[SELEKTYWNIE OSPOILEROWANE] Zakończenia - poradnik

+
W całej fabulę wiedźmina zawsze chodziło o koniunkcję sfer - nawet w intro do W3 jest jej poświęcone.
Starsza krew to wyhodowany ładunek genetyczny zdolny w pewnym sensie do jej powtórzenia, a przynajmniej otwarcia bram między światami na jakiś czas.
Jak znajdę to wrzucę przerywnik filmowy z gry potwierdzający moje słowa a mówiący o wspólnym świecie zamieszkanym przez elfy sprzed koniunkcji.
Jeśli intencje Avallacha pozostały takie same jak w sadze to moja teoria o wykorzystaniu Ciri przez Avallacha do własnych celów, innych niż jej bezmyślna śmierć w imię nieuzasadnionej przepowiedni białego zimna okaże się prawdziwa.

edit
@crass2012
Delikatnie nie dociera? Skończ bredzić. Przynajmniej w moim kierunku.
Jak słusznie zauważyłeś w swoim pierwszym poście tylko ty to zauważyłeś, że Avallach namówił Ciri, żeby zaklęła samą siebie.
Powodzenia.

I co to zmienia? Jeśli udowodnię swoją teorię o prawdziwych zamiarach Avallacha wobec Ciri to czy nie może okazać się prawdziwa bo ty uważasz inaczej?
edit.
Jak możesz to proszę przypominj mi jakie zamiary w książkach Sapkowskiego miał elfi wiedzący Avallach?
Czy to nie on sprowadził ją do Tir na Lia przed oblicze Auberona?
Czy to nie przed Avalachem ostrzegały Ciri najbardziej jednorożce w telepatycznej komunikacji w świecie Aen Elle?
Zaraz wkleję cytat.

edit2
w międzyczasie znalazłem ciekawą dyskusję na ten sam temat na forum międzynarodowym:
http://forums.cdprojektred.com/threads/44505-Eredin-and-Avallach-Book-lore

EDIT3
obiecany cytat o pierwotnych intencjach Avallacha względem Ciri:
Ryży potrząsnął głową, jego róg znowu wykonał niebezpieczny ruch. Siny zarżał. W
czaszce Ciri zadudniło jak w studni, a myśl, którą wychwyciła, była nieładna.
- Aha! - krzyknęła. - Jesteście tacy sami jak oni! Albo uległość i posłuszeństwo, albo
śmierć? Nie boję się! A wykorzystać się nie dam!
Znowu poczuła w głowie zamęt i chaos. Trochę potrwało, nim z chaosu wyłoniła się
czytelna myśl.
To dobrze, Gwiazdooka, że nie lubisz być wykorzystywana. Nam właśnie o to chodzi.
Właśnie to chcemy zagwarantować tobie. Sobie. I całemu światu. Wszystkim światom.
- Nie rozumiem tego.
Jesteś groźnym orężem, niebezpieczną bronią. Nie możemy pozwolić, by broń ta wpadła
w ręce Króla Olch, Lisa i Krogulca.
- Kogo? - zająkała się. - Ach...
Król Olch jest stary. Ale Lis z Krogulcem nie mogą zdobyć władzy nad Ard Gaeth,
Wrotami Światów. Raz już zdobyli. Raz już utracili. Teraz nie mogą nic więcej, jak tylko
błąkać się, błądzić wśród światów małymi kroczkami, sami, jak widma, bezsilnie. Lis do Tir
ná Béa Arainne, Krogulec i jego jeźdźcy po Spirali. Dalej nie mogą, nie mają sił. Dlatego
marzą im się Ard Gaeth i władza
. Pokażemy ci, w jaki sposób oni już raz wykorzystali taką
władzę. Pokażemy ci to, Gwiazdooka, gdy będziesz stąd odchodzić.
- Nie mogę stąd odejść. Nałożyli na mnie czar. Barierę. Geas Garadh...
Ciebie nie można uwięzić. Jesteś Panią Światów.
- Akurat. Nie mam żadnego dzikiego talentu, nie panuję nad niczym. A Mocy wyrzekłam
się tam, na pustyni, rok temu. Konik świadkiem.
Na pustyni wyrzekłaś się kuglarstwa. Mocy, którą ma się we krwi, wyrzec się nie można.
Wciąż ją masz. Nauczymy cię, jak z niej korzystać.
- A nie jest przypadkiem tak - krzyknęła - że tę moc, tę władzę nad światami, którą
jakoby mam, chcecie zdobyć wy?
Nie jest tak. My tej mocy zdobywać nie musimy. Albowiem mamy ją od zawsze.
Zaufaj im, poprosił Ihuarraquax. Zaufaj, Gwiazdooka.
- Pod jednym warunkiem.
Jednorożce poderwały głowy, rozdęły chrapy, z ich oczu, przysiągłbyś, sypią się skry.
Nie lubią, pomyślała Ciri, gdy stawia się im warunki, nie lubią nawet dźwięku tego słowa.
Pest, nie wiem, czy dobrze robię... Oby tylko nie skończyło się tragicznie...
Słuchamy. Co to za warunek?
- Ihuarraquax będzie ze mną.
 
