[UWAGA! - SPOILERY] Serial Wiedźmin (Netflix) - wrażenia spoilerowe

+
To jest ciekawy wątek. Swego czasu obecny również tu na forum Torpeda na wieży błaznów wrzucił opracowanie wątku Starszej Krwi omawiające również te elementy, niestety zrobił to w czasie gdy aktywność tam była niewielka i niewiele osób się nad tym pochyliło.
Masz może do tego dostęp?
Bo wieża błaznów już nie istnieje...


Dlaczego nie mogło to być wtedy, gdy utkwiły w wiedźminlandzie? Dzięki pomocy jednorożców Aen Elle uciekły z tego świata, trafiły do tego gdzie spotyka je Ciri i tak jak piszesz zostały tam uwięzione.
Również w taki sposób traktowałam rozdzielenie elfich Ludów, ale nowy cytat Patrola wskazuje, że jednak doszło do niego wcześniej, i to bez konieczności korzystania z jednorożców...

A wcześniejszego cytatu nie odbieram tak, że wymiar macierzysty dla ludzkości był też ojczyzną dla elfów - raczej tak, że elfy przed Koniunkcją miały pełną swobodę w przemieszczaniu się między wymiarami, mogli wielokrotnie zmieniać miejsca zamieszkania, a może nawet cała ich cywilizacja była rozsiana po różnych Sferach? Mogę sobie wyobrazić, że mając tą możliwość czerpali co najlepsze z różnych wymiarów, przemieszczając się między nimi wielokrotnie...

W Zerrikani chyba były zebry, mi się z Afryką kojarzyła.
To w Zangwebarze i Ofirze :D wzmianki o tych państwach brzmią afrykańsko, jednak Zerrikania jest jak dla mnie mocno inspirowana kulturami Azji widzianymi przez pryzmat Średniowiecznej Europy...
 
Auberon tutaj określa moment opuszczenia wiedźminlandu. Skoro można było swobodnie się przemieszczać, to było to przed Koniunkcją.

Tak sądziłem. Ale on nie mówi chyba o wiedźminlandzie w tym fragmencie. To jest poprzedzone rozmową o ewolucji człowieka, wykorzystaniu prymitywnych narzędzi... I o tym że człowiek doprowadzał ten świat do zagłady więc oni się wynieśli. Skoro człowiek pojawił się w wiedźminlandzie w rezultacie Koniunkcji, to musi być mowa o jakimś innym świecie, "wcześniejszym". Nie byłoby to dziwne, bo przecież ludzie zostali też podbici w tym świecie zamieszkiwanym przez Aen Elle, do którego trafia Ciri. Czyli w innych światach i wcześniej też istnieli ludzie.

Ciężki temat :)

Edit: to jest ten fragment:

- Człowiek - powiedział. - Twój włochaty przodek po mieczu pojawił się na świecie dużo później niż kura. A nigdy nie słyszałem, by jakakolwiek kura rościła sobie pretensje do świata... Dlaczego wiercisz się i drepczesz w miejscu jak małpeczka? To, co mówię, powinno cię interesować. Wszak to historia. Ach, pozwól, niech zgadnę: ciebie ta historia nie obchodzi i nudzi. Wielka opalizująca bańka pofrunęła w stronę rzeki. Ciri milczała, gryząc wargi. - Twój włochaty przodek - podjął elf, mieszając słomką w miseczce - szybko się nauczył, jak wykorzystywać przeciwstawny kciuk i szczątkową inteligencję. Robił za ich pomocą różne rzeczy, z reguły równie śmieszne, co straszne. To znaczy, chciałem powiedzieć, że gdyby robione przez twego przodka rzeczy nie były straszne, to byłyby śmieszne. Kolejna bańka, zaraz po niej druga i trzecia. - Nas, Aen Elle, mało w gruncie rzeczy obchodziło,

Twoim zdaniem ten fragment odnosi się do max 1500 letniej bytności człowieka w wiedźminlandzie? Przeciwstawny kciuk, włochaty przodek? Moim zdaniem do innego świata, gdzie ludzie i elfy się zetknęły ze sobą.

Skąd w ogóle taki pomysł? Czyi to argument, bo przecież nie mój

Cofnij się do poprzedniego posta, gdzie zakwestionowałeś mój wniosek.


Nie ma tu żadnej przerwy w łańcuchu przyczynowo skutkowym,

Jest brak logiki.
Post automatically merged:

Masz może do tego dostęp


Tutaj, tak jak u Patrola, jest mowa o jakiejś częstszej niż jednorazowej współpracy jednorożców i Aen Elle. Nie kojarzę jednak, co w książkach pozwala wysunąć taki wniosek a nie mam jak dokładnie szukać. O ile pamiętam, książki bardziej wskazują na to, że pomoc jednorożców wystąpiła raz, zostały wykorzystane i się zbiesiły, a tak samo teraz elfy chcą jednorazowo że tak powiem wykorzystać Ciri.


A wcześniejszego cytatu nie odbieram tak, że wymiar macierzysty dla ludzkości był też ojczyzną dla elfów

A to ja tego kategorycznie nie stwierdzam, że macierzysty ale uważam że współegzystowali w innym świecie bo jak inaczej elfy wiedziałyby jak funkcjonował człowiek pierwotny? W ogóle mi książki wskazują bardziej, że ludzie byli w niejednym świecie (podałem cytat post wyżej) przed Koniunkcją a i w sumie nic nie przeczy temu, że przed Koniunkcją i ludzie mogli się przemieszczać.



To w Zangwebarze i Ofirze :D wzmianki o tych państwach brzmią afrykańsko

Aaa widzisz też na "Z". :beer:
 
Last edited:
Po dłuższej przerwie dokończę moje rewatchowe recenzje.

Powiem szczerze - oglądanie ostatnich trzech odcinków było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, więc ciężko było mi się zabrać do ich recenzji.

Teraz czas na odcinek, który najbardziej mnie zszokował...


Odc. 1: Ziarno Prawdy
Odc 2: Kaer Morhen
Odc 3: Straty
Odc 4: Redańska Inteligencja
Odc5: Odwrót

Odc 6: Miła przyjaciółko...


Odcinek napisany przez scenarzystę, który w poprzednim sezonie jedynie asystował przy sprawdzaniu scenariuszy. Swoją drogą zastanawia mnie skąd pomysł, by każdy odcinek był napisany przez inną osobę. Nie jest to standard dla serialowej branży. Zwykle lwią część scenariuszy pisze showrunner, czasem nawet wszystkie.

Powiem szczerze, że pierwotnie zakładałam, że drugi sezon będzie miał konstrukcję podobną do sezonu pierwszego - że wątek Geralta (+Ciri) będzie raczej wiernie ekranizować książkowy materiał, a czas ekranowy Yennefer zostanie zwiększony i wzbogacony o nowe wątki, by serial dalej opowiadał o trio bohaterów. Oglądając drugi sezon uznałam potem, że będzie jednak jak w wypadku późnych sezonów GOT - będą liczne różnice, pominięte fragmenty, zmiany fabularne, jakieś nowe wątki, ale szkielet fabularny będzie wciąż wzięty z książek, a bohaterowie mimo wszystko dotrą do tych samych kluczowych wydarzeń co w książce, nawet jak zrobią to nieco inną drogą. Serialowy przyjazd Triss do Kaer Morhen oraz ratunek Jaskra przez Yen utrzymywał mnie w tym przekonaniu, więc wydarzenia w Ellander bardzo mnie zszokowały mnie tak bardzo, że nie mogłam uwierzyć w to, co widzę na ekranie...





PLUSY:
  • Śmierć Płotki - naprawde spodobała mi się improwizacja Henrego nawiązująca do pięknej sceny ze wzgórza Sodden. Omawialiśmy to niedawno, więc nie będę się rozpisywać, ale nie rozumiem czepialstwa, że Geraltowi szkoda konającej wieloletniej towarzyszki gdy ze smutkiem skraca jej cierpienie :cry:
    Swoją drogą podczas rewatchu skojarzył mi się z tym momentem musical w Gdyńskim Teatrze Muzycznym, gdzie podczas majaków Geralta to Płotka była Śmiercią na wzgórzu Sodden. Przepiękna była tamtejsza piosenka o poległych magach... Wiecie czy da się ją gdzieś w internecie znaleźć?



