Jeśli Watykan coś robi, to robi to Watykan. Jeśli jeden ksiądz jechał będąc pod wpływem alkoholu, a inny ksiądz go krył, to znaczy, że konkretny ksiądz był pijany, a drugi konkretny ksiądz krył tego pijanego. Nawet gdyby 99% księży babrało się w gównie, to znaczyłoby, że 99% księży babra się w gównie, ale nie Kościół. Zresztą 100% księży i wiernych KK grzeszy, a wielu księży i wiernych KK popełnia przestępstwa.
Znów błąd. O ile analogia stosunku liczby do zbioru liczb i stosunku części ciała/budynku do całości tegoż ma sens, to teraz gadasz głupoty, gdyż, uwaga, abstrakty, jakimi są liczby, nie są zdolne do działań celowych, a krycie kogoś takim jest. Widzę, że muszę Ci to wytłumaczyć inaczej:
Załóżmy, że odsetek pedofilii wśród szachistów jest taki sam, jak w reszcie społeczeństwa - to chyba rozsądne. (choć imho wśród nauczycieli czy księży jest ich więcej - bo ci pierwsi mają kontakt z dziećmi, więc ich przyciągają, w drugim przypadku dochodzi do tego wygodny pretekst do nietworzenia heteronormatywnego związku, ale mniejsza, załóżmy, że dystrybucja jest równa) I teraz część szachistów, podobnie jak księży, gwałci dzieci. Załóżmy też, że wszyscy szachiści należą do Koła Szachistów, a księża do Kościoła Katolickiego. I wyobraźmy sobie, że Koło Szachistów ochoczo współpracuje z policją, a Kościół Katolicki odmawia współpracy i ukrywa należących do KK pedofilów na swoich terytoriach, których policja naruszyć nie może. Pytanie: czy na KSz spoczywa jakaś odpowiedzialność? czy na KK spoczywa jakaś odpowiedzialność? jaka jest różnica między postępowaniem KSz a KK?
Podpowiedź: gdyby Kościół Katolicki pomagał policji w walce z pedofilią - i na przykład pozwolił na osądzenie Wesołowskiego - nie miałbym do niego żadnych zastrzeżeń. Bo to, że jakiś biskup jest pedofilem to nie wina organizacji. To, że ona pomaga mu uniknąć kary już tak.
Chyba się mniej-więcej zgadzamy, co? Postępowania jednostek nie są winą organizacji. Gdyby osiemdziesiąt procent szachistów molestowało dzieci, to wciąż nie byłaby to wina KSz, pod warunkiem, że władze Koła, Koło jako organizacja, nie kryłyby tych członków, którzy to robią. I te pozostałe 20% nadal byłoby normalnymi ludźmi. I odwrotnie - wystarczy, że jeden członek KSz to robi i organizacja go kryje, by już była winna jako całość, jako organizacja.
Krycie przestępcy, jeśli takie ma miejsce, nie jest żadną prawdą wiary, ani nauką Kościoła.
Jest za to, niestety, praktyką. Oczywiście chyba, że użyje się Twojej definicji Kościoła. Wówczas KK nie jest winny. Ale, do jasnej cholery, ja nie używam tego słowa w taki sposób jak Ty, więc albo celową manipulacją, albo głupotą jest wciskanie mi poglądu, w myśl którego każdy członek jakiejś abstrakcyjnej wspólnoty jest winien pedofilii tylko dlatego, że instytucja jako taka kryje jednego z nich.
@
Firnomir - chodzi mi o popularne hasło: "Kościół nie powinien mieszać się do polityki". Dyskutowaliśmy o tym kiedyś i nie udało się wam odpowiedzieć na pytanie jak godzicie demokrację i wolność z odebraniem komuś prawa do uczestniczenia w życiu społecznym i politycznym.
@
nocny , napisze Ci to najprościej jak się da. Nie możesz, bez skrajnego kompromitowania się, interpretować czyjeś wypowiedzi w taki oto sposób:
Firnomir mówi: dla mnie "jabłko" oznacza taki owoc, zwykle jest zielony lub czerwony, ma kształt mniej więcej regularnej sfery, rośnie na takich a takich drzewach
nocny: dla mnie "jabłko" znaczy "gwałcenie dziecka"
Firnomir mówi: lubię jabłka
nocny: wobec tego Firnomir jest pedofilem. Aaaaaaaa, FIRNOMIR TO PEDOFIL, PRZYZNAŁ SIĘ!
