Przeczytałem.
Cała masa aluzji i puszczania oka do czytelnika (choćby idealny mężczyzna łowiący ryby na sztuczną muchę i "zagraj to jeszcze raz Jaskier".) Wprawne oko zauważy też motywy z Trylogii Husyckiej, a nawet z W1.
I epilog. Fajny i intrygujący.
Dawkując w małych ilościach skończyłem wreszcie Sezon Burz. Czy książka jest dobra czy słaba, ciężko ocenić, wszystko zależy od prywatnych preferencji i oczekiwań, na pewno jednak czytało mi się dobrze. To ten sam styl i to samo podejście do różnych spraw, może język nieco uwspółcześniony, ale w końcu lata mijają, świat się zmienia, pisarz również. Jeśli ktoś poczuł się rozczarowany Sezonem Burz to chyba wina głównie tego że tyle czasu minęło od premiery ostatniej książki z serii. Jeśli ktoś przez cały ten czas łudził się że może jednak Sapkowski wróci do tematu Wiedźmina i coś jeszcze napisze to oczekiwania rosły z roku na rok, a sięgnęły zenitu kiedy pojawiła się informacja, że faktycznie nowa książka powstanie. Potem powieść trafiła do sprzedaży jak grom z jasnego nieba i okazała się tylko dobra co kontekście wielkich oczekiwań było niewystarczające. Niestety tak to zwykle bywa kiedy po latach powraca się do danej serii, czy to będzie książka, film czy cokolwiek innego. Ciężko przeskoczyć samego siebie, a oczekiwania fanów będą ogromne.
Wracając do treści, poszczególne wątki przypadły mi do gustu, odnoszę wrażenie, że Sapkowski przez lata gromadził pomysły, niektóre może nawet już w czasach pisania poprzednich opowiadań, ale z jakiegoś powodu z nich zrezygnował i teraz po prostu wyjął je z szuflady, dokończył i sklepił w jedną powieść. Byłoby jednak lepiej gdyby był to zbiór opowiadań, bo choć wątki niby się ze sobą łączą to jednak nie na zasadzie, że jedno wynika z drugiego tylko po prostu Geralt w jednym miejscu zajmuje się kilkoma sprawami. Trochę jak w grze komputerowej gdzie wątek główny wymusza dotarcie do jakiegoś miejsca, a tam przy okazji zajmujemy się pobocznymi zadaniami. Teraz lekki spoiler co do wątków:
Skradzione miecze, romans z Koral i afera na Rissbergu (choć te dwie rzeczy w sumie też można by rozdzielić), wątek lisicy, spisek mający na celu przejęcie władzy przez książęta, wątek Kotów (ledwie liźnięty, ale jakby go rozbudować to też mogłoby coś z tego wyjść). Pozmieniać trochę w kwestii miejsca akcji oraz kilku bohaterów pobocznych i każdy z powyższych wątków mógłby stanowić osobną przygodę powiązaną z pozostałymi bardzo luźno tak jak w starszych zbiorach opowiadań.
Przez takie sklejenie historyjek na siłę niektóre wcale się nie kleją. Geralt w jednej chwili zajmuje się daną sprawą, a potem nagle bierze za drugą, czasem nawet w trakcie innych zadań. Znowu skojarzenie z grami, gdzie mając dłuższe, wieloetapowe zadanie, pomiędzy kolejnymi fragmentami zajmujemy się czymś innym, bo akurat nam wyskoczyło w dzienniku. Najbardziej uderzyło mnie to w jednym miejscu i tutaj już większy spoiler dotyczący fabuły:
Kiedy Geralt cudem uniknął śmierci z rąk Sorela i jego półmózgich popleczników zaraz po tym jak odzyskał przytomność po prostu wstał i ruszył dziarsko z buta w kierunku Novigradu po drodze wikłając się w inne, opóźniające marsz sprawy (chłopi nękani przez żołdaków, tajemnicze zadanie ratunkowe). Ja rozumiem, że się śpieszył, bo licytacja mieczy miała się odbyć wkrótce, ale bez jaj... tak po prostu wstał i poszedł rzucając wszystko w kąt? Czy priorytetem nie powinien być powrót do Rissbergu i powiadomienie magów co zaszło? Może nawet dali by radę go później teleportować w okolice Novigradu zaoszczędzając czasu. Nie wiem, może aż tak bardzo im nie ufał, może był pewien, że co by nie powiedział to i tak winę zwalą na niego, a Sorel się wykpi (jeśli wierzyć jego słowo to i tak wszyscy w zamku wiedzieli, że to on jest winny) więc wolał to olać i zająć się sprawą mieczy? Z drugiej jednak strony z takim podejście to równie dobrze mógł po prostu nie podejmować się zadania, a to że miał w Kerack kartotekę kryminalną, co z tego? Mało to razy podpadał już władcom, królom, książętom i innym ważnym osobistościom? Mógł po prostu wyjechać cichaczem i zapomnieć o sprawie. On jednak wolał się wmieszać, a potem sobie pójść w połowie zadania, które dokończył gdy było już za późno (to jak wszedł do Cytadeli, załatwił Soeral, a potem uciekł też było trochę naciągane).
