Skończyłem dwa omawiane tutaj niedawno seriale - Jessica Jones oraz Człowiek z wysokiego zamku - jakie wrażenia?
Jessica Jones - niestety podtrzymuję swoją opinię jaką miałem po pierwszych odcinkach. To jest dobry serial z niezłym klimatem i świetną obsadą na pierwszym planie, ale po prostu oczekiwania miałem tak ogromne, że zaowocowało to lekkim rozczarowaniem. Jeszcze przed premierą Jessici odświeżyłem sobie Daredevila i nadal uważam go za genialną produkcję, w której wszystko grało jak należy, w tej chwili mam ochotę obejrzeć go po raz trzeci, a Jessicę trochę wymęczyłem do końca zamiast pochłaniać hurtem i póki co nie mam ochoty do niej wracać.
Zgadzam się z opinią większości recenzentów, że największą bolączką serialu jest jego długość. W zasadzie w każdym odcinku mamy mocne momenty, ale też sporo zapychaczy, czasem bardzo kiepskich (postać Nuke'a* chociażby totalnie bez sensu wrzucona choć aktor dawał radę). Wychodzi przez to problem skupienia się na postaci Purple Mana. Pewnie zaraz ktoś krzyknie "Hej! Przecież David Tennant wypadł fenomenalnie, o co ci chodzi GTFO!!!111oneone" i całkowicie się z tym zgadzam, ale było go po prostu za dużo. W pewnym momencie serial wpadł w następujący schemat: bohaterowie wcielają w życie plan osaczenia gnojka, ale ten jakoś się wywija i tak jest kilka razy do samego końca. Killgrave zostaje pokonany - Killgrave ucieka; Killgrave dostaje po dupie - Killgrave ucieka; Killgrave ginie - a przepraszam, jednak nie, Killgrave znowu prostu ucieka; Gdyby było mniej odcinków i serial zostałby odchudzony z paru wątków to wypadłoby to znacznie sensowniej. Inną opcją pozwalającą zostać przy 13 epizodach byłaby zmiana konstrukcji serialu na mniej zwartą. Skupić się na pojedynczych sprawach detektywistycznych, a głównego złego zostawić na końcówkę (niechby się nawet okazało, że to on pociągał cały czas za sznurki nawet w tych niepowiązanych ze sobą sprawach). W Daredevilu wypadło to o wiele lepiej, bo choć głównym antagonistą był Kingpin to jednak miał on w swoim otoczeniu innych ludzi, ukochaną kobietę, wspólników, konkurentów itd., miał więc z kim wchodzić w interakcję zwłaszcza że te postacie też były interesujące. Co więcej, główny bohater musiał się przez nich 'przebijać' w drodze do króla zbrodni dzięki czemu kolejne pojedynki były bardziej zróżnicowane. Purple Man jest sam i choć jest świetny to jednak przy tak dużej ilości odcinków zaczyna w końcu nużyć.
No i jeszcze mój osobisty zarzut, z którym pewnie większość się nie zgodzi to ograniczenie super mocy. Zginanie metalowych prętów czy burzenie ścian to trochę za mało, szczególnie zabrakło mi umiejętności latania głównej bohaterki.
*Nuke, nie Luke żeby nie było niedomówień, poszperajcie jeśli nie skojarzyliście kto to
Człowiek z wysokiego zamku - koniec końców także rozczarowanie. Pilot udostępniony na początku roku zaintrygował mnie pomysłem na fabułę i atmosferą. Kilka pierwszych odcinków podtrzymywało to wrażenie mimo pewnych minusów, o których wspominałem już w tym temacie (nacisk na dialogi w języku angielskim oraz nielogiczne zachowanie bohaterów), ale w drugiej połowie zaczął mnie męczyć. Cała intryga stała się jakaś taka, nie wiem... naciągana? Szczególnie w kontekście ujawnienia tożsamości tytułowego bohatera. Zabrakło mi też wyjaśnienia o co chodziło z tymi filmami, ale może taki był zamysł żeby zostało coś nad czym można się zastanawiać?
Tutaj pytanie do osób, które czytały książkę: na ile wierna jest to adaptacja? No i czy warto sięgnąć po pierwowzór jeśli serial mnie rozczarował? Tak jak pisałem, pomysł i atmosfera przypadły mi do gustu, ale sposób przedstawienia tej historii wpłynął negatywnie na wrażenia więc może z książką byłoby inaczej.