Które (rozpasanie) tyczy się też Kościoła.undomiel9 said:Kościół robi jeden błąd z pewnością: kostnieje. Nie ma mądrego pomysłu, jak działać postępowo bez jednoczesnego przyzwalania na ogólne rozpasanie.
Które (rozpasanie) tyczy się też Kościoła.undomiel9 said:Kościół robi jeden błąd z pewnością: kostnieje. Nie ma mądrego pomysłu, jak działać postępowo bez jednoczesnego przyzwalania na ogólne rozpasanie.
Gratuluję, wygrałeś Internet.ser-ekxD said:Cicho siedź. W końcu można legalnie pospamować w złym dziale.
Zaniedbując naukę i pracę u podstaw. Który tzw. przeciętny katolik ma jakie takie pojęcie o dogmatach własnej wiary? Że o ich przestrzeganiu nie wspomnę? Jaki jest poziom debat teologicznych w polskim KK? Jak wielka jest arogancja oficjeli i purpuratów? Od lat o tym mówią m.in. Bartoś i Obirek. O tym, że w Polsce jest miejsce dla katolicyzmu ludowego, dla obrzędów, rytuałów, masowych imprez. Nie rozmawia się o problemach. O systemowym ukrywaniu pedofilii, o udziale KK w polityce, o roli księży w masakrze w Ruandzie, chociażby (polecam niezmienne Dzisiaj narysujemy śmierć Tochmana z pytaniami do Hosera, na które dotąd nie odpowiedział). Skoro ludzie, którzy mienią się być duchowymi przywódcami mają tyle za uszami, to czego oczekiwać od szeregowych wiernych?undomiel9 said:Ale moment, jak księża sobie to zrobili?
KK w Polsce, mam wrażenie, nie był budowany na lekcjach religii i w kościele tylko, ale w domu przede wszystkim.(...)
Ale pamiętasz, że ja w dalszym ciągu neguję KK jako instytucję? Przedstawiam tylko problemy, z którymi się obecnie kościół boryka, jak i każda inna zinstytucjonalizowana religia chrześcijańska będąca świadkiem odpływu wiernych.zi3lona said:Zaniedbując naukę i pracę u podstaw. Który tzw. przeciętny katolik ma jakie takie pojęcie o dogmatach własnej wiary? Że o ich przestrzeganiu nie wspomnę? Jaki jest poziom debat teologicznych w polskim KK? Jak wielka jest arogancja oficjeli i purpuratów? Od lat o tym mówią m.in. Bartoś i Obirek. O tym, że w Polsce jest miejsce dla katolicyzmu ludowego, dla obrzędów, rytuałów, masowych imprez. Nie rozmawia się o problemach. O systemowym ukrywaniu pedofilii, o udziale KK w polityce, o roli księży w masakrze w Ruandzie, chociażby (polecam niezmienne Dzisiaj narysujemy śmierć Tochmana z pytaniami do Hosera, na które dotąd nie odpowiedział). Skoro ludzie, którzy mienią się być duchowymi przywódcami mają tyle za uszami, to czego oczekiwać od szeregowych wiernych?
Otóż to.robert70r said:O tak! Bo ci młodzi wtedy, ludzie chcieli osiągnąć coś wielkiego, coś, co wydawało się z góry niemożliwe i od razu skazane na niepowodzenie.
Wytrzymali 63 dni. I choćby za to należy się tym, którzy przeżyli, szacunek. Za to, że w ogóle się odważyli.
Potem, komplikacje polityczne wykrzywiły ten obraz. Wielokrotnie.
Tym ludziom, należy się ukłon. Zawsze.
Niezależnie od opcji politycznej.
