Gdybanie tego rodzaju jest bez wiekszego sensu - czy ktos "zapragnie" miec oryginał - to tak jakby pozwalać coś kraść ze sklepu, np. radio , argumentujac, ze jak zlodziejowi sie bedzie dobrze sluchalo to zapragnie miec orygnialne radio. Glupiego gadanie - przywłaszczenie dobra intelektualnego jest kradzieża własności niematerialnej i jako kardziez powinno byc scigane czy tępione. Jesli ktoś, jak mowisz, "Nigdy nie kupi płyty" , a chce sobie posluchac, to moze to zrobić właczając radio - ktore kwestie naleznosci za powielanie tresci utworow reguluje- albo zagadac z jakims znajomym, ktory akurat plyte posiada.Poza tym, sciaganie muzyki i jej popularyzowanie niekomercyjne (chociaz to tez jeden wielki belkot, serwery ktore oferuja bezplatna muzykę sa u3mywane przez rekalmodawcow, wiec jest to jak najbardziej komercyjne) prowadzi do stopniowego zaniku bodzca ekonomicznego do tworzenia naprawde wielkiej muzyki. Tworca bowiem moze liczyc na powazne pieniadze jedynie w ramach koncertow , co jest mniej wiecej tym samym, co sytuacja, w ktorej pisarz dostawalby pieniadze za ksiazke swojego autorstwa tylko wtedy, gdy sam by ja na glos czytał w księgarni.Zaraz ktos powie, ze prawdziwi tworcy viva Norwid, Mozart itd. tworza nie ze wzgledu na ewentualne profity, ale z pasji. Odpowiadam - czlowiekowi najedzonemu i szczesliwemu tworzy sie lepiej, niz glodnemu i wkur**ionemu. Poza tym, czyjeś poświecenie nawet w sytuacjach extremalnych nie usprawiedliwia w zaden sposob kradzieży. Ludzie oburzają się, ze albumy sa za drogie - coz, panstwa socjalistyczne, jak Polska i ogolnie UE, regulujac ceny i dlawiac obywateli podatkami, sami do tego doprowadzaja... zwlaszcza ze artysci sa dosc mocno opodatkowani, a ci w ministerstwach nigdy najwidoczniej nie slyszeli o przerzucalnosci podatkow... co uderza po kieszeni wlasnie konsumenta. PozdrawiamTzL