  • Świątynia Melitele - choć miała ona nietypowy design i nie wyglądała wcale na starą budowlę to sposobała mi się bardzo - zarówno wygląd budowli jak i wystrój jej wnętrz, atmosfera spokoju tam panująca. Kapłanki chodzące niespiesznie w pięknych żółtych szatach, zabawny simp Jarre, elfka szukająca w świątyni schronienia, ciepłe światło wpadające przez okna i witraże, liczne księgi, wszechobecna roślinność - zabrakło mi jedynie pełnoprawnej cieplarni. Spokojna muzyka kojarzyła mi się jednocześnie z soundtrackiem Ciechowskiego jak i z pierwszą grą:beer:
    Jedynym minusem w wyglądzie świątyni jest... posąg Melitele - jakiś dziwny slenderman bez twarzy i z trzema parami rąk, a nikt z bohaterów nawet nie wspomniał o trzech aspektach, które bogini reprezentuje.



  • Yen i Geralt - wzruszyło mnie ich świetnie zagrane reunion, ich pocałunek. Nie mogłam się napatrzeć na Geralta w tych scenach. Wrażenia nie zepsuł mi nawet kontrast jaki widać między jego brzydkimi soczewkami a pięknie wykonanymi komputerowo oczyma Yen. Sprytnie ograny został moment z Miłą Przyjaciółką, choć szkoda, że nie znalazło się miejsca na treść kultowego listu.
    Podczas pierwszego seansu zaśmiałam się najpierw widząc, że Yen będzie villainem w tym odcinku, lecz jednocześnie muszę przyznać, że oglądałam to wszystko z zapartym tchem, z opadniętą szczęką - o ile w poprzednich odcinkach rozczarowana byłam nieco zapychaczowym wątkiem Yennefer tak tutaj w końcu stał się on dla mnie interesujący. I to bardzo. Utożsamiałam się z Geraltem, który swym zakochanym wzrokiem patrzył na Yennefer, by potem z bólem patrzeć jak ucieka ona przez portal. Wyraz twarzy Geralta w tych scenach był też wyrazem mojej twarzy. "Yen... stop..." :giveup:



  • Ciri - uwielbiam Frejkę w tej roli i spektrum emocji, które nam prezentuje swą grą aktorską - znowu mamy tu upartą, przekorną odwagę w rozmowach z Geraltem, nastoletnią złośliwość i poczucie humoru w rozmowie z Jarre i w interakcjach z Yen, oraz smutek i ból utraty podczas rozmów z Nenneke.
    Makijaż ma zbyt mocny, mocniejszy niż Yen, jednak cieszę się, że mimo tego widać która z nich jest dzieckiem. Jej nowe karyniaste futerko budzi we mnie mieszane uczucia, jednak zdecydowanie lepiej to wygląda niż sam zielony ciuch noszony jeszcze w Kaer Morhen, będący niestety głównym ubraniem sezonu.
    Swoją drogą zauważyłam, że najładniejszym ubraniem Ciri w tym sezonie (poza białą sukienką Bruksy) jest brązowy dublet, który nosi niestety jedynie przez parę scen czwartego odcinka, gdy do Kaer Morhen przyjeżdża Triss. To powinien być jej główny ubiór sezonu - zarówno podczas treningu w Kaer Morhen jak i podczas późniejszej podróży. Zielone wdzianko, które nosi przez większość sezonu wygląda znacznie gorzej i taniej...


    1642320377274.png


  • Rience w Kaer Morhen - magiczna walka Rienca z Triss wygląda fenomenalnie, tak właśnie powinny były wyglądać zaklęcia rzucane na Sodden... Wiele osób krytykuje, że Rience znalazł Ciri w Ellander, jednak z tej sceny wynika, że on podsłuchał jak Vesemir mówi Triss dokąd udał się Geralt z Ciri. Zaś lokalizację Kaer Morhen poznał od Jaskra. Za spory błąd jednak uważam, że nie wiadomo skąd Rience wpadł na pomysł zabrania fiolki z krwią Ciri - w tej scenie nie widzimy, by Triss i Vesemir komentowali jej zawartość tak, by Vesemir mógł to podsłuchać.
    Jednak wracając do Rience'a - jest on po prostu ciasteczkiem do schrupania i w przeciwieństwie do książkowego bohatera intryguje mnie swoją osobą. Blizny na twarzy wyglądają nieciekawie, jednak na szczęście w ostatnim odcinku sezonu nie będą one już aż tak straszne:beer:



  • Triss - podczas rewatchu złapałam się na tym, że uwielbiam Triss w tym sezonie i w końcu widzę w niej bohaterkę z książek. Dalej zgrzytam zębami widząc, że cały sezon spędza w jedynie dwóch sukienkach (w tym odcinku wraca do tej, którą miała w odcinku trzecim :facepalm:), jednak mimo tego prezentuje się ona przepięknie. Pod koniec odcinka mówi ona Tissai o Ciri - i z punktu widzenia fabuły jest to uzasadnione, bo Tissai ufa ona bardziej niż komukolwiek, a jednocześnie boi się konsekwencji tego, że fiolka z krwią Ciri wpadła w niepowołane ręce nieznanego maga spoza Bractwa.


  • Cintra - uwielbiam interakcje między Fringillą i Francescą - obie panie w przepięknych fryzurach, w najładniejszych sukniach sezonu, obie bardzo charyzmatyczne. Wzruszyłam się w świetnie zagranej, emocjonalnej scenie porodu i radości z narodzonego dziecka.
    Poza tym mamy tu nowe, cudowne ujęcia na Cintrę - staw, nad którym spacerują czarodziejki skojarzył mi się z sadzawką, gdzie Emhyr obserwował sumy.
    Bardzo podobał mi się trening elfów i rycersko przystojny Cahir wyglądający wyśmienicie zarówno w nowej zbroi jak i w czarnym szlafroku.
    Jeszcze w temacie Fringilli - pamiętam, że ktoś się czepiał jej figury, co było dla mnie niezrozumiałe, ale ostatnio przeczytałam, że aktorka była w ciąży w trakcie kręcenia tego sezonu.
    A jeszcze co do ciąży - z tego co zrozumiałam to Voleth nie potrafiła spełniać życzeń, a jedynie wskazywała sposób, w który osoba w potrzebie może sama swe życzenie spełnić. Co więc sprawiło, że Francesca donosiła ciążę, choć elfom od dawna się to nie udawało? Skoro Voleth kazała jej zamieszkać wśród ludzi to jedynym problemem elfiej płodności był brak dostępu do dóbr cywilizacji? Ciąża Francesci została uratowana tylko przez to, że zamieszkała ona w komfortowych i bezpiecznych warunkach w ludzkim pałacu?



  • Codringher i Fenn - bardzo charyzmatyczny duet, świetnie zagrany. Nie mam problemu, że tajemnicę pochodzenia Ciri poznajemy tu oczami Istredda (wyglądającego tu jak mistrz Jedi), jednak liczę na to, że w następnym sezonie odwiedzi ich też Geralt, a po nim Rience. Na uwagę zasługuje też puszysty koteł oraz imponująco wykonany wystrój zarówno kancelarii duetu jak i ulicy miasta Dorian, którą idzie do nich Istredd.
    Zwracam scenariuszowi honor, @joszcz - imię Lary Dorren jednak pada w tym momencie, a Fenn opowiada nawet o jej klątwie. Jednak nie wiem ile widzów skojarzy ten fragment z Larą w wizji Ciri - wszystkie fragmenty o Larze i Starszej Krwi porozrzucane są w postaci takich strzępków po całym sezonie, więc liczę na to, że kolejny sezon jakoś ładniej to wszystko podsumuje.



  • Easter Eggi - w tym odcinku częściej niż w poprzednich zauważałam nawiązania wykraczające poza Krew Elfów - onejromantki badające przeszłość za pomocą obrazów, teleport w Wieży Jaskółki, wypchany jednorożec Yen, księga Hena Gedymdeitha, spaleni przez Rience Yurga i Złotolitka. Swoją drogą szkoda, że nie pokazano ich w tym sezonie. Złotolitka w pierwszym sezonie była bardzo charyzmatyczna i kochana, aż szkoda mi było, że Ciri nie potrafiła okazać jej wówczas wdzięczności za okazaną troskę...


MINUSY:
  • Opuszczenie Kaer Morhen - jak oglądałam odcinek po raz pierwszy, to nie wiedziałam, że bohaterowie jeszcze do zamku wrócą w tym sezonie. Zdziwiłam się więc strasznie, że opuścili oni Kaer Morhen tak bezceremonialnie, bez pożegnania z wiedźminami i z Triss. I że bez Triss wyruszyli na południe (wyciętych stąd krasnoludów akurat mi nie żal).
    I, że z Kaer Morhen do Ellander dotarli chyba w kilka godzinek, do tego pokonując część dystansu pieszo, gdy Płotka została zabita. Trzeba jednak docenić przepiękne krajobrazy, które towarzyszą im podczas tej krótkiej podróży.