Cóż, na pewno są grupy, którym taki model "państwa" by się bardzo spodobał. Mianowicie to idealny system dla nacjonalistów, fanatyków i innych zorganizowanych, zjednoczonych wokół jakichś idei radykałów z tej "drugiej strony" (tu sobie wpisz, kto to jest), ponieważ takie "państwo" zostałoby przez nich zdeptane. Niezależnie od czego wywodzisz patriotyzm, pewien stopień takiego zjednoczenia jest niezbędny, zwłaszcza w okresach kryzysu. Nie piszę tego jako ktoś, kto wpisuje się w jakiś pseudo-model bogoojczyźnianego, wymachującego krzyżem i flagą Ciemnogrodzianina. Przeciwnie, w ogóle nie biorę udziału w uroczystościach państwowych, nie wywieszam flagi, jestem ateistą i zwolennikiem państwa świeckiego, popieram szeroki zakres wolności, jestem bardzo egoistyczny i często cyniczny, nie znoszę patriotyzmu pokazowego, smoleńskiego itp. Historię znam przyzwoicie, ale nie ciskam na lewo i prawo zaborami, powstaniami czy Katyniami. Mimo to, nie mam wątpliwości, po której stronie stanąłbym w razie konfliktu i uważam, że patriotyzm jest wtedy bardzo przydatny, natomiast ostatnie zdanie z zacytowanego fragmentu jest tak naiwne, że aż nie wiem, jak je skomentować.Hmm, ale ja odróżniam taki bogoojczyźniany patriotyzm, że na sztandary, barykady i My Naród Polski, co to umęczony i biedny jest przez sąsiadów, a w ogóle to spiseq, spiseq (którego nie znoszę) od bycia przykładnym obywatelem państwa, który płaci podatki, nie kombinuje, nie śmieci, sprząta psie kupy, przestrzega przepisów na drodze i rzetelnie pracuje (plus cała masa innych życiowych spraw, które ten patriotyzm od ginięcia za ojczyznę odsuwa na bok). Jeżeli to drugie jest patriotyzmem, to zdecydowanie lubię i popieram. Natomiast umieranie za ideę, czy kawałek ziemi jest dla mnie jednak skrajnie nierozsądne. A już wychowywanie dzieci w tym duchu uważam za naprawdę złe. Ale to mój prywatny fijoł (dlatego mam bardzo ambiwalentne odczucia co do Muzeum Powstania). Ja tam wolałabym, żeby w czasie wojny wszyscy ludzie się wypięli i pokazali politykom, gdzie mają ich miazmaty na temat tego kogo i za co należy zabijać.
Tego Ci nie wypominam i w ogóle się nie dziwię. Szczerze, to bardziej podejrzliwy jestem wobec tych, którzy głośno ogłaszają, jacy to oni byliby bohaterscy, gdyby przyszło co do czegoW razie konfliktu (mam nadzieję, że taki już nigdy nie nastąpi) opcja najlepsza,z mojego punktu widzenia, to pakować manatki i wyjeżdżać. Wolę mieć rodzinę w komplecie, niż wspomnienie, że bohatersko zginęli, serio.
OPL to faktycznie złom, ale podobnie jest z ruskimi jeśli chodzi o bombardowanie i ostrzał, a samym tym wojny wygrać się nie da.Polliver said:1. Jak by wyglądała pierwsza faza inwazji wojsk rosyjskich na Polskę: nie było by żadnych czołgów, ani piechurów na ziemi polskiej. Najbardziej destruktywny dla Polski będą bombardowania i ataki rakietowe. I to na skalę totalną. I tak aż zniszczą wszystko co się da, a mają czym. Trochę smutna wizja, zwłaszcza że nasz sprzęt przeciwlotniczy pierwszej młodości już nie jest/>/>/>
No faktycznie, masz zasady; tylko jakie ... dałeś sobie obić mordę i to jeszcze nie broniąc się, a nawet zachęcając przeciwnika - tylko "pogratulować"!Polliver said:2. Właśnie dostałem, że się tak wyrażę 3 sztuki w facjatę. Już tłumaczę jak. Kolega miało do mnie problem o jakąś błachostkę i oczywiście zaczął mnie zwyzywać. Oczywiście jako że jestem raczej spokojny ignoruje takie prowokacje. Kolega niestety dalej swoje powiedziałem, żeby się odwalił, no ale ten z pięściami. Powiedziałem mu, żeby dawał, bronić się nie będę. A ten imbecyl co zrobił oczywiście, że zaczął prać, ehh. Nie powiem, wytrzymały jestem i przyjąłem to bez żadnych konsekwencji (no może teraz trochę spuchło), ale opanowałem swoją złość i mu nie oddałem. Oczywiście reszta zgromadzonych nas rozdzieliła.
Takie już mam zasady, lepiej unikać kłopotów, pięści lepiej nigdy nigdzie nie pchać, bo konsekwencje mogą być różne.
Jeszcze jedna, rzecz mnie zastanowiła, skąd się biorą tacy ludzie, a powiem, że to nie pierwszy jego raz, żeby do ludzi startował.
Jak to mówią nie ma odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni, czy jakoś tak. Polliver skąd ty bierzesz takich "kolegów", już lepszy wróg(przynajmniej wiadomo czego się spodziewać) niż taki kumpel. Stoickiego spokoju gratuluję, ja bym nie wytrzymał. Myślałem, że zasada drugiego policzka to tylko taka metafora. Też jestem przeciwnikiem przemocy, ale kiedy ktoś na mnie napada to inna sytuacja.nickstone said:A co do wytrzymałości - nie Ty wytrzymały, tylko "kolega" "patałach".