Last edited:
Nie wybrałem śnieżek, bo nie zrozumiałem do końca intencji Geralta, a oprócz tego lekko niewłaściwym wydawał mi się tak radosny nastrój po śmierci Vesemira. Laboratorium nie zniszczyłem, na rozmowę z Lożą poszedłem, do Emhyra NIE zawiozłem i grób Skjala odwiedziłem... Kij z tym, że robiłem wszystkie zadanie poboczne, że zżyłem się z postaciami, że czekałem na grę cztery lata... traktowałeś Ciri bliżej, bałeś się o nią-złe zakończenie!

Tak, bo nie zauważyłeś jednego - jak Ciri się wścieka za każdym razem gdy ktokolwiek chce decydować o niej. Jak rozmawiają o niej w jej obecności - ale tak jakby była powietrzem i nie miała nic do gadania. Jeśli Geralt też się tak zachowuje - to i na niego jest równie wściekła.

Opcja "Nie rób mi tego" w wieży jest wyrazem egoizmu Geralta, a nie troski o Ciri. Naprawdę pozytywna to "Powodzenia" - to przyznanie, że dziewczyna wie co robi, jest już zdecydowana, i Geralt popiera ją w tym postanowieniu - ufa jej.
Geralt nie musi udowadniać Ciri, że mu na niej zależy. To udowadniał przez 20 lat jej życia. Natomiast musi jej udowadniać, że teraz, gdy dorosła, traktuje ją poważnie, że jej wybory są dla niego zawsze akceptowalne.

ATSD, byłem zdziwiony że wybór w wieży nie ma wpływu na zakończenie - ale widząc jak różne znaczenia przypisujemy tym krótkim opcjom wyboru w tym wątku - przestałem się dziwić.
 
@Up
Naprawdę? Powodzenia w czym? W jakiejś nieopisanej głupocie, zaślepieniu? Ciri ewidentnie w tym momencie jest kntrolowana przez Lisa. Nie myśli trzeźwo. Nawet opcje dialogowe na to wskazują - Geralt wie że Białe Zimno to mrzonki, obłęd w który uwierzył również de Aldelsberg i jedyne co może zrobić to obudzić Ciri z jej amoku bo wie że siłą nie zmieni jej decyzji tylko ją utrwali.
Tead Deiradh to zlodowacenie postępujące tysiące lat. Nawet Triss mówi nam to na lodowych pustkowiach w pierwszej części gry. Zagrożenie porównywalne z tym że słońce kiedyś zacznie wygasać. Pamiętasz Kościogłowy? To stworzenia które wyewoluowały podczas tej zmiany klimatu w miejsce ludzkości. Lis jak nazywają Avallacha jednorożce (najinteligentniejsze stworzenia w świecie wiedźmina, których bali się nawet jeźdzcy Eredina) bardzo sprytnie oszukał wszystkich a od Ciebie tylko zależy czy Geralt to zauważy i uratuję Ciri - stąd kluczowa jest wizyta w laboratorium i obnażenie przed Ciilla prawdziwej twarzy Avallacha aby ta w porę otrząsnęła się po wejściu do wieży Falki i wróciła do świata wiedźmina (czy do Geralta, czy do Emyhra to już inna kwestia).

edit.
kluczowe cytaty z Pani Jeziora

"Pospieszmy się, Gwiazdooka. Jedź za mną.
- Do mojego świata?
Wpierw muszę ci coś pokazać. Tak rozkazali mi starsi.
Jechali, najpierw lasem, potem stepem, gęsto pociętym jarami i wąwozami. Błyskały
błyskawice, gruchotały gromy. Burza była coraz bliżej, zrywał się wiatr.
Jednorożec wwiódł Ciri do jednego z wąwozów.
To tu.
- Co jest tu?
Zsiądź i zobacz.
Usłuchała. Grunt był nierówny, potknęła się. Coś chrupnęło i osunęło się pod jej stopą.
Łysnęła błyskawica, a Ciri krzyknęła głucho.
Stała wśród morza kości.
Piaszczyste zbocze jaru osunęło się, prawdopodobnie podmyte ulewami. I odsłoniło to,
co ukrywało. Cmentarzysko. Trupiarnię. Ogromne zwałowisko kości. Piszczeli, miednic,
żeber, femurów. Czaszek.
Uniosła jedną.
Łysnęła błyskawica, a Ciri krzyknęła. Pojęła, czyje to resztki tu leżą.
Czaszka, nosząca ślad ciosu brzeszczotem, miała w uzębieniu kły.
Teraz rozumiesz, rozbrzmiało jej w głowie. Teraz wiesz. To zrobili oni, Aen Elle. Król
Olch. Lis. Krogulec. Ten świat wcale nie był ich światem. Stał się nim. Gdy go zdobyli. Gdy
otworzyli Ard Gaeth, oszukawszy i wykorzystawszy nas wówczas tak, jak teraz próbowali
oszukać i wykorzystać ciebie.

Ciri cisnęła czerep."