Takich bzdur było tam więcej, a mogłoby nie być gdyby Sapkowski zdecydował się na zbiór luźno powiązanych opowiadań. Jak jednak pisałem na początku, książkę czytało się dobrze, na tyle dobrze, że na większość tych niedociągnięć nie zwracałem uwagi w trakcie lektury, dopiero teraz kiedy już ją skończyłem i odłożyłem książkę na półkę. Podsumowując, każdy fan serii powinien przeczytać Sezon Burz żeby wyrobić sobie własne zdanie, ale sam czas poświęcony na czytanie na pewno będzie przyjemny. Nie polecałbym natomiast jako pierwszą książkę z uniwersum mimo iż chronologicznie rozgrywa się wcześniej.
A co do epilogu...
Mógł to być sen, mogła być i jawa, na pewno jednak było to puszczenie oka do fanów, ale fanów książek nie gier. Fanów, którzy tak jak Nimue nie zapomnieli o Geralcie, jego przygodach czy nawet imieniu jakie nadawał swoim koniom, fanów, którzy liczyli na jego powrót i kolejne przygody białowłosego wiedźmina. Motyw ze znakiem Somne byłby fajny gdyby Geralt opanował go dopiero w przyszłości kiedy toczy się akcja epilogu. Użył go jednak już wcześniej usypiając na chwilę Soerala, później już go nie użył aż do spotkania z Nimue. Oczywiście to że go nie używał w sadze nie znaczy, że go nie znał, wszak eliksirów czy innych znaków też nie używał prawie wcale, a jednak nie ma wątpliwości co do tego iż je znał i stosował. Czemu jednak Nimue miałaby go nie znać?
I jeszcze w kwestii Kotów...
Fajnie, że ten wątek został poruszony, ciekawe podejście do wiedźminów, ich hierarchii i eksperymentów. W komiksie Zdrada gdzie pojawili się po raz pierwszy byli pokazywani jako narwane i nielubiące nikogo gnojki, ale nie aż tak jak w Sezonie Burz. Byłoby fajnie dowiedzieć się o nich czegoś więcej, może w grach? Wiem, marzenia Jeśli jednak Koty to psychopaci, którzy nie wahają się zabijać ludzi to raczej Coen nie był jednym z nich (a takie teorie krążą), bo on był chyba najsympatyczniejszym z wiedźminów przedstawionych w sadze. Występujący w grze Berengar bardziej pasowałby mi na Kota Ciekawą kwestią jest też to że jeśli Koty były nieudanym eksperymentem (może to pierwsze dzieła magów, jeszcze niedoskonałe?), Wilki zaś wiedźminami z prawdziwego zdarzenia to kim mogły być Gryfy? Starszyzną? Wiedźminami wyspecjalizowanymi w konkretnych zadaniach? Wątek warty pociągnięcia.
W "Sezonie" jest wiele elementów "prawniczych". Ktoś na górze pisał o kontratypie stanu wyższej konieczności. Tego jest znacznie więcej. Był fragment mówiący o typie czynu zabronionego i wyłączeniu bezprawności. Czytając to czułem się, jakbym czytał swój podręcznik do karnego.
Hmm, w sumie skoro REDzi mówią o końcu trylogii, ale nie mają porzucić uniwersum, to można na tym zrobić fajną grę i nadal z główną postacią jako wiedźminem. Zarys o kotach jest, teraz REDzi dorobią sobie Gryfy, ewentualnie kociego odszczepieńca który nie jest psychopatą i nowy hit murowany.
