Sapkowski live, czyli wywiady, wywiady...

+
Autor nie lubi przezwiska "Sapek"
Generalnie Sapek podpowiedział im,
Ojojoj.
Jak już jesteśmy przy wymowie, to ogromnie drażni mnie polska wymowa "yen-EF-er".
Akcentowanie przedostatniej sylaby jest domyślne w języku polskim i wyjątki od tej zasady są bardzo nieliczne,
ale imIę Janeczki bazuje na angielskim Jennifer, gdzie akcentowana jest pierwsza sylaba. "DŻE-ni-fer", nie "dże-NI-fer".....
:oops:
A jak należałoby to wymawiać? Z niemym "F"?
F to raczej litera którą ciężko wyraźnie nie zaznaczyć w mowie, zwłaszcza w polskim.
walczy z umarlakami wstającymi z grobów, zwalczając nieumarłych by chronić ludzi
Pytanie tylko jak, bo raczej prędzej przez np. egzorcyzmy a nie cięcie ich mieczem.

Also, tak jeszcze mi się przypomniało że Skellige miałem zwyczaj czytać jako Skellidż, bo byłem przekonany że skoro to obca nazwa to na bank nie czyta się tego tak jak pisze. A tu klops, skandynawska nazwa, ją akurat należało tak czytać.
Pamiętam też, że znak Quen nazywałem kiedyś kłinem, do tej pory pamiętam, jak przy ogrywaniu moda "Wesele" do jedynki ktoś nazwał Yarpena Dżarpenem XD
 
Za "Wieśkiem" nie przepadam i nie używam.
Ale potrafię to przeżyć, bo jakoś swojsko to brzmi...
1730337249521.png

Nie za bardzo rozumiem, jak to się ma do wiedźmina - Geralta. Ma tyle wspólnego z profesją wiedźmińską co Gurnhilda z Geraltem.

Moim skromnym zdaniem za bardzo wchodzimy w doszukiwanie się nazewnictwa badając jego lingwistyczne pochodzenie, a to z tego powodu, że autor tworząc pierwotnie nazewnictwo pod koniec lat 80-tych i na początku 90-tych z dużym prawdopodobieństwem nie zakładał, że jego opowiadania pójdą w świat. Pisał dla polskiego odbiorcy i nawet jeśli źródłosłowa czerpał z innych języków pisał Jennefer - nie Dżinifir, Jaskier - nie Dżejskiir, Emhyr - nie Imhir itd. Wówczas Ciri faktycznie powinno się wymawiać Kiri, a Eskela - Isklim.. Jak wówczas wymawiać Jarugę ? Bez jaj.

Dobrze, że chociaż Góry Sine mamy jako sine , a nie niebieskie jako Blue Mountains tylko dlatego, że inne języki oprócz rosyjskiego nie znają koloru sinego :)

Problem powinni mieć tłumacze, nie polscy odbiorcy.

Kolejna kwestia to że świat o jakim opowiada autor to nie jest nasz świat, nasza planeta, z naszymi językami, narodami, kontynentami, istotami i rasami. To się dzieje w całkiem innym układzie planetarnym, który doznał jeszcze niezłego pomieszania się z innym układem podczas tzw. Koniunkcji Sfer. Nie można więc dosłownie kojarzyć nazewnictwa z obecnie czy też wcześniej funkcjonującym. Autor nie chciał wymyślać własnego alfabetu, nazewnictwa o czym mówił w wywiadzie z Beresiem. To że zapożyczał to prawdopodobnie tylko z lenistwa o którym wielokrotnie wspominał, a być może też dlatego aby czytelnik bardziej utożsamiał się z postaciami i nazwami.
 
Last edited:
Czytając te dyskusje to u mnie było prosto - wszystkie nazwy czytałem "po polsku" i do głowy mi nie przychodziły inne wymowy, byłem bardzo zdziwiony, jak pierwszy raz usłyszałem że Zeugl to ktoś po niemiecku czyta :coolstory:
 
No to dziwnie macie, bo mi takie "Kaer Morhen" czytane po polsku z każdą literą brzmi po prostu brzydko. W takim Villentretenmerth też końcowe "th" czytacie jako "th" czy jako "f"?
Albo w nazwisku Regisa, " Rohellec Terzieff-Godefroy"? Lub Cahira, "Dyffryn aep Ceallach"?
No błagam, przecież to musi brzmieć jak dzieci z podstawówki próbujące uczyć się angielskiego i mówiące "one" jak się czyta zamiast "łan".
 
