[UWAGA! - SPOILERY] Serial Wiedźmin (Netflix) - wrażenia spoilerowe

+
Nie wiem co musieliby nawymyślać żeby S3 zakończyć na Thanedd, biorąc pod uwagę moment w którym skończył się S2.
W tym momencie obstawiam, że Thanned będzie jakoś na początku, a finałem będzie Bitwa na Moście. Spodziewajcie się castingów Milvy, Regisa, Skellena i Bonharta
 
Może jestem ignorantem, ale

Nie wiem, czy to ignorancja. Dla mnie też kwestia nazywana "rezonowaniem" jest raczej obca, nie traktuję postaci z seriali czy książek jak żywych osób, nie utożsamiam się z nimi, przeżywam i angażuję się w dobrze opowiedziane historie, a w złe nie - to, o czym opowiadają uważam generalnie za wtórne.

Tutaj drobny wtręt odnośnie wszystkich tych gorących kwestii światopoglądowych w książkach i co za tym idzie w serialu - padło tu kiedyś stwierdzenie, że umieszczenie postaci homo czy heteroseksualnych wymagało od Sapkowskiego odwagi. Nic bardziej mylnego. Nie przypominam sobie żadnych opinii dotyczących wątków homoseksualnych w książkach Sapkowskiego, jakiejś krytyki autora itd. bo orientacja seksualna nie była przedmiotem walki ideologicznej w takim rozumieniu jak dziś. Patrząc przez pryzmat dzisiejszych czasów, gdzie dyskurs jest kierowany w stronę gigantycznej polaryzacji poglądów i coraz silniejsze akcje jednej strony sporu powodują eskalację akcji obozu przeciwnego ideologicznie może się wydawać inaczej. Jednak w czasie gdy powstawała Saga to nie były tak kontrowersyjne kwestie, podobnie jak nie było kontrowersji przy silnych postaciach kobiecych grających główne role (np. Aliens), czarnoskórych prezydentów USA itd. Paradoksalnie - im bardziej takie zabiegi wydają się widzom wysilone, nachalne, tym większy budzą opór. Wzrost szeroko rozumianej tolerancji był, że tak powiem, harmonijny.

Zresztą, warto oddać głos autorowi. Będzie długo, ale może ciekawie?

A skąd u pana wątek homoerotyzmu? Pojawia się zarówno w sadze o Geralcie, jak i w Narrenturmie. Obecnie panuje moda na detabuizację tego tematu, ale w czasach historycznych na pewno nie mówił o tym nikt.
[...] Nie sądzę jednak, aby w mojej twórczości był to jakiś wyrazisty motyw. Tworząc opowieść o wiedźminie, miałem w planie ciekawe postacie kobiece, promiskuityczne, i to właśnie w tym zakresie chciałem łamać stereotypy. Pragnąłem stworzyć bohaterów postępujących odmiennie od Skrzetuskiego, o którym wiadomo było, że jeśli Helena znajduje się akurat we wrażych rękach, to on na pewno nie prześpi się z panną Borzobohatą. Przełamywałem więc konwencje, tyle że w innych miejscach, niż pan sugeruje.
Tak, ale w tym przypadku przekraczał je pan akurat w tych miejscach, które stały się modnymi tematami współczesnej kultury...
Naruszanie konwencji nie oznacza łamania jej w drzazgi, bo wtedy nic nie zostaje. Konwencja jest fundamentem fabuły. Nie można więc niszczyć jej doszczętnie, ponieważ wtedy powstaje, przepraszam za brzydkie słowo, awangarda. A ja nie zamierzam być awangardzistą.

I dalej:

