Po prostu sport

+
Liczymy się w skokach XD Z resztą to już gorzej.
Zgodnie z logiką, że panczeniści chociażby wpadają do kategorii „gorzej”, to w skokach jednak się liczyliśmy.

1771396617428.png


To, jak chłopaki odpalili na olimpiadzie, nie zmienia faktu, że ostatnie lata w skokach jasno pokazują, iż czasy świetności kadry skoczków są za nami. Może dzięki temu sukcesowi Kacper porządnie się podbuduje na przyszły sezon. Ale to już nie są czasy, kiedy na dane zawody jedziemy po medal.
 
Puchar świata rządzi się swoimi prawami, igrzyska swoimi.
Wystarczy sobie przypomnieć co było 4 lata temu z Kubackim, który był w klasyfikacji pucharu świata bardzo daleko.
Od ponad 20 lat te medale wpadają nam przede wszystkim dzięki skoczkom i tylko w Turynie ich nie było, więc tak liczymy się.
Sam trener również zapowiadał medale przed imprezą co było raczej odważnym i nieoczywistym stwierdzeniem przed igrzyskami.
 
Last edited:
Czyli liczymy się w sportach zimowych tylko na igrzyskach? Jak tak, to pewnie :ok:

Zupełnie nie ma to związku z tym, że akurat w latach olimpijskich w Pucharze Świata Polacy radzili sobie bardzo dobrze i byli w czołówce, prawda? Prawda?

Nie wiem też, co trener miał mówić — pewnie, skupili się mocno na przygotowaniu do igrzysk, bo Puchar Świata przecież już nie do uratowania. Ale co — jedziemy na olimpiadę po naukę?

Więc tak, liczyliśmy się. Oczywiście sztab i sami skoczkowie pewnie liczyli na dobry wynik. Ale obiektywnie rzecz biorąc, te medale były jednak wielką niespodzianką i nikt, patrząc na chłodno, na nas nie stawiał. Trochę przypadek Simona Ammanna, jakby nie patrzeć.
 
Zupełnie nie ma to związku z tym, że akurat w latach olimpijskich w Pucharze Świata Polacy radzili sobie bardzo dobrze i byli w czołówce, prawda? Prawda?
Już o tym wspomniałem wyżej. Patrz case Kubackiego ledwie sprzed 4 lat. Pozycja poza pierwsza dwudziestką w pucharze świata.
Nie wiem też, co trener miał mówić — pewnie, skupili się mocno na przygotowaniu do igrzysk, bo Puchar Świata przecież już nie do uratowania. Ale co — jedziemy na olimpiadę po naukę?
Absolutnie nikt nie wymagał od niego obietnic medali.
Więc tak, liczyliśmy się. Oczywiście sztab i sami skoczkowie pewnie liczyli na dobry wynik. Ale obiektywnie rzecz biorąc, te medale były jednak wielką niespodzianką i nikt, patrząc na chłodno, na nas nie stawiał. Trochę przypadek Simona Ammanna, jakby nie patrzeć.
Ja czy Ty mogłem nie stawiać ale koniec końców liczymy się na igrzyskach w skokach i to są fakty.
 
Dziś za chwilę na paryskich kortach Iga Świątek będzie walczyła o awans do 1/4 turnieju. I to "walczyła" należy brać dosłownie w wielu znaczeniach, bo i z rywalką, Martą Kostyuk, oraz jak to ma od dość dawna - ze sobą i swoimi błędami. Na szczęście nic jej chyba nie dokucza fizycznie, więc tyle dobrego. Obecnie jest w rankingu na trzecim miejscu, spadek w najbliższym czasie jej nie grozi, a awans na drugie miejsce jest możliwy tylko w wypadku wygrania całego RG. Jest nadzieja.