Last edited:
Ja to czytam jak mi pasuje. Nie jestem lingwistą.
Zawsze wychodzą jakieś różnice, kiedy rozmawia się ze znajomymi o tym jak kto i co wymawia. Bywa dość zabawnie. Ma to swój urok. Tego typu literatura daje nam możliwości rożnych interpretacji, o ile nie ma kwestii, które mówiłyby nam coś więcej w tym temacie. Jeśli więc nie ma jasno określonych reguł, to każdy może mieć swoją rację. ;)
 
No to dziwnie macie, bo mi takie "Kaer Morhen" czytane po polsku z każdą literą brzmi po prostu brzydko. W takim Villentretenmerth też końcowe "th" czytacie jako "th" czy jako "f"?
Albo w nazwisku Regisa, " Rohellec Terzieff-Godefroy"? Lub Cahira, "Dyffryn aep Ceallach"?
No błagam, przecież to musi brzmieć jak dzieci z podstawówki próbujące uczyć się angielskiego i mówiące "one" jak się czyta zamiast "łan".
Tak, tak i tak.
Najpiękniej „Villentretenmerth” wymówiła ostatnio Acinox na filmiku z moderatorami, najpiękniej wymówione „th”, jakie słyszałam - więc komu brzydko i dziecinnie, temu brzydko. Zakazu nie ma ;)
 
na filmiku z moderatorami
@undomiel9
Jakim filmiku z moderatorami?
Jest jakiś wywiad z moderacją tego forum? :D

Pytanie tylko jak, bo raczej prędzej przez np. egzorcyzmy a nie cięcie ich mieczem.
Po prostu w folklorze słowiańskim istniał wiedźmak jako synonim czarownika albo jakiegoś wampira/wilkołaka, Sapkowski zaczerpnął to słowo stamtąd nadając mu zupełnie inne znaczenie.
Wiedźmini są na pewno jego autorskim pomysłem (a przynajmniej nie słyszałam nigdy by było inaczej....),
ale rozbawiło mnie bardzo, że znalazłam przypadkiem jakieś ponad stuletnie źródło, w którym jest wzmianka, że wiedźmak chronił ludzi zwalczając umarlaki... :ROFLMAO:

Nie za bardzo rozumiem, jak to się ma do wiedźmina
Ja nie używam "Wiesiek", ale może dla fanów, którzy tego używają jest to swoiste pieszczotliwe czy zabawne zdrobnienie?
"Wiedźminek" brzmi zbyt infantylnie, ale Wiesiek bardziej akceptowalnie? Choć niektórzy dla żartu mówią też "Wiesław"...

A co do nazewnictwa Sapkowskiego to tu temat zazębia się z jego podejściem do worldbuildingu, gdzie choćby wśród nazwisk bohaterów i nazw geograficznych jest pełno słów zaczerpniętych z atlasów geograficznych czy przyrodniczych naszego świata, nie wspominając o nazwiskach czy słowach i wyrażeniach zaczerpniętych z różnych języków europejskich.
I zazwyczaj nie jest to przemyślana spójna koncepcja lingwistyczna tylko urokliwy miszmasz bez ładu i składu....
Na pewno Sapkowski nie musiał się zastanawiać nad wymową w audiobookach, ekranizacjach czy grach gdy pisał książki,
ale gołym okiem widzimy, że choćby Jaskier, Shilard Fitz-Oesterlen, Vattier de Rideaux, Schirrú, Coën, Figgis Merluzzo, Juan Pablo Vassermiller, Złotolitka, Kozojed i Niedamir pochodzą z całkiem różnych inspiracji lingwistycznych, co rzutuje zarówno na pisownię jak i wymowę danych imion.
Problem mamy tam, gdzie inspiracja językowa wcale nie jest dla nas oczywista i nie wiemy jakim językiem mamy się sugerować w konkretnym przypadku....
Pytanie czy Sapkowskiego w ogóle obchodziła ta wymowa gdy czerpał te słowa z jakichś encyklopedii czy atlasów.
Pewnie bardziej obchodziła go estetyczna "zachodnia" pisownia niż wymowa czy spójna fonetyka i ortografia świata przedstawionego....