Dlaczego np. Ciri staje się lesbijką? Dlaczego niemal wszystkie panienki w Czarodziejce z Derby kosztowały owoców homoerotyzmu? Czy to jakiś psychoanalityczny rewanż?
[...] Jeżeli jednak jakiś zamiar w ukazaniu w taki sposób kobiet był – a był, to polegał on na odstąpieniu od pewnego schematu fantastycznego, który głosi, że pojawienie się w fantasy kobiety – w przezroczystym staniku i ażurowych gatkach – ma służyć jednej rzeczy: wypoczynkowi wojownika, który ma tę kobietę potraktować instrumentalnie (czytaj: przelecieć). Dlaczego więc u mnie nie może ona być odpoczynkiem dla wojowniczki? To, że przedstawiam w taki sposób postaci kobiece, nie oznacza, że karykaturuję realne osoby! Ja karykaturuję kanon. Ostrzelany w fantasy czytelnik, widząc, że pojawiła się w książce pani w ażurowym staniku i przezroczystych majtkach, ma święte prawo pomyśleć sobie: „O! Za chwilę...!” A tu: a kuku! Nieprawda! Robię to w sposób zamierzony, dla perfidii!
Mnie samego zresztą okropnie zdenerwował kiedyś pewien autor fantasy, który głupio i całkiem bezsensownie zdeflorował swoją bohaterkę. Bohaterkę przedstawioną najpierw tak, że czytelnik ma sto procent pewności, że ona z tym hymenem będzie, niczym Helena Kurcewiczówna, nosić się aż do ostatniej sceny książki, w której odda się głównemu bohaterowi w czasie nocy poślubnej. A autor ów nagle, ni w pięć, ni w dziewięć, bez żadnego, wyglądało, fabularnie uzasadnionego powodu każe tej bohaterce dać – excusez moi le mot – dupy i to byle komu. Jak ja się zdenerwowałem! Jak tak można – krzyknąłem. Ale potem pomyślałem: coś w tym jest! Jak się uda, to też tak kogoś zdenerwuję. Czytelnik zacznie sobie kalkulować, rozważać, dla którego wojownika ma być nagrodą ta Ciri... A tu niespodzianka! Taki to jest powód, dla którego w ten właśnie sposób przedstawiam kobiece postaci w swoich książkach. Nie jest to zatem – jak mnie pan podejrzewa – projekcja własnych powikłań i fobii waginalnych. Nie, akurat takich nie mam. Przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo, ale gdybym miał, to bym chyba wiedział.

Ot i wszystko. Pisałem już o tym, prawda? Narzędzie fabularne, coś do zaskakiwania czytelnika, łamania konwencji. Nie akty odwagi, ulotki propagandowe, postępowy przekaz. Dlatego nieodmiennie tę książkę wszystkim fanom twórczości Sapkowskiego polecam.

Tutaj też o temacie, o którym dyskutowaliśmy niedawno:

Doszukiwanie się w bohaterze rysów autora to ogromny błąd. Być może istnieją twórcy, którzy nie są w stanie wyzwolić się od własnej biografii i wszystko, co opisują, opiera się na ich osobistych doznaniach, a więc na przykład nieszczęśliwych historiach życiowych, nieudanych romansach z kobietami... W moim przypadku jest zupełnie inaczej. Fikcja jest absolutną fikcją, pomijając, rzecz jasna, kwestię, o której już mówiliśmy, czyli przepuszczania kreowanej postaci przez filtr własnej osobowości. Gdy ktoś jednak próbuje doszukiwać się w sadze o wiedźminie mojego autoportretu, to tylko uśmiecham się z politowaniem: oto kolejny naiwniak, który wierzy, że autorka opisująca ze swadą stosunki kobiety z kobietą na pewno jest lesbijką, a ktoś piszący ze szczegółami o alkoholowych ekscesach codziennie upija się w trupa. Wcale tak nie jest, do jasnej cholery. Moja twórczość ma fantazję już w samej nazwie, tym bardziej więc trudno doszukiwać się tu jakichkolwiek korelacji między powieściową fabułą a życiem autora. Wiem jednak, że niełatwo jest wyzwolić się od tego typu myślenia. Notabene – mam w domu miecz, wisi tam na ścianie, a dostałem go kiedyś w prezencie od pewnego fana. Nie oznacza to jednak wcale, że co rano uprawiam z nim jogging dookoła bloku, zabijając przy okazji parę napotkanych osób, na przykład bezdomnych czy śmieciarzy.

W wielu miejscach, w kontekście serialu, jest ciekawie :) Ten cytat przed premierą chyba już przytaczałem:

Ale przyzna pan, że dziwna jest ta „rodzina”: starzejący się i bezpłodny macho Geralt, cud-czarodziejka po „przejściach” (liftingowana magicznymi sztuczkami) Yennefer, biseksualna sierotka Ciri o tytanicznych mocach, które przed niczym nie chronią ani jej, ani bliskich. Więzi „rodzinne” są tu wymyślone lub narzucone „z góry”, wszyscy uczestnicy układu coś odgrywają i wypadają z tych relacji, a gdzieś pod spodem tego trójkąta czai się pisarska obawa, że tatuś, mamusia i córeczka to zbyt banalna sprawa, by na niej oprzeć cykl powieściowy. A właściwie dlaczego by nie?
Bo nie. Za głupie. I za prymitywne. Opowieści pisze się o rzeczach niezwykłych, intrygi muszą być zawiłe i pokrętne, bohaterowie niecodzienni i nietuzinkowi. Pisać o babci, dziadku, tacie, mamie, synu i córce? I może jeszcze dowodzić co drugie zdanie, a podsumować w epilogu, że ten okropny sekstet to podstawowa komórka społeczna? Zostawmy to, drogi panie, autorom scenariuszy seriali.

