I to też powinno iść pod dyskusję, masz zupełną rację.
Państwo w ogóle nie powinno ruszać spraw społecznych. W ogóle.
Gospodarka, polityka międzynarodowa - jak najbardziej.
Ale sprawy społeczne - wara. Właśnie dlatego, że wiele kwestii zależy od przekonań, od okoliczności, a nade wszystko - od wiedzy jednostki.
Wybierany obecnie parlament to jest kpina, głosuje się nie na człowieka, a na partię. W ten sposób zaburzona jest relacja zaufania na osi elektorat-ugrupowanie, bo Kowalski jest uczciwy, a Nowak-szuja, ale obaj są w jednej partii, bo kto im zabroni? I kiedy przychodzi do decydowania w imieniu społeczeństwa, to się okazuje, że można się na głos elektoratu wypiąć.
Ostatnie badanie instytutu Homo Homini (przywołane wczoraj w debacie tv, jescze nie znalazłam w sieci) dało mniej więcej taki wynik: ok. 70% ankietowanych jest za referendum; w tej liczbie, pod kątem podziału na sympatie polityczne, "za" było bodaj 75% zwolenników PO i 70% PSL. Jakie były miny pani poseł PO i pana z PSL? No? Ależ nic specjalnego, żadnej reakcji.
Nie wiem, czy nie dotarło, że odwrócili się od ludzi, którzy im dali stołki? Może nie dotarło.
Ale dotrze, mam nadzieję. Jeśli tylko społeczeństwo w tym kraju zacznie myśleć.
Poza tym weź pod uwagę jedną rzecz: zgoda na referendum nie przesądzała o wyniku, prawda? Przecież skoro "tylko" milion, to poszłaby reszta zainteresowanych i usadziła ciemnogród (znaczy mnie na przykład); i skoro jest pół miliona wymagane, żeby się referendum mogło odbyć, to ja się pytam, gdzie służebna rola parlamentu wobec społeczeństwa? Ich psim obowiązkiem jest wysłuchać ludzi, którzy ich wybrali.