A ja właśnie o tym - a kto powiedział, że trzeba?
Pewnie, wcale nie trzeba.
Zwłaszcza gdy po polsku brzmi to ładniej i naturalniej
U Sapkowskiego pełno jest nazw, które ewidentnie mają angielską, niemiecką, francuską, łacińską, holenderską, hiszpańską czy włoską pisownię która w oczywisty sposób sugeruje tamtejszą wymowę (lub spolszczoną wersję tej zagranicznej wymowy),
ale w wielu wypadkach ta wymowa i inspiracja lingwistyczna wcale nie są oczywiste i większość czytelników przeczyta dane słowo po polsku...
Zwłaszcza jak to jakiś tajemniczy neologizm,
a nie znane każdemu zagraniczne imię Francesca, którego nikt inaczej niż "
Franczeska" nie przeczyta....
Myślę że wszyscy z nas "na czuja" wymawiają wiele ewidentnie zagranicznych nazwisk i wyrazów w sposób zbliżony do tamtych języków,
czytając
Y jako J; SH oraz SCH jako SZ itd,
kierując się własną intuicją....
Pewnie wszyscy wymawiany nazwisko gnoma Percivala przez "SZ", jak sugeruje to ewidentnie niemiecka geneza danego nazwiska.
A nie przez polskie "S-Ch" jak "schabowy", jakby było to polskie nazwisko....
Nazewnictwo rodem z Toussaint pewnie też wymawiamy w sposób zbliżony do francuskiego, tak samo jak wszystkie ewidentnie angielskie wyrazy.
Ale jak w Pani Jeziora mamy jakieś celtyckie czy walijskie słowa o tamtejszej pisowni to pewnie większość z nas nawet nie wie jak te słowa po walijsku przeczytać
A takie Rinde to już pewnie wymówimy z polskim "R", a nie niemieckim czy angielskim....
Z Filippą nie jest to takie oczywiste, pewnie ktoś wymówi jej nazwisko po niemiecku "Ajhart", ale dla wielu czytelników będzie to Eilhart, gdzie czytamy tak jak widzimy po polsku - albo myśląc że to angielskie nazwisko a nie niemieckie.
I nawet Redzi nie byli w tym konsekwentni, raz wymawiając nazwisko Filippy przez A a raz przez E....
Czytelnik może też nie wiedzieć czy De Vries to holenderskie, angielskie czy francuskie nazwisko, co odpowiednio narzucałoby wymowę Wris, Wrajz oraz Wri. A może po polsku - Wries?
No czytając w głowie przecież, bo nie na głos, jakoś to schodzi na dalszy plan dla mnie, jaka jest dokładna wymowa tego, co zeskanowałem wzrokiem.
W pełni się zgadzam, nie czytamy przecież książek na głos.
i bardziej utkwi nam w głowie pisownia niż domniemana wymowa danego wyrazu....
I dopiero przy adaptacjach audio(wizualnych) powstaje problem ładnej, sensownej i konsekwentnej wymowy.
Albo przy
tłumaczeniach książek na języki nieposługujące się alfabetem łacińskim, bo to wymaga fonetycznego zapisania danego wyrazu w odmiennym alfabecie danego języka.
A to wymaga od tłumacza zdecydowania w jaki sposób to słowo powinno być wymagane pierwotnie, by przełożyć to na wymowę innego języka (uwzględniając specyfikę i ograniczenia fonetyczne języka docelowego), by następnie zapisać to słowo fonetycznie w alfabecie danego języka...
Dlatego Yennefer będzie zapisana cyrylicą jako Jennefer po ukraińsku czy Jennifier po rosyjsku,
zależnie od intuicji i preferencji tłumacza zapewne...
Wiedźmak Lambiert, Kiejra Mec, Anguliema, Emgyr (Emhyr), Riens, Tissaia de Wrie, Kagyr Maur Dyffin aep Kieallah (Cahir)
(tu trzeba mieć na uwadze również specyfikę fonetyczną odmiennych języków,
która w wypadku języków wschodniosłowiańskich narzuca np większą ilość zmiękczeń oraz przekładanie H na G,
ale zwracam uwagę na co innego - tłumacz musiał zdecydować najpierw, że Tissaia jest
de Wrie - a nie
Wries, Wri, Wrajz albo Wris, by w taki sposób fonetycznie zapisać to w innym alfabecie)...
I w takim tłumaczeniu na inny alfabet, zagraniczny czytelnik ma już wymowę narzuconą przez tłumacza.
Tak samo będzie chociażby po japońsku - Geraruto, Jenefa, Furingira Vigo, Firipa Eiruhato
Pomijając specyfikę japońskiej fonetyki; japoński tłumacz musiał najpierw zdecydować, że Filippa jest Eilhart, a nie Ajhart,
by potem przełożyć jej nazwisko na
EJRUCHATO.... 
Pytanie czy japoński tłumacz tłumaczył wiedźmina z polskiego czy z angielskiego, skoro jest tam Siri zamiast Tsiri (Ciri)....
Bo wiem, że niektóre tłumaczenia Wiedźmina są niestety przekładami z angielskiego tłumaczenia.
Pytanie ile dobrego pozostaje w takim tłumaczeniu tłumaczenia....
Tutaj Sapkowski niestety poprzez niedbalstwo w nazewnictwie, nie trzymanie się jednej wersji językowej, skakanie po rozmaitych językach wprowadził uważnego czytelnika w totalne osłupienie.
Nie uważam tego za problem;
Sapkowski przecież otwarcie mówi jakie ma podejście do nazewnictwa czy szerzej do worldbuildingu.
Niczego nie ukrywa ani nie udaje. Wprost mówi w jaki sposób wykreował swój świat - w sposób całkiem inny niż Tolkien....
Sapkowski mówi wręcz, że żaden świat nie istnieje - wszystko jest jedynie tłem do opowiadanej historii.
świat fantastyczny którego nie ma co go porównywać z naszym
A czy w książkach nie ma sugestii, że ludzie przybyli na Kontynent z naszego świata?
Jest tam ten fragment (w Krwi Elfów), że po Koniunkcji ludzie "odnaleźli w zakamarkach pamięci" mitologiczne nazwy magicznych stworów i potworów.
A mieliśmy już przecież imiona i nazwy dla wszystkiego, co w tym nowym, odrodzonym świecie widziały nasze oczy.
Nagle, gdzieś w odległych zakątkach pamięci, odnajdywaliśmy nazwy dla smoków i gryfów, dla syren i nimf, dla sylfid i driad.
~Krew Elfów
Jak rozumiecie ten fragment?
Ja odbieram go jako sugestię, że gatunek ludzki trafił na Kontynent z naszego świata i w zapomnianych mitologiach, baśniach i folklorze potomkowie Europejczyków odnaleźli nazwy, które nadali magicznym stworzeniom zamieszkującym Kontynent.
W takim wypadku lingwistyczny miszmasz w imionach, nazwiskach i obiektach geograficznych jest całkiem zrozumiały,
jeżeli założymy że ludzkość na Kontynencie to
potomkowie wielu, przemieszanych europejskich narodów....
Albo możemy zwyczajnie założyć, że Sapkowski chciał stworzyć typowy dla fantasy quasi-europejski setting, sięgając przy tym po rozmaite europejskie inspiracje lingwistyczne, kulturowe i mitologiczne.
Co wcale nie jest niespotykane w gatunku fantasy, gdzie niemal każdy neverland jest fantazją na temat wymieszanej kultury Europy Zachodniej, wliczając w to imiona i nazwiska....