  • Shaerrawedd - wycięcie tego wątku to dla mnie decyzja niepojęta, zwłaszcza, że scenarzystom tak zależy na elfach i scenach akcji.
    Jednak Bagiński zasugerował chyba, że do tego jeszcze powrócą. W sumie może mieć to sens, bo możliwe, że serialowe Wiewiórki powstają dopiero pod koniec tego sezonu, gdy Francesca ucieka z Nilfgaardu by mścić się na Północy. Więc może do Białej Róży powrócą w następnym sezonie.
    Już po pierwszym sezonie sobie wyobraziłam, że elf Dara mógłby zginąć w scenie z białą różą, na oczach zszokowanej Ciri. Tak samo jak w książkach zabita została bezimienna elfka w tym momencie.



  • Czarnobóg - bardzo ciekawy przypadek. Doceniam, że twórcy chcą czasem nawiązać do mitologii słowiańskiej, jednak tu mamy totalnie nietrafiony wybór. Próżno szukać jest w świadomości zbiorowej Słowian jakiejś wiedzy na temat postaci Czarnoboga czy znajomości jego imienia, a o jego roli w mitologii nie ma zachowały się niemal żadne informacje i nie jest to wśród współczesnych Słowian rozpoznawalna postać. Jednak z jakiegoś powodu zyskał on sporą reprezentację w zachodniej popukulturze - u Gaimana, w jakichś bajkach, grach komputerowych. Zapewne to wszystko za sprawą Walta Disneya, który umieścił Chernoboga w swej animowanej Fantazji z roku 1940.
    I zapewne scenarzysta znalazł na jakiejś wikipedii nazwę tego "słowiańskiego boga", a potem designer wygooglał jego disneyową wersję i dał coś podobnego do serialu - humanoidalnego, czarnego, skrzydlatego, rogatego złola. Ten design to wymysł Disneya.

    1642320484730.png

    Jego design w serialu dodatkowo nie odpowiada mi z tego powodu, że potwór zrobiony jest z odłamków Monolitu. A według serialu każdy pokoniunkcyjny potwór wyszedł z monolitu, wliczając w to te wyjątkowe, nowe bestie w danym sezonie. Jednak żadna bestia poza tą nie jest zbudowana z odłamków monolitu, więc wygląd Czernoboga nie ma sensu. I do tego te dziwne, brzydkie zbliżenia na jego oko...
    Więc nie podoba mi się jego design (choć wykonanie jest dobre), a poza tym nietrudno by było o lepszą reprezentację słowiańskiej mitologii w serialu. Co prawda towarzyszące potworowi efekty dźwiękowe były genialne, tak jak w wypadku większości bestii w obu sezonach. Do walki z Czernobogiem też nie mam żadnych zarzutów, świetnie zwizualizowane są znaki wiedźmińskie. Cieszę się, że zrezygnowano z pierwotnego pomysłu, by Geralt zabił potwora kością martwej Płotki.


  • Nenneke - zawiodłam się i to pod kilkoma względami. Na początku byłam do tej aktorki pozytywnie nastawiona, jednak podczas rewatchu była ona dla mnie w tej roli po prostu irytująca, jej gra aktorska jest przesadzona, wręcz sprawia wrażenie pijanej staruszki, której plącze się język. Do tego dochodzi dziwny wygląd zerżnięty z buddyjskich mniszek. Nie mogła wyglądać jak pozostałe kapłanki w tle? Prócz tego wkurza mnie zrobienie z niej czarodziejki, która potrafi wyczarowywać portale i która uczyła rzucania Znaków małego Geralta i innych wiedźminów. Tęsknię za Anną Dymną...


  • Walka z braćmi Michelet - nie jestem fanką bijatyk ani scen akcji, nie mam więc wobec nich wysokich wymagań. Mimo swej komiksowości i dziwnych ujęć walka była dla mnie okej do momentu jak Geralt wybił jednemu z braci zęba, który poleciał w slow motion prosto w stronę widza. Stworzony za pomocą CGI ząb lecący powoli w stronę kamery. Był to dla mnie NAJGORSZY moment w tym sezonie. Nie żartuję.
    Poza tym podczas całej walki śpiewałam sobie cichutko pod nosem "poka sowę", ale jej nie pokazali...



  • Ellander - wspólna nauka Ciri i Yennefer w Świątyni to moja ulubiona część Krwi Elfów (a zaraz po niej jest Biała Róża). Bardzo czekałam na ekranizację tych ważnych i słodkich chwil, zwłaszcza, że są one kluczowe dla relacji tych postaci. A serial mógłby tu dodatkowo nawiązać do nauk pobieranych przez Yen u Tissai. Nie spodziewałam się, że w serialu zabraknie tych ważnych momentów, mogli przecież poświęcić na to przynajmniej jedną scenę. Więc podobnie jak Geralt byłam zdruzgotana patrząc jak Yen teleportuje się wraz z Ciri ze świątyni. Lecz jak pisałam wyżej - jednocześnie budziło to we mnie ogromne zainteresowanie odnośnie dalszej fabuły, więc potężny ładunek emocjonalny miałam zapewniony, a napięcie było tam większe niż gdziekolwiek indziej w tym sezonie.


  • Yennefer - sylwetka jej sukni jest naprawdę ciekawa, podoba mi się zarówno krój żakietu jak i spódnicy, jednak jej główny strój sezonu zepsuty został tanią, złocistą brokatową nitką na kołnierzu, która nijak nie pasuje do jeszcze gorszych, współczesnych roślinnych wzorków na jej spódnicy... Poza tym w spódnicy kryją się lawendowe wstążki, które mnie bolą.
    Lecz jeszcze bardziej boli mnie jej fryzura - twórcy w tym sezonie uznali, że Yennefer musi zaskakiwać widzów wymyślnymi fryzurami, więc niemal cały czas (nie licząc pobytu w Aretuzie) spędza we włosach upiętych w przekombinowane kitki. Tą finałową sukienkę uratowałyby długie, rozpuszczone włosy, które zresztą ma na plakatach promujących ten sezon, ale ona ani razu w tym sezonie nie ma włosów jak na tych plakatach. Ta fryzura jest przepiękna i to ją powinna nosić w ciągu całego serialu. Lecz ma ją wyłącznie na plakatach, a nosząc tę sukienkę w serialu nosi wyłącznie przekombinowany warkocz, który nijak nie pasuje do postaci Yennefer, ani po prostu do czarodziejki. Prócz tego zdziwiona jestem, że Yen ma tu delikatniejszy makeup niż Ciri, lecz cieszę się, że mimo tego widać, że Ciri jestod niej znacznie młodsza.

    1642320632108.png
 
Last edited:
Odc 6: Miła przyjaciółko...
  • Ciri - uwielbiam Frejkę w tej roli i spektrum emocji, które nam prezentuje swą grą aktorską - znowu mamy tu upartą, przekorną odwagę w rozmowach z Geraltem, nastoletnią złośliwość i poczucie humoru w rozmowie z Jarre

Jarre to akurat potraktowała jako natręta, mimo że miał ją oprowadzić i czegoś uczyć zdaje się. Nie widziałem tam poczucia humoru, bardziej już dziewczynę z Instagrama, która musi rozmawiać z mało atrakcyjnym chłopakiem, ale w miarę inteligentnym, tyle że i tak Ciri nie była zbyt zainteresowana tym co mówi.

  • Rience w Kaer Morhen - magiczna walka Rienca z Triss wygląda fenomenalnie, tak właśnie powinny były wyglądać zaklęcia rzucane na Sodden... Wiele osób krytykuje, że Rience znalazł Ciri w Ellander, jednak z tej sceny wynika, że on podsłuchał jak Vesemir mówi Triss dokąd udał się Geralt z Ciri. Zaś lokalizację Kaer Morhen poznał od Jaskra.

Nie pamiętam momentu gdzie Jaskier powiedział Riencowi o Kaer Morhen. Yennefer dość szybko się pojawia i nie ma nawet czasu. Chyba że masz na myśli to, że Jaskier powiedział coś o twierdzy w górach? Moim zdaniem to wciąż za mało by znaleźć Kaer Morhen i teleportować się prosto na miejsce. Jest nawet pare dyskusji o tym wątku na reddicie.

  • A jeszcze co do ciąży - z tego co zrozumiałam to Voleth nie potrafiła spełniać życzeń, a jedynie wskazywała sposób, w który osoba w potrzebie może sama swe życzenie spełnić. Co więc sprawiło, że Francesca donosiła ciążę, choć elfom od dawna się to nie udawało?
Czy te dziecko to nie jest właśnie życzenie? Mi się wydawało że Francesca 'staje się' ciężarna w tej chatce. Jeśli nie, to w takim razie kto jest partnerem?
 