I to jest dobra puenta, po drugim sezonie jeszcze lepsza :)
 
Last edited:
Nie wiem, czy to ignorancja. Dla mnie też kwestia nazywana "rezonowaniem" jest raczej obca, nie traktuję postaci z seriali czy książek jak żywych osób, nie utożsamiam się z nimi, przeżywam i angażuję się w dobrze opowiedziane historie, a w złe nie - to, o czym opowiadają uważam generalnie za wtórne.
Mam bardzo podobnie. Traktuje postacie i przedstawioną historię jako prawdziwe jedynie w ramach konwencji, którą akceptuje sięgając po książkę, film czy serial. Nigdy nie odnosiłem jednak postaci do prawdziwego świata oczywiście pod warunkiem, że nie były to dzieła biograficzne jak również do własnego życia. Nigdy też nie rozumiałem też postulatów dotyczących potrzeby utożsamiania się z postaciami i bycia reprezentowanym przez nie. Autor może zrobić jak dla mnie z daną postacią co chce i ja będę go chwalił lub krytykował go za to w zależności od tego czy jest to ciekawe, spójne z tym co zaprezentował wcześniej i w zależności od poziomu wiarygodności sposobu w jaki wytłumaczył nagłe zmiany niespójne z wcześniejszymi zachowaniami. Ja sięgam po dzieła kultury, żeby właśnie zanurzyć się w ciekawej, angażującej historii, a moje poglądy i ideologie, do których jest mi bliżej odkładam na ten czas na bok, bo na ten czas są mi zwyczajnie zbędne. A z drugiej strony oczekuje, że autorzy nie będą chcieli na siłę prezentować swoich, co w dzisiejszych czasach ma niestety bardzo często miejsce. Bo pozostając przy temacie Wiedźmina dlaczego mam chcieć utożsamiać się z Geraltem, Jaskrem, Regisem, Zoltanem czy Dijkstrą? Dlatego, że Dijkstra jest bardzo wysoki jak ja czy że lubię sobie od czasu do czasu wypić i pofilozofować jak Jaskier? Jedyną osobą, która mnie reprezentuje jestem ja sam, a na mnie światowa kinematografia nie jest gotowa :ROFLMAO:

A co do tych cytatów to jest właśnie to sedno. Sapkowski jak widać dodawał takie elementy, które według niego były dobre dla historii, którą tworzy, a nie że zgodne z jego poglądami czy jakąś szerszą ideologią. Bo każdy powinien mieć swój rozum, a kinematografia i literatura fabularna nie powinna być od szerzenia jakiejkolwiek propagandy jak za czasów Leni Riefenstahl czy Siergieja Eisensteina.
 
Komputerowe usuwanie przyrodzenia konia, karaluchy i ropucha... Ciekawostki godne tego tworu.

Zamiast pisać logiczny scenariusz oni liczyli karaluchy, sprawiali, żeby żaba patrzyła się w kamerę, robili w CGI klacz z ogiera. To by było zabawne, gdyby nie było żałosne.

Ogólnie ten filmik przypomniał mi "zabawne" trailery do patchy Cyberpunka. Dla mnie to jest po prostu obraźliwe.
 
Przyznali się ! Lauren i Bagiński polegli przy serialu. Ich nazwiska umieszczono na specjalnej tablicy podsumowującej ten fakt.
 
Tyle tylko, że do wysokiej wartości produkcyjnej serial przyzwyczaił nas już wcześniej i jej wzrost był oczekiwany wraz z postępującym zainteresowaniem serialem - ale nikt nie chciał, by odbyło się to kosztem scenariusza. Świadomy widz nie oglądał produkcji „dla efektów”, tylko dla fabuły właśnie, poziomu której spadek był tym boleśniejszy, im lepsze pod tym względem są wcześniejsze odcinki.
Zdaję sobie sprawę, że fabuła zawsze będzie dla widza najważniejsza, jednak nie podoba mi się po prostu tendencja definiowania całej produkcji przez poszczególne wybory fabularne i ignorowanie pozostałych ważnych aspektów, które się na serial składają. Tak samo nie rozumiem osób, które nie chcą dać szansy pierwszemu Wiedźminowi, bo "słaba mechanika walk" czy osób, które skreślają Cyberpunka przez bugi...

