@undomiel9
Nie bardzo wierzę w wojnę, ale podzielam Twoją postawę. Nie będę, że tak powiem, umierał za Gdańsk. Ani za nic innego.
Btw, tradycyjnie nadmienię, że nie lubię wszelkiego rodzaju analogii historycznych. Ja rozumiem, że pierwszego września to tak fajnie przyszpanować porównaniem, że Putin-Hitler i w ogóle, ale jednak świat się zmienił. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że na lepsze, przynajmniej pod względem skłonności do zorganizowanego zabijania się na masową skalę. Po pierwsze - gwarancje jakie płyną z członkostwa w NATO to zupełnie inna bajka niż układy z lat '30 (ktoś tutaj porównał też NATO do "gwarancji" dawanych Ukrainie, srsly?), a po drugie - i ważniejsze - świat poszedł do przodu. Wojny nie są opłacalne. Putin musiałby do szczętu zwariować - w sensie klinicznym - żeby ryzykować atak na któryś z krajów bałtyckich. A gdyby zwariował, to pewnie poważni rosyjscy biznesmeni znaleźliby sobie kogoś innego do pilnowania swoich interesów.
Co do trwającej wojny na Ukrainie, to muszę niestety przyznać rację frakcji "Rosja taka potężna, jesteśmy zgubieni" - nikt jej oczywiście zbrojnie nie pomoże (co jest chyba, niestety, najlepszym wyjściem) i gdyby Rosja nie przeszła do ofensywy tradycyjnej, to może by się kijowski rząd trzymał tak długo, że stopniowo coraz głębsza izolacja gospodarcza Rosjan wymusiłaby zaprzestanie walk. Teraz niestety tego czasu zabraknie i pewnie w najlepszym razie skończy się federalizacją Ukrainy, a potem stopniowym wcielaniem jej wschodniej części do FR.
Nie bardzo wierzę w wojnę, ale podzielam Twoją postawę. Nie będę, że tak powiem, umierał za Gdańsk. Ani za nic innego.
Btw, tradycyjnie nadmienię, że nie lubię wszelkiego rodzaju analogii historycznych. Ja rozumiem, że pierwszego września to tak fajnie przyszpanować porównaniem, że Putin-Hitler i w ogóle, ale jednak świat się zmienił. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że na lepsze, przynajmniej pod względem skłonności do zorganizowanego zabijania się na masową skalę. Po pierwsze - gwarancje jakie płyną z członkostwa w NATO to zupełnie inna bajka niż układy z lat '30 (ktoś tutaj porównał też NATO do "gwarancji" dawanych Ukrainie, srsly?), a po drugie - i ważniejsze - świat poszedł do przodu. Wojny nie są opłacalne. Putin musiałby do szczętu zwariować - w sensie klinicznym - żeby ryzykować atak na któryś z krajów bałtyckich. A gdyby zwariował, to pewnie poważni rosyjscy biznesmeni znaleźliby sobie kogoś innego do pilnowania swoich interesów.
Co do trwającej wojny na Ukrainie, to muszę niestety przyznać rację frakcji "Rosja taka potężna, jesteśmy zgubieni" - nikt jej oczywiście zbrojnie nie pomoże (co jest chyba, niestety, najlepszym wyjściem) i gdyby Rosja nie przeszła do ofensywy tradycyjnej, to może by się kijowski rząd trzymał tak długo, że stopniowo coraz głębsza izolacja gospodarcza Rosjan wymusiłaby zaprzestanie walk. Teraz niestety tego czasu zabraknie i pewnie w najlepszym razie skończy się federalizacją Ukrainy, a potem stopniowym wcielaniem jej wschodniej części do FR.


