The Fades, może nie jest o postapokaliptycznym świecie, ale jest w klimacie apokalipsy. Koniec świata, bohater, który musi go ratować, itp. Serial jest określany jako 'supernatural drama'. Jak ktoś lubi produkcje BBC, to polecam
Jestem w trakcie, póki co bardzo mi się podoba Chociaż sam nie wiem dlaczego. Patrząc na poszczególne "części składowe" tego serialu, nie ma w nim nic wybitnego. Ale całościowo jakoś jest rewelacyjny. Napiszę więcej, jak go skończę, pewnie jutro
Jestem w trakcie, póki co bardzo mi się podoba Chociaż sam nie wiem dlaczego. Patrząc na poszczególne "części składowe" tego serialu, nie ma w nim nic wybitnego. Ale całościowo jakoś jest rewelacyjny. Napiszę więcej, jak go skończę, pewnie jutro
Nie ma nic wybitnego? Muzyka? konstrukcja świata? Bohaterowie?
Pamiętaj żeby na końcu oglądnąć Serenity - film kończący całość - to on nie jest wybitny, a tylko fajny
Edit: Czekam niecierpliwie na relację i już w myślach szykuje argumenty by się wykłócać o wielkość tego serialu Bo nazwanie go "nie wybitnym, a rewelacyjnym" jest IMO obrazą
Zachęcony Waszą dyskusją też zacząłem oglądać Firefly'a. Pierwsze wrażenie - pozytywne, zobaczymy, jak będzie dalej. Kiedyś widziałem fragment filmu Serenity, ale bardzo szybko mnie odrzucił - serial wydaje się być lepiej zrobiony.
NIE MA WARKOTU SILNIKÓW W KOSMOSIE. Szok! Jest za to muzyka - dobra, pasująca do klimatu.
Postacie są skonstruowane na przewidywalnych schematach, ale wykonanie jest dobre. Nadal jednak nie lubię Jewel Staite - wg mnie jest po prostu nieprzekonującą aktorką, była słaba w Stargate Atlantis, jest słaba i tutaj.
Drażni mnie jednak pewna, nazwijmy to, dosłowność w interpretacji określenia "space western". Konie, rewolwery i kapelusze w odległej przyszłości, gdzie ludzkość dysponuje taką technologią jak terraformowanie? Średni mnie to przekonuje i mam wrażenie, że autorzy wprowadzili takie elementy trochę na siłę. Rozumiem te całe czerpanie z konwencji westernu, ale bez przesady.
Tak czy siak, póki co jest ciekawie. Oglądam dalej .
Skończyłem Firefly.
I podtrzymuję swoją opinię z wczorajszego posta. Serial, całościowo, jest rewelacyjny, jeden z najlepszych, jakie oglądałem - a oglądałem wiele
Bardzo podoba mi się "konstrukcja świata" i klimat. Pod tymi względami jest nie dość, że w miarę oryginalny, to jeszcze dobrze wykonany. Wbrew opinii Yngha dosłowność interpretacji "space western" zaliczam na plus. Widać ogromną różnicę w życiu, technologii itp. na Centralnych Planetach należących do Sojuszu, a na obrzeżach.
Muzyka również jest świetna i idealnie dopasowana.
Jeśli natomiast chodzi o bohaterów, to mam mieszane odczucia. Po pierwsze, ale subiektywnie, patrząc na Mala - widzę Castle'a, patrząc na Inarę - widzę Anne (V), na Jayne'a - Casey'a (Chuck), na River - Terminatora powoduje to, a przynajmniej na samym początku, pewien dyskomfort, gdyż nawet podświadomie utożsamia się ich z poprzednimi (dla mnie, nie chronologicznie) rolami. Natomiast bardziej obiektywny zarzut - bohaterowie są dość słabo rozwinięci, mało wątków personalnych, mało informacji o ich przeszłości (no poza Malem). Wiem, że zapewne jest to kwestia tego, że serial został dość szybko anulowany, ale jednak mogłoby być trochę więcej o tym. Nie twierdzę, że od razu jak w Lost, ale coś na wzór Person of Interest już tak.
Brakuje mi też jakiegoś głównego wątku, który spajałby wszystko w całość, bo River raczej do czegoś takiego zaliczyć nie można. Poza tym widać, że serial został perfidnie ucięty, mnie osobiście bardzo irytuje zostawianie otwartych wątków na koniec. Fakt, nie widziałem jeszcze Serenity, ale póki co oceniam sam serial.