Mimo tego, że decyzje fabularne ostatnich dwóch sezonów GOT są słabsze niż scenariusze scenariusze sezonów 1-6, to nie powinno to sprawić, że ignorujemy mistrzowskie aspekty obu ostatnich sezonów, którymi każdy widz może się cieszyć i dla których te sezony warto obejrzeć.

Przytoczę tu przykład ze szkolnictwa - w polskich szkołach wypracowania oceniane były często pod kątem ilości błędów, niedociągnięć i brakujących elementów, podczas gdy w zachodnim systemie edukacji nauczyciele starają się oceniać eseje uczniów pod kątem obecności zawartych w nich pozytywów. Tak, w esejach mogą być błędy czy braki, jednak nie przekreślają one pozytywnych aspektów pracy ucznia, za które należy go pochwalić czytając ten esej do końca, zamiast demonstracyjnie wyrzucić jego pracę na śmietnik w połowie lektury.

Tym bardziej jest wtedy szkoda tytanicznej pracy setek projektantów kostiumów i rekwizytów, zespołów pracujących nad post produkcją i efektami, kaskaderów, etc…

Mi jest ich strasznie szkoda, gdy dla wielu widzów ta tytaniczna praca jest ignorowana i zapominana, bo niektórzy spłycają efekt końcowy sprowadzając go do poszczególnych słabości scenariusza. Dla nich twór jest definiowany przez te poszczególne słabości scenariusza, więc ignorując wszystkie pozostałe aspekty zniechęcają innych do obejrzenia produkcji, która ma niezaprzeczalne atuty zasługujące na docenienie.
Gdyby jedynym istotnym elementem serialu był jego scenariusz to czytalibyśmy te scenariusze zamiast oglądać ich audiowizualną ekranizację...

__

Dość wyraźnie wybrzmiewa to w scenie przewrotu Filippy, gdy ta publicznie zwraca się do Dijkstry imieniem. Nie musi to oznaczać istniejącego uczucia i zapewne nie oznacza, ale dodaje pewności, że ich związek nie był jednostronny, a bardziej istniał w wiedzy 'powszechnej'.
Ale co rozumiesz przez "jednostronność" związku?
Ja miałam na myśli, że ich relacja polegała najpewniej na jednostronnej miłości z jego strony, a nie na tym, że nie była ona publiczna.
Już abstrahując od tego, że zwracanie się do współpracownika po imieniu nie oznacza miłości do jego osoby - to akurat nie wątpię w to, że związek Dijkstry i Filippy był wiedzą powszechną. Tak samo jak wiedzą powszechną był heteroseksualny związek mojej lesbijskiej przyjaciółki czy wielu innych lesbijek-mężatek, zarówno współcześnie jak i przede wszystkim w minionych stuleciach.

Łączyło ich coś niewątpliwie, a to czy mocno, czy nie mocno, czy to było instrumentalne i szczere ze strony umiłowanej Fil, czy nie to już jest kwestia interpretacji.
Już na samym początku napisałam, że kontekst Sagi jest niejednoznaczny w danych tematach i pozostawia spore pole do interpretacji. Ktoś się może uprzeć, że Filippa kochała Dijkstrę i była z nim z powodu szczerej miłości, a potem miała taki kaprys i "zmieniła orientację romantyczną", co zauważyły jej koleżanki.
Jednak uważam, że mając na uwadze cały kontekst - bardziej sensowne jest założenie, że Filippa traktowała związek z Dijkstrą instrumentalnie, a ujawniła się społeczeństwu jako lesbijka dopiero niedawno. Publiczny związek Filippy i Dijkstry jest faktem, faktem jest też to, że czarodziejki o nim wiedziały jak i zaskoczone były "zmianą orientacji" Filippy. Poza tymi faktami jest interpretacja tej "zmiany", mając na uwadze, że orientacja seksualna jest niezmienna...

I to właśnie na tym powinni się skupiać twórcy wszystkich filmów i seriali, a dopiero znacznie później na kwestiach seksualności, która dla mnie w większości przypadków jest elementem całkowicie pobocznym, który można nawet pominąć oczywiście jeśli wokół niej nie rozgrywa się jakiś ważny wątek fabularny.
Zależnie od opowiadanej historii- wątki romantyczne lub orientacja bohaterów mogą być czymś dla fabuły czymś kluczowym lub nie. W książce sam fakt orientacji seksualnej jest po prostu jednym z wielu elementów świata przedstawionego - nie jest to definiująca cecha żadnego z bohaterów, bo postaci w Sadze są wielowymiarowe.
Lecz mimo tego, że bohaterowie Sagi nie zastanawiają się nad swoją orientacją i nie nazywają jej żadnymi nazwami - w wypadku niektórych bohaterów ich orientacja ma niemałe znaczenie, bo wynikają z niej kluczowe wydarzenia fabularne.