Zgadzam się z @CesarzTemeri że w wielu wypadkach czytanie "jak po polsku" wypadałoby raczej głupio (no bo chyba nikt nie czyta Shilard Fitz-Oesterlen, Vattier de Rideaux, Schirrú, Coën czy choćby Yennefer zgodnie z polską dosłowną wymową tych wszystkich liter),
ale w wielu wypadkach mamy prawo nie wiedzieć w jaki sposób należy to słowo przeczytać - czy to Jarre czy to Żar, czy to Borh, Bork, Borsz czy Borcz Trzy Kawki, czy to Dikstra, Dijkstra czy Dejkstra, Tissaia de Wri, de Wries czy de Wris....
I bez żadnych przesadyzmów - wiadomo, że pełno nazw własnych w Sadze ma ewidentnie niepolską pisownię oraz wymowę (choćby Yennefer czy Shani). ale w wielu wypadkach zwyczajnie nie wiemy jakim językiem mamy się sugerować...
Pozostaje się nam kierować wyczuciem i własną intuicją, albo kwestią gustu i przyzwyczajeń.
I wtedy każdy czyta jak mu pasuje, jak napisał @Sylvin

Also, tak jeszcze mi się przypomniało że Skellige miałem zwyczaj czytać jako Skellidż
Ja też! :D

@Deymos666 miałam na myśli, że zeugl po niemiecku czytany jest w grze W1, gdy Geralt walczył z tym "cojglem" w wyzimskich kanałach w 5 akcie gry.
Najpewniej gdy czytałam książkę po raz pierwszy to też przeczytałam to po polsku, a nie po niemiecku.
Potem grając w pierwszą grę odnotowałam, że trzeba "po niemiecku"....
Potem zauważyłam, że w serialu TVP jest "polska" wymowa tego słowa, co uznałam wówczas za ignorancję autorów serialu.
A potem słyszę, że w W3 też jest zeugl wymawiany po polsku :ROFLMAO:
Wszystko mi jedno czy to zeugl czy cojgl (choć po polsku brzmi ładniej).
Jedyne co mi przeszkadza do brak spójności i konsekwencji w wymowie tych samych wyrazów, przynajmniej w obrębie jednego medium...


Też szczerze wolę wymawiane po polsku Kaer Morhen, Kaedwen, Aedrirn czy Wyzima.
Do "ae" wymawianego jako "e" musiałam się przyzwyczaić przez gry a potem anglojęzyczny serial,
jednak taką Wyzimę to tylko po polsku akceptuję :beer:

Ale ubolewam nad tym jak często słyszeć muszę "Yennefer" z polskim akcentowaniem (na przedostatnią sylabę), zamiast z akcentem na pierwszą sylabę YEN. Niestety nawet w grach można się z tym czasem spotkać. I brzmi to jak jakiś Renifer...
Mam nadzieję, że nie w audiobookach, bo jeszcze się za nie nie zabrałam.

@PATROL co masz na myśli z "czytaniem twardo" w elfickim?
Czytanie Starszej Mowy dosłownie po polsku, literka po literce?
Np wymowa "d-h-o-i-n-e" zamiast "duan"?
"S-c-o-i-a-t-a-e-l" zamiast "skojatel"?
 
Last edited:
Potem grając w pierwszą grę odnotowałam, że trzeba "po niemiecku"....

A ja właśnie o tym - a kto powiedział, że trzeba? :)

To był oczywiście odruch, ale jakbym gdzieś miał szukać przyczyn tego podejścia to polski to mój język ojczysty, po polsku została napisana książka, a jakiś niemiecki? Niemiecki to jest w naszym świecie, jak będę książkę fantasy czytał po niemiecku to wplatam w fantastykę dziejącą się w never never landzie w nasze realia, w moją wiedzę o językach. Jakąś inną wymowę pewnie mógłbym w głowie zastosować dla języka elfów, no bo mogą mieć jakieś akcentowanie czy inną wymowę, skoro w książkach to "obcy" język.

Ale jaką? No czytając w głowie przecież, bo nie na głos, jakoś to schodzi na dalszy plan dla mnie, jaka jest dokładna wymowa tego, co zeskanowałem wzrokiem.

