Owszem obie z tych postaci zostały znacząco zmienione, aczkolwiek nie zgodzę sie z tym że najbardziej wzgledem pierowowzoru. Naprawdę uważacie, że serialowa Triss jest mniej zmieniona niż serialowa Yennefer? Czy dajmy na to Fringilla?
Właśnie głównym przekazem mojej wypowiedzi było to, że nie zgadzam się, że akurat one zostały zmienione najbardziej

też mnie korciło by napisać, że nawet Yennefer jest bardziej zmieniona niż one.
Do drugiego sezonu powrócili wszyscy scenarzyści sezonu pierwszego poza scenarzystką odcinka 2, tego od Krańca Świata i młodej Yen, gdzie Tissaia była najbliższa książkom.
Lecz w trzecim sezonie wymieniona została aż połowa scenarzystów...
Z bycia badasem, (dyskusyjnie) najpotężniejszym ludzkim magiem kontynentu, o chłodnym, praktycznym i pedantycznym podejściu do życia i wielkiej pozycji politycznej, który był wzorem i mentorem dla Janeczki
I wszystko to widziałam w serialowej Tissai w pierwszym sezonie... Nie nazwałabym słabością ani brakiem emocjonalnej stabilności jej łzy na widok zmarłych braci i uczennic pod Sodden, przeciwnie. Dostrzegliśmy w tamtych scenach ludzką twarz kryjącą się pod maską chłodnego i pragmatyczbego badassa z poprzednich odcinków. Już chyba kiedyś raz tu napisałam - wydarzeniom na Wzgórzu dodawał dramatyzmu fakt, że nawet Tissaia miała tam łzy w oczach... Co do drugiego sezonu zgadzam się, że mniej tam książkowej Tissai, bo aktorkę pokierowano w drugim sezonu w stronę kontynuowania emocji spod Sodden zamiast w stronę kanonicznego charakteru z początku pierwszego sezonu. Prywatnie wolałabym, by pokazano nam jak Tissaia opłakuje uczennicę w ukryciu, gdy jest sama. Publicznie zachowując się jednak tak samo jak w odcinkach z młodą Yen.
Dalej jest smutną, sztywną, ustawianą przez wszystkich magiczką bez krzty wdzięku, której autorzy zmienili nawet coś tak fundamentalnego jak jej relacje z Ciri. Z troskliwej, przekornej, "siostrzyczki", zmieniła, się w przerażoną donosicielkę. Ale włosy jaśniejsze, więc sukces.
Specjalnie napisałam "abstrahując od bardziej korzystnej charakteryzacji"
W drugim sezonie widziałam w Triss więcej znanej z książki pogody ducha, marzycielstwa, młodzieńczej naiwności, czego w pierwszym sezonie raczej widać nie było. A momenty przygnębienia uzasadnione są jej traumą spod Sodden.
Relacja z Ciri wybrzmiała odpowiednio zanim Ciri przypadkiem spowodowała atak paniki Triss. Żałuję tylko, że nie dostały one sceny pożegnania przed wyruszeniem do świątyni...
Z tym donosicielstwem nie przesadzałabym - Triss podzieliła się czymś z przybraną matką, osobą, której od ufa najbardziej i zaczęła natychmiast o tym żałować, dowiadując się, że to Vilgefortz jest zainteresowany tym tematem...