W duchu kontynuacji postu z poprzedniej strony dotyczącego przygód w prowincji Skyrim oraz z kronikarskiego obowiązku, nie mogę poskąpić informacji, że przed kilkoma dniami ukończyłem dodatek Dawnguard.
Bethesda zmieniła nieco poetykę i zdradziła dryg do krwistej warstwy fabularnej, oferując przy tym wystawne lokacje, charakterną towarzyszkę oraz garść nowości. I bugów. Z jednej strony, nie ma co wychwalać scenarzystów pod niebiosa, ale z drugiej, wreszcie zaoferowali opowieść, która ma w sobie ludzki pierwiastek i emocje. To zdecydowanie ich magnum opus, choć na tle innych produkcji fabuła wypada tutaj "zaledwie" solidnie. Questy są różnorodne i mają odpowiedni rozmach, a w dodatku mamy nawet skrawki mechaniki rozwidlających się ścieżek, zależnie od pewnego kardynalnego wyboru - z tego co jednak czytałem, tylko parę zadań wprowadza większe różnice.
Ukończenie wątku głównego zajęło mi jakieś 7h, a w rozrachunku ogólnym spędziłem z tym rozszerzeniem jakieś 11-12h. Uwadze polecam side-quest Lost to the Ages, za który jest zresztą achievement na Steamie - odwiedzamy nowy konglomerat krasnoludzkich ruin, by połączyć siły ze zjawą pewnej ambitnej poszukiwaczki, której zdeterminowanie obliguje do kontynuowania poszukiwań nawet po śmierci. Po zdobyciu 1/4 fragmentu pewnego rzadkiego kruszcu zostajemy oddelegowani po trzy pozostały części, rozmieszczone w lokacjach z podstawki, by w końcu ruszyć na podbój ostatniej w regionie krasnoludzkiej kuźni... Rzecz długa i niekoniecznie łatwa, ale satysfakcjonuje. Poszerzamy również szeregi organizacji, po której stronie się opowiedzieliśmy, co rychło zamienia się w akcję ratunkową, a także szukamy w losowych miejscach instrukcji wykonania coraz to lepszych kusz oraz bełtów, którymi uzupełnić można od teraz naszą kolekcję broni.
Warto wspomnieć o Seranie, nowej towarzyszce, która zdołała przerwać moją niechęć do skyrimowych kompanów - wampirzyca jest bodaj najbardziej ludzkim NPC w grze, i zostawia tamte kukły i manekiny w tyle. Dodam, że Fort Dawnguard na deser oferuje także najem opancerzonych trolli, niezależnie od "ściśle humanoidalnego" towarzysza. Szkoda tylko, że są raczej bezużyteczne w boju, a po pół godziny czekania na mój powrót zakupiony Frost Troll dał dyla. Ponoć mogę odnaleźć go w dziczy, bez ryzyka bycia zaatakowanym. Bethesda zasługuje na skarcenie przede wszystkim za ilość bugów - o ile w podstawce natrafiłem przez te wszystkie zainwestowane godziny na zaledwie parę poważnych usterek, tak tutaj w ciągu kilku godzin przydarzyły mi się game-breaking glitche, na które jedynym remedium było otwarcie konsoli i wprowadzenie paru komend.
Niemniej, bardzo przyzwoity i klimatyczny dodatek, który utwierdza w przekonaniu, że w erze DLC pełnoprawne rozszerzenia mają jeszcze racje bytu.
7.5/10
PS. Póki co pograłem z 6h+ w Dragonborn i pierwszy wniosek, jaki się nasuwa, to zmiana poetyki przez powrót do podstawki. Co nie jest wcale rzeczą złą, zważywszy na to, do której części sagi nawiązuje ten epizod. Plus, sądzę, że nie wyczerpałem jeszcze nawet 1/3 contentu. Co by nie mówić o Bethesdzie, ich (obecna) polityka DLC zasługuje na gromkie brawa.
PS2. Bateria w laptopie niespodziewania padła mi w połowie pisania, ale opcja 'restore auto-saved content' ruszyła w sukurs. Uff!