Tak mniej więcej wygląda ta rozmowa. Kiedy ja mówię, że KK to dla mnie organizacja, która nie powinna się mieszać do polityki, to Ty wyskakujesz, że nie, że to wspólnota, która jest tożsama ze wszystkimi członkami i wobec tego zabroniłem Ci chodzić na wybory.
Wyjaśnię Ci jedną, zajebiście ważną, rzecz: język nie jest jakąś metafizyką, to kod służący opisowi świata. Znaczenie większości tego kodu jest mniej-więcej jasne dla każdego sprawnego jego użytkownika, ale często wynikają różne niejasności, niektórzy są w błędzie, niektóre słowa mają rozmytą granicę. Stąd wzięliśmy definicje. Co więcej, wiele słów to polisemy - polisem, to takie słowo, które ma wiele znaczeń. Na przykład "zamek" - czaisz, że jak mówię, że mam w domu sporo zamków, to nie oznacza to, że biegają sobie po nich rycerze? To znaczy, że mam w różnych pomieszczeniach drzwi, a także w szafie kilka ubrań, które zapina się na suwak. Bo słowo "zamek" nie oznacza tylko typu budowli.
Teraz, wiedząc powyższe i po krótkim namyśle, powinieneś zrozumieć, że często zdarza się tak, że dwie osoby używają jakiegoś słowa w dwa różne sposoby. (część filozofów języka twierdzi, że słowa nie mają znaczenia, tylko użycie - ale na potrzeby tej dyskusji można powiedzieć, że sposób użycia danego słowa x kontekście y to właśnie jego znaczenie) Nie znaczy to, że któraś z nich się myli, nie zna własnego języka etc. Bo słowa mogą być nieostre (np. ile jabłek w koszyku to "
dużo jabłek w koszyku"?, mogą być też wieloznaczne (stąd zamieszanie z zamkami w moim domu). I, powoli zmierzając do konkluzji, chciałbym Ci zaprezentować Słownik Języka Polskiego:
http://sjp.pl/Ko%B6ci%F3%B3
I przypomnieć, że wielokrotnie, aby uniknąć niejasności, zaznaczałem, jak rozumiem to słowo, w jakim znaczeniu go używam. Uparte przerabianie mojej wypowiedzi tak, by nadać słowu "kościół" jedno znaczenie przypomina powyższy przykład. I świadczy albo o trollingu, albo o drastycznym braku kompetencji językowej. O czym świadczy to ostatnia w danym wieku - polecam sprawdzić w guglu, powinny wyskoczyć rzeczy od psychometrii.
Co do Kościoła i mojej osoby. Kryjesz się za wygodnym w tym przypadku rejestrem związków wyznaniowych. W swoim mniemaniu krytykujesz organizację i z pewną pogardą stwierdzasz, że reszta nie ma znaczenia. Fajny sposób na dyktowanie komuś, czy powinien się czuć urażony, czy nie.
Ponownie, jabłka i pedofilia. Jeśli mówię, że mam wiele zamków, po czym tłumaczę, że nie oznacza to, iż posiadam spore włości, to mam prawo "dyktować" byś nie czuł się zazdrosny o moje posiadłości ziemskie.
Rzecz w tym, że dla was największy problem z Kościołem jest taki, że istnieje w ogóle. To, że istnieje formalnie irytuje bardziej o tyle, że nie można go po prostu zniszczyć. Przecież delegalizacja KK to ulubione hasło antyklerykałów. Można by streścić to tak: "Kościół powinien przestać istnieć, albo zmienić poglądy na takie jak nasze i pozostać organizacją jasełkową... Chociaż w sumie w naszym ukochanym socjalistycznym państwie, w którym panuje nasza jednomyślność taka organizacja jasełkowa jest bezużyteczna, więc właściwie powinna przestać istnieć. Nielegalne zgromadzenia należy rozpędzać."
Racja w tym, że osobiście wolałbym żyć w świecie bez religii. Ale, w przeciwieństwie do Ciebie, nie czuję potrzeby przymuszania innych do przyjęcia mojego światopoglądu, ba, uważam to za złe. Ja postuluję, o czym wiesz, bo tu o tym pisałem, stanowczy rozdział religii i państwa oraz pełne pozostawienie - i chronienie tego prawem - prywatnej sfery religijności. Naprawdę nie mam pojęcia, skąd takie wnioski na mój temat, bo pisałem tu zawsze rzeczy dokładnie przeciwne od tego, co insynuujesz. Chyba że to taka, hyhy, intuicja na temat natury Firnomira.