Może bym przeżył jakiś "szok" przy tych rewelacyjnych rozwiązaniach fabularnych, gdybym pałał jakąkolwiek sympatią do bohaterów serialu. Dla mnie są oni całkowicie obojętni, wręcz irytujący. Nie wystarczy nazwać bohatera Geralt, Jaskier czy Ciri, żeby to były postaci z książek, z powodu których w ogóle ten twór netflixowy zacząłem oglądać.
Na trzech ostatnich odcinkach przysypiałem mimo, że widać było, jak w zamyśle twórców miałem siedzieć na skraju fotela i wzdychać.
Ciekawe w ogóle czy AS pojawi się jeszcze kiedyś na jakimś konwencie z fanami. Korpo wywiadów z YT netflixa nie traktuję poważnie.
 
Do innych głupot tego odcinka się nie odniosę bo już wiele rzeczy zostało powiedziane, a też i siły i chęci do tego mi brakuję. Ale na temat Codringhera i Fenn co nieco napiszę, bo był to temat do tej pory pomijany. Aktorstwo i kostiumy bardzo teatralne. Jeśli chodzi o dialogi to wyglądało na recytację dłuższych fragmentów z jakimiś elementami przesadyzmu niż zwykłe rozmowy. Kostiumy też ściągnięte prosto z teatru. Szczególnie wygląd Fenn jako osoby niepełnosprawnej i niepokazującej się światu był kompletnie przesadzony. To wszystko kontrastowało z Istreddem, który zarówno pod względem stroju, wyglądu czy nawet gry aktorskiej stylizowany jest bardzo współcześnie.

Idąc dalej koszmarna scena, w której Codringher opowiada o pułapce, która zabiła domokrążce. Tak było to zaczerpnięte z książek, ale tutaj była fatalnie zrealizowana i kompletnie nie pasowała. Bo jak to wyglądało? Istredd wchodzi do biblioteki i stary bibliotekarz zaczyna gadać o jakiejś pułapce co kogoś zabiła. Jedyny pozytyw tej sceny to mina Istredda, która mówiła: Okej, ale co mnie to interesuje i po co mi to mówisz? Gdzie jakikolwiek klimat scenerii jak w książkach gdzie taka scena by pasowała. Nie ma tutaj żadnego mroku, ciemności, niepokoju, a tylko zwykła biblioteka.

No i to rozwiązanie zagadki. Okazało się że żeby rozwiązać największą zagadkę i tajemnice tego świata wystarczyło przeczytać jedną książkę i jakiś zwój i na szczęście akurat mieli oba pod ręką. To jest ten poziom budowania tajemnicy level netflix. No ale w końcu Istredd i elfy jeszcze jako nieliczni nie wiedzieli o Ciri wszystkiego to scenarzyści musieli przyspieszyć, żeby przypadkiem na koniec sezonu nie został ktoś kto nie wie o niej, jej pochodzeniu i jej mocach. A tak udało się i wiedząc już wszyscy. Choć muszę przyznać, że tutaj wewnętrznie zaśmiałem się, bo pojawiła mi się oglądając tą scenę myśl, że właśnie najlepszym rozwiązaniem jest ponowne przeczytanie książki :D
 
Nie widziałem tam poczucia humoru, bardziej już dziewczynę z Instagrama, która musi rozmawiać z mało atrakcyjnym chłopakiem, ale w miarę inteligentnym, tyle że i tak Ciri nie była zbyt zainteresowana tym co mówi.

Tak jest też w książkach, tylko tam jest to nawet zabawne i się klei, ponieważ:

- Ciri jest dzieckiem
- Ciri myśli, że robi tak jak zwykła robić jej mentorka, Yennefer i to jest w taki dziecięcy sposób wykrzywione i przesadzone, w czym utwierdza ją ta ostatnia apelując, żeby nie bawiła się Yarre, co jednocześnie podkreśla dojrzałość czarodziejki w porównaniu z Ciri i buduje ich relację

W serialu Ciri to niemal dorosła dziewczyna, która zachowuje się jak gimbazowa julka w ostrym makijażu albo jak piszesz instagramerka i jest złośliwa, bo tak, oraz dlatego, że scenarzystom się wydaje iż tak się buduje silne i niezależne postaci kobiece. O czym już parę razy wspomniałem - nie widać, żeby dwie bohaterki dzieliła duża różnica wieku, pozycji, wiedzy doświadczenia. To wina tego, jak poprowadzono Yennefer. Aktorstwo Freyi a raczej jego brak nie pomaga, bo jest strasznie drewniana.

No i to rozwiązanie zagadki. Okazało się że żeby rozwiązać największą zagadkę i tajemnice tego świata wystarczyło przeczytać jedną książkę i jakiś zwój i na szczęście akurat mieli oba pod ręką

Zgadzam się, można sobie porównać, jak podobny motyw rozegrano w LOTR w scenach, w których Gandalf poznaje historię Pierścienia ;)
 
Czy te dziecko to nie jest właśnie życzenie? Mi się wydawało że Francesca 'staje się' ciężarna w tej chatce. Jeśli nie, to w takim razie kto jest partnerem?

W tej scenie Franceska jest w ciąży. Do czarownicy idzie z prośbą by tą ciążę donosić.
Ojcem jest Filavandrel (chyba)
 
Zgadzam się, można sobie porównać, jak podobny motyw rozegrano w LOTR w scenach, w których Gandalf poznaje historię Pierścienia
Jakbym miał zacząć porównywać jakiekolwiek aspekty Witchflixa do Władcy Pierścieni to chyba musiałbym obniżyć swoją i tak już bardzo niską ocenę tego serialu. Przecież tak wyśmiewany przez wszystkich 8 sezon Gry o Tron przy tym netflixowym "Wiedźminie" to jest coś na bardzo wysokim poziomie :D
 
Myślę, że nauka Yennefer i Ciri została przesunięta na 3 sezon, teraz Yen powie Geraltowi że chce ją uczyć, bo Ciri jest taka wyjątkowa i pojadą do Ellander,a Geralt będzie staral sie dociec kim jest Rience. O ile w ogole nadal będą chcieli podążać za książkami, co jest raczej mało prawdopodobne.

@Lizzie... Ciekawa analiza, zgadzam sie niestety co do Nenneke. Bardzo mi sie podobał ten wybór, ale niestety aktorka nie wyglądała odpowiednio i była tak ja powiedziałaś irytujaca, ale nie jest to jakiś największy zgrzyt, raczej mały zawód.
Niestety scene z Yennefer zdradzajaca Geralta odbieram zupełnie inaczej. Nawiązanie do "dear friend" byłoby sprytne i miłe, gdyby nie to co sie wydarzyło potem. Yennefer udająca miłą ciocie tylko po to, żeby poświęcić jego córkę... W tym uniwersum ma to sens, nie ma miedzy nimi żadnej relacji, rozstali sie w gniewie, łączy ich tylko życzenie, mam wrażenie że ona nie żywi do niego zadnych uczuć, wiec who cares. Ale na litość boska, ta postać nie powinna w takim razie nazywać sie Yennefer, bo to zupełnie inna historia, zupełnie inna postać. Ciezko mi nawet o niej pisac używając tego imienia bo mam straszny dysonans poznawczy w głowie.
Co do jej włosów: mój luby ma teorie jakoby wiązało sie to z utratą chaosu. Ma związane przez cały sezon jako symbol tego, że jest pozbawiona mocy, być moze stylizowala je magicznie? Dla mnie duzy minus, na tych kadrach, ktore byly opublikowane w materiałach promocyjnych, z Ellander wygladala fenomenalnie, po raz pierwszy zobaczyłam w niej książkowa Yen (ok drugi, w secenie z karety w S01 tez wyglądała świetnie), a tutaj nosi warkocz przez cały czas. I znowu serial robi to co zawsze: odwrotność "show, don't tell". Jaskier mówi o tym, że Yennefer ma takie bujne włosy, ileż ona ma tych włosów, a na ekranie widzimy smutne kitki.
 
