Mieszanie to jedna sprawa, ale ja tu jeszcze wrócę do Rowling - fakt, że jej działania śledziłam bardziej, choćby za pośrednictwem fantastycznej strony flashowej, którą prowadziła, jednak wydaje mi się, że pewne kwestie wychodzą same i nie trzeba tu mędrkowania.
Otóż Rowling nie tylko zastrzegła, że chce mieć maksymalny wpływ na scenariusz, ale i jednoznacznie oświadczała, że cały czas pracuje nad kolejnymi tomami - czasem natchnienie zawodzi, ale wszystko się pisze. Śledziłam jej wpisy i publikacje bodaj od 5 tomu "w pisaniu" i tam nie było żadnych ściem. Wspominała, że coś idzie wolniej, albo właśnie, że pędzi jak z procy, na jakim etapie jest, co się dzieje. Żadnego odwlekania, żadnych mąceń - bo jest przede wszystkim pisarką i kocha to, co robi, a dopiero potem na tym zarabia (chociaż zarabianie jest miłe). Ktoś może orzec, że to tylko taka kreacja i co mianowicie miałaby mówić, jednak wszystko się finalnie zgadzało - to, co mówiła i to, co robiła.
U Martina się boleśnie nie zgadza.
Całkiem prawdopodobne, że z ASem byłoby podobnie, gdyby był równie sławny, z podobnym zapleczem fanów dyszących mu w kark podczas pisania i w dodatku dostał na deser serial za dowolne pieniądze. Bo to podobne typy osobowości są imo.
I jestem w zasadzie pewna, że by mi tym obrzydził sagę.
Po namyśle stwierdzam, że najnowszy tom w jakimś sensie to jednak zrobił, zepchnął z piedestału vel ołtarzyka, została chałtura niemal "do kotleta". Ale cenię go za Sagę, albo inaczej - Saga się faktycznie obroniła w moich oczach sama.
No, ale tam nie było tej całej machiny - przede wszystkim nie było tego sztucznego przedłużania, tej tak bardzo jawnej ochoty, żeby wycisnąć jak najwięcej się da.
Ja jestem idealistka, dla mnie wyrachowanie zaprzecza w zasadzie idei kreowania dobrej literatury. A w każdym razie na pewno z chwilą, kiedy ktoś celowo zawiesza prace nad dobrym kawałkiem tekstu, żeby sobie dorobić. Nic go innego w pisaniu nie hamuje, tylko ta swoista pazerność.
No nie lubię tego.
A poza tym, @Yngh, masz rację, to jest dobry tekst i dobrze się czyta - na pewno sięgnę po dalsze części, ale fanki we mnie Martin mieć nie będzie, bo mnie rozczarowała jego postawa.
Otóż Rowling nie tylko zastrzegła, że chce mieć maksymalny wpływ na scenariusz, ale i jednoznacznie oświadczała, że cały czas pracuje nad kolejnymi tomami - czasem natchnienie zawodzi, ale wszystko się pisze. Śledziłam jej wpisy i publikacje bodaj od 5 tomu "w pisaniu" i tam nie było żadnych ściem. Wspominała, że coś idzie wolniej, albo właśnie, że pędzi jak z procy, na jakim etapie jest, co się dzieje. Żadnego odwlekania, żadnych mąceń - bo jest przede wszystkim pisarką i kocha to, co robi, a dopiero potem na tym zarabia (chociaż zarabianie jest miłe). Ktoś może orzec, że to tylko taka kreacja i co mianowicie miałaby mówić, jednak wszystko się finalnie zgadzało - to, co mówiła i to, co robiła.
U Martina się boleśnie nie zgadza.
Całkiem prawdopodobne, że z ASem byłoby podobnie, gdyby był równie sławny, z podobnym zapleczem fanów dyszących mu w kark podczas pisania i w dodatku dostał na deser serial za dowolne pieniądze. Bo to podobne typy osobowości są imo.
I jestem w zasadzie pewna, że by mi tym obrzydził sagę.
Po namyśle stwierdzam, że najnowszy tom w jakimś sensie to jednak zrobił, zepchnął z piedestału vel ołtarzyka, została chałtura niemal "do kotleta". Ale cenię go za Sagę, albo inaczej - Saga się faktycznie obroniła w moich oczach sama.
No, ale tam nie było tej całej machiny - przede wszystkim nie było tego sztucznego przedłużania, tej tak bardzo jawnej ochoty, żeby wycisnąć jak najwięcej się da.
Ja jestem idealistka, dla mnie wyrachowanie zaprzecza w zasadzie idei kreowania dobrej literatury. A w każdym razie na pewno z chwilą, kiedy ktoś celowo zawiesza prace nad dobrym kawałkiem tekstu, żeby sobie dorobić. Nic go innego w pisaniu nie hamuje, tylko ta swoista pazerność.
No nie lubię tego.
A poza tym, @Yngh, masz rację, to jest dobry tekst i dobrze się czyta - na pewno sięgnę po dalsze części, ale fanki we mnie Martin mieć nie będzie, bo mnie rozczarowała jego postawa.


