Paradoksem jest to, że w wolnym systemowo państwie swobodnie mogłyby powstawać komuny w swojej naturalnej formie. Kto zabroniłby grupie ludzi pracować na wspólne dobro i dzielić się tym po równo? W wolnym kraju nikt. Żaden ZUS nie zaglądałby ludziom do garnka i nie liczył czy ktoś za bardzo na tym nie korzysta.
Problemem ubogich w całej historii ludzkości nie było tylko ubóstwo jako takie, ale przede wszystkim sztuczne zamykanie im drogi ze względu na to ubóstwo. Prawo powinno chronić ludzi przed innymi ludźmi, a nie być śmietnikiem fobii.
Dzisiaj też są ubodzy i zawsze będą, ale jeśli przy tym są leniwi, to żaden system nie weźmie ich za uszy i nie wyciągnie z tego. W najlepszym wypadku dostaną jakąś jałmużnę, którą przepiją, a ich dzieci będą żyć w takim samym gównie jak oni, ponieważ pomimo łatwo dostępnej edukacji nie potrafią z niej skorzystać. Co więcej, często ciągnął w dół tych wybijających się. Jeśli zdolny uczeń wybierze akceptację w szarej grupie nad edukację, to jedynie przegra swoje życie.
Dlaczego nie lubię lewicy? Głównie dlatego, że cała ich tożsamość opiera się na światopoglądzie. Cały system polega na ideologicznych przepychankach, w których jedni chcą tego, a inni tamtego. Jedna odnoga lewicy chce religii w szkole, a druga odnoga lewicy nie chce religii w szkole. Jedna odnoga chce legalizacji marihuany, a druga nie chce. Jedna odnoga chce małżeństw homoseksualnych, a druga nie chce. I tak dalej. To co jest dla nich wspólne, to narzucanie uczestnictwa w swoich przekonaniach całej reszcie społeczeństwa. Jeśli się to nie udaje, to toczą wojny ideologiczne, bo w ich mniemaniu wszyscy by myśleli tak jak oni i chcieliby tego samego co oni, tylko na przykład jakiś Kościół w tym przeszkadza. Wyśmiejemy religię, to może wierzący zrozumieją, że są kretynami, przejrzą na oczy i staną się tacy wspaniali jak my. Z drugiej strony niestety jest podobnie. Ludziom wierzącym wydaje się, że socjalizm jest naturalny dla wiary. Odbierz bogatemu i daj biednemu. Tymczasem Jezus zawsze kierował naukę bezpośrednio do każdego, czyli każdy jest tym, który nie powinien zabiegać o rzeczy tego świata, bo ptaki, bo lilie... Każdy także jest tym, który powinien rozdać całe swoje bogactwo ubogim! W kwestiach moralnych wierzącym często wydaje się, że legalizacja czegoś, jest równoznaczna z uznaniem, że to coś nie jest złe. Tutaj dotykamy tego czym jest problem legalizacji dla mnie. Spróbuję to wyjaśnić dalej.
System socjalistyczny to rodzaj umowy społecznej. Każda grupa chętnie określa pieniądze publiczne jako "nasze" w taki sposób jakby zarazem to nie były pieniądze grupy o odmiennych poglądach. "Za nasze pieniądze jest to czy tamto, skandal, nie chcemy na to łożyć!". Ten system wymusza współuczestnictwo we wszystkim. Legalizacja czegokolwiek w takim systemie sprawia, że każdy staje się tego sponsorem, uczestnikiem. Dlatego w obecnym systemie legalizacja faktycznie staje się formą aprobaty.
Kiedy więc nie mam innego wyjścia to głosuję na mniejsze zło. Nie chcę uczestniczyć w czymś co jest sprzeczne z moimi przekonaniami.
W wolnym systemowo państwie każdy mógłby łączyć się i wspierać podług własnych przekonań. Legalność wielu rzeczy natomiast nie byłaby formą akceptacji, bo każdy uczestniczyłby tylko w tym, w czym chce uczestniczyć. Wolna wola to największy dar, który ludzie odbierają sobie nawzajem tworząc skostniałe systemy.
Nie piszę tego z pozycji gościa, który wygrał życie, dlatego łatwo przychodzi mu takie pisanie. Sam siebie uważam za przegranego. To, że nic nie osiągnąłem jest tylko moja winą.