"Jeszcze raz zakolebał łodzią, silnie, omal jej nie wywracając. Ciri zatańczyła, balansując
wyciągniętymi rękami. Cofnął się ku dziobowi, opuścił miecz.
- Gdzieżeś się tego nauczyła, Jaskółko?
- Zdziwiłbyś się.
- Wątpię. Na to, że płynąc rzeką można pokonać Barierę, wpadłaś sama, czy ktoś ci to
zdradził?
- Nieważne.
- Ważne. I ustalmy to. Są po temu metody. A teraz rzuć miecz i wracamy.
- Akurat.
- Wracamy, Zireael. Auberon czeka. Dziś w nocy, zaręczam, będzie dziarski i pełen
wigoru.
- Akurat - powtórzyła. - Przedawkował ten środek na wigor. Ten, który mu dałeś. A może
to wcale nie było na wigor?
- O czym ty mówisz?
- On umarł.
Szybko otrząsnął się z zaskoczenia, nagle rzucił się na nią, kołysząc łodzią.
Balansując,
wymienili kilka wściekłych cięć, woda niosła dźwięczny szczęk stali.
Błyskawica rozświetliła noc. Nad ich głowami przesunął się most. Jeden z ostatnich
mostów Tir ná Lia. A może ostatni?
- Z pewnością rozumiesz, Jaskółko - powiedział chrapliwie - że tylko odwlekasz
nieuniknione. Ja nie mogę pozwolić, byś stąd odeszła.
- Dlaczego? Auberon umarł. A ja przecież jestem nikim i nic nie znaczę. Sam mi to
powiedziałeś.
- Bo to prawda - uniósł miecz. - Nic nie znaczysz. Ot, malutki mól, którego można
roztłamsić w palcach na błyszczący pył, ale który może, gdy się mu pozwoli, wyciąć dziurkę
w drogocennej tkaninie. Ot, ziarenko pieprzu, nikczemnie małe, ale gdy się je przez nieuwagę
rozgryzie, zepsuje najwykwintniejszą strawę, zmusi do splunięcia, gdy chciałoby się
smakować. Oto, czym jesteś. Niczym. Dokuczliwym niczym."
 
Last edited:
Matko kochana, jakie dziwne teorie. :|
Avallac'h był po prostu zakochany w Larze, a dziecko z nią miał mieć Auberon.
Chcesz lub nie, Białe Zimno zostało rozciągnięte na wszystkie światy i jest już prawie na całym wymiarze Aen Elle.
Na przykład tutaj, oprócz tego jest jeszcze raport o rozprzestrzenianiu śniegu. Eredin chce przejąć świat Geralta, żeby mieć gdzie żyć, a Avallac'h chce pokonać przyczynę.
Rzucasz tymi cytatami, a żaden z nich nie popiera Twoich teorii. To jest zwykła nadinterpretacja wielu rzeczy.

EDIT: Oto raport znaleziony na ławce w Tir na Lia: http://i.imgur.com/24TU9bY.png
 
Last edited:
Zamieszczam pierwsze spotkanie Geralta z Avallchem w którym sam Avallach nie traktuję zmiany klimatu jako poważne zagrożenie, a Geralt drwi z "Białego Zimna"

