Tyle tylko, że do wysokiej wartości produkcyjnej serial przyzwyczaił nas już wcześniej i jej wzrost był oczekiwany wraz z postępującym zainteresowaniem serialem - ale nikt nie chciał, by odbyło się to kosztem scenariusza. Świadomy widz nie oglądał produkcji „dla efektów”, tylko dla fabuły właśnie, poziomu której spadek był tym boleśniejszy, im lepsze pod tym względem są wcześniejsze odcinki.
Zdaję sobie sprawę, że fabuła zawsze będzie dla widza najważniejsza, jednak nie podoba mi się po prostu tendencja definiowania całej produkcji przez poszczególne wybory fabularne i ignorowanie pozostałych ważnych aspektów, które się na serial składają. Tak samo nie rozumiem osób, które nie chcą dać szansy pierwszemu Wiedźminowi, bo "słaba mechanika walk" czy osób, które skreślają Cyberpunka przez bugi...
Mimo tego, że decyzje fabularne ostatnich dwóch sezonów GOT są słabsze niż scenariusze scenariusze sezonów 1-6, to nie powinno to sprawić, że ignorujemy mistrzowskie aspekty obu ostatnich sezonów, którymi każdy widz może się cieszyć i dla których te sezony warto obejrzeć.
Przytoczę tu przykład ze szkolnictwa - w polskich szkołach wypracowania oceniane były często pod kątem ilości błędów, niedociągnięć i brakujących elementów, podczas gdy w zachodnim systemie edukacji nauczyciele starają się oceniać eseje uczniów pod kątem obecności zawartych w nich pozytywów. Tak, w esejach mogą być błędy czy braki, jednak nie przekreślają one pozytywnych aspektów pracy ucznia, za które należy go pochwalić czytając ten esej do końca, zamiast demonstracyjnie wyrzucić jego pracę na śmietnik w połowie lektury.
Tym bardziej jest wtedy szkoda tytanicznej pracy setek projektantów kostiumów i rekwizytów, zespołów pracujących nad post produkcją i efektami, kaskaderów, etc…
Mi jest ich strasznie szkoda, gdy dla wielu widzów ta tytaniczna praca jest ignorowana i zapominana, bo niektórzy spłycają efekt końcowy sprowadzając go do poszczególnych słabości scenariusza. Dla nich twór jest definiowany przez te poszczególne słabości scenariusza, więc ignorując wszystkie pozostałe aspekty zniechęcają innych do obejrzenia produkcji, która ma niezaprzeczalne atuty zasługujące na docenienie.
Gdyby jedynym istotnym elementem serialu był jego scenariusz to czytalibyśmy te scenariusze zamiast oglądać ich audiowizualną ekranizację...
__
Dość wyraźnie wybrzmiewa to w scenie przewrotu Filippy, gdy ta publicznie zwraca się do Dijkstry imieniem. Nie musi to oznaczać istniejącego uczucia i zapewne nie oznacza, ale dodaje pewności, że ich związek nie był jednostronny, a bardziej istniał w wiedzy 'powszechnej'.
Ale co rozumiesz przez "jednostronność" związku?
Ja miałam na myśli, że ich relacja polegała najpewniej na jednostronnej miłości z jego strony, a nie na tym, że nie była ona publiczna.
Już abstrahując od tego, że zwracanie się do współpracownika po imieniu nie oznacza miłości do jego osoby - to akurat nie wątpię w to, że związek Dijkstry i Filippy był wiedzą powszechną. Tak samo jak wiedzą powszechną był heteroseksualny związek mojej lesbijskiej przyjaciółki czy wielu innych lesbijek-mężatek, zarówno współcześnie jak i przede wszystkim w minionych stuleciach.
Łączyło ich coś niewątpliwie, a to czy mocno, czy nie mocno, czy to było instrumentalne i szczere ze strony umiłowanej Fil, czy nie to już jest kwestia interpretacji.
Już na samym początku napisałam, że kontekst Sagi jest niejednoznaczny w danych tematach i pozostawia spore pole do interpretacji. Ktoś się może uprzeć, że Filippa kochała Dijkstrę i była z nim z powodu szczerej miłości, a potem miała taki kaprys i "zmieniła orientację romantyczną", co zauważyły jej koleżanki.
