Jeżeli więc liczby 1 i 7 to pedofile, to nie mów, że zbiór liczb naturalnych kryje pedofilów, tylko, że - powiedzmy - liczba 17 ich kryje...
Znów błąd. O ile analogia stosunku liczby do zbioru liczb i stosunku części ciała/budynku do całości tegoż ma sens, to teraz gadasz głupoty, gdyż, uwaga, abstrakty, jakimi są liczby, nie są zdolne do działań celowych, a krycie kogoś takim jest. Widzę, że muszę Ci to wytłumaczyć inaczej:
Załóżmy, że odsetek pedofilii wśród szachistów jest taki sam, jak w reszcie społeczeństwa - to chyba rozsądne. (choć imho wśród nauczycieli czy księży jest ich więcej - bo ci pierwsi mają kontakt z dziećmi, więc ich przyciągają, w drugim przypadku dochodzi do tego wygodny pretekst do nietworzenia heteronormatywnego związku, ale mniejsza, załóżmy, że dystrybucja jest równa) I teraz część szachistów, podobnie jak księży, gwałci dzieci. Załóżmy też, że wszyscy szachiści należą do Koła Szachistów, a księża do Kościoła Katolickiego. I wyobraźmy sobie, że Koło Szachistów ochoczo współpracuje z policją, a Kościół Katolicki odmawia współpracy i ukrywa należących do KK pedofilów na swoich terytoriach, których policja naruszyć nie może. Pytanie: czy na KSz spoczywa jakaś odpowiedzialność? czy na KK spoczywa jakaś odpowiedzialność? jaka jest różnica między postępowaniem KSz a KK?
Podpowiedź: gdyby Kościół Katolicki pomagał policji w walce z pedofilią - i na przykład pozwolił na osądzenie Wesołowskiego - nie miałbym do niego żadnych zastrzeżeń. Bo to, że jakiś biskup jest pedofilem to nie wina organizacji. To, że ona pomaga mu uniknąć kary już tak.
Gdyby zostało 10 katolików na świecie, to byłby Kościół. Gdyby odeszło kilku i zostało 2, to nadal byłby Kościół. Ale gdyby pozostał jeden? Cóż, gdyby pozostał we wspólnocie z Jezusem Chrystusem, to owszem, Kościół byłby w tym człowieku.
Gdyby wykreślić Kościół Katolicki z rejestru związków wyznaniowych, to nie byłoby Kościoła Katolickiego (w Polsce oczywiście, gdzie indziej by nadal był). Cała reszta jest nieistotna. Nie mieszaj swojej religii z faktami - różnica jest taka, że ta pierwsza jest ważna dla Ciebie i współwyznawców (a reszta ma obowiązek to szanować), to drugie zaś powinno takie być dla wszystkich.
Kiedy czuje i jest świadomy siebie? Nieprzytomny człowiek nie jest człowiekiem? Człowiek pod działaniem narkozy nie jest człowiekiem?
Ilość komórek, pełnosprawność, niezależność od innych?
Jeśli raz się przesunie granicę, to rzeczywiście te sztucznie ustalone wyglądają śmiesznie.
Nie do końca wiem, kiedy jest, ale wiadomo, że do ~24 tygodnia na pewno nie jest. Źle postawione pytanie - "czy zielony maluch jest maluchem"?
Proponuję kryterium a) wcześniejszego uzyskania świadomości i b) w przypadku chwilowego jej braku - potencjalnej możliwości odzyskania jej.
Oto jak przez ostatnie chyba 19 stron wygląda ten wątek
Też mnie boli to, że niektórym długo zajmuje załapanie pewnych spraw. Ale praca u podstaw nigdy nie była łatwa!
Ale powinno być "przekonać", a nie "pokonać", to nie walka, to pomoc.