Tańczące po górskich kryształach refleksy światła wydobywały z mroku dalsze szczegóły - za aleją
posągów widać było kolumnady, schody, amfiteatralne krużganki, arkady i perystyle. Wszystko z
białego marmuru.
- Chcę - podjął Ayallac'h, zatrzymując się i wskazując dłonią - by to przetrwało. Nawet gdy my
odejdziemy, gdy cały ten kontynent i cały ten świat znajdzie się pod milową warstwą lodu i śniegu,
Tir na Bea Arainne przetrwa. Odejdziemy stąd, ale kiedyś tu powrócimy. My, elfy. Przyrzeka nam to
Aen Ithlinnespeath, proroctwo Ithlinne Aegli aep Aevenien.
- Wy naprawdę w nią wierzycie? W tę wieszczbę? Aż tak głęboki jest wasz fatalizm?
- Wszystko - elf nie patrzył na niego, lecz na marmurowe kolumny pokryte delikatną jak pajęczyna
płaskorzeźbą - zostało przewidziane i wyprorokowane. Wasze przybycie na kontynent, wojny, przelew
elfiej i ludzkiej krwi. Wzrastanie waszej rasy, dekadencję naszej. Walkę władców Północy i Południa.
I powstanie oto król Południa przeciw królom Północy i zaleje ich ziemie jak powódź, będą oni
zdruzgotani, a narody ich zniszczone...
I tak zacznie się zagłada świata. Pamiętasz tekst Itliny, wiedźminie? Kto jest daleko, umrze od
zarazy; kto jest blisko, padnie od miecza; kto uchowa się, umrze z głodu, kto przetrwa, tego zgubi
mróz... Albowiem nadejdzie Tedd Deireadh, Czas Końca, Czas Miecza i Topora, Czas Pogardy, Czas
Białego Zimna i Wilczej Zamieci...
- Poezja.
- Wolisz mniej poetycko? Wskutek zmiany kąta padania promieni słonecznych przesunie się, i to
znacznie, granica wiecznej zmarzliny. To góry zmiażdży i odepchnie daleko na południe sunący z
północy lód. Wszystko przysypie biały śnieżek. Warstwą grubą na ponad milę. I zrobi się bardzo, ale
to bardzo zimno.
- Będziemy nosić cieple gacie - zapowiedział bez emocji Geralt. - Kożuszki. I futrzane czapki.
- Z ust mi to wyjąłeś - zgodził się spokojnie elf. - I w tych gaciach i czapkach przetrwacie, by
któregoś dnia wrócić tu, kopać doły i szperać w tych jaskiniach, by niszczyć i kraść. Wieszczba Itliny
tego nie mówi, ale ja to wiem. Nie sposób całkowicie zniszczyć ludzi i karaluchów, zawsze zostanie
co najmniej parka. Co do nas, elfów, Itlina jest bardziej zdecydowana: ocaleją tylko ci, którzy pójdą za
Jaskółką. Jaskółka, symbol wiosny, jest wybawicielką, tą, która otworzy Zakazane Drzwi, wskaże
drogę wybawienia. I umożliwi odrodzenie świata. Jaskółka, Dziecko Starszej Krwi.
- Czyli Ciri? - nie wytrzymał Geralt. - Albo dziecko Ciri? Jak? I dlaczego?
Ayallac'h, zdawałoby się, nie dosłyszał.
- Jaskółka ze Starszej Krwi - powtórzył. - Z jej krwi. Chodź. I spójrz.
Nawet spośród innych niesamowicie wręcz realistycznych, uchwyconych w ruchu lub geście
posągów wskazywany przez Avallac'ha wyróżniał się. Biała marmurowa elfka, półleżąca na płycie,
111
Sapkowski Andrzej – Wieża Jaskółki
sprawiła wrażenie, jak gdyby - przebudzona - miała za chwilę usiąść i wstać. Była obrócona twarzą ku
pustemu miejscu u jej boku, a uniesiona dłoń zdawała się dotykać tam czegoś niewidzialnego.
Na twarzy elfki malował się wyraz spokoju i szczęścia.
Długo trwało, zanim Ayallac'h przerwał ciszę.
- To jest Lara Dorren aep Shiadhal. Oczywiście, to nie grób, lecz cenotaf. Dziwi de pozycja posągu?
Cóż, nie znalazł poparcia projekt, by wykuć w marmurze oboje legendarnych kochanków: Larę i
Cregennana z Lod. Cregennan był człowiekiem, byłoby świętokradztwem marnować amellski marmur
na jego statuę. Byłoby bluźnierstwem stawiać statuę człowieka tutaj, w Tir na Bea Arainne.
Z drugiej strony, jeszcze większą zbrodnią byłoby z premedytacją niszczyć pamięć o tym uczuciu.
Sięgnięto więc po złoty środek. Cregennana... formalnie tutaj nie ma. A jednak jest. W spojrzeniu i
pozie Lary. Kochankowie są razem. Nic nie zdołało ich rozdzielić. Ani śmierć, ani niepamięć... Ani
nienawiść.
Wiedźminowi zdawało się, że obojętny głos elfa zmienił się na moment. Ale to chyba nie było
możliwe.
Avallac'h zbliżył się do posągu, ostrożnym, delikatnym ruchem pogładził marmurowe ramię. Potem
odwrócił się, a na jego trójkątnej twarzy zjawił się znowu zwykły, lekko drwiący uśmiech.
- Czy wiesz, wiedźminie, co jest największym minusem długowieczności?
- Nie.
- Seks.
- Co?
- Dobrze słyszałeś. Seks. Po niecałych stu latach staje się nudny. Nie ma w nim już nic, co mogłoby
fascynować i ekscytować, co miałoby podniecający urok nowości. Wszystko już było... Takim czy
innym sposobem, ale było. I wtedy nagle przychodzi Koniunkcja Sfer i pojawiacie się tutaj wy, ludzie.
Pojawiają się tu niedobitki ludzi, przybyłe z innego świata, z waszego dawnego świata, który udało
wam się totalnie zniszczyć, waszymi własnymi, wciąż owłosionymi rękami zniszczyć, zaledwie pięć
milionów lat po wykształceniu się jako gatunek. Jest was garstka, średnią życia macie śmiesznie niską,
wasze przetrwanie zależy więc od tempa rozrodu, wobec tego wyuzdana żądza nigdy was nie
opuszcza, seks rządzi wami totalnie, jest to popęd silniejszy nawet niż instynkt samozachowawczy.
