza tym zawsze jest jakaś dzika szansa, że ktoś się objawi.
I w tym roku mam poczucie, że te nadziejowe szanse w 80% nie wypaliły, a dzikich jest mało.
Nie wiem, czy to wina mediów pompujących balonik, czy mojej niewiedzy, jak tak naprawdę wyglądamy w stawce w danej konkurencji.
Znaczy wiesz, jechaliśmy realistycznie po 10 do 15 medali (takie prognozy padały nawet wśród optymistów) i podejrzewam, że te 10 się uda zdobyć. Inną kwestią jest to, czy te 10 medali jest satysfakcjonujące... Natomiast od dawna jest tak, że większość sportowców z ekipy, którą wysyłamy to statyści. Smutna prawda ale tak jest.
Wczorajszy młot daje do myślenia też o tym, czy mamy w ogóle na stanie młode talenty, bo Włodarczyk, Fajdek i Nowicki to jednak starsze grono w porównaniu do tego szalonego Kanadyjczyka z wąsem (Katzberg), a z kolei np. nasi biegacze to w znacznej mierze jakieś nieznane mi nazwiska (poza Swobodą, która przepadła, i Kaczmarek, która podobnie jak Ewa odpalała jakieś petardy w butach na ostatnich zawodach, ale - znów - czy spełni te nadzieje na IO?) - zakwalifikowali się do eliminacji, a tam przecież trzeba pospełniać różne normy i minima... no to jakim cudem? Skoczkinie, tyczkarze, pływacy - to samo.
Tutaj ewidentnie jest regres jeśli chodzi o lekkoatletykę. Nie lepiej jest z pływaniem, które miało dobry czas na początku tego wieku ale niestety nie ma żadnej kontynuacji od czasów Jędrzejczak.
Do tego jakaś sugerowana afera w Związku Szermierczym, o nepotyzm, zdaje mi się: że na igrzyska nie pojechali naprawdę dobrzy zawodnicy, tylko znajomi królika. Zgrzyt, przykre.
No to jest chyba najbardziej śmierdząca sprawa na tych igrzyskach, ale szczerze mówiąc w szermierce to odkąd pamiętam zawsze były jakieś problemy i narzekania. Środowisko tam nie potrafi dojść do konsensusu i jest jak jest ale nawet za czasów Gruchały były spinki.
Do tego jakieś moje wewnętrzne rozkminy od kilku lat, że jest tyle dyscyplin, w których nie ma po nas śladu, a przecież nie zachodzi tu korelacja taka, jak brak Jamajczyków w biathlonie... gimnastyka sportowa chociażby, przecież mamy hale, wiemy, jak się wykonuje te ćwiczenia, nasi wschodni sąsiedzi bili w tym przez lata rekordy... to czego naszym sportowcom brak?
Cóż, nie ma u nas takich łowców talentów jak w USA czy Francji, szkolenie kuleje, o pieniądze trzeba się szarpać i podejrzewam, że w wielu związkach zarzadzanie niedomaga jak w szermierce.
Ogólna refleksja jest chyba taka: nie ma w naszym kraju za bardzo rozbudowanej kultury trenowania sportu,
Ja trochę się obawiam, ze z tym może być jeszcze gorzej :(
Z trzeciej - doping, różne historie z hormonami, gdzie granica, co można, a czego nie, tam maść dla psa spowodowała pozytywny wynik testu, gdzie indziej może za chwilę każą sportowcom ściągać majtasy, jak przy wyborze na papieża, a i tak "świat" nie uwierzy i skomentuje... no, gorzkie to wszystko.
Akurat dopingowiczów mi nie żal. Gość od skoku wzwyż złapany po raz kolejny na dopalaczach, gdzieś tam jakieś niedopatrzenie. 1 przypadek na tysiąc, który rzeczywiście może być niewinny tego nie zmieni.
 
@undomiel9, rel!

Nie wiem, czy to wina mediów pompujących balonik, czy mojej niewiedzy, jak tak naprawdę wyglądamy w stawce w danej konkurencji.
Media chyba od zawsze pompują baloniki na imprezy sportowe tylko po to by była oglądalność. Niestety w następstwie budzi to gorycz i rozczarowanie.
Czasem oglądając, albo też w zależności na jakim kanale się ogląda, albo gdzie słucha się komentarzy są zdroworozsądkowe podejścia i mówi się, że taki czy inny sportowiec będzie chciał przede wszystkim pobić własny rekord. To w końcu dla sportowców jest najważniejsze, ta możliwość sprawdzenia się, pokonywania własnych barier, konkurowania z innymi.
Medale są w gruncie rzeczy wynikiem, nie kwestią własnych oczekiwań. Tych ostatnich zawsze jest najwięcej u wszystkich dookoła. Sportowcy naturalnie też je mają. Jednak, patrząc po sobie, o wiele łatwiej jest podchodzić do sportu bez oczekiwań.
Kiedy oglądałem mecz Igi z Danielle mówiłem sobie w myślach "walcz, rób swoje i będzie dobrze". I to był taki mecz. Od kilku dni jestem jednak poza zasięgiem telewizora i nie mam jak oglądać igrzysk. Jednak, po latach, na wszystkich naszych sportowców nauczyłem się patrzeć przez pryzmat tego, że to ludzie, którzy stają przed innymi po to by się sprawdzić i dać z siebie tyle ile mogą, i potrafią na dany moment :)
 
Chwilę się zastanawiałem, w jakich dyscyplinach mogłyby być zawody bez podziału na płeć, wiek czy wagę, czyli coś, w czym mógłby wystąpić każdy i nikt by nie podnosił argumentu niesprawiedliwej przewagi. Wyszło mi, że wszelkiego rodzaju strzelectwo jest takie zbiorcze w swej uniwersalności. Łuki, pistolety, nawet rzutki. Może też różnego rodzaju dyscypliny zręcznościowe typu deskorolki, snowboard. Niszowy curling mi się jeszcze przypomniał. Popchnąć kamień czy pomachać szczotką każdy może.
 
Chwilę się zastanawiałem, w jakich dyscyplinach mogłyby być zawody bez podziału na płeć, wiek czy wagę, czyli coś, w czym mógłby wystąpić każdy i nikt by nie podnosił argumentu niesprawiedliwej przewagi. Wyszło mi, że wszelkiego rodzaju strzelectwo jest takie zbiorcze w swej uniwersalności. Łuki, pistolety, nawet rzutki. Może też różnego rodzaju dyscypliny zręcznościowe typu deskorolki, snowboard. Niszowy curling mi się jeszcze przypomniał. Popchnąć kamień czy pomachać szczotką każdy może.
Jazda konna, ujeżdżanie, skoki przez przeszkody. Chyba że byłyby zarzuty do konia ;)

I golf.
 
Top Bottom