Po prostu sport

+
Pokazał klasę, dwa medale na pierwszych igrzyskach i do tego w debiutanckim sezonie. Młodszy jak Małysz gdy zdobywał pierwsze medale na igrzyskach. Brawo!!! :cool: (y)
 
Zabawne jak istotną częścią naszej kadry są zawodnicy przygarnięci zza wschodniej granicy. :)
Gdyby nie oni nie byłoby medalu w łyżwiarstwie szybkim, gdyby nie oni nie byłoby drużyny w łyżwiarstwie figurowym.
Na marginesie to mamy ten tor w Tomaszowie a medali mniej niż za czasów Zbigniewa Bródki, który można powiedzieć cały ten temat budowy zapoczątkował. A miły i uzdolniony chłopak z Rosji to nie czarujmy się też nie jest zasługa naszego systemu. Bardzo dobrze, że ten tor powstał ale jak widać nie jest to żaden czynnik determinujący nasz sukces w tej dyscyplinie.
Natomiast w łyżwiarstwie figurowym mamy odbębniony sukces z ostatniego miejsca w drużynówce i to osiągniętego tyljo dzięki "adopcji" wschodnich sąsiadów.
 
Warunki były tragiczne w tej końcówce. Cóż, z pogodą się nie wygrywa, ale na szczęście odwołali 3 serię i bardzo dobrze. Nie tylko dobrze dla nas, bo tego medalu by nie było, ale dobrze dla zachowania uczciwych warunków dla każdego zawodnika i dla zachowania bezpieczeństwa podczas turnieju.
Super! 3 medal ze skoków :D
 
Chyba inaczej być nie mogło, warunki były tragiczne. Po skoku naszego Tomasiaka wiedzieli już, że coś jest nie tak i trzeba zacząć działać. Los chciał, że korzyścią dla nas się to wszystko zakończyło i mamy kolejny medal. :D :D :D
Teraz tak patrząc z perspektywy czasu na skoki naszych zawodników w poszczególnych konkursach przed rozpoczęciem igrzysk kto by pomyślał, że tak się to wszystko zakończy i wrócimy z trzema medalami olimpijskimi. :smart::coolstory: Tak czy owak należą im się ogromne brawa!!!!
 
Nieprzerwana jest ta potrzeba proxy sukcesu i wygrywania w czymkolwiek, bo pokazuje nieustanną ludzką potrzebę rywalizacji z innymi plamionami. Niby lepiej tak niż z użyciem bomb i czołgów. Ludzie sobie pokrzyczą, powiwatują i na chwilę czują się zwycięzcami, którzy może nie osobiście, ale chociaż przez swojego tymczasowego reprezentanta zdominowali tamtych, co to kiedyś nas skrzywdzili.
Skoki narciarskie to naprawdę bardzo, bardzo niszowe zajęcie. Gdyby były zwierzęciem, to skategoryzowanym jako gatunek krytycznie zagrożony wyginięciem. Nie postawiłbym dużych pieniędzy na to, że liczba czynnych choćby półprofesjonalistów na całym świecie przekracza pięćset osób. O amatorskim skakaniu nawet nie ma co mówić, bo jak i gdzie. W Polsce stały się popularne tylko dzięki sukcesom Małysza i to popularne wśród oglądających, spragnionych poczucia jakiegokolwiek sukcesu na sportowych arenach, bo nie przełożyły się one w żaden sposób na szersze uprawianie tego sportu ani na rozwój infrastruktury do tego potrzebnej. Ale setki tysięcy przed telewizorami dopingowało naszych w rywalizacji z tamtymi, choć wszystko działo się w mikroskopijnej i bardzo lokalnej skali, bo samych zainteresowanych dałoby się pomieścić w autobusie.
Był Kubica, do czasu aż się nie połamał, i wyścigi F1 na chwilę stały się polskim sportem narodowym, nawet planowano budowę toru. Byli napakowani różnymi specyfikami po czubek głowy strongmani. Ja jestem na tyle stary, że pamiętam jeszcze Korzeniowskiego. Nieco młodszym przypomnę, że to był chodziarz czyli facet zawodowo ścigający się z innymi w jak najszybszym chodzeniu, ale jeszcze nie bieganiu. Też zdobywał medale i też się wszyscy cieszyli. Pewnie gdyby Polak wygrywał zawody w rzucie pniem na odległość, to również miałby swoją chwilę, jeśli by tylko transmitowano zawody w telewizji. Pan rzucający strzałkami do tarczy dopiero co chwilę temu stał się narodowym bohaterem. I właściwie jego sukces nawet można docenić, bo przynajmniej rywalizuje w sporcie uprawianym masowo i jeśli jesteś w czołówce, to oznacza, że pokonałeś tysiące innych.
 
