Wydaje mi się, że spora część argumentacji co po niektorych opiera się na założeniu, że PRAWO (sic!) do gry jest integralnym prawem kazdego obywatela posiadajacego odpowiednia platformę multimedialną. Taka roszczeniowa postawa, ******ąca terrorystów i im pochodne organizacje (np. związki zawodowe) jest niebezpieczna. Gry komputerowe, jak kazde inne dobro konsumpcyjne, nie sa PRAWEM, moga byc WOLNOŚCIĄ (nikt nam nie zakazuje w nie grać, ale nikt tez nam ich nie zapewnia w komunistycznym tego slowa znaczeniu. Teksty w stylu - " chetnie bym kupil, ale za drogie, poza tym nie wiem czego się spodziewać " dziwacznie brzmia w ustach ludzi świadomych - czy wchodząc do cukierni podchodzę do sprzedawczyni i mowie " prosze pani, kupiłbym tego pączka, ale skąd mam wiedzieć czy dobry, daj pani gryza, a jak mi bedzie smakowało to sie zastanowię, ale ze kupię to nie obiecuję ... " Decyzja o podjęciu ryzyka związanego z zakupem niesprawdzonego produktu w postaci gry komputerowej niczym sie nie rozni od zakupu kazdego innego dobra. Jak to się mowi, "kto nie ryzykuje, ten nie je ! " . Z resztą, to bzdurne gadanie jest, jesli nie wiem co dostanę zasięgam opinii osob trzecich, w dobie neta nikt mi nie wmowi, ze nie mozna sobie w 30 min wyrobić zdania nt. gry. Moge nazwać kradzież " tymczasowym zawłaszczeniem dobra intelektualnego, powodującym trudne to stwierdzenia fluktuacje rynkowe, w dodatku odznaczające się niską szkodliwością społeczną" ... nie zmienia to faktu, ze dalej to jest kradzież, czyli skur**synstwo.ps. cenzuruje mi słowo " c.e.c.h.u.j.ą.c.e "