Cordringher i Fenn to kolejna sytuacja gdzie zgadzają się tylko nazwy własne. No i może to, że mają kota. Postacie wyjęte żywcem z jakiegoś Harrego Pottera, nie z Wiedźmina. Cordringher zachowuje się jak jakiś ekscentryczny bibliotekarz, o "Fenn" nie mogę powiedzieć nic poza "gender swap, bardzo oryginalnie". Gdzie przebiegłość, spryt, gra o swój własny interes, świetna rozmowa o anachronicznym wiedźminie? Nie ma. Ale jest bezużyteczna wzmianka o pułapce rzucona od czapy. Easter eggowy ochłap rzucony fanom, tak samo jak ta o Hen Gedymdeith, która bardziej irytuje niż bawi. Jak się chce umieszczać takie smaczki dla fanów, to najpierw wypadałoby zrobić porządną adaptację. Inaczej odnosi się odwrotny skutek, przynajmniej w moim przypadku.
 
A z innej beczki, to czy macie taki moment serialu, który przeważył u was czarę goryczy? Pytanie zwłaszcza do osób, które przerwały oglądanie na jakiś czas lub do teraz nie dokończyły serialu.

U mnie to była scena z prostytutkami w Kaer Morhen i wesoły Vesemir popijający beztrosko piwko, z uśmiechem patrzący na orgię. Pierwszy odcinek jeszcze ja cię mogę, ale po tej scenie serial dla mnie pada na twarz i już się nie podnosi :/
 
Nie pamiętam momentu gdzie Jaskier powiedział Riencowi o Kaer Morhen. Yennefer dość szybko się pojawia i nie ma nawet czasu. Chyba że masz na myśli to, że Jaskier powiedział coś o twierdzy w górach? Moim zdaniem to wciąż za mało by znaleźć Kaer Morhen i teleportować się prosto na miejsce.
Jaskier powiedział o twierdzy w górach, a Rience najwidoczniej zrobił research, by tę twierdzę zlokalizować. Jak w serialu twierdza ta jest miejscem powstania pierwszego wiedźmina i jedyną wiedźmińską szkołą, która jeszcze niecałe sto lat temu prosperowała i pracowali w niej magowie, to ciężko, by wśród literatury magów zanikły wszystkie zapiski o lokalizacji twierdzy. Nawet jeśli w książkach wygląda to inaczej. Zresztą Vesemir też nie podaje dokładnej lokalizacji świątyni Melitele, a jedynie mówi Triss, że Geralt zabrał Ciri do Nenneke, więc potem Rience musiał wydedukować resztę i dowiedzieć się gdzie mieszka ta Nenneke.
Więc czepiałabym się tu tylko skradzionej bez powodu fiolki.

Czy te dziecko to nie jest właśnie życzenie? Mi się wydawało że Francesca 'staje się' ciężarna w tej chatce. Jeśli nie, to w takim razie kto jest partnerem?
Z tego co widzimy to ojcem jest Filavandrel. A Voleth mówi do Yennefer, że ona nie spełnia życzeń, a jedynie wskazuje drogę do ich spełnienia.
Fringilli wskazała, że sojusz elfami się opłaca, że pomoże jej to odbudować pozycję w Nilfgaardzie. Francesce wskazała, że zamieszkanie wśród ludzi uratuje ciążę (dzięki dobrom cywilizacji? ciąża w lesie faktycznie mogłaby być bardziej niebezpieczna).
Nie wiem tylko jak zaprowadzenie Ciri do monolitu miało przywrócić Yennefer utracone moce. Ktoś ma jakiś pomysł?

"gender swap, bardzo oryginalnie". Gdzie przebiegłość, spryt, gra o swój własny interes, świetna rozmowa o anachronicznym wiedźminie?
Wiemy, że szukali pierwotnie do tej roli mężczyzny o określonych warunkach fizycznych - był otwarty casting, jednak widocznie żaden mężczyzna go nie przeszedł. Ostatecznie wzięli na tą rolę zawodową aktorkę, która właśnie potrafiła zagrać wymienione przez Ciebie powyżej cechy książkowego Fenna robiąc to jednocześnie przekonująco i z charyzmą.

No i to rozwiązanie zagadki. Okazało się że żeby rozwiązać największą zagadkę i tajemnice tego świata wystarczyło przeczytać jedną książkę i jakiś zwój i na szczęście akurat mieli oba pod ręką.
A gdzie Twoim zdaniem powinni szukać rozwiązania zagadki jak nie w księgach? W serialu pokazane jest, że spędzili oni razem w tej bibliotece cały dzień. I dopiero późną nocą zdołali w starych zwojach odnaleźć zapiski o Larze Dorren, borykając się wcześniej z błędnym tłumaczeniem ze Starszej Mowy.
Zresztą jak już piszesz o rozwiązywaniu zagadki to nieładnie jest pomijać jej wcześniejsze etapy - samodzielny research Istredda na temat monolitów oraz genealogii cintryjskiego rodu, co zostało w serialu pokazane. W kilku odcinkach widzimy jak stopniowo, krok po kroku rozwiązuje on tą zagadkę. Więc nie warto się czepiać i wymyślać, że "wystarczy przeczytać jedną książkę", jak twórcy serialu specjalnie poświęcili na ten research kilka osobnych scen i to w różnych odcinkach...

Aktorstwo Freyi a raczej jego brak nie pomaga, bo jest strasznie drewniana.
Najpierw odniosę się do interakcji Ciri z Jarre - to naturalne, że nastolatkowie próbują być złośliwi, niezręcznie ironiczni, więc nie widzę nic dziwnego w sposobie, jaki Ciri potraktowała niezdarnie simpującego w jej kierunku Jarreczka.

A co do gry aktorskiej - mam wrażenie, że od czasów Belli ze Zmierzchu wszystkie młode aktorki z automatu nazywane są "drewnem bez gry aktorskiej, o jednym wyrazie twarzy", bo są młodymi aktorkami. Naprawdę nie rozumiem tych zarzutów w stosunku do Frei, która w tym sezonie w sposób wiarygodny oddaje całą paletę rozmaitych emocji - flirciarską zadziorność, a potem strach i obrzydzenie u Nivellena, przekorę i odwagę podczas wiedźmińskiego treningu, nieufność w stosunku do Triss, następnie fascynację jej osobą i ból w oczach, gdy Triss jej powiedziała, że Ciri zniszczy ich wszystkich, ironiczne poczucie humoru i upartość w interakcjach z Geraltem, nostalgię i smutek w scenach opłakiwania zmarłych, nastoletnią złośliwość w interakcjach z Jarre, reakcję na przypadkowe przyłapanie całującego się Geralta. To nie pierwszy sezon, gdzie scenariusz narzucał, że poza pierwszym odcinkiem Ciri musi spędzać cały czas smutna lub wystraszona. Tu Freya demonstruje bogate spektrum wiarygodnie odgrywanych emocji i jestem z jej gry aktorskiej bardzo zadowolona. Warto dodać, że jest ona aktorką profesjonalną i pierwotnie pomyślnie przeszła casting roli charyzmatycznej Marilki, a potem nie bez powodu to jej zaproponowano rolę Ciri, gdy żadna z setek młodszych kandydatek nie zrobiła na castingach takiego wrażenia jak Freya. Nie rozumiem więc jak można tak niesprawiedliwie ją określać sformułowaniami, jakimi zwykło się określać zmierzchową Bellę...
Post automatically merged:

Co do jej włosów: mój luby ma teorie jakoby wiązało sie to z utratą chaosu. Ma związane przez cały sezon jako symbol tego, że jest pozbawiona mocy, być moze stylizowala je magicznie?
Nigdy nie spojrzałam na to w ten sposób! Zwracam serialowi honor jeżeli jest to świadoma decyzja, by utrata mocy przez Yennefer symbolizowana była dodatkowo przez te smutne kiteczki, ciasne upięcia, przylizane włosy. Wybaczę im to karygodne potraktowanie wizerunku Yen pod warunkiem, że po odzyskaniu mocy będzie nosiła dostojne, rozpuszczone włosy o nadanej im objętości.
Tymczasem jedyny moment w tym odcinku, gdzie nosi ona rozpuszczone włosy to Aretuza - najpierw widzimy tam przepiękną, lecz niepasującą do postaci taflę prostych włosów, a potem resztę czasu spędza tam we włosach mokrych po kąpieli, co wygląda nawet ładnie. A poza tym resztę sezonu spędza w przekombinowanych upięciach, co bardzo mnie zabolało.