Ciekawszą sprawą są wyczyny mało znanej Maji Chwalińskiej. Rówieśniczka Świątek do tej pory próbowała z niewielkim skutkiem przebić się choć gdzieś w okolice pierwszej setki rankingu. Ciągnące się za nią problemy z kontuzjami i niepomagający w tenisie wzrost (164 cm) powodowały, że rzadko można było ją zobaczyć w większych turniejach. Choć niedawne zrywy Włoszki Paolini, która jest jeszcze niższa, pokazywały, że nie trzeba mieć metr osiemdziesiąt. Nagle okazało się, że i w takich warunkach można coś zdziałać. Dostosowała swój styl gry do możliwości i z każdą rundą sprawia ogromne i coraz ogromniejsze niespodzianki, eliminując kolejne, wydawałoby się znacznie lepsze rywalki, a musiała zaczynać od kwalifikacji. Jutro zagra o awans do ćwierćfinału i wygląda na to, że nie jest bez szans, jeśli tylko zdrowie wytrzyma.

ed
I tyle z nadziei co do gry Świątek.
 
Last edited:
I jest, niesamowity sukces dla tej tenisistki. Chwalińska w ćwierćfinale RG. Wznosi się ekspresową windą w rankingu tak szybko, że tylko mijane zawodniczki migają w oczach. Dopiero co poza setką, teraz w pięćdziesiątce. Dzieki tym punktom przez dłuższy czas już będzie mogła łatwiej dostawać się do wyżej wycenianych turniejów. Najbardziej rzuca się w oczy jej spokój w czasie gry, czyli coś czego tak obecnie brakuje Świątek. Gratulacje.
 
Jutro mecz z Kalinską. Myślę, że szanse są :)
Post automatically merged:

Mecz o 11:00 :)


Zrzut ekranu 2026-06-3 o 06.45.54.png
 
Last edited:
Jedzie coraz wyżej, jest półfinał. Teraz czeką już ją prawdopodobnie próba przebicia się tą windą przez betonowy sufit czyli zapewne Sabalenka. Jak w poprzednich spotkaniach można było widzieć szanse na zwycięstwo, to Sabalenka będzie zbyt twardym orzechem do przeżucia. Białorusinka gra zbyt mocno i zbyt precyzyjnie.
ed
I takie to prognozowanie w kobiecym tenisie. Sabalenka odpadła. Teraz można się zastanawiać, czy w związku z tym szanse Chwalińskiej wzrosły czy może raczej nie bardzo, skoro będzie grała z tenisistką, która pokonała liderkę. Trzeci set do zera, co jest ewenementem, gdy za rywalkę ma się Sabalenkę.
 
Last edited:
Najdziwniejsze dla wszystkich jest to, że gra Chwalińskiej wydaje się bardzo prosta do przezwyciężenia, takie nic specjalnego, że wystarczy po prostu mocno zaserwować, dwa, trzy razy szybciej zagrać przy linii bocznej i powinien być punkt. A tu nic z tego. Returnuje, do piłek dobiega, swoje posyła tak, że nie bardzo jest z tego jakoś mocniej przyłożyć, trzeba się męczyć, robić kilometry, denerwować, bo ona uparcie nie chce popełniać własnych błędów. Robi te irytujące balony, skróty, slajsy i loby. I skąd jeszcze ma na to wszystko siłę?
Jak już chyba wszędzie powiedziano i napisano, jest to dziwny w obecnych czasach tenis z zupełnie innej bajki. Całkowicie niepospolity, wyłamujący się z trenowanych schematów, coś czego 95% tenisistów w życiu nie doświadczyło. Bo większość gra mocno, płasko, szybko, kątowo i właściwie bardzo jednakowo. Gra, jaką proponuje i narzuca Chwalińska, została porzucona dwadzieścia lat temu jako nieefektywna w sporcie, w którym za priorytet uznano moc uderzenia i to, jak szybko piłka przemieści się pomiędzy strunami rakiety a powierzchnią kortu. Miejmy nadzieję, że jeszcze przez jakiś czas będziemy mogli pozachwycać się tym dziwnym tenisem i że nie był to jednostkowy wyskok.

Przyszło mi do głowy, że ona gra w taki sposób, jakby amator przebijający sobie rekreacyjnie piłkę na korcie, osiągnął w tym nieprawdopodobne mistrzostwo i skuteczność tak wysoką, że pokonuje całkowicie zaskoczonych tym profesjonalistów, którzy nie są w stanie zejść na ten amatorski poziom i się gubią próbując jakoś ogarnąć sytuację, w jakiej niespodziewanie się znaleźli.
 
Last edited:
Top Bottom