Seriale

+
Na Arcane to czekam bardzo, jedna z lepszych animacji jaka się pojawiła na Netflixie ;) A propo samych animacji, może zróbcie jakiś osobny temat do nich? Bo ostatnimi czasy sporo się tego pojawia a tu tak w sumie nie wiadomo gdzie to ładować ni to serial ni to anime (wiadome anime to Japonia :p ) a tak to byłoby prościej i przejrzyście ;)
 
Arcane trafiło się Netflixowi niczym to ziarno ślepej kurze, prawdopodobnie całkowitym przypadkiem, może nie zauważył nawet, że to robią. Jedna z najlepszych animacji dziesięciolecia.
 
Arcane trafiło się Netflixowi niczym to ziarno ślepej kurze, prawdopodobnie całkowitym przypadkiem, może nie zauważył nawet, że to robią. Jedna z najlepszych animacji dziesięciolecia.
To nie jest serial produkcji Netflixa, więc nie mogli „zauważyć, że to robią”, bo nie zrobili.
Francuskie studio Fortiche pod nadzorem oryginalnych twórców z Riot odpowiada za produkcję, Netflix za dystrybucję.

A propo samych animacji, może zróbcie jakiś osobny temat do nich? Bo ostatnimi czasy sporo się tego pojawia a tu tak w sumie nie wiadomo gdzie to ładować ni to serial ni to anime (wiadome anime to Japonia :p ) a tak to byłoby prościej i przejrzyście ;)
No, najlepiej. „Weźmy się i zróbcie!”.
Userzy też mogą zakładać wątki, jak uważacie, że jest potrzebny, to do dzieła :coolstory:
 
Netflix zapowiedział serialową adaptację Dekameronu Bocaccia to będzie rzeźnia w ubojni na obronę mogę powiedzieć ze literacki pierwowzór w XIV wieku także wzbudzał emocję nawet go ekskomunikowano:
 
A ja to nawet czekam na ten Decameron, chętnie obejrzę. Nie spodziewam się rewolucji i zmiecenia z planszy, ale może być ciekawe. No i gra tam Tanya Reynolds, którą całkiem lubiłam w Sex Education.
 
Świeżo po 3 sezonie The Boys, teraz spin-off i sezon 4 akurat chyba wyjdzie w całości - wolę mieć do dyspozycji wszystkie odcinki od razu, najlepiej mi się tak ogląda.

Co ja mogę powiedzieć... ogromne zaskoczenie skalą brutalności i dosłowności. Prawdę mówiąc, mało o tym tytule wiedziałam, poza tym, że jest obrazoburczy i "mocny". I sama jestem zdziwiona, jak dalece mnie wciągnął. A wciągnął.

In plus cały świat, w którym osadzono fabułę; nasz świat bez pudru, znane nam (no, "znane") machinacje polityków, mediów, decydentów, ale i konstrukcja postaci w tle, tych zwyczajnych, tych, których "nigdy byśmy nie podejrzewali". I nie jest to bynajmniej wizja w krzywym zwierciadle, niestety.

Dalej: sam pomysł na postacie, na tych odbrązowionych herosów, mało tego - spaczonych, pełnych wad. I wybitna wiwisekcja przywódcy ekipy superbohaterów, studium szaleństwa, psychozy. Nie jest to pocieszający obraz w żadnym stopniu, ale bardzo do mnie przemawia ten image socjopatów, którzy swoje moce zawdzięczają
próbówce
.
A przy tym świetnie pokazana próba poprawy niektórych i to, jak trudno jest w takim świecie być tym porządnym i dobrym człowiekiem, bo nawet z właściwymi intencjami nie da się przeskoczyć układów, a walka ze złem wymaga równie złych środków. I nic nie jest czarno-białe, nawet nasz naczelny złol w pelerynie, który potrafi się odwrócić plecami do szarżującej kawalerii i pochylić nad zranionym dzieckiem.

Jest bardzo mało dziur fabularnych, sporo rzeczy tu się naprawdę ładnie klei.

Sama historia wciąga mnie cały czas, bo choć dostajemy co chwila dodatkowe wątki, to one też się ładnie kleją i nie mam poczucia przerostu ani zagubienia. Zwłaszcza że nasi bohaterowie (nomen-omen) ewoluują z sensem, a ich interakcje są bardzo frapujące. Nie twierdzę, że nie bywa sztampowo i płytko, ale przecież w życiu najczęściej jest właśnie tak ;)

Jeden duży minus (choć i kilka mniejszych by się znalazło), to ta wspomniana skala przemocy. "Abuse" - to angielskie słowo najlepiej chyba oddaje całość problemu; w niemal każdej sferze widz jest świadkiem nadużyć, od bardzo brutalnych scen walki i krzywdzenia kogoś tylko dlatego, że się chce, po mocno zwichrowane wizje seksu, bardzo zaburzone i dosłowne. Dialogi ociekają wulgaryzmami. To naprawdę jest zasłużony rating 18+, a mam przy tym wrażenie, że wiele scen jest niepotrzebnie tak mocnych, epatowanie dla samego epatowania, fabularnie to niewiele wnosi, a tylko podkręca tętno.
Obejrzany za wcześnie, ten tytuł może, wg mnie, narobić wielu szkód, a i co wrażliwsze osoby dorosłe powinny się zastanowić, czy są na to gotowe.