Za to ci co robią gry, seriale albo słuchowiska mają faktycznie problem :)
 
Pytanie czy Sapkowskiego w ogóle obchodziła ta wymowa gdy czerpał te słowa z jakichś encyklopedii czy atlasów.
Pewnie bardziej obchodziła go estetyczna "zachodnia" pisownia niż wymowa czy spójna fonetyka i ortografia świata przedstawionego....
Dokładnie ujęłaś to co miałem na myśli. Tutaj Sapkowski niestety poprzez niedbalstwo w nazewnictwie, nie trzymanie się jednej wersji językowej, skakanie po rozmaitych językach wprowadził uważnego czytelnika w totalne osłupienie. Raptem mamy nazewnictwo czysto słowiańskie, a nawet czysto polskie jak "siny" znajdujące się w tym samym akapicie z nazewnictwem angielsko-języcznym. Totalne pomieszanie.

Dziwi mnie to, że na spotkaniach z Sapkowskim ludzie zadają banalne pytania, a nie pytają właśnie o takie techniczne ciekawostki. Prawdopodobnie autor nie przyznałby się do tego bałaganu bo taki rozjazd wynika tylko i wyłącznie z zaniedbania, braku systematyki lub tworzeniu nazewnictwa byle ładnie brzmiało - co jedno i drugie nie jest dobrym rozwiązaniem.

Większość pisarzy fantasy trzyma się jednej konkretnej linii lingwistycznej. Nie ma czegoś takiego chociażby we Władcach Pierścieni. Szok, że mówiąc iż map nigdy nie kreślił to jednak mają jako taką spójność.

Ciekawe zatem jak to będzie w nowej książce...

Może jeszcze dodam, że w Trylogii Husyckiej mamy jakoś konkretne nazewnictwo - tutaj nie ma niedomowień. Autor odrobił lekcje lub historyczne osadzenie w czasie nie pozwoliło na językowy miszmasz.
 
Last edited:
Ależ przyznał się wielokrotnie, że miał na to wywalone i że te pytania nie mają sensu, bo on się nie zastanawiał nad takimi rzeczami.
 
Dokładnie ujęłaś to co miałem na myśli. Tutaj Sapkowski niestety poprzez niedbalstwo w nazewnictwie, nie trzymanie się jednej wersji językowej, skakanie po rozmaitych językach wprowadził uważnego czytelnika w totalne osłupienie. Raptem mamy nazewnictwo czysto słowiańskie, a nawet czysto polskie jak "siny" znajdujące się w tym samym akapicie z nazewnictwem angielsko-języcznym. Totalne pomieszanie.

Przypomina się fragment tego słynnego wywiadu z Sapkiem:
WO: W „Pirogu” była też zawarta deklaracja dotycząca Pańskiej odpowiedzi na pytanie, czy w literaturze fantasy może się pojawić taki czy inny rekwizyt, bo „wtedy” go może nie znano. Pańską odpowiedzią było – „jakie wtedy”, przecież fantasy nie rozgrywa się ani w przeszłości, ani w przyszłości, tylko zupełnie gdzie indziej.

AS: To rzeczywiście bardzo częste nieporozumienie – wynikające z nie- zrozumienia. Liv Tyler, która gra Arwenę we „Władcy pierścieni”, powiedziała w wywiadzie, że akcja tego filmu rozgrywa się „w prehistorii Anglii”. Jakiej prehistorii? Jakiej Anglii? Ale wielu ludzi tak właśnie do dzisiaj podchodzi do fantasy, że bohaterka nie może nosić majtek, bo „wtedy” ich nie znano. Częstym tematem sporów było to, czy można w fantasy użyć słowa „psychika”. Argumentowano, że nie – wszak „psychika” pochodzi z greckiego, a więc jeśli „w fantastycznym świecie” nie było starożytnych Greków i mitu Erosa i Psyche, nie ma mowy o psychice. Replikowałem, że zgodnie z takim rozumowaniem nie można też użyć słowa „król”, bo przecież to słowo dotarło do języka polskiego za pośrednictwem czeskiego, a pochodzi od imienia Karola Wielkiego, władcy Franków.

Więc jeśli nie było Franków ani Czechów, nie może też być króla.