Umrzeć, czemu nie, jeśli wcześniej da się pochędożyć: oto w niewielkim skrócie cała wasza filozofia.
Geralt nie przerywał i nie komentował, choć ochotę miał wielką.
- I co się nagle okazuje? - podjął Ayallac'h. - Elfy, znudzone znudzonymi elfkami, biorą się za
zawsze chętne ludzkie kobiety, znudzone elfki oddają się z perwersyjnej ciekawości zawsze pełnym
wigoru i werwy ludzkim samcom. I dzieje się coś, czego wytłumaczyć nie potrafi nikt: elfki, które
normalnie mają owulację raz na dziesięć, dwadzieścia lat, spółkując z człowiekiem zaczynają
owulować przy każdym silnym orgazmie. Zadziałał jakiś ukryty hormon, może kombinacja
hormonów. Elfki rozumieją, że dzieci mogą mieć w praktyce tylko z ludźmi. To elki sprawiły, że nie
eksterminowaliśmy was, gdy jeszcze byliśmy silniejsi. A potem już wy byliście silniejsi i zaczęliście
eksterminować nas. Ale w elfkach wciąż mieliście sprzymierzeńców. To one były orędowniczkami
współżycia, współpracy i współistnienia... i nie chciały się przyznać, że w gruncie rzeczy chodzi o
współspanie.
- Co to ma - chrząknął Geralt - wspólnego ze mną?
- Z tobą? Absolutnie nic. Ale z Ciri wiele. Ciri jest wszak potomkiem Lary Dorren aep Shiadhal, a
Lara Dorren była orędowniczką współistnienia z ludźmi. Głównie z jednym człowiekiem. Z
Cregennanem z Lod, ludzkim czarodziejem. Lara Dorren współistniała z owym Cregennanem często i
skutecznie. Mówiąc prościej: zaszła w ciążę.
Wiedźmin i tym razem zachował milczenie.
- Problem tkwił w tym, że Lara Dorren nie była zwykłą elfką. Była ładunkiem genetycznym.
Specjalnie przygotowywanym. Rezultatem wieloletnich prac. W połączeniu z innym ładunkiem, elfim,
ma się rozumieć, miała urodzić dziecko jeszcze bardziej specjalne. Poczynając z nasienia człowieka,
pogrzebała te szansę, zmarnowała rezultaty setek lat planowania i przygotowań. Tak przynajmniej
wówczas myślano. Nikt nie przypuszczał, by spłodzony przez Cregennana metys mógł odziedziczyć
po pełnowartościowej matce coś pozytywnego. Nie, taki mezalians nie mógł przynieść niczego
dobrego...
- I dlatego - wtrącił Geralt - został surowo ukarany.
- Nie tak, jak myślisz - Ayallac'h spojrzał na niego szybko. - Chociaż związek Lary Dorren i
112
Sapkowski Andrzej – Wieża Jaskółki
Cregennana przyniósł nieobliczalne szkody elfom, a ludziom mógł wyjść tylko na dobre, jednak to
ludzie, nie elfy, zamordowali Cregennana. Ludzie, nie elfy, zgubili Larę. Tak właśnie było, mimo
tego, że wielu elfów miało powody, by nienawidzić kochanków. Również osobiste.
Geralta już po raz drugi zastanowiła nieznaczna zmiana w głosie elfa.
- Tak czy inaczej - podjął Avallac'h - współistnienie pękło jak bańka mydlana, rasy skoczyły sobie
do gardeł. Zaczęła się wojna, która trwa do dziś. A tymczasem materiał genetyczny Lary... Istnieje, jak
się już zapewne domyśliłeś. I nawet rozwinął się. Niestety, zmutował. Tak, tak. Twoja Ciri jest
mutantem.
Elf i tym razem nie doczekał się komentarza.
- Maczali w tym oczywiście palce wasi czarodzieje, sprytnie łącząc hodowlane osobniki w parki,
ale im również wymknęło się to spod kontroli. Mało kto domyśla się, jakim cudem materiał
genetyczny Lary Dorren odrodził się tak potężnie w Ciri, co było wyzwalaczem. Myślę, że wie o tym
Vilgefortz, ten sam, który na Thanedd porachował ci kości. Czarodzieje, którzy eksperymentowali z
potomstwem Lary i Riannon, prowadząc przez czas jakiś regularną hodowlę, nie doszli do
oczekiwanych rezultatów, znudzili się i zaniechali eksperymentu. Ale eksperyment trwał, z tym, że
teraz już samorzutnie. Ciri, córka Pavetty, wnuczka Calanthe, prapraprawnuczka Riannon, była
prawdziwym potomkiem Lary Dorren. Vilgefortz dowiedział się o tym, prawdopodobnie
przypadkiem. Wie o tym też Emhyr var Emreis, cesarz Nilfgaardu.
- I wiesz o tym ty.
- Ja wiem nawet więcej niż oni obaj. Ale to nie ma znaczenia. Młyn przeznaczenia działa, żarna
losu mielą... To, co przeznaczone, musi się stać.
- A co musi się stać?
- To, co przeznaczone. Co zostało ustalone odgórnie, w przenośnym rzecz jasna znaczeniu. Coś, o
czym przesądza działanie niezawodnie funkcjonującego mechanizmu, u podstaw którego leżą Cel,
Plan i Rezultat.
- To jest albo poezja, albo metafizyka. Albo jedno i drugie, bo czasami trudno rozgraniczyć. Czy
możliwe są jakieś konkrety? Choćby minimalne? Chętnie podyskutowałbym z tobą o tym i owym, ale
tak się składa, że mi pilno.
Avallac'h zmierzył go przeciągłym spojrzeniem.
- A dokąd to tak ci pilno? Ach, wybacz... Ty, jak mi się zdaje, nie zrozumiałeś nic z tego, co
mówiłem. Powiem więc prosto: twoja wielka wyprawa ratunkowa pozbawiona jest już sensu.
Całkowicie go straciła.
- Powodów jest kilka - podjął elf, patrząc na kamienną twarz wiedźmina. - Po pierwsze, jest już za
późno, zasadnicze zło już się dokonało, nie jesteś już w stanie ocalić przed nim dziewczyny. Po
drugie, teraz, gdy wstąpiła już na właściwą drogę, Jaskółka świetnie poradzi sobie sama, zbyt potężną
moc nosi w sobie, by lękać się czegokolwiek. Twoja pomoc jest jej zbędna. A po trzecie... Hmmm...