__

Tutaj drobny wtręt odnośnie wszystkich tych gorących kwestii światopoglądowych w książkach i co za tym idzie w serialu - padło tu kiedyś stwierdzenie, że umieszczenie postaci homo czy heteroseksualnych wymagało od Sapkowskiego odwagi. Nic bardziej mylnego. Nie przypominam sobie żadnych opinii dotyczących wątków homoseksualnych w książkach Sapkowskiego, jakiejś krytyki autora itd. bo orientacja seksualna nie była przedmiotem walki ideologicznej w takim rozumieniu jak dziś.
Nie zgodzę się, że nie wymagało to żadnej odwagi, ani nie było kontrowersyjną decyzją - Sapkowski musiał zawalczyć o to, by w rosyjskim tłumaczeniu Mistle nie została mężczyzną. W miejscu oraz czasach, w których Sapkowski pisał Sagę danie protagonistce wątku lesbijskiego nie było czymś powszechnym ani naturalnym. Wymagało więc pewnej odwagi.

Ot i wszystko. Pisałem już o tym, prawda? Narzędzie fabularne, coś do zaskakiwania czytelnika, łamania konwencji. Nie akty odwagi, ulotki propagandowe, postępowy przekaz. Dlatego nieodmiennie tę książkę wszystkim fanom twórczości Sapkowskiego polecam.
Bardzo ciekawy fragment wywiadu, dziękuję za przytoczenie. Po jego lekturze pomyślałam, że chyba po prostu się nie zrozumieliśmy. Ja nigdy nie uważałam, że Sapkowski niczym wiele twórców współczesnych seriali chciał dodać do Sagi lesbijki, których głowną cechą będzie bycie lesbijkami. By Sagę reklamować zawartością w nich lesbijek, robić z tego chwyt marketingowy zachęcający czytelników do nabycia książki.
Umieścił on bohaterów o odmiennych orientacjach w sposób naturalny, robiąc z nich złożone, wielowymiarowe postaci, których roli w fabule nie da się sprowadzić do wyłącznie ich orientacji. I tak jak sam mówi - nie zamierzał szokować czytelnika samym faktem orientacji, a raczej tym, że właśnie odważnie złamał tu pewne szablony, kanony gatunku. A złamanie tych skostniałych kanonów było właśnie odważną, niestandardową decyzją autora.

I to jest dobra puenta, po drugim sezonie jeszcze lepsza
Co jak co, ale scenariuszowi drugiego sezonu nie można zarzucić, że brakuje w nim zawiłych i pokrętnych zwrotów, lub, że trójka bohaterów tworzy w nim szczęśliwą, standardową komórkę społeczną :p Właściwie to w serialu aż przesadnie zadbano o to, by bohaterowie serialu byli nietuzinkowymi, niecodziennymi bohaterami, a nie szczęśliwą, kochającą się bezgranicznie rodzinką...
 
Nie zgodzę się, że nie wymagało to żadnej odwagi, ani nie było kontrowersyjną decyzją - Sapkowski musiał zawalczyć o to, by w rosyjskim tłumaczeniu Mistle nie została mężczyzną. W miejscu oraz czasach, w których Sapkowski pisał Sagę danie protagonistce wątku lesbijskiego nie było czymś powszechnym ani naturalnym. Wymagało więc pewnej odwagi.

To nie jest kwestia interpretacji, to są fakty. Wątki homoseksualne nie były niczym niezwykłym w latach 90. Rosyjskie tłumaczenie jest raczej wyjątkiem niż regułą i nie sposób powiedzieć teraz, czy były to uprzedzenia czy nadgorliwość wydawcy. Tłumaczenie powstało ostatecznie zgodnie z oryginałem w tym zakresie, a Sapkowski odbywał w Rosji szereg spotkań, ma tam liczne grono fanów i nigdy nie wspomniał o jakichkolwiek zachowaniach tamtejszych czytelników, które by były reakcją na tę rzekomą kontrowersję. Przeciwnie - w Rosji jest od początku bardzo oddany random i rzesze czytelników. W recenzjach Sagi pies z kulawą nogą nie zająknął się o tych wątkach i piszę to jako świadomy uczestnik tamtej epoki, próżno też szukać dyskusji na ten temat w ówczesnej prasie czy innych krajach. Sorry.

