Vojtas said:
Ekhem, zaraz po premierze raczej trudno było to stwierdzić. W1 był robiony długo, ale z zupełnie innych powodów - CDPR nie miało doświadczenia, zmieniała się koncepcja (na początku mieliśmy grać dowolnym wiedźminem, dopiero później na to miejsce wskoczył Geralt) i generalnie deweloping obfitował w różniaste perypetie. Na spotkaniu w Wawie któryś z Redów (nie pomnę który niestety) określił W1 mianem produkcji garażowej. Wydaje mi się, że to trochę za mocne słowo, ale jest w tym sporo prawdy. Maciej Miąsik na jednym z wykładów powiedział zresztą, że W1 to przykład, jak NIE produkować gry. To chyba już coś znaczy, nieprawdaż?

/> Stąd deweloping W1 był kosztowny, a więc czas, w którym gra się zwróciła, był dość długi.
Z drugiej strony, kiedy grałem w W1, nie miałem wrażenia, że twórcy gry kończyli ją w pośpiechu, żeby zdążyć przed terminem. Oczywiście, W1 powstawał w sposób partyzancki, przedłużająca się produkcja przyniosła straty finansowe. Tylko co z tego? Twierdzenie, że W2 jest grą lepszą od W1, za to atmosfera z W1 bije tę z W2 na głowę, nie jest odosobnione.
Vojtas said:
No to krótką masz pamięć, bo można było receptury kupić w W1 - nie na taką skalę jak w W2, ale jednak. Poza tym czy naprawdę uważasz, że deficyt receptur w dzienniku można zaliczyć do zalet?
Wiesz, świat wiedźmina przyjął założenie, że receptury wiedźmińskich eliksirów są tajemne, ukryte i niedostępne. Stąd, gdy zobaczyłem je dostępne w sklepie w zapadłej dziurze, miałem uczucie, że świat gry rozłazi się w szwach. Biedni Magister i Azar Javed- musieli urządzić atak na Kaer Mohren, zamiast pojachać do Floatsam i zrobić zakupy.
Deficyt receptur w dzienniku miał też parę zalet- po pierwsze była to kolejna metoda na rozwój bohatera, który uzyskiwał dostęp do coraz ciekawszych eliksirów (przynajmniej teoretycznie, bo ich przydatność bywała różna). Po drugie, była to kolejna możliwość uroamaicenia questu. Po trzecie- pasowało to do wątku głównego, który opierał się w sporej części na odzyskiwaniu "wiedźmińskich sekretów".
Vojtas said:
Nawiasem mówiąc, szkoda że pomijasz fakt, że w W1 można było dudlać eliksiry w czasie walki niczym sok z gumijagód. Też klimatycznie, co? A może po prostu o niewygodnych faktach lepiej nie pamiętać?

/>
To popatrz, jak jest teraz. Eliksir można wypić przed walką. OK, logiczne. Ale w około połowie przypadków Geralt nie bardzo wie, z kim będzie walczył, a do tego dochodzi jeszcze kilka sytuacji w których wpada w zasadzkę. Eliksiry, jeśli ktoś nie idzie ścieżką alchemika, działają tak sobie. Efekt jest taki, że w tę ścieżkę nie bardzo jest sens inwestować (bo i tak toczysz walki bez eliksirów). Oczywiście jest alternatywa- opcja "load", wypijasz eliksir, powtórnie "wpadasz" w "zasadzkę". Ale to morduje klimat gry.
Druga możliwość- opracowujesz sobie zestaw standardowy (np jaskółka + puszczyk) i 99% czasu gry spedzasz pod jego wpływem. Eliksiry działają 10 minut, więc uciążliwe jest to do bólu.
System z W1 był oczywiście nielogiczny, ale bardziej grywalny.
Vojtas said:
Robiłeś jakieś badania nt. czytelnictwa w Wiedźminie? Gdy pierwszy raz grałem w W2, kupiłem wszystkie książki - co do jednej. A pieniądze trzeba umieć sobie zorganizować.

/>
Po pierwsze- mówię o swoich odczuciach, nie traktuję tego jako prawd objawionych.
Po drugie- oczywiście można się bawić- zbierać zielsko w lesie, siłować po kilkanaście razy na rękę z tą samą osobą. Ale to już nie jest gra, ale chodzenie do pracy. Mnie to nie bawi. Uważam, że dopływ orenów/ kapsli/ sztuk złota powinien wynikać z fabuły, a nie z takiego kombinowania.
Vojtas said:
W W2 było znacznie więcej takich questów - quest z handlarzem ziołami, quest z Maleną, klątwa ruin szpitala, pijany troll etc. Albo masz amnezję, albo po prostu świadomie pomijasz zalety W2, bo tak Ci pasuje do obranej tezy.
Tak, ale to wciąż był jeden quest. Postacie nie grały roli w więcej niż jednym queście. Fajnie byłoby gdyby ów troll np. w jednym queście miał problem z alkoholem, potem zlecał utrupienie konkurenta, w rewanżu dawał informacje o królobójcy, a na koniec proponowł np. sprzedaż bimbrowni, której nabywca był w jakiś sposób powiązany z Loredo.
To oczywiście tylko przykład, ale przypomnij sobie Carmen, Vincenta albo Wielebnego.
Vojtas said:
W tym miejscu całkowita zgoda, nie wiem tylko, w jaki sposób użycie myszki bezpośrednio wpływa na unikalną atmosferę w grze.
Po prostu- gdy szarpiesz się z niewygodnym sterowaniem, ta atmosfera gdzieś uciaka.
Vojtas said:
Generalnie powtórzę to, co pisałem już kiedyś w innym temacie: podoba Ci się W1 bardziej niż W2? Świetnie, Twój wybór, Twoje najświętsze prawo. Ale jak już porównujesz gry, to rób to rzetelnie. Albo jeszcze lepiej - nie dorabiaj ideologii tam, gdzie jej nie trzeba. W1 to bardzo dobra gra, ale idealizowanie jej, nie jest podstawą rzetelnej dyskusji. UFO: Enemy Unknown to dla mnie absolutnie kultowa produkcja, nad którą spędziłem wiele czasu. Kilkanaście miesięcy temu postanowiłem ją sobie odświeżyć po -nastu latach. Wciąż gra się świetnie, wciąż miodność wylewa się z ekranu, ale też dostrzegam sporo bugów/wad, które kiedyś dla mnie nie istniały. I te ułomności nie ujmują grze niczego, ale wciąż tam są i wciąż mogą irytować.
Ale ja nie piszę, że W1 był grą lepszą niż W2. Po prostu jego pewne elementy podobały mi się dużo bardziej niż analogiczne elementy występujące w W2. Tylko tyle.