Last edited:
To co napisałeś właściwie dotyczy całych zimowych igrzysk olimpijskich. W praktyce w rywalizacji o medale liczą się:
- kraje alpejskie
- Skandynawia
- USA
- Kanada
- Japonia
- Czechy
- Polska
- Słowenia
- Holandia (łyżwy)
- Australia i Wielka Brytania (freestyle)
- Chinom coś tam wpadnie

Inne kraje kompletnie nie inwestują w sporty zimowe czego efektem jest to, że większość reprezentacji spoza tej puli przysyła na igrzyska po 1-3 reprezentantów, dziwaków albo dzieci imigrantów. Dlatego też przestrzegam przed wyciąganiem wniosków co do kondycji polskiego sportu na bazie tych igrzysk a już tym bardziej w oparciu o występy Rosjan pod nasza flagą.
 
Coś Ci umknęło, a nawet sporo: Niemcy, Belgia, Kazachstan, Łotwa, Litwa, Estonia, Słowacja, Korea Pd., Ukraina - nie we wszystkich konkurencjach, wiadomo. Wielkiej Brytanii nie zabieraj też tak bezlitośnie saneczkarstwa czy łyżwiarstwa figurowego.
Łącznie ok. 90 krajów i pewnie faktycznie jakaś część symbolicznie, no i na pewno nie jest to tak powszechny zjazd, jak igrzyska letnie... a z uwagi na globalne zmiany klimatyczne może się za kilkanaście/-dziesiąt lat okazać, że nie bardzo jest gdzie trenować w naturze. Już teraz były pewne kłopoty z wyborem kolejnych gospodarzy - bo nie tylko to się nie spina budżetowo aż tak, i nie tylko są to decyzje oprotestowywane potem przez lokalsów, którzy chcą mieć święty spokój i porządek koło domu, i w nosie mają prestiż na arenie światowej (to już w ogóle na inną dyskusję trend, światopoglądowy bardziej, więc nie brnę dalej), ale właśnie te zmiany pogodowe powodują, że wcale nie ma aż tylu lokalizacji do wyboru... W 2030 roku mamy francuskie Alpy, czyli w zasadzie po sąsiedzku. No ale nic to, jeszcze śnieg pada, jeszcze mamy te nasze pory roku, trzeba korzystać.

Osobiście bardzo lubię oglądać olimpijskie zmagania również zimą, niezmiennie podziwiam talent i formę, nawet jeśli nie bardzo rozumiem, czemu ktoś chce sobie zawodowo rozwalać kolana na muldach albo czy na pewno tzw. wrażenia artystyczne z jazdy figurowej mogą podlegać obiektywnej ocenie. Całość (lato i zima, i wszystkie dyscypliny) ma dla mnie taki właśnie umowny, ale bardzo pozytywny wymiar - wspólne zmagania pod egidą flag (a nie sponsorów - na ile to możliwe ofc, choć regulamin MKOl jest dosyć surowy, i dobrze), autentyczne porównywanie umiejętności w duchu przyjaźni (szalenie lubię te obrazki, kiedy konkurenci sobie gratulują albo się pocieszają, ostatnio mnie urzekła urocza spontaniczna sesja zdjęciowa dziewczyn na slopestyle, one się wszystkie przecież znają i lubią... tu ed. jeszcze dodam, że właśnie to młode pokolenie jest wielką nadzieją dla sportu; nie mają za wielu historycznych obciążeń "my-oni", mają na to w gruncie rzeczy wywalone, liczy się fun z zawodów, super sprawa).
W ogóle nie postrzegam tego jako zamiennika wojennej rywalizacji; jeśli już, to w ramach drużyn czasem można zaobserwować różne niesnaski, np. w Paryżu widać było pewien rozdźwięk wśród amerykańskich lekkoatletów z różnych "stajni", ale w takim globalnym ujęciu nadal jeszcze dominuje - w moim odbiorze - duch braterstwa w sporcie, a prestiż, no ba, zawsze fajnie wygrać w czymś, co się kocha i co się szlifuje przez całe życie.
Liczę na jeszcze wiele kolejnych igrzysk i chciałabym kiedyś pojechać w jakieś fajne, przystępne miejsce i pooglądać zawody na żywo... ale latem, bo zimą marzną mi paluszki.
 