- Ja cię cały czas słucham, Ayallac'h. Cały czas.
- Po trzecie... Po trzecie, ktoś inny jej teraz pomoże. Chyba nie jesteś aż tak arogancki, by myśleć,
że tę dziewczynę tylko i wyłącznie z tobą powiązało przeznaczenie.
- To wszystko?
- Tak.
- Do widzenia zatem.
- Zaczekaj.
- Mówiłem. Pilno mi.
- Załóżmy przez chwilę - rzekł spokojnie elf - że ja faktycznie wiem, co się stanie, że widzę
przyszłość. Jeżeli powiem ci, że to, co ma się stać, stanie się i tak, niezależnie od czynionych przez
ciebie wysiłków? Od podejmowanych inicjatyw? Jeśli zakomunikuję ci, że mógłbyś wyszukać sobie
jakieś spokojne miejsce na ziemi i siedzieć tam, nic nie robiąc, czekając na nieuniknione
konsekwencje biegu wydarzeń, czy zdecydujesz się na coś takiego?
- Nie.
- A jeżeli zakomunikuję ci, że twoja aktywność, świadcząca o braku wiary w niezachwiane
mechanizmy Celu, Planu i Rezultatu, może, choć prawdopodobieństwo jest nikłe, rzeczywiście
zmienić co nieco, ale wyłącznie na gorsze? Czy przemyślisz sprawę ponownie? Ach, już z twojej miny
widzę, że nie. Zapytam więc po prostu: dlaczego nie?
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
113
Sapkowski Andrzej – Wieża Jaskółki
- Naprawdę.
- Dlatego, że ja zwyczajnie nie wierzę w twoje metafizyczne komunały o celach, planach i
odgórnych zamysłach stwórców. Nie wierzę również w waszą słynną wieszczbę Itliny i inne
proroctwa. Mam je, wyobraź sobie, za taki sam kit i humbug, jak twoje naskalne malowidło.
Fioletowy bizon, Avallac'h. Nic więcej. Nie wiem, czy nie potrafisz, czy też nie chcesz mi pomóc. Nie
mam jednak do ciebie żalu...
- Powiadasz, nie potrafię czy też nie chcę ci pomóc. A w jaki sposób mógłbym?
Geralt zastanawiał się przez moment, absolutnie świadom, że od właściwego sformułowania
pytania zależy wiele.
- Odzyskam Ciri?
Odpowiedź była natychmiastowa.
- Odzyskasz. Po to tylko, by natychmiast ją utracić. I to na zawsze, nieodwołalnie. Zanim do tego
dojdzie, stracisz wszystkich, którzy ci towarzyszą. Jednego z twych towarzyszy stracisz w ciągu
najbliższych tygodni, może nawet dni. Może nawet godzin.
- Dziękuję.
- Jeszcze nie skończyłem. Bezpośrednim i rychłym skutkiem twojej ingerencji w mielące żarna
Celu i Planu będzie śmierć kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Co zresztą nie ma wielkiego znaczenia,
albowiem niedługo później życie straci kilkadziesiąt milionów ludzi. Świat, jakim go znasz, po prostu
zniknie, przestanie istnieć, by po upływie stosownego czasu odrodzić się w zupełnie odmienionej
postaci. Ale na to akurat nikt nie ma i nie będzie miał żadnego wpływu, nikt nie jest w stanie temu
zapobiec ani odwrócić kolei rzeczy. Ani ty, ani ja, ani czarodzieje, ani Wiedzący. Ani nawet Ciri. Co
ty na to?
- Fioletowy bizon. Tym niemniej dziękuję ci, Avallac'h.
- Swoją drogą - wzruszył ramionami elf - trochę ciekawi mnie, co może zdziałać kamyczek
wpadający w tryby żaren... Czy jeszcze coś mogę dla ciebie zrobić?
- Raczej nie. Bo pokazać mi Ciri, jak sądzę, nie możesz?
- Kto tak powiedział?
Geralt wstrzymał oddech.
Ayallac'h skierował szybkie kroki w stronę ściany jaskini, dając znak, by Wiedźmin szedł za nim.
- Ściany Tir na Bea Arainne - wskazał na skrzące się górskie kryształy - mają szczególne
właściwości. A ja, bez pychy, mam szczególne umiejętności. Połóż na tym ręce. Wpatrz się. Myśl
intensywnie. O tym, jak ona bardzo cię teraz potrzebuje. I zadeklaruj, że się tak wyrażę, mentalną chęć
pomocy. Myśl o tym, że chcesz biec na ratunek, być u boku, coś w tym guście. Obraz powinien
pojawić się sam. I być wyraźny. Patrz, ale powstrzymuj się od gwałtownych reakcji. Nic nie mów. To
będzie wizja, nie komunikacja.
Usłuchał.
Pierwsze wizje, wbrew obietnicy, nie były wyraźne. Były niejasne, ale za to tak gwałtowne, że
cofnął się odruchowo. Odrąbana ręka na blacie stołu... Krew rozbryzgnięta na szklistej tafli...
Kościotrupy na szkieletach koni... Yennefer, zakuta w kajdany...
Wieża? Czarna wieża? A za nią, w tle... Zorza polarna?
I nagle, bez ostrzeżenia, obraz stał się klarowny. Aż nadto klarowny.
- Jaskier! - wrzasnął Geralt. - Milva! Angouleme!
- Hę? - zainteresował się Avallac'h. - Ach, tak. Zdaje mi się, żeś wszystko zepsuł.
Geralt odskoczył od ściany jaskini, o mało nie przewracając się o bazaltowy postument.
- Nieważne, do cholery! - krzyknął. - Słuchaj, Avallac'h, ja muszę jak najprędzej dostać się do tego
druidzkiego lasu...
- Caed Myrkvid?
- Bodajże! Moim druhom grozi tam śmiertelne niebezpieczeństwo! Walczą o życie! W zagrożeniu
są również inni ludzie... Którędy najprędzej... Ach, do diabla! Wracam po miecz i konia...
- Żaden koń - przerwał spokojnie elf - nie zdoła zanieść cię do Gaju Myrkyid przed zapadnięciem
zmroku...
- Ale ja...
- Jeszcze nie skończyłem. Idź po ten twój słynny miecz, a ja tymczasem załatwię ci wierzchowca.
Doskonałego wierzchowca na górskie ścieżki. Jest to wierzchowiec trochę, powiedziałbym,
114
Sapkowski Andrzej – Wieża Jaskółki
nietypowy... Ale dzięki niemu będziesz w Caed Myrkvid za niecałe pół godziny.