Byłam podekscytowana i wniebowzięta jak na materiałach promujących sezon widziałam wielokrotnie przepiękne, dostojne, falowane włosy godne Yennefer - i to ładniejsze niż którakolwiek fryzura Yen z pierwszego sezonu:

received_267715845427207.jpeg


received_662650908248357.jpeg


A potem poczułam się oszukana jak zdrugotana odkryłam, że w serialu tych przepięknych włosów z plakatu nie ma ani razu (!) i cały sezon spędza w tych niepasujących do postaci fryzurach:

Screenshot_20220116_172756_com.facebook.orca_edit_225471893719241.jpg


Jednak bardzo chętnie kupię tą teorię Twojego lubego, @joszcz, że mamy tu zamierzony symbolizm. Pod warunkiem, że po odzyskaniu mocy będzie to wyglądało inaczej :beer:
 
Last edited:
A z innej beczki, to czy macie taki moment serialu, który przeważył u was czarę goryczy?
Ja byłem gotowy na prostytutki i leszego Eskela z przecieków z planu więc nie ruszyło mnie to aż tak jak mogłoby. Natomiast mimo, że nie przerwałem oglądania chcąc mieć to już za sobą również był to drugi odcinek.

Mianowicie wątek Yennefer i elfów. To było tak całościowo głupie, że oczy krwawiły. Najpierw elfy gadają o kilkutygodniowych wykopaliskach, a ostatecznie wchodzą do świątyni, która jest 20 metrów od ich obozu głównym wejściem. Yennefer mówiąca, że jest elfką. Dalej malowidła monolitów czyli ich super pomysł na magiczne kamienie, tu już byłem mocno zaniepokojony dalszymi odcinkami i główną fabułą. A dalej to już było z górki: Indiana Jones, 3 nowe najlepsze przyjaciółki wchodzą razem, magiczny las pod świątynią, Baba Jaga, dziwne wizje, utrata mocy, sojusz elfów z Nilfgaardem, bo demon tak powiedział. I Yennefer, która była w niewoli i Nilfgaardu i elfów to ostatecznie jedni i drudzy mówią że zmienili zdanie i może sobie iść. A i jeszcze Vesemir akurat w tym samym czasie opowiada historie o tej Babie Jadze, z której wynika, że to wiedźmini ją zamknęli tylko dlaczego w elfiej świątyni w magicznym lesie to już niestety nie wspomniał.

To był dla mnie wątek, który przelał tą przysłowiową czarę goryczy i po którym wiedziałem, że ten sezon będzie dla części fanów koszmarem.

A gdzie Twoim zdaniem powinni szukać rozwiązania zagadki jak nie w księgach? W serialu pokazane jest, że spędzili oni razem w tej bibliotece cały dzień. I dopiero późną nocą zdołali w starych zwojach odnaleźć zapiski o Larze Dorren, borykając się wcześniej z błędnym tłumaczeniem ze Starszej Mowy.
Zresztą jak już piszesz o rozwiązywaniu zagadki to nieładnie jest pomijać jej wcześniejsze etapy - samodzielny research Istredda na temat monolitów oraz genealogii cintryjskiego rodu, co zostało w serialu pokazane. W kilku odcinkach widzimy jak stopniowo, krok po kroku rozwiązuje on tą zagadkę. Więc nie warto się czepiać i wymyślać, że "wystarczy przeczytać jedną książkę", jak twórcy serialu specjalnie poświęcili na ten research kilka osobnych scen i to w różnych odcinkach...
Po pierwsze nie wiemy ile czasu spędzili na szukaniu. Może 5 minut, może 15 minut, a może 5 godzin. Czas jaki spędzili nie jest nam pokazany, a w kinematografii jest wiele sposobów na to np. gra światłocieniem(zmiana pory dnia), zmianami w scenerii, ukazaniem zmęczenia że coś się robi już długo, kilkoma szybkimi przebitkami czy zwyczajnie gdy jakaś postać mówi że robimy coś bardzo długo. Tutaj tego nie doświadczamy. Pora dnia ma niby zmieniać się jak twierdzisz natomiast dalej przez okno, które jest poza zasięgiem kamery wpada jasne światło, w pokoju jest doskonała widoczność, a świeczki palą się zarówno jak wchodzi Istredd jak i w momencie odkrywania tajemnicy.

Idźmy dalej Istredd otwiera jedną książkę w Cintrze i z tego co mówi to w niej w tychże kronikach Cintry napisane jest, że Ciri podobnie jak inne kobiety mają gen, który jak sama nazwa wskazuje jest genem Lary. Istredd to chyba powinien uprawiać hazard skoro w pierwszej książce udaje mu się znaleźć takie informacje to 6 w totka jest niemal pewna. A poza tym to chyba nie jest taka duża tajemnica skoro każdy kto czytał tą książke otrzymywał taką wiedzę. Czyli jakby nie patrzeć dalej mamy w serialu przeczytanie jednej książki i jednego zwoju, bo na ekranie nie otwierają nawet jednej książki więcej. Więc trudno tu mówić o spłyceniu z mojej strony skoro nie czytają nic innego jak te 2 rzeczy. Jak ja bym to widział żeby było poprawnie zrobione? Przede wszystkim szczątkowe informacje w kilku książkach, wertowanie dziesiątek książek, fałszywe tropy, wątek potrzeby zdobycia jakiegoś dokumentu, który jest w księgozbiorze np. w Aretuzie, konieczność skonsultowania się z elfami w sprawie tłumaczenia niezrozumiałego elfiego dialektu itd. Mówimy tu w końcu o największej tajemnicy związanej z losami całego świata, którą tutaj od tak odkrywają, a serial dodatkowo wyraźnie wskazuje, że wiele osób znało tą tajemnice jak choćby Calanthe.
 
Rience w Kaer Morhen
Ja jestem zdziwiony że Rience w ogóle przypomina książkowego Rience'a, wyglądem, zachowaniem jak i rolą w historii, choć moment jak został oparzony to była jakaś parodia. Po pierwszym seoznie wielu tutaj myślało że Cahir przejmie jego rolę i też byłem tego pewien. A że tak się nie stało ,wnioskuję że ktoś z ekipy scenarzystów chyba Rience'a lubi.
Czarnobóg
Scenarzyści są typowymi amerykańskimi twórcami w najgorszego tego określenie znaczeniu, więc jak już muszą brać jakieś słowiańskie motywy, to biorą te najbardziej oczywiste, (Baba Jaga, owy Czarnobóg) bo po mniej znane ciekawe słowiańskie motywy nie chce im się brać, a Bagiński ewidentnie nie widzi powodu by coś zasugerować od siebie. Najlepsze jest to że ani Disnejowki, ani Netflixowy nie ma z pierwowzorem nic wspólnego, bo pierwszy to po prostu typowy chrześcijański diabeł, a drugi to randomowy skalny stwór z jakiegokolwiek amerykańskiego filmu.
Co tu dużo mówić: to po prostu kompletny miscast, z Świątynią Melitele też kompletne pudło czym ta świątynia powinna być. Chyba każdy kto w książkach czytał o Melitele miał raczej głowie że to jawna inspiracja kultem Maryjnym a sama świątynia to trochę taki typowy klasztor prowadzony przez siostry zakonne, tylko mocno zmodyfikowane to pod wiedźmińskie uniwersum. Tutaj zaś mamy buddyjską świątynię umieszczoną w samym środku czegoś, co w założeniu ma być niby europejsko-średniowieczną krainą z Melitele wyglądającą jak Wedyjska Kali.
A z innej beczki, to czy macie taki moment serialu, który przeważył u was czarę goryczy?
Dla mnie tym momentem był 6 odcinek pierwszego sezonu, kiedy widziałem już że wszystko prowadzi do rozstania Geralta i Chalotry, czyli czegoś kompletnie na odwrót co było w opowiadaniu. Po tekście: "Borch: Stracisz ją." Chalotra: Już stracił". Miałem ochotę wziąć siekierę i porąbać Lauren i jej scenarzystów na kawałki. Dalej zacząłem mieć już w dupie co się dzieje w tym serialu, i głównie dzięki temu w miarę bezboleśnie przetrwałem drugi sezon.
Ciezko mi nawet o niej pisac używając tego imienia bo mam straszny dysonans poznawczy w głowie.
Dlatego ja tej postaci nie nazywam Yennefer, a po prostu Chalotrą, bo ja ta ekranie widzę Chalotrę, nie Yennefer.
 
Last edited:
Wiemy, że szukali pierwotnie do tej roli mężczyzny o określonych warunkach fizycznych - był otwarty casting, jednak widocznie żaden mężczyzna go nie przeszedł. Ostatecznie wzięli na tą rolę zawodową aktorkę, która właśnie potrafiła zagrać wymienione przez Ciebie powyżej cechy książkowego Fenna robiąc to jednocześnie przekonująco i z charyzmą.
No to moim zdaniem coś nie pykło, bo ja tych cech tam nie widzę. Wspomniany tu przeze mnie "gender swap", na który tak skwapliwie zwróciłaś uwagę jest tu najmniejszym problemem. Poza tym cechy, o których pisałem odnosiły się do pary detektywów, nie tylko tej jednej postaci.
 
