Jest sporo sportowców, a nawet powiedzialbym, że jest ich najwięcej, tych którzy wiedzą, że ich głównym celem jest pokonać swój własny, dotychczasowy wynik.
Są też sportowcy, którzy naturalnie wiedzą, że medal jest w ich zasięgu. Nie zgadzam się jednak z tym, że dla nich liczy się już tylko zwycięstwo, że już tylko idą po swoje, bo to są ich jedyne oczekiwania.
W sytuacji gdy się już zaczyna mecz, czy jakakolwiek konkurencja to liczy się tylko "tu i teraz". Wówczas nie może być przed oczami medalu, ale skupienie na zrobieniu swojego. Jeśli jest do tego przeciwnik, z którym trzeba się zmierzyć myśląc nad taktyką, zmieniając zagrania, czy inne elementy ważne dla danej dyscypliny, to nie idzie się na pewniaka. Zawsze może pojawić się ktoś, kto zagrozi temu by osiągnąć cel.
Różnie bywa. Czasem przegrywają ci, na których najbardziej liczymy, bo przeciwnik dostrzeże słabość i będzie to wykorzystywać aż do końca. Tak niestety wyszło w meczu Igi Świątek z Qinwen Zheng, w półfinale. Iga niestety nie znalazła dobrego sposobu na wyjście z sytuacji. Czy najważniejszy dla niej był wtedy medal, czy to co dzieje się na korcie i umiejętność pokonania słabości?
Iga może się cieszyć z tego co dokonała, zrobiła to co mogła w danym momencie. Po przerwie będzie pracować dalej, by pokazac, że potrafi stać na najwyższym miejscu, mimo iż najtrudniej jest stać na świeczniku.
Owszem, są sporty, w których pojawiają się osoby, które wiedzą, że jeśli zrobią swoje i nic takiego się nie stanie by dyspozycyjność była słabsza, to medal osiągną. Sportowcy tacy podchodząc do starcia z reguły wiedzą, że nikt więcej nie skoczy wyżej, dalej, czy nie zrobi czegoś szybciej, bo rekordy były bite wcześniej, czy to podczas imprez sportowych, czy podczas przygotowań. Zostaje pokazać innym, że można ten rekord co najwyżej pobić, czy ustanowić nowy. Po latach też nie powiedzą tylko o tym, że wygrali, ale będą się cieszyć i opowiadać o tym, że udało im się dokonać czegoś więcej.