Zgadzam się, że to faktycznie absurdalne, ale z tego co wiem, to wg prawa międzynarodowego nie można komuś zakazać wjazdu min. wówczas, gdy jest zaproszony przez organizację międzynarodową.
Nie, nie poparłabym, bo dwoma dodatkowymi czołgami rosyjskiej armii nie powstrzymamy, a nasz budżet nie pozwoli na więcej - także dzięki sprawności obecnego i szeregu poprzednich rządów - niepotrzebnie kpisz, ale to w sumie udowadnia, że nie zrozumiałeś moich obaw czy postawy.
Nie chciałem, żeby ten fragment wyszedł na kpinę. Chodzi mi o to, że atmosfera jest taka, że osoby reagujące emocjonalnie są teraz bardziej skłonne do poświęcenia czegoś na rzecz rozwoju obronności, nakręcanie jej jest zaś na rękę sporemu biznesowi. Ty podeszłaś do tego racjonalnie - oczywiście Polski nie stać na tak duże wydatki, by miały one sens w walce z Rosją, ale są osoby, przy których to Ty w tym momencie zachowujesz się jak wyprany z emocji robot, złoto przeciwko orzechom, że odsetek osób chcących, by wydawano więcej hajsu na armię wzrósł mocno przez ostatnie miesiące.
Piszesz jak rasowy teoretyk (acz nie mnie oceniać, czy piszesz dobrze i mądrze), czyli z dystansu i w oderwaniu od szeregu emocjonalnych zmiennych. Wzmianka, że ludzie lubią się bać, jest żywcem zaczerpnięta z cytowanego artykułu i jest równie teoretyczna/analityczna, co niesprawiedliwa. W zasadzie to nawet się momentami zastanawiam, czy nie jesteś AI , bo jak dotąd nie udało mi się w Twoich wypowiedziach znaleźć cienia emocji, poza może drwiną, ale to też takie botowe. Generalnie w tym miejscu przypomnę coś, co pisałam wcześniej: życie weryfikuje masę spraw i postaw, nawet tych okopanych, wydawać by się mogło, i nie do złamania.To nie atak ani mądrzenie się, raczej fakt do przekonania się naocznie, inaczej nie wyjdzie i faktycznie może być odbierane jako zarzut - na wszelki wypadek przepraszam.
Ależ to, że ludzie lubią się bać jest faktem - z lubością ogląda się informacje o wypadkach drogowych (koniecznie z liczbą ofiar), analizuje niebezpieczeństwa związane z ruchem lotniczym czy kolejowym przy byle katastrofie, kreśli scenariusze atomowej zagłady, pandemii Eboli (hej, ten wirus - jakkolwiek zabójczy - nie jest wart trzeciej części artykułów prasowych na swój temat) etc. Już nie wspomnę o zamiłowaniu do dreszczyku strachu w literaturze czy kinie. Pozytywna reakcja na (kontrolowany) strach to kwestia fizjologii. AI nie jestem (acz planuję! Osobliwości, czekam!), ale dziewczyna czasem w żartach nazywa mnie robotem. Tak już mam, że staram się, żeby emocje nie przyćmiły mi osądu. A że najbardziej emocjonalnym z ludzi nie jestem, to nie sprawia to problemów. W tej kwestii raczej postawy nie zmienię, bo tak na zimno rzecz biorąc, to jest ona najlepsza z możliwych - emocje w poważnych sprawach nie są dobrymi doradcami.
W sumie to dzięki, bo starasz się odnosić do tego, co pisałam, odpowiadasz mi na pytanie - czyli, że nie, nie należy się obawiać wojny, bo takiego ryzyka nie ma. Cóż, nie mogę powiedzieć, żeby wzmiankowany tekst mi jakoś mocno uspokoił, ale w pewnym stopniu na pewno, jest tam kilka sensownych zdań, przyznaję. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Putin też je przeczytał i sobie uzmysłowił, że o, cholerka, faktycznie!
Rzeczy, których należy się obawiać, to rak, poślizgnięcie w wannie i wypadek samochodowy. Wojny nie ma sensu się obawiać, bo nie da się jej zapobiec - a tamtym rzeczom w dużej mierze tak. No i nadal chcę wierzyć, że Putin jest racjonalny, że musi być. Bo w samodzierżawie w oligarchii nie wierzę, w głupotę miliarderów też nie - a tylko głupcy pozwoliliby, żeby decydował o nich szaleniec.
@
Firnomir Piszesz o NATO ale tak naprawdę myśląc o tej organizacji należy rozdzielić ją na dwa odrębne byty. Z jednej strony mamy NATO zimnowojenne - sojusz zintegrowany jednym żywotnym interesem (choć i tak zdarzały się wewnętrzne niesnaski) i gotujący się na wypadek III Wojny Światowej z drugiej mamy NATO dzisiejsze - organizacje, która nie ma jasnego wroga i szuka nowego sensu istnienia w misjach pokojowych. W przypadku drugiej z organizacji obrona sojusznika nie równa się już walce o własny byt a skuteczność nowej formuły sojuszu można mierzyć dopiero od początku lat 90-tych. Jasne NATO nadal jest warte więcej niż Ukraińskie kawałki papieru ale nie ma co się łudzić, że załatwia ono sprawę raz na zawsze - sojusze z czasem ulegają dezintegracji a wartość sojuszników się zmienia. Biorąc pod uwagę fakt, że nasze wydatki na wojsko (

) już od dłuższego czasu są mniejsze niż zalecane przez NATO a na stanie mamy całą masę sprzętu, który opracowany został jeszcze w Związku Radzieckim to nic by się nie stało gdybyśmy trochę kasy sypnęli na modernizację.
Co do pierwszej części - w dużej mierze racja. Ale patrząc na liczby, to NATO nadal jest w stanie zmiażdżyć dowolnego agresora, więc rolę odstraszającą powinno pełnić jeszcze długo. Oczywiście możliwe jest, że zostałoby olane - ale tutaj w grę wchodzi prosta kalkulacja, jeśli ktoś zaatakuje państwo X, a kraje A, B i C je oleją, to wyjdzie na to, że ich pakt jest nic nie warty. I można śmiało atakować także A, B oraz C. Poza tym zgodzisz się chyba, że nie ma sensu zakładać scenariusza, w którym sojusznicy zignorują zobowiązania. To możliwe, ale szanse na to, na dziś, są raczej minimalne. Na tyle małe w każdym razie, że nikt rozsądny nie powinien ważyć się na ich sprawdzenie, przynajmniej dopóki nie postawi się go pod ścianą - dlatego pewnie niektórzy tak ostrożnie traktują zmagającą się przecież z potężnymi problemami Rosję. Co do drugiej części - o ile jestem wrogiem militaryzacji, to popieram wywiązywanie się ze zobowiązań. 2% na obronność powinno być, a jak nie, to niech się starają o zmianę tego wymogu, bo faktem jest, że jest on jeszcze mocno zimnowojenny.
Gwoli uściślenia - sankcje oczywiście nie obejmują desantowców.
Nie tylko desantowców, ale wszystkiego ugadanego wcześniej, co jest raczej oczywiste. Nie znam ofc szczegółów kontraktu, ale domyślam się, że Francja musiałaby dać Rosji góry złota w ramach kary umownej, gdyby się nie wywiązała. Btw, teksty o płaszczeniu się są co najmniej słabe i niepoparte faktami. (to IwaNa oczywiście)