@Fir - wiesz, ja też rozmawiałam z nauczycielką LO, bardzo przeze mnie zresztą lubianą. I ona też nie widzi nic złego w obowiązku szkolnym dla 6-latków. Wiesz, jaki argument podała? "Jak ja do szkoły chodziłam, to były wychodki na podwórku i zimą trzeba tam było latać za potrzebą. I jakoś żyję!".
Mam komentować to czy nie muszę?
Przewodniczący Komitetu Pedagogicznego PAN: http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2013/10/10-faktow-manipulowania-przez-men.html (jak poczytasz wcześniejsze publikacje, to znajdziesz informacje o stanowisku PAN ogólnie. I o apelach z ich strony do MEN. Bez odzewu, niestety)
Guardian o stanowisku m.in. brytyjskich naukowców: http://www.theguardian.com/education/2013/sep/12/early-years-schooling-damaging-wellbeing . Jeden z wielu artykułów, ten akurat pierwszy wpadł mi w oko teraz, były lepsze.
Stowarzyszenie Elbanowskich wydało raport o stanie szkół w roku 2012/2013 - tam masz ogromną ilość przykładów ze szkół, jak to wygląda. Niedawno poleciał artykuł w tokfm (GW) o tym, jak dyrektorzy bodaj trzech wymienionych w raporcie szkół chcą Elbanowskich pozwać za szkalowanie imienia ich placówek. Wiesz, jak argumentowali? "To nieprawda, co Elbanowski powiedział, że w szkole nie ma dywanika! Dywanika nie ma, bo nie mamy jeszcze pieniędzy na zakup, ale jak znajdziemy środki, to będzie!" - czy tylko mi się to kojarzy z "Misiem"? I to nie są przekłamania z nauką 45 minut w ławce. Dyspozycje MEN są tak mgliste (a wymagania osiągnięć dzieci po roku już z kolei bardzo konkretne), że nauczyciele tak w efekcie robią. To raz. Dwa: masz rację, program nauczania jest w pewnych aspektach zinfantylizowany, ale z kolei w innych - za trudny dla 6-latka. Polecam opracowania pani Dziamskiej na ten temat.
I dalej jeszcze: dlaczego tego nie można było na powrót dać do przedszkoli, Fir? Przecież ja sama jestem pewna, że moje dziecko sobie mentalnie z wiedzą poradzi i będzie chciało ją chłonąć. Ale emocjonalnie 6-latek trudniej zniesie to, co 7-latek da radę. Rok różnicy to jest ogromnie dużo!
Błąd robisz gimnazjami, a nawet dwa:
1. dzieci nie będą do 18 roku życia w jednym budynku, od 16 lat byłoby LO, inna szkoła - jak dawniej.
2. gimnazjum to jest sztuczny twór: po 6 latach nauki nowi nauczyciele, nowe realia, nowe techniki. Kiedy był system 1-8 to dziecko prowadzili Ci sami nauczyciele, którzy je znali, jego możliwości - w znaczeniu pozytywów i negatywów. Teraz w jednym z najtrudniejszych etapów dorastania, najbardziej buntogennym, nastolatek jest rzucony do nowej grupy i nauczycieli, którzy go nie znają i nie zdążą poznać. Gdzie autorytet? Wszystko leży.
Mówiąc najogólniej: rząd dał mi zero powodów, żeby im ufać. Dobro dziecka jest na ostatnim miejscu w tej rozgrywce, dzięki której grubą kasę biorą chociażby autorzy co rok nowych podręczników.
Edukacja w tym kraju jest w fatalnym stanie - na uczelnie trafiają wtórni analfabeci, to pokłosie gimnazjum i nowej matury.
I bardzo dobrze, że się przy okazji 6-latków o tym zaczęło głośno mówić. Bardzo dobrze. Od czegoś trzeba zacząć. Ale na pewno nie od pchania półtora rocznika w 2014 do ciasnych klas na trzy zmiany.
A z Komorowskim to chodziło referenda samorządowe i sytuację, w której do głosowania wcześniej szło 100% mieszkańców. Wtedy referendum jest wiążące przy takiej samej grupie uczestników. Tak, wiem, scenariusz nierealny. Ale już gdyby 70% wyborców głosowało w wyborach, to odwołać mogłaby tylko taka sama ilość uczestników referendum.