Przeczytałem właśnie artykuł
Intymny dziennik kleryka z Dużego Formatu. Artykuł opowiada o życiu w seminarium i przygotowywaniu się do stanu kapłańskiego młodych duchownych. Najpierw garść cytatów:
Mieszkamy w dwuosobowych pokojach. Po kilku miesiącach przełożeni zamienią nam pokój i współbrata, bo mamy się nie przywiązywać do miejsc i ludzi. Zmiana pokoi ma nas przyzwyczajać do zmieniania parafii.
Zgrzeszyć przeciw regulaminowi można poprzez wypicie piwa w barze, zjedzenie obiadu w restauracji, zrobienie jajecznicy w pokoju, przemycenie telefonu komórkowego, zaspanie na mszę, nieobecność na różańcu o 18.15 bądź na "Apelu jasnogórskim" o 21.
Na spotkaniu rocznikowym z prefektem miał odwagę wstać i zapytać, jaki sens ma zakaz chodzenia do restauracji. Zrobiło się cicho. Prefekt w końcu odpowiedział: "Powołanie się ma albo nie". Po chwili Tomek znowu wstał. Zapytał, czy byłaby możliwość czytania książek po 22 - nie przy biurku, ale w łóżku, przy lampce nocnej. Prefekt powtórzył: "Powołanie się ma albo nie".
Wczoraj służyłem do mszy w kolegiacie św. Anny. Przewodniczył kardynał Macharski. Koledzy zazdrościli mi, że zostałem wyznaczony do posługi przy kardynale. Chyba z przejęcia podałem mu najpierw ampułkę z wodą zamiast z winem. Wyrwał mi wino. Niewiele brakowało i ampułka roztrzaskałaby się o posadzkę. A kiedy podszedłem z ręczniczkiem, żeby wytarł sobie palce po puryfikacji, rzucił mi w twarz tym ręczniczkiem. Na pewno chciał mnie przez to czegoś nauczyć.
I to tylko z kilkunastu pierwszych akapitów. Generalnie polecam cały reportaż, bo - nawet pominąwszy temat - to całkiem niezła nawet jak na standardy DF-a publicystyka.
Żeby nie było - zawsze staram się podchodzić z szacunkiem do ludzkiej autonomii. Czasem zdarza mi się utyskiwać na Kościół Katolicki, ale tylko i wyłącznie w sytuacjach, kiedy rzeczony Kościół w jakiś sposób narusza moją świecką (dla niektórych pewnie nawet ekstremalnie grzeszną) przestrzeń. To, co człowiek robi z własnej i nieprzymuszonej woli pozostaje tylko i wyłącznie jego sprawą. Jedni lubią BDSM, drudzy lubią dostawać w twarz mokrym ręcznikiem od księdza prefekta. Dopóki nie zostaje naruszona wolność osób trzecich, nie moja rzeczą jest się wtrącać w cudze wybory życiowe, wyznawane poglądy i praktykowane obrzędy. Ja generalnie mam dużo szacunku dla osób uduchowionych, ponieważ spirytualizm, religia i duchowość to są jednak jakieś optyki patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość i ogólnoludzka percepcja byłaby zubożona, gdyby ich zabrakło.
Tym niemniej, po przeczytaniu wyżej linkowanego i cytowanego reportażu ogarnęła mnie zgroza. Wynika z niego, że okres przygotowawczy ma na celu przeistoczenie kleryka w jakiegoś bezrozumnego religijnego drona pozbawionego podmiotowości, własnych aspiracji, umiejętności samodzielnego myślenia i funkcjonowania. Przypomina to raczej sektę, która uzależnia od siebie wyznawców, zabija indywidualizm i promuje fanatyzm. Cały czas w trakcie lektury musiałem szukać w sobie zrozumienia dla bohaterów tego reportażu - jak mogą godzić się na taki festiwal upokorzeń, permanentnej inwigilacji i zabijania instynktu intelektualnego? Dla mnie jest to po prostu niewyobrażalne.