Jednak uważam, że mając na uwadze cały kontekst - bardziej sensowne jest założenie, że Filippa traktowała związek z Dijkstrą instrumentalnie, a ujawniła się społeczeństwu jako lesbijka dopiero niedawno. Publiczny związek Filippy i Dijkstry jest faktem, faktem jest też to, że czarodziejki o nim wiedziały jak i zaskoczone były "zmianą orientacji" Filippy. Poza tymi faktami jest interpretacja tej "zmiany", mając na uwadze, że orientacja seksualna jest niezmienna...
I to właśnie na tym powinni się skupiać twórcy wszystkich filmów i seriali, a dopiero znacznie później na kwestiach seksualności, która dla mnie w większości przypadków jest elementem całkowicie pobocznym, który można nawet pominąć oczywiście jeśli wokół niej nie rozgrywa się jakiś ważny wątek fabularny.
Zależnie od opowiadanej historii- wątki romantyczne lub orientacja bohaterów mogą być czymś dla fabuły czymś kluczowym lub nie. W książce sam fakt orientacji seksualnej jest po prostu jednym z wielu elementów świata przedstawionego - nie jest to definiująca cecha żadnego z bohaterów, bo postaci w Sadze są wielowymiarowe.
Lecz mimo tego, że bohaterowie Sagi nie zastanawiają się nad swoją orientacją i nie nazywają jej żadnymi nazwami - w wypadku niektórych bohaterów ich orientacja ma niemałe znaczenie, bo wynikają z niej kluczowe wydarzenia fabularne.
__
Tutaj drobny wtręt odnośnie wszystkich tych gorących kwestii światopoglądowych w książkach i co za tym idzie w serialu - padło tu kiedyś stwierdzenie, że umieszczenie postaci homo czy heteroseksualnych wymagało od Sapkowskiego odwagi. Nic bardziej mylnego. Nie przypominam sobie żadnych opinii dotyczących wątków homoseksualnych w książkach Sapkowskiego, jakiejś krytyki autora itd. bo orientacja seksualna nie była przedmiotem walki ideologicznej w takim rozumieniu jak dziś.
Nie zgodzę się, że nie wymagało to żadnej odwagi, ani nie było kontrowersyjną decyzją - Sapkowski musiał zawalczyć o to, by w rosyjskim tłumaczeniu Mistle nie została mężczyzną. W miejscu oraz czasach, w których Sapkowski pisał Sagę danie protagonistce wątku lesbijskiego nie było czymś powszechnym ani naturalnym. Wymagało więc pewnej odwagi.
Ot i wszystko. Pisałem już o tym, prawda? Narzędzie fabularne, coś do zaskakiwania czytelnika, łamania konwencji. Nie akty odwagi, ulotki propagandowe, postępowy przekaz. Dlatego nieodmiennie tę książkę wszystkim fanom twórczości Sapkowskiego polecam.
Bardzo ciekawy fragment wywiadu, dziękuję za przytoczenie. Po jego lekturze pomyślałam, że chyba po prostu się nie zrozumieliśmy. Ja nigdy nie uważałam, że Sapkowski niczym wiele twórców współczesnych seriali chciał dodać do Sagi lesbijki, których głowną cechą będzie bycie lesbijkami. By Sagę reklamować zawartością w nich lesbijek, robić z tego chwyt marketingowy zachęcający czytelników do nabycia książki.
Umieścił on bohaterów o odmiennych orientacjach w sposób naturalny, robiąc z nich złożone, wielowymiarowe postaci, których roli w fabule nie da się sprowadzić do wyłącznie ich orientacji. I tak jak sam mówi - nie zamierzał szokować czytelnika samym faktem orientacji, a raczej tym, że właśnie odważnie złamał tu pewne szablony, kanony gatunku. A złamanie tych skostniałych kanonów było właśnie odważną, niestandardową decyzją autora.
I to jest dobra puenta, po drugim sezonie jeszcze lepsza
Co jak co, ale scenariuszowi drugiego sezonu nie można zarzucić, że brakuje w nim zawiłych i pokrętnych zwrotów, lub, że trójka bohaterów tworzy w nim szczęśliwą, standardową komórkę społeczną

Właściwie to w serialu aż przesadnie zadbano o to, by bohaterowie serialu byli nietuzinkowymi, niecodziennymi bohaterami, a nie szczęśliwą, kochającą się bezgranicznie rodzinką...