Edit: zapomniałem o jeszcze jednej zalecie - zabarwienie "komediowe", mimo że z założenia Firefly komedią nie jest, o tyle niektóre dialogi czy komizm sytuacyjny bawią bardziej niż niejeden sitcom.
Pod koniec odcinka "Our Mrs Reynolds", gdy Mal mówi do Inary
I knew you let her kiss you.
bądź podczas jednej z retrospekcji Zoe mówiąca
"First rule of battle, little one... don't ever let them know where you are"
i akcja Mala zaraz po tym
Reasumując, Firefly w ogólnej ocenie jest świetny i czuję niedosyt, że był tak krótki. Ogromna szkoda, że go anulowano, przy większej ilości odcinków mógłby być naprawdę wybitny i stać się jednym z większych hitów. Ale cóż, "Fox took the sky from me".
Polecam. Nawet, jak ktoś nie lubi takich klimatów, to dla samej Moreny Baccarin warto
Bardzo podoba mi się "konstrukcja świata" i klimat. Pod tymi względami jest nie dość, że w miarę oryginalny, to jeszcze dobrze wykonany. Wbrew opinii Yngha dosłowność interpretacji "space western" zaliczam na plus. Widać ogromną różnicę w życiu, technologii itp. na Centralnych Planetach należących do Sojuszu, a na obrzeżach.
Muzyka również jest świetna i idealnie dopasowana.
Różnice w życiu ludzi żyjących w różnych regionach można przedstawić na setki sposobów bez koni i kapeluszy . Nie mam nic przeciwko dziwnemu i oryginalnemu s-f - taki np. Farscape mi się podobał, a był jeszcze dziwniejszy niż Firefly i czasem jedyną adekwatną reakcją było wielkie WTF. Gdy autorzy puszczają oko do widza, nawiązując do klasyczne westernów, to świetnie. Gdy jednak widzę sceny/sytuacje/elementy świata, które nie są nawet "przeniesione" na grunt s-f, tylko po prostu "wklejone" bez sensu, to raczej nie uznaję tego za zbyt imponujące. Wolę subtelniejsze rozwiązania.
Polecam. Nawet, jak ktoś nie lubi takich klimatów, to dla samej Moreny Baccarin warto
To chyba warto podkreślić - to zdecydowanie nie będzie serial dla każdego. Wg mnie do tego klimatu trzeba się odpowiednio nastawić, tak by na widok bydła na pokładzie jakiegoś kosmicznego rupiecia nie zareagować *facepalmem*. Gdy się jednak już to przełknie, to serial naprawdę wciąga .
Bardzo mi się podoba to, że (przynajmniej jak do tej pory - jestem przy 6 odcinku) nie ma tutaj elementów, które pojawiają się w innych światach s-f aż w nadmiarze (obce rasy, silniki nadświetlne itp.).
I jeszcze raz - NIE MA WARKOTU SILNIKÓW W KOSMOSIE
Dla mnie Firefly był jednym z pierwszych seriali jakie oglądałem - to później przyszły Life on Mars, Battlestar i wiele innych, nawet LOST. Stąd mój ogromny sentyment do tego serialu. Ja w Castle widzę Mala, a w kronikach River (chronologicznie też wcześniej był Firefly).
Yngh - uważasz że w przyszłości ludzie nie będą hodować krów? Uważasz że na planetach które są przystosowywane do życia i brakuje leków/żywności etc. ludzie są w stanie sobie pozwolić na paliwo do super-hiper ścigacza, zamiast przyjechać na koniu? Tak naprawdę to problemem tu jest tylko moda - dlaczego jest stylizowana na XIX wiek? Bo jest - na to trudno odpowiedzieć, ale nie widzę nic dziwnego w tym że na niektórych planetach ludzie podróżują na koniach, i że próbują przemycić żywność (krowy) z jednego miejsca na drugie - w świecie gdzie tej żywności brakuje.
Tym bardziej że postęp technologiczny w Firefly nie jest taki ogromny - nie ma tam laserów (jest jeden, ale działa właśnie jak laser - co mi się podobało), nie ma wymyślnych robotów działających jak ludzie itp.