A z innej beczki, to czy macie taki moment serialu, który przeważył u was czarę goryczy? Pytanie zwłaszcza do osób, które przerwały oglądanie na jakiś czas lub do teraz nie dokończyły serialu.

U mnie to była scena z prostytutkami w Kaer Morhen i wesoły Vesemir popijający beztrosko piwko, z uśmiechem patrzący na orgię. Pierwszy odcinek jeszcze ja cię mogę, ale po tej scenie serial dla mnie pada na twarz i już się nie podnosi :/
Yennefer zdradzajaca Geralta, too much, tu podjęłam decyzję, że 3 sezonu nie obejrze. Czyli mam chyba wyższy próg bólu niz reszta, ale do 2 sezonu podeszlam na luzie bez oczekiwan starajac sie sobie wmówić, że to serial fantasy nie związany z Wiedzminem. W pierwszym sezonie pękłam przy wegorzach, ale postanowiłam dać serialowi szanse. Mam zasadę zgodnie z którą nie krytykuje rzeczy, ktorych nie widziałam:D

@Lizzie bardzo bym chciała wierzyć w te teorię, nie wiem czy maja w sobie tyle fantazji, żeby to powiązać, ale może cos w tym być. Właśnie o tym zdjęciu, które wstawilas mówiłam, dammit ona nawet miala to spojrzenie i dume godne Yennefer w tych kilku sekundach, czemu nam tego nie dali w serialu?

No i ja tez nie rozumiem czepiania sie gry aktorskiej Freyi, aczkolwiek nie zrzucałabym winy na sama aktorke, a ogolne rozczarowanie serialem. Mam wrażenie, że niektórzy sa tak zranieni, że odrzucaja absolutnie wszystko co jest w nim dobre i przez gardło im nie przejdzie pochwała w kierunku jakiegokolwiek aspektu serialu (nie mam na myśli nikogo konkretnie). Ja też jestem rozczarowana, też mi sie nie podobało, ale zawsze uważałam Freye za świetna Ciri i dobra aktorke jak na osobe bez zbyt dużego doświadczenia, ba uważam ze jest lepsza aktorka niż Cavill który jest tak popularny chyba tylko ze wzgledu na to, że wyglada stereotypowo przystojnie i gra w Warhammera. Bardzo podobała mi się w scenie rozmowy przy ognisku. Ciężki temat, ciężki patetyczny dialog, a wypadła świetnie i naturalnie.
 
Last edited:
Po pierwsze nie wiemy ile czasu spędzili na szukaniu. Może 5 minut, może 15 minut, a może 5 godzin. Czas jaki spędzili nie jest nam pokazany, a w kinematografii jest wiele sposobów na to np. gra światłocieniem(zmiana pory dnia), zmianami w scenerii, ukazaniem zmęczenia że coś się robi już długo, kilkoma szybkimi przebitkami czy zwyczajnie gdy jakaś postać mówi że robimy coś bardzo długo.
Ale upływ czasu właśnie jest w tym wątku pokazany na kilka sposobów, więc nie rozumiem czepialstwa opartego o coś co w serialu jest, a czego zwyczajnie nie wyłapałeś.

Gołym okiem widać zmieniające się tutaj oświetlenie i rosnęce zmęczenie bohaterów znudzonych wertowaniem kolejnych księg, tracących nadzieję na znalezienie rozwiązania, co w sposób oczywisty i niezaprzeczalny, wręcz ciężki do przeoczenia pokazuje, że nie minęło jak piszesz "5 lub 15 minut", lecz cały dzień.

Poza tym widzimy, że wszystkie wydarzenia w tym odcinku dzieją się w trakcie jednego dnia. W tym sezonie nie ma już innych linii czasowych, a wszystkie wątki dzieją się tu równolegle, co potwierdziła Lauren i co sami doskonale widzimy.
Istredd przychodzi do detektywów jasną porą dnia, gdy dzień widzimy nie tylko na ulicy Dorian, lecz również w Cintrze podczas spaceru czarodziejek oraz Ellander, gdy przybywa tam Ciri z Geraltem.
W drugiej scenie Istredda widzimy bohaterów zmęczonych już wertowaniem ksiąg, a oświetlenie jednoznacznie wskazuje wieczór, który widzimy zarówno w scenie porodu Cintrze jak i w wątku trio bohaterów w świątyni.
Zaś późną noc, którą widzimy w ostatniej scenie bardzo zmęczonego już Istredda widzimy też podczas celebracji w Cintrze, ataku Rienca na świątynię, a nawet w Aretuzie, gdy Triss przybywa do ubranej w piżamę Tissai.

Wybacz, ale naprawdę dziwię się, że mogłeś tego wszystkiego nie zauważyć i na poważnie pisać, że w odcinku nie został pokazany upływ czasu, że Istredd siedział u detektywów może jakieś pięć minut... Polecam zrobić rewatch :)

1642355987822.png

1642355898293.png

1642355835599.png

Swoją drogą zabawne, że potyczkę wygrywać można nie tylko wojną na cytaty, ale też wojną na screeny :smart:



Przede wszystkim szczątkowe informacje w kilku książkach, wertowanie dziesiątek książek, fałszywe tropy, wątek potrzeby zdobycia jakiegoś dokumentu, który jest w księgozbiorze np. w Aretuzie, konieczność skonsultowania się z elfami w sprawie tłumaczenia niezrozumiałego elfiego dialektu itd.
Czyli licznych scen z researchem było dla Ciebie wciąż za mało i chciałbyś po prostu, by serial poświęcił cały odcinek na research Istredda? Poświęcając na researchowe wątki odnośnie pochodzenia Ciri nawet więcej czasu ekranowego niż Sapkowski w książce?

Ja takiej potrzeby nie poczułam, bo wątek researchu i tak został logicznie poprowadzony w wielu scenach:
- Istredd bada elfią historię i monolity
- Istedd bada cintryjskie księgi i odkrywa lukę w genealogii królewskiego rodu
- Istredd odkrywa fenomen - rozbity monolit. Widzi, że ma on związek z głosem dziewczyny wołającej Geralta.
- Istredd przychodzi do najlepszych detektywów, którzy mówią mu, że dziewczyną wiedźmina jest Ciri. Skąd to wiedzą? Geralt był gościem na publicznym wydarzeniu jakim były zaręczyny Pavetty, a następnie publicznie stawił się do Cintry po odbiór Ciri, a potem mógł być z nią wielokrotnie widziany podczas długiej drogi z Sodden do Kaer Morhen, choćby przez magów na polu bitwy.
- Po całym dniu wertowania biblioteki detektywi znajdują wzmiankę o elfiej wojowniczce i kojarzą ją z Larą Dorren
- I późną nocą znajdują zwój z legendą o niej i jej potomkach, a Istredd łączy to z luką w genealogii Ciri

I wszystkie te powyższe punkty zawarte są w osobnych scenach, czasem nawet kilku.
Mi tam nie brakuje dodatkowych scen, gdzie Istredd odwiedzałby jeszcze poza tym elfów, odwiedzał Aretuzę, badał jakieś liczne fałszywe tropy, czytał aż dziesiątki nadmiarowych księg, jednak rozumiem, że chciałbyś to wszystko na ekranie zobaczyć i wolałbyś by ten wątek zajmował znacznie więcej czasu ekranowego. Niestety czas ekranowy jest ograniczony, więc nie dziwię się twórcom serialu, że prócz wszystkich powyższych scen nie poświęcili jednak na research Istredda połowy czasu ekranowego tego sezonu.

Scenarzyści są typowymi amerykańskimi twórcami w najgorszego tego określenie znaczeniu, więc jak już muszą brać jakieś słowiańskie motywy, to biorą te najbardziej oczywiste, (Baba Jaga, owy Czarnobóg) bo po mniej znane ciekawe słowiańskie motywy nie chce im się brać, a Bagiński ewidentnie nie widzi powodu by coś zasugerować od siebie.
Baby Jagi bym się nie czepiała - kultowa postać mitologiczna zasługująca na większą reprezentację w popkuturze.
Jednak Czanobóg nie jest wcale nikim ważnym czy rozpoznawalnym dla Słowian i ten potwór w serialu ma więcej wspólnego z amerykańską popkulturą i animacją Disneya niż ze słowiańską mitologią. :-/ Zgadzam się, że design nie ma nic wspólnego z mitologią nawet u Disneya.