Przede wszystkim to wiedziałem, że prędzej czy później i tak nas rodzielą więc i tak bym nie nie zatłukł. "Kolega" też jakimś rogalem nie jest (właściwie to nie wiem z czym do kogo on staruję, trochę lepiej od niego zbudowany jestem), no ale ten "typ już tak ma". A znajomość z nim to tylko ze starej szkoły, tyle.Parachrist said:Jak to mówią nie ma odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni, czy jakoś tak. Polliver skąd ty bierzesz takich "kolegów", już lepszy wróg(przynajmniej wiadomo czego się spodziewać) niż taki kumpel. Stoickiego spokoju gratuluję, ja bym nie wytrzymał. Myślałem, że zasada drugiego policzka to tylko taka metafora. Też jestem przeciwnikiem przemocy, ale kiedy ktoś na mnie napada to inna sytuacja.
Problem w tym, ze często najeźdźca nie dyskryminuje, a i wyjechać jakoś mu się nie widzi zezwolić. Czasem się po prostu nie da. Nie można. Nie wolno. Kiedy widzisz jak podstawowe PRAWA i WOLNOŚCI człowieka są deptane i uważane za nic trzeba się postawić.zi3lona said:Ależ ja wiem, że to nierealne i naiwne. Tylko naprawdę nie mam ochoty brać udziału w zabijaniu tylko dlatego, że gdzieś nie dogadali się jacyś politycy. Życie mojej rodziny, przyjaciół i moje jest dla mnie ważniejsze, niż abstrakcyjna idea bycia narodem. W razie konfliktu (mam nadzieję, że taki już nigdy nie nastąpi) opcja najlepsza, z mojego punktu widzenia, to pakować manatki i wyjeżdżać. Wolę mieć rodzinę w komplecie, niż wspomnienie, że bohatersko zginęli, serio.
Tu się diametralnie różnimy. Dla mnie życie najbliższej rodziny i przyjaciół jest ważniejsze od walki za ideę, która wiąże się głównie z tym, że urodziłam się w Polsce a nie w Niemczech, powiedzmy. Przypadek, splot różnych okoliczności. Uważam, że należy mieć wiedzę o kulturze, języku itepe, znać historię i ogólnie "ogarniać", ale nie są to wartości, za które, w moim odczuciu, warto stracić życie. To tylko wiedza i kapitał kulturowy, gdybym urodziła się w innym miejscu, miałabym inną wiedzę i inny kapitał. Nie mają one dla mnie wartości bezwzględnej, w przeciwieństwie do wartości jaką przypisuję ludzkiemu życiu. Nie lubię też pisania o tym, jakim to Polacy są wyjątkowym narodem na tle innych, bo - dla mnie - jest to tylko wyraz kompleksów i poczucia niższości. Mogę mówić o konkretnych ludziach, którzy są wyjątkowi, ale nie o jakimś mitycznym narodzie (co określa przynależność do danego narodu, swoją drogą?, miejsce zamieszkania, paszport, linia genealogiczna?, dla mnie jest pojęcie archaiczne, wolę mówić o czymś w rodzaju wspólnoty kulturowej, chociażby).wisielec said:Problem w tym, ze często najeźdźca nie dyskryminuje, a i wyjechać jakoś mu się nie widzi zezwolić. Czasem się po prostu nie da. Nie można. Nie wolno. Kiedy widzisz jak podstawowe PRAWA i WOLNOŚCI człowieka są deptane i uważane za nic trzeba się postawić.
(...)
Twoja wypowiedź pachnie Danikenemwisielec said:Np taka ciekawostka - przybywają kosmici, zupełnie obca fizjologia i wygląd, mają innego boga, inną "biblię". Co wtedy? Co ze "stworzeniem na swoje podobieństwo"? Czyli wszystkie inne istoty są od diabła? Elitaryzm w wierze (jakiejkolwiek) zawsze mnie odpychał. Ale nie czynił mnie ateistą.
Tak bardzo się zgadzam.zi3lona said:Tu się diametralnie różnimy. Dla mnie życie najbliższej rodziny i przyjaciół jest ważniejsze od walki za ideę, która wiąże się głównie z tym, że urodziłam się w Polsce a nie w Niemczech, powiedzmy. Przypadek, splot różnych okoliczności. Uważam, że należy mieć wiedzę o kulturze, języku itepe, znać historię i ogólnie "ogarniać", ale nie są to wartości, za które, w moim odczuciu, warto stracić życie. To tylko wiedza i kapitał kulturowy, gdybym urodziła się w innym miejscu, miałabym inną wiedzę i inny kapitał. Nie mają one dla mnie wartości bezwzględnej, w przeciwieństwie do wartości jaką przypisuję ludzkiemu życiu. Nie lubię też pisania o tym, jakim to Polacy są wyjątkowym narodem na tle innych, bo - dla mnie - jest to tylko wyraz kompleksów i poczucia niższości. Mogę mówić o konkretnych ludziach, którzy są wyjątkowi, ale nie o jakimś mitycznym narodzie (co określa przynależność do danego narodu, swoją drogą?, miejsce zamieszkania, paszport, linia genealogiczna?, dla mnie jest pojęcie archaiczne, wolę mówić o czymś w rodzaju wspólnoty kulturowej, chociażby).