No skoro Duda wygrał (globalnie), to ... (w Polsce jest więcej mieszkańców wsi, niż (nawet najmniejszych) miast. Z Faktami się nie dyskutuje.
Sęk tkwi w frekwencji. W miastach zawsze była słabsza, a teraz różnica może być wyjątkowo duża.
Z dyplomem na Komorowskiego, bez - na Dudę
Ta informacja chyba nie wymaga komentarza.
Wymaga. Otóż z dyplomem (szczególnie świeżym) - również na Kukiza. To on najwięcej "odgryzł" Komorowskiemu. Duda zebrał elektorat PiS-u, i zapewne sporą część PSL.
Pewnie teraz wszyscy, co się zaangażowali w niszczenie SLD (i lewicy przy okazji), poprzez wyśmiewanie Ogórek są teraz bardzo z siebie dumni.
Ja się tam cieszę (tyle miłego z wczoraj

) - jak w końcu komuszki padną (tzn. nie wejdą do Sejmu), to może za kilka lat pojawi się miejsce na nową centrolewicę.
***
Z innej beczki - zastanawiam się nad tymi JOW-ami i naszą ordynacją wyborczą, i wydaje mi się że potrzebny jest jakiś "środek" pomiędzy tymi propozycjami. JOW to pomysł poroniony, ale obecna sytuacja z ogromnymi (8-15 mandatów) okręgami wyborczymi (notabene z grubsza odziedziczonymi po PRL) również jest niezdrowa, bo pozwala wchodzić do Sejmu rzeszy ludzi kompletnie nieznanych.
Chyba najlepszą receptą byłby, o dziwo (?) swoisty powrót do okresu II RP (oczywiście z czasów Konstytucji Marcowej, a nie kuriozalnej sanacyjnej ordynacji). Czyli mieszana, z podziałem na dwa rodzaje list:
- mniejsze okręgi wyborcze, mniej więcej po 3-4 mandaty (przyznawanych b]wg liczby głosów[b/] na danego kandydata);
- kilka (-naście?) większych po ~10 w dużych miastach;
- część mandatów rozdzielanych dodatkowo pomiędzy okręgami, zależnie od frekwencji (jak w wyborach do PE) - nadal wg liczby głosów (czyli jeżeli np. w okręgu X z 4 sztywnymi mandatami frekwencja jest wyższa, to do Sejmu wchodzi także 5-ty kandydat)
- wreszcie kilkadziesiąt miejsc "wyrównawczych" (dopasowujących ogólną liczbę mandatów w Sejmie do wyników wyborów), tutaj istnieją dwie sensowne IMHO opcje: albo oddzielne listy ogólnokrajowe (tak było w II RP) - i tutaj dochodzi dalszy podział, tzn. czy dopuścić kandydowanie jednocześnie i w okręgu, i w kraju; albo przyznawanie mandatów najlepszym (liczba głosów) kandydatom z danych komitetów, którzy nie załapali się na mandaty okręgowe (niezależnie od "podium" w danym okręgu);
- podsumowując: powiedzmy 60% mandatów "sztywno" przypisanych do okręgów; 25% dodawanych wg frekwencji; oraz 15% wyrównujących krajowych (liczby to oczywiście kolejne pole do dyskusji);
- pod dyskusję (tutaj nie czuję się na siłach uznać, co byłoby lepsze) należałoby poddać kwestię progów wyborczych (tak, nie lub tak w okręgach/nie w "wyrównaniu") oraz ich wysokości - kwestia wbrew pozorom kluczowa, bo tylko w tym aspekcie można przeciwdziałać powtórce z lat 1991-97 (rozdrobnienie partyjne) - myślę że jakiś próg jest potrzebny, ale niżej (np. 2 lub 3%);
Powyższe ma oczywiste wady - primo, spory poziom komplikacji. Np. na pewno na ostateczne wyniki trzeba by poczekać dłużej, może nawet kilka dni (ale to pole do poprawy w dalszej przyszłości, gdy uda się "ucyfrowić" wybory). Secundo, realność ustanowienia takich ordynacji szacuję na bliską zeru
