W Sadze wyraźna była oś fabuły (Ciri i polowanie na nią), dlatego wątki poboczne tak nie raziły. W "Sezonie Burz" długo nie mogłem załapać co jest osią.
Też miałem skojarzenia z grą. Odnosiły się one do mieczy. Przez całą powieść mieliśmy progres w zdobywaniu uzbrojenia, poza pierwszym rozdziałem, który oczywiście miał zadanie otwierającej klamry, przedstawiającej nam kim jest Geralt, czym się zajmuje i jak ważne są dla niego jego miecze.
Geralt więc musi radzić sobie gołymi dłońmi, później klepką bednarską, miotłą, a dopiero na końcu bronią najbardziej epicką i legendarną, czyli wiedźmińskimi mieczami. Gdyby Sapkowski znał treść gier, to powiedziałbym, że dworuje sobie nieco z gry, w której najbardziej epickimi mieczami są jakieś wynalazki, a nie poczciwy wiedźmiński miecz
