Pamiętacie ten cytat? Jakże on na czasie. Jeśli w coś nie wierzysz to co ciebie obchodzi w co, kto inny wierzy? Jeśli religia nie nawołuje do nienawiści względem innowierców czy niewierzących, to co mnie ona obchodzi? Nic.
(...)Nie drwij z cudzej religii. Ani to ładne, ani grzeczne, ani... bezpieczne.(...)
Andrzej Sapkowski "Krew Elfów"
"Duchowość/uduchowienie" czymkolwiek i jakkolwiek to zwał - jest w człowieku od początku jego istnienia, przejawia się w sztuce, słowie - i chyba związane jest ze wszystkim, nawet z pieniędzmi, aczkolwiek nie wyprze tego żadne prawo odnoszące się do regulacji spraw zwykłych, lub codziennych. A już na pewno nie wyprze tego ateizm, który jest negacją wiary i sam przez to staje się wiarą!
Ale wiara to co innego.
Ja piszę teraz o "poprzeczce" w umyśle człowieka, która wraz z rozwojem myśli ciągle się podnosi czyniąc że stajemy się "lepsi" lub lepiej rozwinięci. Niektórzy zwą to Bogiem.
Codzienne obowiązki i czynności stają się rytuałami. Nowy telefon traktowany jest jak relikwia (do czasu aż nam się znudzi). Takie prozaiczne i biedne przykłady mają na celu ukazanie że w człowieku TO siedzi.
Ofkors porównywanie telefonu z absolutem to jakiś nonsens. Zależy od stopnia dewiacji i fetyszu religijnego! Ale napewno absolut to coś ważniejszego niż błaha zabawka - chodzi tylko o "mechanizm kultu" i poszanowanie.
Jeśli mam pisać subiektywnie, to osobiście nie wierzę w ŻADNĄ religię, ale Stwórcy nie wykluczam, a już napewno wierzę w to, że w życiu jest coś takiego co musi powodować tą chęć do przeżycia i rozwoju daleko większą niż instynkt.
To jak ten sławny przykład z rozszerzającym się wszechświatem ukazanym jako kropki na nadmuchiwanym balonie. Wszystko jasne, ale pytanie: kto/co dmucha w realnym wszechświecie powodując że jakoś się to kręci? Myslę że długo będzie to pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi, bo jest to jak na razie tajemnica życia i istnienia.
Oczywiście nikt nie wie na 100% czy za wspomnianą "duchowością/poprzeczką" stoi bezpośrednio Stwórca, czy też hołdujemy po prostu własnemu umysłowi, który w swym projekcie myśli jest nieskończony jak wszechświat .
Wracając pośrednio do tematu:
Nie chcę nikogo obrazić, ale moim zdaniem wszystkie organizacje religijne, sekty itp. kręcą się tylko wokół tego czynnika "duchowości" (wyżej wspomnianego) w zasadzie nie wnosząc za bardzo nic ważnego - bo ten czynnik jest i będzie bez względu na prawdy i dogmaty tej czy innej grupy.
Wiadomo, że problem polega na podsycaniu namiętności, prowadząc do wojen, przemocy i tak dalej w imię czego... ? W imię ludzkiej zapalczywości i potrzeby uznania własnej racji. Bo zakładając istnienie wszechmogącego Boga - dlaczego człowiek ma za niego walczyć? To idąc takim rozumowaniem - czy mrówka walczy za człowieka? W tych walkach w imię różnie nazywanego Boga palce maczają albo faktycznie siły nieczyste albo tylko sam człowiek.
Fakt, można mówić że nie walczy się za Boga a jedynie za nakazy, lub prawo jakie on wyznaczył. To bardzo szlachetne, ale każdy ma jednak swój rozum i powinien wiedzieć jak to brzmi. Jak idealna wymówka do realizacji SWOICH planów. (Ale tu wkracza temat rzeka zwany wiarą...)
Niestety ludzka natura jest niezmienna i oprócz idei patrzenia w gwiazdy i rozwoju - jak świat światem człowiek zwalczał się nawzajem fizycznie i intencjonalnie... - o czym wie każdy. A czarując dalej - wszyscy mamy nadzieję, że kiedyś się opamięta (marzenie ściętej głowy).
Fanatyzm i anty fanatyzm - to w istocie bratnie dusze, jak każda skrajność. A w czasach nadużyć niemal każdej idei i dziedziny, oraz eskalacji przemocy tu i tam wartości takie jak mądrość, szacunek i zdrowy rozsądek to już prawie mity... więc co się dziwić że wielu (chociaż świry) próbują w swojej pomyłce często gasić ogień benzyną? Smutne.
faktycznie, refleksja nad słowami papieża i ich faktyczną mocą sprawczą w rzeczywistości to bzdura bez znaczenia.
w poziomie dyskusji nie różnisz się absolutnie niczym od firnomira, którego usilnie i często słusznie punktujesz. obaj w oczach macie tę samą belkę, tylko że znajdujecie się po obu jej końcach.
nie traktuj tego jako zaproszenia do dyskusji 1 na 1.
socchi, w dzisiejszych czasach zobaczenie gdziekolwiek publicznie kobiety karmiącej piersią wywołałoby efekt który opisywałeś zapewne i IMO nie ma to nic wspólnego z kościołem.
ależ przecież mnie właśnie o to chodzi. o to, że są ludzie, którzy są świętsi od papieża, nie robią kupy, nie masturbują się i nie patrzą w dół pod prysznicem, bo to grzech. a kobitkę karmiącą z kościoła wynieśliby, bo obraża cycem oblicze wszechmogącego.
