Przyznam, że też nie bardzo rozumiem takie przeliczanie.
To tak, jakby się burzyć, że sezonowany antrykot wołowy kosztuje 100 złotych, a je się go w 5 minut, podczas gdy w jadłodajni "U Zochy" za sto złotych można biesiadować pół nocy.
No i co z tego? Wszystko trzeba wyliczać i porównywać? Albo coś jest dobre, albo nie. No i co kto lubi.
Z tego, co widzę i czytam, gra jest piękna. Autor sobie zażyczył za nią tyle a tyle, bo tak wycenia swoją pracę. Jeśli ktoś kupuje gry dopiero wówczas, kiedy uzna, że mu się finansowo to opłaci, bo lepiej za 100 grać przez 30 godzin, a nie 3, no to jest jego sprawa, ale nie jest to obiektywny wyznacznik czegokolwiek poza tym jedynie, że ktoś przelicza godziny rozgrywki na złocisze
A odpowiedź pana Chmielarza bardzo mi się podoba, przyznam.
Niedawno sobie rozmawialiśmy ze znajomym na temat wyceniania zdjęć i tego, że ludzie np. nie chcą płacić za próbne sesje, bo uważają, że fotograf powinien być wdzięcznym, że ktoś chce go w ogóle wypróbować. Albo domagają się zniżki na dodatkowe odbitki i uważają za naciąganie, jeśli ktoś takiej zniżki nie daje.
A praca fotografa/deva/pisarza itp jest tyle warta, na ile ją wycenia. Uważam, że za drogo, to nie kupuję, proste. Ale nie twierdzę, że "za drogo, bo..." to jest prawda absolutna, bo nie jest. Dla mnie za drogo, dla kogoś nie za drogo przecież.