Keth - Pamiętaj by oglądać brytyjską wersję Life on Mars, bo od amerykańskiej odbijesz się szybko. I pamiętaj że Life on Mars z kolei ma kontynuację w postaci Ashes to Ashes
Ja w tych różnicach technologicznych nie widzę nic dziwnego, i jak pisałem - podoba mi się stylizacja na western. Zauważcie, że przecież nawet w rzeczywistości zdarzają się ogromne różnice pod tym względem między różnymi miejscami
I w końcu rozumiem narzekania Sheldona, jakim to zdrajcą jest Rupert Murdoch (właściciel FOX) i w pełni się solidaryzuję
Yngh - uważasz że w przyszłości ludzie nie będą hodować krów? Uważasz że na planetach które są przystosowywane do życia i brakuje leków/żywności etc. ludzie są w stanie sobie pozwolić na paliwo do super-hiper ścigacza, zamiast przyjechać na koniu? Tak naprawdę to problemem tu jest tylko moda - dlaczego jest stylizowana na XIX wiek? Bo jest - na to trudno odpowiedzieć, ale nie widzę nic dziwnego w tym że na niektórych planetach ludzie podróżują na koniach, i że próbują przemycić żywność (krowy) z jednego miejsca na drugie - w świecie gdzie tej żywności brakuje.
Tym bardziej że postęp technologiczny w Firefly nie jest taki ogromny - nie ma tam laserów (jest jeden, ale działa właśnie jak laser - co mi się podobało), nie ma wymyślnych robotów działających jak ludzie itp.
Uważam, że w XXVI wieku będzie to wyglądać trochę inaczej, natomiast twórcy serialu po prostu wycięli elementy z klasycznych westernów i wkleili je do tego serialu . Nie mam nic przeciwko ukazywaniem różnic w poziomie życia i dostępie do technologii (jest to wręcz pożądane), ale jeżeli gangi korzystają z koni, to coś jest nie tak (nawet w Afryce mafia używa pojazdów mechanicznych). Chyba nie jest z tą technologią tak źle, jak nawet w spelunach gra się w holo-bilarda . Rewolwery i kapelusze - bez komentarza. Może mam po prostu inny gust i inne oczekiwania, ale nie potrzebuję na każdym kroku wielkiego znaku WILD WEST, by wiedzieć, że twórcy do niego nawiązują. Takie elementy irytują zwłaszcza w kontekście tego, że większość jest wykonana bardzo dobrze i jest całkiem oryginalna, np. frazy i fragmenty ubioru zaczerpnięte z kultury chińskiej (co świadczy o tym, że w tym świecie Chiny były państwem przodującym w eksploracji kosmosu, z ekspansywną kulturą). Szkoda tylko, że wśród głównej ekipy nie ma żadnych Azjatów - mogłoby być ciekawie.
Tak czy siak, serial wciąga mnie coraz bardziej. Na pewno jest to coś innego i w miarę świeżego. Do listy elementów, które mi się nie podobają, dorzucam jednak River - postać nudna i przewidywalna. Reszta jest ok.
River przewidywalna? Poczekaj, poczekaj jak dla mnie jest najbardziej interesującą postacią w tym serialu i ogromnie żałuję, że bardziej jej wątków nie rozwinęli.
Średnio mi się podobał. Z jednej strony, oczywiście, kontynuacja Firefly, więc super. Z drugiej jednak był za bardzo hollywoodzki, co mi zupełnie nie pasowało jak ciąg dalszy serialu.
Wyjaśnienie historii River - po pierwsze było tylko częściowe, a po drugie "super żołnierz"? No proszę... Ok, w serialu też miała swoje momenty (trzy headshoty w ułamek sekundy, świetne ), ale były one na tyle rzadkie i realne, że działały na plus. Natomiast w filmie bójka z 20 osobami w barze czy siekanie 30 Reaverów tasakami było totalnym przegięciem.
Liczbę filmów/seriali s-f, które wiernie w tym względzie oddają rzeczywistość, można policzyć na palcach jednej ręki. Jest to zatem godne odnotowania.
@Keth
Scena z River na początku Serenity była jedną z pierwszych rzeczy, które odrzuciły mnie od tego filmu . To wręcz coś wyjętego z filmu klasy B, niestety. Jak skończę Firefly'a, to spróbuję jakoś przebrnąć przez całe Serenity, chociażby z ciekawości.
EDIT: Ostatnio zacząłem często słuchać tego na poprawę humoru:
http://www.youtube.com/watch?v=_1sjAmHoasc
Ale akurat ten [media]http://www.youtube.com/watch?v=gaLPpKCC9pg[/media]
A co do Serenity, to mimo że nie zachwyca, delikatnie mówiąc, to po obejrzeniu serialu jest to jednak pozycja obowiązkowa. Chociaż częściowo domyka pewne wątki, na co we Firefly zabrakło niestety miejsca.
Oglądaj. Jeżeli Serenity Ci się podobało, to Firefly powinien Ci się podobać bardziej. Jeżeli Serenity Ci się nie podobało, to Firefly i tak może Ci się podobać.