Wracając do treści, poszczególne wątki przypadły mi do gustu, odnoszę wrażenie, że Sapkowski przez lata gromadził pomysły, niektóre może nawet już w czasach pisania poprzednich opowiadań, ale z jakiegoś powodu z nich zrezygnował i teraz po prostu wyjął je z szuflady, dokończył i sklepił w jedną powieść. Byłoby jednak lepiej gdyby był to zbiór opowiadań, bo choć wątki niby się ze sobą łączą to jednak nie na zasadzie, że jedno wynika z drugiego tylko po prostu Geralt w jednym miejscu zajmuje się kilkoma sprawami. Trochę jak w grze komputerowej gdzie wątek główny wymusza dotarcie do jakiegoś miejsca, a tam przy okazji zajmujemy się pobocznymi zadaniami. Teraz lekki spoiler co do wątków:
Coś w tym jest. Przez moment czułem się jak w W1, gdzie bohatera od głównego wątku odciągają liczne sprawy poboczne. Ale w Sadze jest podobnie- vide wędrówka w poszukiwaniu Ciri.
HuntMocy said:
Kiedy Geralt cudem uniknął śmierci z rąk Sorela i jego półmózgich popleczników zaraz po tym jak odzyskał przytomność po prostu wstał i ruszył dziarsko z buta w kierunku Novigradu po drodze wikłając się w inne, opóźniające marsz sprawy (chłopi nękani przez żołdaków, tajemnicze zadanie ratunkowe). Ja rozumiem, że się śpieszył, bo licytacja mieczy miała się odbyć wkrótce, ale bez jaj... tak po prostu wstał i poszedł rzucając wszystko w kąt? Czy priorytetem nie powinien być powrót do Rissbergu i powiadomienie magów co zaszło? Może nawet dali by radę go później teleportować w okolice Novigradu zaoszczędzając czasu.
Myślę, że rozwiązanie jest prostsze. Odległość od Novigradu i od Rissbergu jest zbliżona. Geralt nie miał możliwości porozumienia się z magami, wybrał zatem Novigrad, licząc że do Rissbergu wróci później.
Odciąganie Geralta od celu mieliśmy też w Sadze, gdy mieszał się w awanturę na Stokach, albo wdał się w romans z Fringillą Vigo, albo też wyrżnął maruderów, próbujących zgwałcić wieśniaczkę. Widać, ten typ tak ma. />
HuntMocy said:
A co do epilogu...
Mógł to być sen, mogła być i jawa, na pewno jednak było to puszczenie oka do fanów, ale fanów książek nie gier. Fanów, którzy tak jak Nimue nie zapomnieli o Geralcie, jego przygodach czy nawet imieniu jakie nadawał swoim koniom, fanów, którzy liczyli na jego powrót i kolejne przygody białowłosego wiedźmina. Motyw ze znakiem Somne byłby fajny gdyby Geralt opanował go dopiero w przyszłości kiedy toczy się akcja epilogu. Użył go jednak już wcześniej usypiając na chwilę Soerala, później już go nie użył aż do spotkania z Nimue. Oczywiście to że go nie używał w sadze nie znaczy, że go nie znał, wszak eliksirów czy innych znaków też nie używał prawie wcale, a jednak nie ma wątpliwości co do tego iż je znał i stosował. Czemu jednak Nimue miałaby go nie znać?
Jeśli ktoś wygląda jak Geralt, zna szczegóły, które znał tylko Geralt (w końcu Jaskier nie miał prawdopodobnie pojęcia o potworach z tabliczką znamionową), to najprawdopodobniej jest Geraltem. Swoją drogą zastanawiam się czy ten epilog nie był trochę pisany pod grę- Geralt zachowuje się inaczej- jest wypoczęty, zrelaksowany, zaryzykowałbym stwierdzenie że nawet szczęśliwy. Być może jednym z zakończeń gry będzie Geralt mieszkający w jednym ze światów z Yennefer i Ciri, uciekający przy pomocy tej ostatniej od czasu do czasu na wyprawy myśliwskie? />
Sprawa znaku też może być prosta. Znaki wiedźmińskie są tajemnicą. Jaskier wypaplał tylko te, o których coś wiedział. A twierdzenie Nimue "znam wszystkie znaki" to tylko twierdzenie rezolutnego podlotka, które zresztą Geralta chyba trochę rozbawiło.
