Ostatnio się zastanawiałem czy Gotham może być jeszcze słabsze i już pierwsze minuty nowego odcinka pokazują że tak. Scena ze szpikulcem, bijące się dziewczyny, rozmowy z Barbarą, o matko, ależ to wszystko denne. Przyznaję że sama historia rozwija się w dość interesującym kierunku, a dotychczasowe wątki zaczynają się coraz bardziej ze sobą łączyć mimo iż są to teoretycznie odrębne sprawy. Niestety sposób opowiadania tej historii, klimat, aktorstwo, dialogi i ogólne wykonanie nadal leżą, a w każdym odcinku roi się od takiej ilości bezdennie głupich scen i masakrycznych sucharów, że nie potrafię brać tego serialu na poważnie. Dziwi mnie że włodarze stacji zamówili dodatkowe odcinki. Czy serial o Batmanie nawet bez Batmana naprawdę potrafi przyciągnąć przed ekrany aż takie rzesze ludzi bez względu na to jak marny by nie był?