Dostrzegam jakiś pewien rodzaj uporu w akceptacji tego faktu, rozumiem że to może pasować do jakiejś współczesnej odpowiadającej Ci narracji ale to jest naprawdę niepoparta żadnymi rzeczywistymi wydarzeniami wizja, nikogo to nie szokowało, nie dziwiło, nie bulwersowało, nic się Sapkowskiemu z tego powodu nie działo, nie wymagało to żadnej odwagi i tyle.
 
Zamiast pisać logiczny scenariusz oni liczyli karaluchy, sprawiali, żeby żaba patrzyła się w kamerę, robili w CGI klacz z ogiera. To by było zabawne, gdyby nie było żałosne.
Wiedzą, że nie mają się czym chawlić, więc chwalą się takimi pierdołami.
@Lizzie... W kwestii Dijkstry i Filippy powiem tylko tyle, że gdyby uczucia Sigiego względem Fil nie byłyby odwzajemnione, to ten nie robiłby z siebie simpa-idioty starając się ciąglę do nie zalecać. To byłoby mocno out-of-character z jego strony.
 
Wątki homoseksualne nie były niczym niezwykłym w latach 90.
*Na Zachodzie, lecz nawet tam nie były jeszcze czymś całkowicie normalnym i pozbawionym jakichkolwiek kontrowersji.

Zresztą Sapkowski pisząc o łamaniu kanonu miał zapewne na myśli szablony gatunku wywodzącego się z Zachodu. Jednak czy Sapkowski pisząc Sagę orientował się na zachodni rynek czy jednak bardziej na ten lokalny? Gdzie nie jest tajemnicą, że rynek lokalny nie rządził się pod kątem kwestii społecznych tymi samimi prawami co rynek zachodni?

Wyjątkiem była niestety nie tylko Rosja, lecz cała Europa Wschodnia, a może właściwie - to Zachód był w tej kwestii wyjątkiem w skali światowej.


Przeciwnie - w Rosji jest od początku bardzo oddany random i rzesze czytelników.
Jak najbardziej - zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że tamtejszy fandom jest starszy i bardziej zapalony w stosunku do Sagi oraz gier niż fandomy wielu państw zachodnich. Zresztą książki tłumaczone były tam na bieżąco, co pozwoliło im zdobyć wielką popularność jeszcze zanim powstawać zaczęły pierwsze produkcje REDów. Podczas gdy tłumaczenia ostatnich części Sagi na język angielski powstały bardzo niedawno.

Trzeba jednak zaznaczyć, że zgodnie ze współczesnym prawem rosyjskim książki te muszą być tam sprzedawane w kategorii 18+ wyłącznie z powodu obecności w nich wątków homoseksualnych.

I niestety nie mam żadnych wątpliwości, że niemała część rosyjskiego czy polskiego fandomu będzie wściekła widząc na ekranie lesbijski pocałunek Filippy bądź Ciri, pisząc w recenzji, że jest to obrzydliwa netfliksowa propaganda.


nikogo to nie szokowało, nie dziwiło, nie bulwersowało,
A w przytoczonym przez Ciebie fragmencie Sapkowski sam mówi, że taki był zamierzony efekt świadomego łamania przez niego szablonu...


W kwestii Dijkstry i Filippy powiem tylko tyle, że gdyby uczucia Sigiego względem Fil nie byłyby odwzajemnione, to ten nie robiłby z siebie simpa-idioty starając się ciąglę do nie zalecać. To byłoby mocno out-of-character z jego strony.
Nie powiedziałabym, że mocne i nieodwzajemnione zakochanie to robienie z siebie idioty - nieszczęśliwie zakochać się może nawet osoba tak bardzo inteligentna jak Dijkstra. Inna kwestia, że zakładam, że jak Filippa z nim sypiała to nie dawała po sobie poznać, że robi to jedynie dla własnych korzyści. Nic więc dziwnego, że rozstanie z nią było dla niego bolesne i mógł nadal ją kochać, nawet jak nie miał już wątpliwości, że jest to uczucie jednostronne...
 