Coś Ci umknęło, a nawet sporo: Niemcy, Belgia, Kazachstan, Łotwa, Litwa, Estonia, Słowacja, Korea Pd., Ukraina - nie we wszystkich konkurencjach, wiadomo. Wielkiej Brytanii nie zabieraj też tak bezlitośnie saneczkarstwa czy łyżwiarstwa figurowego.
Niemców wrzuciłem do koszyka kraje alpejskie...bo do nich należą. Chyba to Ci umknęło :)
Z tego co wymieniłaś zapomniałem tylko o Korei. Reszty nie wliczam bo to są kraje, które przy dobrych wiatrach mają szanse na 1, góra 2 medale.
 
Po prostu nie wliczam symbolicznych 2m kwadratowych Alp Bawarskich do puli miejsc umożliwiających tak powszechne uprawianie sportu, jak to ma miejsce we Francji czy Austrii. Słowenię sam wydzieliłeś ;)
Poza tym wychodzi delikatny chwyt erystyczny z tym grupowaniem, kraje alpejskie = 1 pozycja (a tak naprawdę +7, gdyby liczyć Monako i Lichtenstein (nie wiem, czy pasują Ci do tezy), Skandynawia = 1 pozycja (a kraje 3, bo Finlandia powinna być wszak oddzielnie, nie wymieniłeś).
I cyk, lista "krajów liczących się do medali" urasta z dwóch do 11, a to już jest pewna różnica.

Czy jeden, czy dwa medale, to już nie wiem, czy jest sens wnikać, my przywieźliśmy w tym roku 4, na poprzednich igrzyskach 1, słownie jeden, to, nie wiem, liczymy się czy nie? Powinniśmy inwestować zatem, skoro śniegu u nas jak na lekarstwo (tak, widzę to, co za oknem, zabawny kontrapunkt)?

Może też nie do końca rozumiem wydźwięk Twojego posta, on jest w zamyśle pozytywny czy negatywny? Igrzyska jako takie ok czy nie ok? Polska na IO ok czy nie ok?

Na wszelki wypadek dodam, że dla mnie IO ok, Polska na igrzyskach też ok - fajnie, że mamy świetnych sportowców, dawajmy im jak najwięcej szans na rozwój, bo sport to zdrowie (za wyjątkiem muld).
 
Poza tym wychodzi delikatny chwyt erystyczny z tym grupowaniem, kraje alpejskie = 1 pozycja (a tak naprawdę +7, gdyby liczyć Monako i Lichtenstein (nie wiem, czy pasują Ci do tezy), Skandynawia = 1 pozycja (a kraje 3, bo Finlandia powinna być wszak oddzielnie, nie wymieniłeś).
Grupowanie miało na celu uwypuklić charakterystykę tych krajów jako położonych w górach / na zimnych terytoriach. Oczywiście, że chodzi o te większe.
Czy jeden, czy dwa medale, to już nie wiem, czy jest sens wnikać, my przywieźliśmy w tym roku 4, na poprzednich igrzyskach 1, słownie jeden, to, nie wiem, liczymy się czy nie? Powinniśmy inwestować zatem, skoro śniegu u nas jak na lekarstwo (tak, widzę to, co za oknem, zabawny kontrapunkt)?
Liczymy się w skokach XD Z resztą to już gorzej.
Może też nie do końca rozumiem wydźwięk Twojego posta, on jest w zamyśle pozytywny czy negatywny? Igrzyska jako takie ok czy nie ok? Polska na IO ok czy nie ok?
Neutralny? Nie mam nic do igrzysk, jestem fanem sportów wszelakich. Po prostu mnie interesuje coś więcej niż "Mamy medal" i wydaje mi się że warto dyskutować o tym co zostanie po tych igrzyskach, jakie wyciągniemy wnioski.
Na wszelki wypadek dodam, że dla mnie IO ok, Polska na igrzyskach też ok - fajnie, że mamy świetnych sportowców, dawajmy im jak najwięcej szans na rozwój, bo sport to zdrowie (za wyjątkiem muld).
Oj, wyczynowy sport to w żadnym wypadku nie jest zdrowie.