Źródło

I może nie ma to idealnego przełożenia 1:1 na omawiany temat, ale moim zdaniem świetnie oddaje podejście AS'a. Nie ma czegoś takiego jak "prawidłowe" podejście do tworzenia światów fantasy, bo to miejsca fikcyjne. Konglomeraty, wierzeń, przesądów, historii, nazewnictwa, polityki czy geografii i nie ma żadnych zasad porządkowych jak prawidłowo owe światy powinny być budowane. To czy wspomniane światy będą potem rezonować z czytelnikami, to zupełnie insza inność. Takie zarzuty, o "niedbalstwo" wobec Andrzeja Sapkowskiego, są jak dla mnie podsiane niezrozumieniem lub zwyczajnym snobizmem. Więc jak Sapkowski chce sobie w jednym akapicie używać, nazw słowiańskich, potem staroangielskich, kończąc wszystko wtrętem z łaciny, to nie jest to "niedbalstwo", tylko element świata przedstawionego. W dokładnie taki sam sposób, jak w jednej książce Ciri może zabić wywernę w Gors Velen, a w innej rozmawiać z Galahadem u podnóża walijskich gór Y Wyddfa i wciąż być częścią tej samej, spójnej historii.
 
Bardzo ciekawy fragment tego wywiadu, przypomniał mi on coś co mnie bardzo zastanawiało jak czytałem książki, pamiętam że rzuciło mi się w oczy że niby inny świat, świat fantastyczny którego nie ma co go porównywać z naszym. Ale okazuje się że nazwy dni i miesięcy są te same co u nas, tydzień też trwa 7 dni. Jakoś tak na nazwy postaci czy miejsc nie zwracałem specjalnej uwagi, ale to że nagle czas jest liczony tak samo jak u nas bardzo mnie zastanawiało ;)
 
Last edited:
A ja właśnie o tym - a kto powiedział, że trzeba? :)
Pewnie, wcale nie trzeba.
Zwłaszcza gdy po polsku brzmi to ładniej i naturalniej :D

U Sapkowskiego pełno jest nazw, które ewidentnie mają angielską, niemiecką, francuską, łacińską, holenderską, hiszpańską czy włoską pisownię która w oczywisty sposób sugeruje tamtejszą wymowę (lub spolszczoną wersję tej zagranicznej wymowy),
ale w wielu wypadkach ta wymowa i inspiracja lingwistyczna wcale nie są oczywiste i większość czytelników przeczyta dane słowo po polsku...
Zwłaszcza jak to jakiś tajemniczy neologizm,
a nie znane każdemu zagraniczne imię Francesca, którego nikt inaczej niż "Franczeska" nie przeczyta....

Myślę że wszyscy z nas "na czuja" wymawiają wiele ewidentnie zagranicznych nazwisk i wyrazów w sposób zbliżony do tamtych języków,
czytając Y jako J; SH oraz SCH jako SZ itd,
kierując się własną intuicją....
Pewnie wszyscy wymawiany nazwisko gnoma Percivala przez "SZ", jak sugeruje to ewidentnie niemiecka geneza danego nazwiska.
A nie przez polskie "S-Ch" jak "schabowy", jakby było to polskie nazwisko....
Nazewnictwo rodem z Toussaint pewnie też wymawiamy w sposób zbliżony do francuskiego, tak samo jak wszystkie ewidentnie angielskie wyrazy.
Ale jak w Pani Jeziora mamy jakieś celtyckie czy walijskie słowa o tamtejszej pisowni to pewnie większość z nas nawet nie wie jak te słowa po walijsku przeczytać :ROFLMAO:

A takie Rinde to już pewnie wymówimy z polskim "R", a nie niemieckim czy angielskim....
Z Filippą nie jest to takie oczywiste, pewnie ktoś wymówi jej nazwisko po niemiecku "Ajhart", ale dla wielu czytelników będzie to Eilhart, gdzie czytamy tak jak widzimy po polsku - albo myśląc że to angielskie nazwisko a nie niemieckie.
I nawet Redzi nie byli w tym konsekwentni, raz wymawiając nazwisko Filippy przez A a raz przez E....
Czytelnik może też nie wiedzieć czy De Vries to holenderskie, angielskie czy francuskie nazwisko, co odpowiednio narzucałoby wymowę Wris, Wrajz oraz Wri. A może po polsku - Wries?

No czytając w głowie przecież, bo nie na głos, jakoś to schodzi na dalszy plan dla mnie, jaka jest dokładna wymowa tego, co zeskanowałem wzrokiem.
W pełni się zgadzam, nie czytamy przecież książek na głos.
i bardziej utkwi nam w głowie pisownia niż domniemana wymowa danego wyrazu....
I dopiero przy adaptacjach audio(wizualnych) powstaje problem ładnej, sensownej i konsekwentnej wymowy.

