Bardzo ciekawa - z filozoficznego punktu widzenia - jest wizja świata, w którym każdy używa swojego własnego kodu. Na przykład ja będę mówił na Polaków per "Cebulaki" i na każdym kroku zaznaczał, że niczego złego na myśli nie mam, a samo słowo wcale obraźliwe nie jest, w słowniku nie ma nic na ten temat. I Wy co na to, moje Cebulaczki? Poza tym, z takim podejściem mógłbym dowolną osobę nazwać kutasem - wszak z twórczości Adama Mickiewicza doskonale wiemy, że słowo to oznacza ozdobny frędzel. W sumie komplement więc, co nie? Nic mi nie wiadomo na temat tego, że przez ostatnie 150 lat coś się w kwestii znaczenia tego słowa zmieniło, a jeśli nawet, to przecież trudno wymagać, żebym wiedział wszystko, co nie?
Generalnie obecna sytuacja, moim prywatnym zdaniem, to pokłosie tego, że brak reakcji na zło, powoduje coraz większe zło.
Jeśli ktoś już raz przekroczył granice - i nic się nie stało - to co go powstrzyma przed kolejnym przekroczeniem granicy? Tym razem mocniejszym, silniejszym?
Tak się zastanawiam.
Zupełnie nie wiem, do czego się odnosiłeś w pierwszej części posta, ale ten fragment bardzo pochwalam, dał mi wiele do myślenia. Wygląda na to, że jak ktoś już raz przekroczy granicę, to potem trzeba go zabić, bo jest złym człowiekiem.

Dzięki Bogu, że mamy od tego służby celne.