Niemniej - jest to serial dobry, ciekawy i złożony, a także odświeżający dla gatunku.

8/10
 
Halo, wzywam wszystkich serialowców... na pewno coś fajnego oglądacie!

Właśnie za mną 3 sezon The Bear i muszę, bo się uduszę!

Warto, bardzo warto. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy dadzą radę to dowieźć kolejny raz (bo wszyscy wiemy, co potrafi dziać się z jakością w kolejnych sezonach), to uspokajam, że dali. Odczucia obiektywne, wiadomo, ale... dali.
Ogląda się i tym razem płynnie i szybko, długość odcinków +/- 25, 30 minut (z wyjątkami) umożliwia prawilne bindżowanko, więc uwinęłam się w 2 wieczory i MAŁO.
Wracają świetne postacie, wątki się spinają, jest dużo emocji, no czego chcieć więcej?
Mam trzy ulubione odcinki, oglądałam z ciarami i zapartym tchem, ale SPOILER ALERT, oczywiście (jeśli ktoś już widział, to jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń szczególnie z nich):
Odcinek z recapem Carmy'ego - poznajemy więcej szczegółów z jego dotychczasowej drogi zawodowej, a przedstawione to jest przepięknie. Nie wiem, czy w tym odcinku pada więcej niż 30 pełnych zdań, ale komu potrzebne dialogi, kiedy poszczególne sceny składają się na pełniejszy i bardziej przejmujący obraz bohatera, jego problemów, interakcji z innymi. Świetne wprowadzenie.

Odcinek o tym, jak Tina trafiła do The Bear - bardzo potrzebne pogłębienie tej postaci, chwytające za gardło samo w sobie i również dlatego, że mogłam się do pewnego stopnia identyfikować z emocjami; przy okazji mogliśmy lepiej zrozumieć, za co wszyscy kochali Mike'a. Wyczułam nieco inny klimat tego odcinka na tle pozostałych, i teraz doczytuję, że reżyserowała go Ayo Edebiri... to ma sens. Inna ręka, inna wizja. Ale bardzo dobra, przekonująca.

Odcinek z porodem - tu się w zasadzie nic nie dzieje, jest przede wszystkim interakcja Natalie i DD... tak piękna i życiowa, że kolejny raz nie mogę ochłonąć z zachwytu, jak znakomitą aktorką jest JLC. Jak ona gra mimiką, jak wiele w niej pasji i prawdy. Fenomenalne.

Zastanawiam się za każdym razem, czemu tak mnie ujął ten serial... i chyba dlatego, że ciągle mam poczucie, że wcale nie oglądam filmu, tylko obserwuję prawdziwych ludzi, podsłuchuję ich rozmowy, których nie napisał żaden scenarzysta, jestem mimowolnym świadkiem scen z cudzego życia - jakby ktoś zdjął boczną ściankę z pudełka, w którym ktoś mieszka, dzięki czemu można bezkarnie podpatrywać coś prawdziwego. Te dialogi! Zwłaszcza w wykonaniu różnych Faków...oni są tak pokręceni... ale i sceny między pozostałymi bohaterami sprawiają wrażenie improwizowanych. To w ogóle nie brzmi jak przygotowany wcześniej scenariusz i nauczone na pamięć role. Wygląda naturalnie i ujmująco.

Jedyne co mnie zaskoczyło nieprzyjemnie, to
chamski cliffhanger! W takim momencie! Jak można!
Nie zanosiło się na rozwiązanie wszystkich kwestii, na spięcie wszystkich wątków, ale żeby aż tak?
uch. Ile teraz czekania będzie...

Wizualnie jest znowu pięknie, te makro-zbliżenia na twarze (oczy, uszy), dłonie, te cyzelowane dania, ale też miejska sceneria o różnych porach dnia - jak reportaż. A reportaże ostatnio bardzo lubię.

W poszukiwaniu tytułów odcinków przejrzałam właśnie kilka recenzji i czytam, że to sezon słabszy, nudniejszy, nie zachwycił.
Co?
Ale... co?

Powiem tak: jeśli ktoś czyta recenzje i pozwala, żeby mu one budowały obraz filmu przed seansem, no to, oczywiście, jego sprawa, ale ja nigdy tego nie robię, bo co ma ze mną wspólnego jakiś randomowy (pseudo)redaktor właściwie? Co mi po jego wrażeniach? Szkoda czasu, naprawdę - uważam, że lepiej przekonać się samemu, ostatecznie podpytać dobrych znajomych, o których wiemy, że mają podobny gust i wrażliwość.
Dobrze, że nie czytałam tych głupot, bo się z nimi kompletnie nie zgadzam, a mogły mnie w sumie zrazić.

Polecajka 10/10 i tyle w temacie.
Dawać sezon 4.
 
Top Bottom