Albo przy tłumaczeniach książek na języki nieposługujące się alfabetem łacińskim, bo to wymaga fonetycznego zapisania danego wyrazu w odmiennym alfabecie danego języka.
A to wymaga od tłumacza zdecydowania w jaki sposób to słowo powinno być wymagane pierwotnie, by przełożyć to na wymowę innego języka (uwzględniając specyfikę i ograniczenia fonetyczne języka docelowego), by następnie zapisać to słowo fonetycznie w alfabecie danego języka...

Dlatego Yennefer będzie zapisana cyrylicą jako Jennefer po ukraińsku czy Jennifier po rosyjsku,
zależnie od intuicji i preferencji tłumacza zapewne...
Wiedźmak Lambiert, Kiejra Mec, Anguliema, Emgyr (Emhyr), Riens, Tissaia de Wrie, Kagyr Maur Dyffin aep Kieallah (Cahir)
(tu trzeba mieć na uwadze również specyfikę fonetyczną odmiennych języków,
która w wypadku języków wschodniosłowiańskich narzuca np większą ilość zmiękczeń oraz przekładanie H na G,
ale zwracam uwagę na co innego - tłumacz musiał zdecydować najpierw, że Tissaia jest de Wrie - a nie Wries, Wri, Wrajz albo Wris, by w taki sposób fonetycznie zapisać to w innym alfabecie)...
I w takim tłumaczeniu na inny alfabet, zagraniczny czytelnik ma już wymowę narzuconą przez tłumacza.

Tak samo będzie chociażby po japońsku - Geraruto, Jenefa, Furingira Vigo, Firipa Eiruhato
Pomijając specyfikę japońskiej fonetyki; japoński tłumacz musiał najpierw zdecydować, że Filippa jest Eilhart, a nie Ajhart,
by potem przełożyć jej nazwisko na EJRUCHATO.... :ROFLMAO::ROFLMAO:

Pytanie czy japoński tłumacz tłumaczył wiedźmina z polskiego czy z angielskiego, skoro jest tam Siri zamiast Tsiri (Ciri)....
Bo wiem, że niektóre tłumaczenia Wiedźmina są niestety przekładami z angielskiego tłumaczenia.
Pytanie ile dobrego pozostaje w takim tłumaczeniu tłumaczenia....
Tutaj Sapkowski niestety poprzez niedbalstwo w nazewnictwie, nie trzymanie się jednej wersji językowej, skakanie po rozmaitych językach wprowadził uważnego czytelnika w totalne osłupienie.
Nie uważam tego za problem;
Sapkowski przecież otwarcie mówi jakie ma podejście do nazewnictwa czy szerzej do worldbuildingu.
Niczego nie ukrywa ani nie udaje. Wprost mówi w jaki sposób wykreował swój świat - w sposób całkiem inny niż Tolkien....
Sapkowski mówi wręcz, że żaden świat nie istnieje - wszystko jest jedynie tłem do opowiadanej historii.

świat fantastyczny którego nie ma co go porównywać z naszym
A czy w książkach nie ma sugestii, że ludzie przybyli na Kontynent z naszego świata?

Jest tam ten fragment (w Krwi Elfów), że po Koniunkcji ludzie "odnaleźli w zakamarkach pamięci" mitologiczne nazwy magicznych stworów i potworów.
A mieliśmy już przecież imiona i nazwy dla wszystkiego, co w tym nowym, odrodzonym świecie widziały nasze oczy.
Nagle,
gdzieś w odległych zakątkach pamięci, odnajdywaliśmy nazwy dla smoków i gryfów, dla syren i nimf, dla sylfid i driad.

~Krew Elfów
Jak rozumiecie ten fragment?
Ja odbieram go jako sugestię, że gatunek ludzki trafił na Kontynent z naszego świata i w zapomnianych mitologiach, baśniach i folklorze potomkowie Europejczyków odnaleźli nazwy, które nadali magicznym stworzeniom zamieszkującym Kontynent.

W takim wypadku lingwistyczny miszmasz w imionach, nazwiskach i obiektach geograficznych jest całkiem zrozumiały,
jeżeli założymy że ludzkość na Kontynencie to potomkowie wielu, przemieszanych europejskich narodów....

Albo możemy zwyczajnie założyć, że Sapkowski chciał stworzyć typowy dla fantasy quasi-europejski setting, sięgając przy tym po rozmaite europejskie inspiracje lingwistyczne, kulturowe i mitologiczne.
Co wcale nie jest niespotykane w gatunku fantasy, gdzie niemal każdy neverland jest fantazją na temat wymieszanej kultury Europy Zachodniej, wliczając w to imiona i nazwiska....
 