@Lizzie bardzo bym chciała wierzyć w te teorię, nie wiem czy maja w sobie tyle fantazji, żeby to powiązać, ale może cos w tym być.
Mi się bardzo podoba ta teoria i mam ogromną nadzieję, że okaże się być prawdą...
Tymczasem jedyne ładne włosy Yen w tym sezonie to mokre włosy w Aretuzie, które paradoksalnie dodają fryzurze więcej objętości i są mniej przylizane niż wszystkie pozostałe fryzury sezonu. Ubolewam, że fryzury z plakatów w serialu nie ma...

1642357788415.png


Mam wrażenie, że niektórzy sa tak zranieni, że odrzucaja absolutnie wszystko co jest w nim dobre i przez gardło im nie przejdzie pochwała w kierunku jakiegokolwiek aspektu serialu (nie mam na myśli nikogo konkretnie). Ja też jestem rozczarowana, też mi sie nie podobało, ale zawsze uważałam Freye za świetna Ciri i dobra aktorke jak na osobe bez zbyt dużego doświadczenia, ba uważam ze jest lepsza aktorka
Jestem identycznego zdania! :beer:
Mam wrażenie, że niektórzy wylewają gorycz i rozczarowanie fabułą na wszystkie pozostałe aspekty serialu, nawet jak jest to nie na miejscu. Nie spodobały się komuś pewne decyzje fabularne? Więc Ciri to drewno, Triss to nie Triss, Geralt nie Geralt i wszystko w tym serialu to kupa, a nic na pochwałę nie zasługuje. Widzę z czego wynika to podejście, jednak nie warto popadać w coś takiego. Też nie mam na myśli nikogo konkretnego, a jedynie ogólne zjawisko, które często zauważam.

Cieszę się, że również podoba Ci się gra aktorska Frei, którą również uważam za świetną Ciri i jestem naprawdę zadowolona z tego wyboru castingowego. Ciri to dla mnie najważniejsza postać w uniwersum i nietrudno było o misscast, jednak cieszę się, że na tą rolę wybrano właśnie Frejkę.
Z jakiegoś powodu nieustannie widzę w sieci trend zapoczątkowany przez krytykę Zmierzchu, gdzie każda młoda aktorka to "drewno z jednym wyrazem twarzy", jednak w wypadku Frei jest to po prostu nieprawda. Jest ona znacznie lepszą i bardziej uzdolnioną młodą aktorką niż choćby odtwórczynie ról Sansy, Aryi i Brana Starka w kultowej Grze o Tron. Powinniśmy docenić taką serialową Ciri i być za nią wdzięczni, bo zamiast niej mogliśmy dostać taką nijaką Sansę czy Aryę...
 
Last edited:
Jaskier powiedział o twierdzy w górach, a Rience najwidoczniej zrobił research, by tę twierdzę zlokalizować. Jak w serialu twierdza ta jest miejscem powstania pierwszego wiedźmina i jedyną wiedźmińską szkołą, która jeszcze niecałe sto lat temu prosperowała i pracowali w niej magowie, to ciężko, by wśród literatury magów zanikły wszystkie zapiski o lokalizacji twierdzy.

Tu jeszcze raz zabiorę głos, choć już o tym pisałem.

Z serialu wiemy, że Geralt prowadzi Ciri w bezpieczne miejsce. Takie, gdzie będzie mógł ją chronić, odseparowane od świata. On jej nawet nie chce powiedzieć, gdzie dokładnie jadą (jest temu poświęcony dialog, ona pyta w stylu "to mówiłeś, że gdzie jest to Kaer Morhen?" a on odpowiada "nie mówiłem") z czego łatwo (?) można wywnioskować, że miejsce to jest nie tylko odludne, ale także skrywane przed postronnymi.

Mało tego - to, że tak jest i taki był zamysł twórców wynika z oburzenia Geralta faktem sprowadzenia prostytutek w rozmowie z Vesemir em, bo on mówi wprost czym jego niezadowolenie jest podyktowane.

Oczywiście całość tego zamysłu twórców serialu kładzie niczym niewytłumaczalny i skrajnie nielogiczny motyw z prostytutkami ale nie zmienia to faktu, że taki był.

W tym świetle tłumaczenie, że cytując klasyka byle frajer może sobie ot tak o szybciutko zgooglać w księgach co i jak i się tam teleportować jest dla mnie nieakceptowalne i gdyby takie tłumaczenie stosować, to jeszcze więcej rzeczy w tym serialu by nie miało sensu. A Kaer Morhen nie miałoby prawa przetrwać po tym jak ktoś je chciał zetrzeć z powierzchni ziemi.

Rience znalazł się tam, bo na nic lepszego twórcy nie wpadli i zwinął to co trzeba, bo tak chce fabuła.

1642358631119.png


Research tajemnicy, która jest motorem napędowym fabuły zajmujący jeden dzień to żart, który kompletnie zdejmuje wagę tego odkrycia. Pewnie już mi się to zdarzyło pisać, ale w książkach jest to znacznie lepiej rozegrane. Nieliczni mają tę wiedzę, a odkrycie tego przez Cordhingera i Fenna jest dobrze podbudowane, zajmuje czas, środki.

W serialu nie wiemy, kim oni są ani że są kozakami w tym co robią, bo temu się ekspozycji nie poświęca, chyba nawet jednego zdania (co oczywiście książki robią). Wpada sobie Istredd, wertują przez pół doby książki u siebie z jakimiś randomami i voila, znają już tajemnicę znaną tylko najpotężniejszym tego świata, no biggie. Rozumiecie, serial marnuje czas ekranowy na ekspozycje w rodzaju Geralt mówi zdanie X, po 10 sekundach Triss mówi to samo, ale nie ma czasu na zbudowanie postaci które rozgryzają rzecz kluczową dla fabuły.

Again, lazy writing.

I druga kwestia:

mam wrażenie, że od czasów Belli ze Zmierzchu wszystkie młode aktorki z automatu nazywane są "drewnem bez gry aktorskiej, o jednym wyrazie twarzy", bo są młodymi aktorkami.

No i ja tez nie rozumiem czepiania sie gry aktorskiej Freyi, aczkolwiek nie zrzucałabym winy na sama aktorke, a ogolne rozczarowanie serialem. Mam wrażenie, że niektórzy sa tak zranieni, że odrzucaja absolutnie wszystko co jest w nim dobre i przez gardło im nie przejdzie pochwała w kierunku jakiegokolwiek aspektu serialu

Jeśli ktoś chce dyskutować, to trochę nie widzę sensu w używaniu takich... argumentów, drogie panie. Tak, jak komuś się nie podoba serial, to oczywiście nie ocenia obiektywnie, tylko jest uprzedzony/czepia się/whatever, oczywiście w przeciwieństwie do tych, którym się serial spodobał ;) Po co tak pisać?

Gra Kristen Stewart została nazwana drewnianą, bo aktorka grała jak kawał drewna. Freya Allan też gra nie tylko jak drewno, ale jak cały skład drewna i całe spektrum emocji, które ma do zagrania, objeżdża dwoma minami, ma manieryzmy i prezencję współczesnej nastolatki i bardzo teatralny sposób odgrywania emocji - np. niezbyt lubianej przeze mnie Anyi granie tych topornych kwestii napisanych przez scenarzystów idzie dużo bardziej wiarygodnie, choć ma istne cringe, z którymi musi pracować.

Dopatrywanie się w tym o sądzie na temat Allan uprzedzeń jest o tyle nie w porządku, że ten casting od początku został przez większość tutaj przyjęty z entuzjazmem. Nawet po pierwszym sezonie sporo osób broniło jej, że niby scenariusz się nie daje wykazać. Przyszedł drugi sezon i jest to samo.

Na argument, że to jest profesjonalna aktorka odpowiadam, że w produkcji za tyle pieniędzy to raczej standard i większość aktorów, również kiepskich, jest profesjonalnymi aktorami. Freya Allan zagrała do tej pory drugo lub trzecioplanowe role w jakiś produkcjach tzw. straight to DVD i być może to jest właśnie jej poziom, zdarza się.

Natomiast argument, że twórcy w niej coś dostrzegli w dyskusji z ludźmi, którym się serial nie podoba jest słabym argumentem sam z siebie :) Ot, w takim razie po raz tysięczny się pomylili, no big deal.

Szczerze to patrzymy na jeden aspekt serialu i Ty Lizzie piszesz, że coś jest białe, ja patrzę na to i jest czarne, nie bardzo widzę płaszczyznę do dyskusji o serialu przy tak skrajnie różnych ocenach tych samych zjawisk (wiem, odkryłem Amerykę).

Drugiego sezonu nie ruszyłem i nie zamierzam.

Podziwiam i zazdroszczę pryncypialności. Teach me, master!
 
Last edited:
Top Bottom