wcale nie, wykorzystałeś to tylko, by sarkastycznie zamanifestować swoją pogardę do niego, co jest w istocie rzeczy dowodem na to, że mam rację i obaj jesteście siebie warci
---------- Zaktualizowano 14:04 ----------
nie że mi to przeszkadza - ja lubię to czytać, bo to jak oglądać zapasy pijanych amerykanek w kisielu. hurr hurr, lewactwo, hurr, ignorancja. bóg, hurrr, che guevara rrrr
wcale nie, wykorzystałeś to tylko, by sarkastycznie zamanifestować swoją pogardę do niego, co jest w istocie rzeczy dowodem na to, że mam rację i obaj jesteście siebie warci
---------- Zaktualizowano 14:04 ----------
nie że mi to przeszkadza - ja lubię to czytać, bo to jak oglądać zapasy pijanych amerykanek w kisielu. hurr hurr, lewactwo, hurr, ignorancja. bóg, hurrr, che guevara rrrr
Kochani, dzisiaj zostałem zaskoczony totalnie. Za trzy tygodnie wybieram się na studniówkę jako osoba towarzysząca. Wszystko ładnie i pięknie, ale dziś okazało się, że ktoś wymaga od uczniów aby podali numery PESEL osób towarzyszących. Mają one zostać podane "ze względów bezpieczeństwa", tylko pytanie czyjego ...bo mojego chyba nie. Przecież ten numer to dane osobowe, na jakiej podstawie mam się na to godzić? Wg mnie nie mają podstaw do stawiania takich próśb. Obcym osobom takich informacji się przecież nie podaje.
Na naszym forum jest masa młodych ludzi. Czy ktoś spotkał się już z taką sytuacją?
Przeleciawszy google niestety trudno o jakiś konkret w tej sprawie.
Nie wiem, jak to wygląda od strony prawnej, natomiast logika jest bardzo prosta - zapraszasz teoretycznie kompletnie obcą osobę. Jeśli narobi jakiejś awantury, zniszczy coś, pobije się z kimś, trzeba będzie jakoś ją zidentyfikować. Dla mnie nie jest to nic dziwnego, ten sam wymóg był na wszystkich studniówkach, na których byłem ja lub ktokolwiek z mojego kręgu znajomych. I na połowinkach też
Kochani, dzisiaj zostałem zaskoczony totalnie. Za trzy tygodnie wybieram się na studniówkę jako osoba towarzysząca. Wszystko ładnie i pięknie, ale dziś okazało się, że ktoś wymaga od uczniów aby podali numery PESEL osób towarzyszących. Mają one zostać podane "ze względów bezpieczeństwa", tylko pytanie czyjego ...bo mojego chyba nie. Przecież ten numer to dane osobowe, na jakiej podstawie mam się na to godzić? Wg mnie nie mają podstaw do stawiania takich próśb. Obcym osobom takich informacji się przecież nie podaje.
Na naszym forum jest masa młodych ludzi. Czy ktoś spotkał się już z taką sytuacją?
Przeleciawszy google niestety trudno o jakiś konkret w tej sprawie.
@szypek26
Toś mnie zaskoczył. Ja właśnie nie spotkałem się z tym nigdy, moi znajomi również. Trzeba być niepoważnym żeby zapraszać na taką imprezę osobę obcą (której się nie ufa). Jeżeli na imprezie dzieje się coś złego to wzywa się policję i tyle. To jest logiczne. Kiedy robisz wesele, to właściciel sali nie pyta o dane osobowe twoich gości, a też na takich imprezach przecież bywa różnie.
Nie ma obowiązku legitymowania się nikomu oprócz policjanta. Dlatego mi się jakoś światełko alarmowe włączyło. Imię, nazwosko + PESEL to chyba nie jest dobre w rękach obcej osoby (poza urzędem).
Kurdebele co tu zrobić^^
---------- Zaktualizowano 17:32 ----------
Nie podoba mi się to, ale z drugiej strony nie chcę koleżance robić przypału... To chyba nic takiego, że ma się takie wątpliwości nie.
Też nie wiem, ale się wypowiem - na oko mają prawo prosić o dowolne dane, bo nie masz obowiązku udziału w studniówce, ergo w żaden sposób nie zmuszają Cię do ujawnienia danych osobowych.
No ale może jednak nie mogą, bo cośtam.
W każdym razie nie panikowałbym, raczej nie skończysz ze sprzedaną nerką i milionem kredytu.
Z jednej strony impreza szkolna, ale z drugiej umowy z restauracją szkoła przecież nie podpisuje. Tylko któryś z rodziców. Ale to już w sumie łapie się też powoli pod odwieczny problem alkoholu na takiej imprezie.
Z jednej strony impreza szkolna, ale z drugiej umowy z restauracją szkoła przecież nie podpisuje. Tylko któryś z rodziców. Ale to już w sumie łapie się też powoli pod odwieczny problem alkoholu na takiej imprezie.
No jak to na studniówce - 3 albo 4 klasy, więc ludzi w ciule. Rozumiem do czego zmierzasz, na zdrowy rozsądek nic nie grozi. Muszę podpytać czy ktokolwiek miał podobne wątpliwości jak ja
Nie mam pojęcia ile teraz jest klas w ostatnich rocznikach, jak ja miałem studniówkę to ja byłem w klasie H więc nie bardzo 3-4... a pytałem pod kątem czy się łapiecie pod imprezę masową która jest od 300 osób, bo być może po to im to potrzebne.