Dla leniwych:

"- Wolisz mniej poetycko? Wskutek zmiany kąta padania promieni słonecznych przesunie się, i to
znacznie, granica wiecznej zmarzliny. To góry zmiażdży i odepchnie daleko na południe sunący z
północy lód. Wszystko przysypie biały śnieżek. Warstwą grubą na ponad milę. I zrobi się bardzo, ale
to bardzo zimno.
- Będziemy nosić cieple gacie - zapowiedział bez emocji Geralt. - Kożuszki. I futrzane czapki."

edit:
Zmiana kąta padania promieni słonecznych to nic innego jak zlodowacenie mające kilkukrotnie miejsce w rzeczywistości w naszym świecie i zachodzące na przełomie dziesiątek tysięcy lat, a pamiętajmy że elfy są długowieczne i to bardzo długowieczne dlatego nie liczą czasu w ten sam sposób co ludzie

Podaczas ekranów ładowania wyświtla się fajny tekst: "Podczas Białego Zimna nie jedz żółtego śniegu"

edit2
Popatrz na datę owego raportu - 1765 r.
 
Last edited:
Ignorujesz moje posty, które obalają Twoje teorie. Redzi, czy tego chcesz, czy nie, nie trzymają się książek tak dokładnie. Białe Zimno jest rozciągnięte na wszystkie światy, stało się magiczną siłą niszczącą planety. Można uznać, że Avallac'h się wtedy po prostu pomylił w swoich wizjach przyszłości, co sprawiło, że Eredin go wygnał.
Popatrz na datę owego raportu - 1765 r.
No i co? :|
 
Tak to prawda że Redzi zawsze mogli się minąć z książką chociaż osobiście w to nie wierzę i czekam na W4 - który był w planach na długo przed premierą W3

Za scenariusz gier odpowiadają dwie osoby: Borys Pugacz-Muraszkiewicz i Marcin Blacha
Bardzo wątpię by ci panowie nie zgłębili każdego aspektu prozy Sapkowskiego po kilkadziesiąt razy.
edit.

edit.3
@Rustine
Przyznaję że najważniejszy argument za twoją teorią to owy raport. Druga książka to poezja - interpretacja faktów utrudniona.

---------- Updated at 02:33 PM ----------

Tak to prawda że Redzi zawsze mogli się minąć z książką chociaż osobiście w to nie wierzę i czekam na W4 - który był w planach na długo przed premierą W3

Za scenariusz gier odpowiadają dwie osoby: Borys Pugacz-Muraszkiewicz i Marcin Blacha
Bardzo wątpię by ci panowie nie zgłębili każdego aspektu prozy Sapkowskiego po kilkadziesiąt razy.

edit.
Efektywnie poszukam i nagram fragmenty gry o których mówiłem a które potwierdzją moje zdanie.

edit.2
Pamiętaj że w W1 z książek można było się dowiedzieć o tajnej Loży Czarodziejek.
 
Last edited:
Dlaczego wszyscy myślą, że Ciri wiedźminką najlepsze zakończenie? JA czytając sagę wywnioskowałem, że chciała wrócić do władzy, a Geralt dazył do jej dobra, a nie trzymania ją na wszelkącenę przy sobie. Myslę, że jako cesarzowa to najlepsze zakończnenie...
 