Last edited:
Zależnie od opowiadanej historii- wątki romantyczne lub orientacja bohaterów mogą być czymś dla fabuły czymś kluczowym lub nie. W książce sam fakt orientacji seksualnej jest po prostu jednym z wielu elementów świata przedstawionego - nie jest to definiująca cecha żadnego z bohaterów, bo postaci w Sadze są wielowymiarowe.
Lecz mimo tego, że bohaterowie Sagi nie zastanawiają się nad swoją orientacją i nie nazywają jej żadnymi nazwami - w wypadku niektórych bohaterów ich orientacja ma niemałe znaczenie, bo wynikają z niej kluczowe wydarzenia fabularne.
Dla mnie istotne dla fabuły wątki związane z seksualnością dotyczą jedynie Ciri. Reszta nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia łącznie z tą owianą jakimś dziwnym uwielbieniem przez niektóre grupy seksualnością Filippy, którego w ogóle nie jestem w stanie pojąć na czym polega i z czego wynika. Szczególnie, że właśnie dla fabuły nie ma znaczenia czy kocha kobiety, mężczyzn czy może koty. Moja interpretacja tej postaci czytając książki była zawsze taka, że nie kochała ona nikogo, a seksualność wykorzystywała wyłącznie dla uzyskania korzyści lub formę rozrywki. Ale to jest tylko moja interpretacja i tym się bardzo często różni serial od książek, że coś co można interpretować na wiele sposobów zostaje pokazane w "jedynej słusznej wersji", a jak wiadomo każda wersja jest słuszna i jednocześnie żadna nie jest słuszna. Taki piękny paradoks.

Co jak co, ale scenariuszowi drugiego sezonu nie można zarzucić, że brakuje w nim zawiłych i pokrętnych zwrotów, lub, że trójka bohaterów tworzy w nim szczęśliwą, standardową komórkę społeczną :p Właściwie to w serialu aż przesadnie zadbano o to, by bohaterowie serialu byli nietuzinkowymi, niecodziennymi bohaterami, a nie szczęśliwą, kochającą się bezgranicznie rodzinką...
Z tą rodziną to bym tak nie szalał. Oglądając szczególnie drugi sezon to szczerze mówiąc nie wiem czy którekolwiek z trójki bohaterów darzy jakimkolwiek uczuciem kogoś z pozostałej dwójki. Raczej jest to przeznaczenie i uznanie, że tak już musi być.
 
A w przytoczonym przez Ciebie fragmencie Sapkowski sam mówi, że taki był zamierzony efekt świadomego łamania przez niego szablonu...

Tak, ale pisze o czymś zupełnie innym i to jest jasno wyartykułowane.

Przykro mi, to wszystko co napisałaś w tej kwestii to jest dalej jakieś wishful thinking łamane przez patrzenie na ówczesną rzeczywistość przez pryzmat dzisiejszego dyskursu i sam autor daje czarno na białym zdecydowany temu przeciw oraz pisze, czym były podyktowane takie ruchy fabularne a nie inne.

Jak przedstawisz jakieś fakty stojące za tym, że to było coś kontrowersyjnego albo akt odwagi ze strony Sapkowskiego to wrócimy do tematu, chętnie poznam. Jakieś dowody na to, że w powieści fantasy umieszczenie takich wątków spotkało się ze sprzeciwem jakiegokolwiek środowiska. Najlepiej Sapkowskiego, ale inne na polskim rynku z tego okresu też będą ok. Jakieś artykuły, wspomnienia zdarzeń itd.


Nie powiedziałabym, że mocne i nieodwzajemnione zakochanie to robienie z siebie idioty

Oni mieli romans przez trzy lata, forsowanie tezy że to potwierdza fakt "prawdziwej" seksualności Filippy jest bardzo karkołomne. Równie dobrze zakładając kobiecą międzynarodówkę mającą rządzić światem (motywy czego Sapkowski też wyjaśnia w tej samej książce którą przytaczałem) mogła chcieć manipulować kobietami i dlatego pozorowała zainteresowanie kobietami jak według Ciebie mężczyznami. I ta interpretacja ma tyle samo podstaw, co dowodzenie odwrotne.

W ogóle poboczny temat, ale umniejszanie związku Filippy z Dijkstrą żeby pasowało do współczesnego postrzegania świata rodem z 2022 roku wydaje mi się niepotrzebne, ale nikomu nie mogę zabronić i nie będę. Pozostaję sceptyczny.
 
Mi jest ich strasznie szkoda, gdy dla wielu widzów ta tytaniczna praca jest ignorowana i zapominana, bo niektórzy spłycają efekt końcowy sprowadzając go do poszczególnych słabości scenariusza. Dla nich twór jest definiowany przez te poszczególne słabości scenariusza, więc ignorując wszystkie pozostałe aspekty zniechęcają innych do obejrzenia produkcji, która ma niezaprzeczalne atuty zasługujące na docenienie.
Gdyby jedynym istotnym elementem serialu był jego scenariusz to czytalibyśmy te scenariusze zamiast oglądać ich audiowizualną ekranizację...

Widziałem na tym forum wiele krytyki która dotyczyła nie tylko scenariusza, ale też kostiumów, scenografii i charakteryzacji. Co do scenariusza to jego wady skutecznie przyćmiewają jakieś nieliczne zalety tego serialu. I nie przesadzajmy już z tym że ciężka praca ludzi nie jest doceniona, bo to że ktoś ciężko nad czymś pracował nie oznacza że nie można poddać tego krytyce. Ludzie dostali za to pieniądze.
 