HuntMocy said:
I jeszcze w kwestii Kotów...
Fajnie, że ten wątek został poruszony, ciekawe podejście do wiedźminów, ich hierarchii i eksperymentów. W komiksie Zdrada gdzie pojawili się po raz pierwszy byli pokazywani jako narwane i nielubiące nikogo gnojki, ale nie aż tak jak w Sezonie Burz. Byłoby fajnie dowiedzieć się o nich czegoś więcej, może w grach? Wiem, marzenia />/> Jeśli jednak Koty to psychopaci, którzy nie wahają się zabijać ludzi to raczej Coen nie był jednym z nich (a takie teorie krążą), bo on był chyba najsympatyczniejszym z wiedźminów przedstawionych w sadze. Występujący w grze Berengar bardziej pasowałby mi na Kota />/> Ciekawą kwestią jest też to że jeśli Koty były nieudanym eksperymentem (może to pierwsze dzieła magów, jeszcze niedoskonałe?), Wilki zaś wiedźminami z prawdziwego zdarzenia to kim mogły być Gryfy? Starszyzną? Wiedźminami wyspecjalizowanymi w konkretnych zadaniach? Wątek warty pociągnięcia.
to nie wiemy kim są Koty. Geralt temat wyraźnie omija, dowiadujemy się o nich tylko z paplaniny Jaskra, który wielokrotnie myli prawdę z legendami i plotkami. Coś oczywiście można wydedukować z Sagi i z "Sezonu Burz", ale są to tylko domysły.
Oczywiście możemy się pobawić, ale wiele z tych domysłów prawdopodobnie okaże się fałszywa:
Prawdopodobnie szkoła Kota odpowiadała za część czarnej legendy wiedźminów. Nie zakazywała swoim uczniom pracy w charakterze płatnych morderców, najmowania się do ochrony karawan i osób. Psychopaci to dużo powiedziane, raczej byli to wiedźmini, którzy kierowali się emocjami i tych emocji nie ukrywali. Jednocześnie wyznawali zasadę, że cel uświęca środki i podczas "pracy" niespecjalnie przejmowali się bezpieczeństwem przypadkowych osób, a w razie zagrożenia nie wahali się ich świadomie poświęcić
Krótko mówiąc- weźmy Szkołę Wilka, pozbawmy ją zasad etycznych i moralnych, a otrzymamy Szkołę Kota.
Owszem, w sadze też mieliśmy masę wydawałoby się pobocznych wątków, ale nie czułem tak bardzo, że jeden jest oderwany od drugiego. Może wynikało to z faktu, że saga była dłuższa, bardziej rozbudowana, było zatem więcej miejsca na płynniejsze przejścia od jednego zdarzenia do drugiego. Do tego Geralt nie był jedynym ważnym bohaterem, autor skakał nie tylko po wątkach, ale też po postaciach niekiedy serwując większe większe przerwy czasowe, niekiedy pokazując wydarzenia w tym samym momencie, ale z innej perspektywy. Miałem poczucie, że to jedna historia, w Sezonie Burz czułem się jak przy opowiadaniach z tą różnicą, że sklejonych w jedną historię. Coś podobnego próbowali zrobić w wiedźmińskim filmie/serialu, wzięli kilka opowiadań, trochę wycięli, trochę dodali, trochę zmienili i tak z luźno powiązanych wydarzeń zrobili jedną historię. Wyszło tak sobie choć nie wszystkie pomysły mieli złe. Dlatego też uważam, że odbiór Sezonu Burz byłby lepszy gdyby były to osobne historyjki ze świata Wiedźmina.