Osobiście mam mieszany stosunek np. co do budowania toru saneczkarskiego. Nie uwazam że to powinien być jakiś priorytetowy wydatek. W saneczkach liczą się de facto 4 kraje, które walczą o te medale od lat i szczerze wątpię że temat takiego toru jest tak poruszany w innych krajach.
Przykładowo panczeniści lubieli się kiedyś powoływać na przykład Holandii jako mniejszego kraju który ma wiele lodowisk... No i co z tego. Tam ten sport jest niemalże narodowy więc dla mnie takie porównania są bez sensu.
 
No ale właśnie nasze panczeny są świetne, światowa topka (plus minus 0,04 s)!
Nawiasem mówiąc właśnie przeczytałam wywiad z Pawłem Zygmuntem, bardzo po osi tego, o czym piszesz, tj. w kontekście nakładów na sport, rozwoju technologii, bo bez tego istotnie możemy tylko pomarzyć o dobrych i stabilnych wynikach na przestrzeni sezonów. Ale rzecz w tym, że potencjał jest. O ww. panczenistach Zygmunt wskazał dokładnie ten związek przyczynowo-skutkowy, od którego się, jak rozumiem, odżegnujesz: po wybudowaniu toru nagle zaroiło się od młodych talentów, które można i warto szlifować. Sport narodowy Holandii? Owszem, ale to nie musi oznaczać monopolu. Daleko nie patrząc, naszym sportem narodowym jest rzekomo futbol i, jak by Ci to powiedzieć... nie bardzo widać tego efekty na arenie światowej xD Ani nie produkujemy talentów taśmowo, ani nie liczymy się - jako drużyna narodowa - nawet w samej Europie.
 
Paweł Zygmunt... No dobrze :) W sumie to lubię go posłuchać bo jest nieszablonowy XD
Czy warto szlifować talenty? Tak. Ale póki co nasi sportowcy mają szansę na tym torze trenować już od blisko 10 lat a poziom sportowy najlepszych nie pozwolił na wygenerowanie medalu (nie licząc naszego rosyjskiego kompana, który szkolił się przede wszystkim w swojej pierwotnej ojczyźnie).
Kiedyś nie było punktowanych miejsc? Też były. Bywały też i medale bez toru.

Daleko nie patrząc, naszym sportem narodowym jest rzekomo futbol i, jak by Ci to powiedzieć... nie bardzo widać tego efekty na arenie światowej xD
A skąd przekonanie, że sport narodowy musi się wiązać z dużymi sukcesami sportowców tej dyscypliny?
Wydajemy na niego dużo nie dlatego, że nie mamy sukcesów tylko dlatego bo tak dużo ludzi interesuje.
 
Chyba się zgubiłam, o czym jest ta dyskusja.

