Nie. Wchodzę spokojnie i nie atakują. Dopiero jak jednego wezmę na ostrze, to reszta się na mnie rzuca. Tak zrobiłam na dole ratusza. Tych w banku nie atakowałam i jeden z elfów pytał, czy przyszłam pertraktować. Jak powiem "tak" to odsyła na dół do Y. Tam wita mnie główno dowodzący i od razy rzuca w twarz zabijanie elfów.CorwinzAmberu said:A czy Wiewiórki od razu po wejściu staja sie agresywne?
Może i jest, ale ja się NIE MOGĘ w ogóle dostać do tych kanałów!! I oto mi cały czas chodzi. Nie jak się wydostać z kanałów, tylko jak się dostać do nich.CorwinzAmberu said:Przecież tam w kanałach jest teleport
Najłatwiej wcisnąc "alt" i wsio jasnaIwona said:W tej sali na dole gdzie rozmawiałeś Yaevinnem jest zejście niżej... Takie po lewej na środku mniej więcej. Niepozorne...
Wiedźmin co chwilę jest mylony przez ludzi z płatnym mordercą (np w Kwestii ceny). Mógł się więc już do tego przyzwyczaić. Musisz zdać sobie sprawę, że ktoś, kto żyje z zabijania jest w powszechnej świadomości tzw "psem śmierci". Budzi strach i nieufność. Dla normalnego człowieka, zabijanie i walka są złe i obce. Dlatego nie ma dla nich różnicy, czy wiedźmin zabija kikimorę, smoka, czy bandytów.nahira said:To zadanie, moim zdaniem jest głęboko sprzeczne z filozofia życia Geralda. On podąża własną ścieżką - niczym kot. Nie opowiada się po żadnej ze stron konfliktu. Jest neutralny. Dlaczego zatem Velerad wysłał chłopaka po Wiedźmina w związku z napadem na bank? Przecież to absurdalne! Czy na bank napadło stado toczących pianę z żuchw kikimor? Nie? A może ryboludzie postanowili urządzić sobie jatkę w świątyni finansjery? Też nie? To po jaką cholerę Geralt zostaje wplątany w całe zamieszanie?
Nie pamiętam pozostałych dialogów tuż przed walka w banku, ale starałem się być neutralny. Skoro elf po zapewnieniu go, że nie chcę walczyć (bo chcę być neutralny), wykrzykuje banalne 'kto nie ze mną, ten przeciwko' i atakuje, to jasne jak słońce, że nie dam się zabić. Na bagnach zadanie wziąłem trochę z ciekawości, trochę naiwnie wierząc, że nie dojdzie do walki z rycerzami, poprzez odpowiednie pokierowanie dialogiem. Wyjścia jednakże takiego nie miałem. Nie uważacie, że sugerowanie poproszenia o pomoc elfa 'Yeyvenna' (czy jak mu tam), po bitwie z Wiewiórkami w banku, w kwestii ostatecznego rozwiązania problemu z Salamandrą w Wyzimie, jest chore? Najpierw wycinam mu cale komando, a następnie udaję się do niego po pomoc!? Nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadłby na coś tak dziwnego. Tym bardziej, że jest to problem wewnętrzny miasta, który Wiewiórek nie dotyczy, a który mógłby być im na rękę.Garram said:Przecież nie musiałeś walczyć z Wiewiórkami. Zadanie można zakończyć pozwalając im uciec z banku. Zresztą Twoje oburzenie na złamanie zasady neutralności jest hipokryzją bo sam piszesz, że na bagnach zabijałeś Zakonników a przecież można nie wykonać Rozpoznania Bojem.