Last edited:
Wszelkiego rodzaju adaptacje, w których mamy do czynienia z warstwą audio wymowa powinna być konsekwentna, ale wcale nie oznacza to, że każdy może wysławiać się tak samo :smart:
Czy każda postać w takiej adaptacji powinna wymawiać prawidłowo imiona, czy nazwy własne? Otóż nie, bo straciłoby to swą naturalność. Jedynie postacie mogą znać prawidłowe brzmienie własnego imienia. Na przykład Tissaia de Wries może przedstawiać się jako Wrie, ale ktoś inny powie Wries i to też może być na swoj sposób ok. Tym bardziej, że mamy miszmasz kulturowy. W życiu, będąc za granicą, czy ktoś czytając po angielsku Kowalski nie powie Kołalski? Dopiero osobą nosząca to nazwisko może sprostować tego kogoś, kto źle wymawia. I to jest naturalne.
Zastanawia mnie tylko jedno, czy my w tej chwili dyskutujemy o swoich pobożnych życzeniach, o tym jak byśmy chcieli to widzieć, a właściwie słyszeć w grach, filmach i słuchowiskach? Nie szedłbym w tą stronę za daleko :)
 
Last edited:
"AS: To rzeczywiście bardzo częste nieporozumienie – wynikające z nie- zrozumienia. Liv Tyler, która gra Arwenę we „Władcy pierścieni”, powiedziała w wywiadzie, że akcja tego filmu rozgrywa się „w prehistorii Anglii”. Jakiej prehistorii? Jakiej Anglii?"

Argument dobry, ale akurat Sapkowski i Tyler nie mieli tu do końca racji.
Sapkowski, bo intencją Tolkiena było to że Śródziemie jak najbardziej miało być naszym światem, tylko prehistorycznym, z czasów dawniejszych niż epoka brązu, kiedy świat nie do końca wyglądał tak jak dzisiaj. Śródziemie miało być mitologicznym Midgardem, stąd nazwa (Poniekąd nie wiem czy w tym wypadku lepszym tłumaczeniem nie byłoby "Międzyziemie") i istoty z Skandynawskich mitów jak Elfy, Krasnoludy, Trolle, Orkowie, itd. Poniekąd zastanawia mnie czemu Tolkien nie poszedł z tym krok dalej i nie wprowadził Asgardu, Asów, Gigantów, może nawiązania do Bora i Odyna?
A Tyler, bo to miała być cała Europa, nie sama Anglia. W założeniach Tolkiena Mordor miał być tam gdzie dzisiaj jest Turcja, Gondor gdzie dzisiaj Rzym, Shire gdzie Wielka Brytania.
Oczywiście nie ma to za grosz sensu i takie Śródziemie nie miałoby prawa kiedykolwiek istnieć w naszym świecie, i dlatego traktujemy je obecnie za kompletnie odrębne uniwersum, no ale dla Tolkiena tak nie miało być.
Bo wiem, że niektóre tłumaczenia Wiedźmina są niestety przekładami z angielskiego tłumaczenia.
Pytanie ile dobrego pozostaje w takim tłumaczeniu tłumaczenia....
Co za partactwo. Wiadomo które tłumaczenia tak robią?
Kojarzę, że przynajmniej francuskie wydanie było tłumaczone bezpośrednio z polskiego, skoro tamtejszy tłumacz pomylił jednorożca z nosorożcem.
 
(…) intencją Tolkiena było to że Śródziemie jak najbardziej miało być naszym światem, tylko prehistorycznym, z czasów dawniejszych niż epoka brązu, kiedy świat nie do końca wyglądał tak jak dzisiaj. Śródziemie miało być mitologicznym Midgardem, stąd nazwa.

Nie. Nie jest to prawda, w żadnej mierze, tylko często powtarzana interpretacja. Tolkien nic takiego nigdy nie wyartykułował, ale mnóstwo ludzi to powtarza, nie sprawdzając tematu - bo chyba dobrze brzmi.
Tu można przeczytać przystępną i dość kompetentą analizę, co Tolkien mówił, czego nie, i skąd się wziął ten, nomen-omen, mit.

PS. Orkowie nie pochodzą z mitologii nordyckiej, chyba że masz na myśli orki, one prędzej, jest tam jakaś populacja w morzach naokoło.
 
Top Bottom