Ciekawa myśl. Można też poprosić Redów o przekazanie info Sapkowskiemu. Szczerze jednak mówiąc, to nie wydaje mi się, żeby Supernowa , czy Redzi byli tym zbytnio zainteresowani. Poza tym, nawet gdyby info dotarło do As-a,to prawdopodobnie wpierw zbeształby „twórcę” chronologii, a następnie wcisnąłby prawy przycisk myszy i wybrał opcję Usuń
Owszem, w sadze też mieliśmy masę wydawałoby się pobocznych wątków, ale nie czułem tak bardzo, że jeden jest oderwany od drugiego. Może wynikało to z faktu, że saga była dłuższa, bardziej rozbudowana, było zatem więcej miejsca na płynniejsze przejścia od jednego zdarzenia do drugiego. Do tego Geralt nie był jedynym ważnym bohaterem, autor skakał nie tylko po wątkach, ale też po postaciach niekiedy serwując większe większe przerwy czasowe, niekiedy pokazując wydarzenia w tym samym momencie, ale z innej perspektywy. Miałem poczucie, że to jedna historia, w Sezonie Burz czułem się jak przy opowiadaniach z tą różnicą, że sklejonych w jedną historię. Coś podobnego próbowali zrobić w wiedźmińskim filmie/serialu, wzięli kilka opowiadań, trochę wycięli, trochę dodali, trochę zmienili i tak z luźno powiązanych wydarzeń zrobili jedną historię. Wyszło tak sobie choć nie wszystkie pomysły mieli złe. Dlatego też uważam, że odbiór Sezonu Burz byłby lepszy gdyby były to osobne historyjki ze świata Wiedźmina.
Też odniosłem takie wrażenie. "Sezon Burz" jest pisany właściwie tylko z punktu widzenia Geralta, nie ma w nim miejsca na szerszą panoramę świata. Nie wiemy właściwie, co się dzieje poza miejscem, w którym przebywa Geralt, narrator nie jest wszechwiedzący. Lukę tę próbują wypełnić interludia, ale w porównaniu z Sagą to niewiele. Gdyby na podstawie "Sezonu Burz" nakręcić film, aktor grający Geralta byłby niemal bez przerwy w kadrze.
Przeczytałem.
Cała masa aluzji i puszczania oka do czytelnika (choćby idealny mężczyzna łowiący ryby na sztuczną muchę i "zagraj to jeszcze raz Jaskier".)
I epilog. Fajny i intrygujący. />/>
"Zagraj to jeszcze raz, Sam" - czyli "Casablanca". To o muchach to opis samego Sapkowskiego, który jest zapalonym wędkarzem i łowi właśnie tym sposobem.
Hmm, w sumie skoro REDzi mówią o końcu trylogii, ale nie mają porzucić uniwersum, to można na tym zrobić fajną grę i nadal z główną postacią jako wiedźminem. Zarys o kotach jest, teraz REDzi dorobią sobie Gryfy, ewentualnie kociego odszczepieńca który nie jest psychopatą i nowy hit murowany. />/>
GRAŁBYM ale bardziej widziałbym grę gdzie Redzi dają do wyboru 3 szkoły do wyboru i pozwalają samemu kreować postać. Ludzie lubią takie gry. Można mieć 2 serie, jednak osobista przygoda gdzie ważna jest fabuła, a druga taka gdzie ważny jest świat jak w np. Skyrim ale to będzie Wiedźminland więc gra wskakuje od razu 2 lv w górę />
Supernowa nie chciała wydać e-booka bojąc się chyba, że przez to do sieci szybciej wycieknie kopia nielegalna. Okazuje się że fani mimo to przygotowali wersję cyfrową i teraz wydawnictwo chce ich ścigać...
Żarciki z Tolkiena są co najmniej dwa: jeden to hasło, które otwiera drzwi (a zwłaszcza komentarz do niego), a drugi to studnia i coś na jej dnie.
Do łez ubawiła mnie scena z filmów sensacyjnych klasy B (też z serii o Agencie 007) - czarny charakter wyjaśnia pozornie obezwładnionemu przeciwnikowi szczegóły swojego podstępnego planu, głaszcząc kota. (jedyną różnicą jest kolor sierści- kot dr No był ZTCP biały).
Cały Rissberg kojarzył mi się nieodparcie z W1. Brakowało mi tylko Jakuba de Aldersberg (ktoś zna dobrze niemiecki? może "Rissberg" i "Aldersberg" mają jakiś związek ze sobą?).
Statek "Prorok Lebioda" to wariacja na temat "Latającego Holendra". Sama podróż przez bagna to hołd złożony przygodowym filmom grozy (w rodzaju "Anakondy)- w pewnej chwili poczułem się jak czytając Pratchetta.
Aluzji do Sagi i opowiadań cała masa. Największe wrażenie zrobiło na mnie porównanie śmierci dwóch legendarnych czarodziejów- Hen Gedymdeitha i Ortolana.