Twoim zdaniem 0,04s do podium w sprincie to jest porażka, tak? Bo powinno być podium jako jedyny wyznacznik sukcesu?
No to się z tym fundamentalnie nie zgadzam, zwłaszcza dlatego, że to nie jest jedna osoba vs upływający czas i wyścig "przebije granicę x sekund czy nie?" - to jest konkurowanie z ludźmi, którzy przygotowywali się tak samo dobrze i tak samo długo, ale mieli może ciut więcej szczęścia (jak śnieg na skoczni wczoraj, który uprzejmie sypnął, przerywając konkurs), albo złapali pół oddechu w idealnym momencie.
Wiele konkurencji (np. slalom) to nie jest teraz rywalizacja "kto się przygotował lepiej", tylko "kto popełnił w krytycznym przejeździe mniej błędów". Popatrz na finał kobiet w gigancie, Włoszka wyprzedziła drugie miejsce o 0,62 sekundy, a nasza Maryna Gąsienica na 7. miejscu miała szaloną stratę 0,75 s, o jakim "za słabym" przygotowaniu właściwie rozmawiamy? ;> Ja nawet nie mrugam tak szybko, jak ona była "słabsza".
Liczymy się w pucharach świata tych dyscyplin, Żurek wygrywał w sezonie... no serio nie wiem, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa :D

Btw. To Ty wymieniłeś panczeny jako sport narodowy Holandii i powiązałeś z sukcesami, to dałam analogię z futbolem, że to nie jest wyznacznik chyba jednak. Ani bloker.
 
Również nie wiem do czego zmierzasz?

Napisałaś o sukcesach w postaci 4 miejsc to Ci tłumacze, że wcześniej tez były sukcesy na podobnym lub lepszym poziomie.
Puchar świata? Mieliśmy Zbigniewa Bródkę czy Artura Wasia, którzy tez wygrywali takie zawody. Mieliśmy także medalistów w drużynie Pań i Panów na IO.
0.04s to jest... zwyczajna różnica pomiędzy zawodnikami na 500m.

To Ty wymieniłeś panczeny jako sport narodowy Holandii i powiązałeś z sukcesami
Nie z sukcesami tylko wydatkami na dyscyplinę bo o tym rozmawialiśmy w kontekście budowy toru. Źle mnie zrozumiałaś.
 
No to napiszę jasno, że wg mnie mamy potencjał do wygrywania czy tam "liczenia się" w sportach zimowych, ale jeśli chcemy - jako kraj - liczyć się realnie, to nie wystarczy trenowanie talentu w Koziej Wólce na stawie, aż się stanie "najlepszy" (talent, nie staw). Potrzebne jest coraz bardziej zaplecze techniczne i technologiczne, systemowe wsparcie. Bo z pewnością nie pomogą 10-letnie posklejane sanki. Inne kraje kładą na stole dużą kasę (wymienione przez Ciebie USA, Włochy, Niemcy itp.), dzięki czemu ich szanse w każdych zawodach rosną statystycznie i wykładniczo. Technologie wciąż się pojawiają nowe, smary do nart, sposoby trenowania. U nas może się bez tego zaplecza dalej udawać, a pewnie, na tym stawie, na skoczni w Wiśle... ale ze wsparciem - szanse rosną, że będzie się udawać bardziej, stabilniej, przewidywalniej, więc, no jestem za tym, żeby te szanse zwiększać.
Jeśli kraj chce mieć sukcesy.
Bo jak nie chce, no to wtedy nie.
Chyba w tym rzecz przede wszystkim.
 
Pytanie jest inne... bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że najlepiej jakby wszyscy mieli wypasione warunki i mogli się realizować w każdej dyscyplinie na absolutnie topowym poziomie.

Czy nas na to stać? By o nawet najbardziej niszowe dyscypliny zadbać na takim poziomie? Obawiam się, że nie.
Poza USA, może Niemcami to raczej nie ma kraju, w którym każdy związek sportowy miałby wszystko to czego zapragnie a i w tych krajach niekoniecznie.
 
I tu wkraczają sponsorzy, całe to prywatne wsparcie. Ale żeby wkroczyło, to przydałyby się wyniki, takie właśnie stabilne, a nie wyrwane z sezonu. I paragraf 22, bo jak te wyniki wygenerować bez zaplecza, loteria trochę.
Ogólnie niezbyt łatwy temat, ale warto o nim dyskutować, nie zamykać się na dialog i nie dopuszczać do polaryzacji czy okopywania się, jak się to teraz dzieje, jak sądzę, na osi saneczkarki-związek. A wokół biegają media, węsząc konflikty generujące kliki. To nie pomaga.
 
Top Bottom