Myslę, że jako cesarzowa to najlepsze zakończnenie

Tylko jedno "ale". Z tego co mówi Jaskier na zakończeniu nie wynika że ona została cesarzową :) Plus ten miecz na jej plecach na ostatniej grafice - według mnie furtka do W4
Co do samego zakończenia. Lepsze/gorsze.. Zależy jak się na to spojrzy. Z jednej strony dajemy jej wybór, ale z drugiej ona sama nie za bardzo chce się z nim widzieć :D
 
Bo jest wtedy szczęśliwa?

Cesarzową zostaje tylko i wyłącznie "bo tak trzeba". I w zasadzie nie ma większego wyboru od kiedy zabieramy ją do Emhyra.

Można i tak powiedzieć, ale czy nie rozstaja sietakze, gdy ona zostaje wiedźminką? Prawda, może robi coś co jej sprawia frajdę, ale nie jest prawdą co mówisz. Ona dostała propozycje i ją przyjęła. Emhyr nie powiedział, że musi zostać cesarzową, a moze. Ona została, bo to widocznie wolała. Pozostanę przy swojej opcji, bo to dla mnie najlepsze biorac pod uwagę książke zakończenie. Geralt szcześliwy z Yen, Ciri dobrą i mądrą cesarzową, jak sama chciała. Nie będe szukał cytatów, ale pamiętam, jak nieraz wspominała, że powinna teraz siedzieć w ciepłej komnacie itp. Może i była dzieckiem, ale jak chciała tak ma :D

I słowa końcówe "Na pewno się jeszcze spotkamy". 'Nie będzie to łatwe, ale na swój sposób mnie znajdziesz" - po tym, jak powiedziała, że Geralt nie będzie ciągle siedział w Kaer Morhen z Yen. W sumie obydwa są pozytywne, moze obydwa najlepsze... nie powierm.
 
Last edited:
Czy ja wiem. Ciri zawsze ceniła sobie wolność i nienawidziła, gdy ktoś jej rozkazuje lub decyduje o jej losie (rozmowa z jednorożcami).

Zresztą nie wiemy, jak przebiegała rozmowa z Emhyrem. Można się jedynie domyślać - w końcu Ciri wyszła bardzo wkurzona i powiedziała, że propozycje cesarza były "absurdalne", więc na pewno nie była to spokojna rozmowa w stylu "Zrobisz co chcesz, do niczego Cię nie zmuszam."

Swoją drogą ciekawi mnie, co Ciri powiedziała Filippie, że ta aż zbledła :D
 
Czy nie uważacie że Ciri byłaby szczera z Geraltem do samego końca i powiedziała mu o swoich zamiarach po śmierci Dzikiego Gonu? W obozie elfich trubadurów Ciri mówi że chciałaby żyć normalnie, jak zwykły człowiek. Co stało się, że nagle już po wszystkim zmienia zdanie i chce się zabić w imię przepowiedni elfiej wieszczki?

Proszę wyjaśnijcie mi w tym sens?
Największy akt altruizmu w imię uratowania wszechświata przed zlodowaceniem???
Czy komuś nie wydaję się to mocno naciągane?
Czy wszyscy muszą wierzyć jakiemuś Avalachowi tylko dlatego że chronił Ciri przez jakiś czas, gdy wcześniej był skłonny zapłodnić ją siłą w labolatorium Ludu Olch gdyby nie uległa jego królowi?
Przecież to ten sam poziom co Vilgefortz czy Emhyr - którego jednak coś ruszyło w zakończeniu Sagi.

Teraz na serio, kto przeczytał wszytkie książki więcej niż raz?? ?
 
Last edited:
Nie będe szukał cytatów, ale pamiętam, jak nieraz wspominała, że powinna teraz siedzieć w ciepłej komnacie itp

Proszę:

Andrzej Sapkowski said:
Mało się nie zagotowałam od złości… Tyle mi dawniej gadali o przeznaczeniu… A tu z tego przeznaczenia ma korzystać ktoś inny, dzięki zwykłemu szalbierstwu. Ktoś się podał za mnie, za Ciri z Cintry, i będzie miał wszystko, będzie opływał w luksusy… Nie, nie mogłam myśleć o niczym innym… Nagle uświadomiłam sobie, że nie dojadam, że marznę, sypiając pod gołym niebem, że myć intymne miejsca muszę w lodowatych strumieniach… Ja! Ja powinnam mieć wannę ze złotej blachy! Wodę pachnącą spikanardem i różami! Ogrzewane ręczniczki! Czystą pościel!
 
Last edited:
Proste. Po prostu irytował ją fakt, że ktoś korzysta z jej przywilejów, kiedy ona musi się męczyć. Wydaje mi się, że sporo ludzi myślałoby tak samo w tej sytuacji, bo na pewno nie chodziło o to, że chce się hajtnąć z Emhyrem.
 
@Up
Wtedy Ciri była po traumatycznych przejściach gdzie trafiła do bandy Szczurów - gówniarzy mających za nic ludzkie życie.
Od tego mometu Ciri przestała być Falką, dorosła a przede wszystkim dojrzała.
 
Ale to nic nie zmienia (chyba, że nie zrozumiałem, o co Wam chodzi). To już osoba dojrzała nie może sobie pomarzyć o tym, by odpocząć i wziąć przyjemną kąpiel? Każdy w takiej sytuacji byłby zły.
 
Top Bottom