Geralt, ran twoich niegodnam całować
Maja Staniszewska
17.05.2011
W polskiej literaturze niewielu jest bohaterów, którzy rozpalaliby nie tylko kobiecą wyobraźnię, ale i serca. Sto lat przyszło nam czekać na godnego następcę Andrzeja Kmicica, ale w końcu pojawił się pod postacią wiedźmina Geralta z Rivii, Białego Wilka
Na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy, może poza tym, że pochodzą z rozmachem nakreślonych literackich światów czasu wielkiej próby - Kmicic szwedzkiego potopu, Geralt końca epoki nieludzi.
Kmicic, wzorowany na realnej postaci (a może jedynie noszący jej nazwisko) bierze udział w wydarzeniach znanych nam z lekcji historii. Jest porywczy, skłonny do bitki i wypitki. Gorąca głowa odmieniona przez miłość i wstyd.
Wiedźmin przy nim to zimny profesjonalista. Samotny Biały Wilk, podrzutek, obcy, ktoś, kogo się wynajmuje, by zabił potwora, ale rannego zostawia jak psa, żeby zdechł.
Ale są sobie bliscy jak bracia. Obaj są dzielnymi wojownikami i obaj wykazują dziecięcą wręcz naiwność w kwestiach politycznych, wplątują się w intrygi, podstępem związani słowem muszą robić rzeczy, których robić wcale nie chcą.
Obaj są przystojni. Wysocy, męscy. Noszą skórzane spodnie i białe koszule, wysokie buty do konnej jazdy. No i biżuterię - Kmicic rodowy sygnet, a wiedźmin medalion z głową wilka. Płowe wąsy Andrzeja Kmicica i białe włosy wiedźmina to ich znaki rozpoznawcze. Obaj też mają blizny - ślady po potyczkach, z których wyszli zwycięsko.
Geralt nie jest już człowiekiem - może nigdy nim nie był jako syn czarodziejki, ale nie jest maszyną do zabijania, ma wątpliwości, wyrzuty sumienia. Dopadają one również Kmicica, kiedy odkrywa, że dopomógł zdrajcom ojczyzny.
Beztroski warchoł dojrzewa, by zmienić się w rycerza. Geralt musiał dojrzeć o wiele wcześniej - już w dzieciństwie, kiedy poddano go licznym próbom. Jest zimnokrwisty, ale nie znaczy, że nie przezywa emocji, choć mutacja naczyń krwionośnych nie pozwala mu się rumienić. Jego przemiana nie poszła tak, jak powinna. Wiedźmin bowiem nie powinien móc kochać. A Geralt kocha. I to jak...
Miłość Geralta i fiołkowookiej Yennefer, czarodziejki pachnącej bzem, przetrwała wszystkie ciężkie próby - i te, które zsyłał na nią los, i te, na które kochankowie sami się wystawiali. Bo Geralt ciągle wpadł w czyjeś kobiece ramiona. Najbardziej emocjonalny związek łączył go z Triss Merigold, najbliższą przyjaciółką Yennefer, niebieskoooką czarodziejką.
Kmicic również kocha, choć na początku traktuje Oleńkę jako należną mu z prawa (przypisaną testamentem) rzecz. Kiedy ukochana go odtrąca, wpada w szał, dopiero później postanawia na jej miłość zasłużyć. Nie da się ukryć, że miłość Kmicica i Oleńki ma zupełnie inną temperaturę niż uczucie łączące Geralta i Yennefer, ale obie historie kończą się podobnie - i Oleńka, i Yennefer wyznają swoim ukochanym miłość. Z tym że Yennefer raczej przez usta by nie przeszło "Geralt, ran twoich niegodnam całować". Za to niejedna czytelniczka pewnie chętnie by je wypowiedziała, a potem pocieszała.
Gdy współcześni rycerze taczą walki na ekranach komputerów dziewczyny, niezależnie od wieku, po cichu marzą czasem o Jędrusiu czy Geralcie. Którzy mniej czasu poświęcają wirtualnym wrogom, a więc damom swoich serc.