Reszta nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia łącznie z tą owianą jakimś dziwnym uwielbieniem przez niektóre grupy seksualnością Filippy, którego w ogóle nie jestem w stanie pojąć na czym polega i z czego wynika. Szczególnie, że właśnie dla fabuły nie ma znaczenia czy kocha kobiety, mężczyzn czy może koty. Moja interpretacja tej postaci czytając książki była zawsze taka, że nie kochała ona nikogo, a seksualność wykorzystywała wyłącznie dla uzyskania korzyści lub formę rozrywki.
O, jak w punkt. Podpisuję się. Filippa to egoistka, instrumentalnie traktująca związki i ludzi, jakoś dopiero teraz to do mnie dotarło. Wcześniej skłaniałam się raczej do interpretacji, że była z Djikstrą również ze względów uczuciowych, ale po odświeżeniu Sagi puzzle mi się ułożyły inaczej. Pięknie spina to klamrą jej chęć wykorzystania Ciri za wszelką cenę.

A co do Ciri, to zawsze byłam przekonana, że gdyby to Kayleigh ją wtedy zgwałcił, a nie Mistle, to byłaby tak samo "związana" z nim. Ot, biedny, zagubiony dzieciak, nastolatka, która uważała, że została porzucona - i grupa podobnych jej dzieciaków, dzięki którym poczuła, że gdzieś należy, że nie jest sama, że jest bezpieczna. Akurat najwięcej się wtedy zastanawiała, jaka jest jej tożsamość płciowa. Liczyła się namiastka opieki imo. Przywiązanie. Bo jaka to była miłość, to można ocenić, kiedy zostawiła Mistle, żeby ratować tych, których kochała naprawdę. Jasne, wróciła się pomóc Szczurom, bo przecież to był dobry dzieciak w gruncie rzeczy.

Jeśli serial wyjątkowo wyróżni tę relację, to mnie to nie zdziwi za bardzo, takie trendy. Nie jedyna to intencja w książkach, która zostanie wypaczona w imię idei.
 
Przez trzy lata była kochanką Dijkstry, potem na przestrzeni 2-3 lat w Sadze ma różne kochanki, ale całość ma oznaczać że była uwięziona w patriarchalnym świecie i dopiero po latach zniewolenia mogła dać wybrzmieć swojej prawdziwej seksualności. Tak.
 
Oglądając szczególnie drugi sezon to szczerze mówiąc nie wiem czy którekolwiek z trójki bohaterów darzy jakimkolwiek uczuciem kogoś z pozostałej dwójki.
Łączą ich silne uczucia i emocje, jednak na moment zakończenia drugiego sezonu nie jest to na pewno piękna i wzajemna miłość rodzinna :p
Tak więc zarzut o nudną i oklepaną "standardową komórkę społeczną" raczej nietrafiony.

Szczególnie, że właśnie dla fabuły nie ma znaczenia czy kocha kobiety, mężczyzn czy może koty.
Tak samo można powiedzieć, że dla fabuły nie ma znaczenia, że Ciri kocha Mistle, a nie Kayleigha.
Sapkowski nadał osobie Filippy takich, a nie innych cech - jest czarodziejką, jest Redanką, jest brunetką, potrafi przybierać sowią postać, jest też lesbijką (lub jeśli ktoś woli inną interpretację - biseksualna).

Oni mieli romans przez trzy lata, forsowanie tezy że to potwierdza fakt "prawdziwej" seksualności Filippy jest bardzo karkołomne.
Jak dla mnie bardziej karkołomne jest udowadnianie, że Filippa Dijkstrę kochała, a Ciri była hetero, jednak jeszcze raz to podkreślę - w Sadze jest to wszystko niejednoznaczne, więc różne interpretacje tych wątków mają prawo bytu.

Tak jak niedawno razem z Tobą i innymi uczestnikami dyskusji nie przekonaliśmy sceptyków, że Sapkowski sugeruje kilkukrotnie romans Filippy z Triss, tak teraz nie łudzę się, że przekonam kogokolwiek do interpretacji, że Filippa wykorzystywała Dijkstrę, jeśli ktoś jest przekonany, że ona go szczerze kochała.

Argument z rokiem 2022 jest niedorzeczny, bo moja interpretacja tego wątku nie postała w tym miesiącu, ani nawet w ubiegłym. Zakładam, że Twoje spostrzeżenia na temat Filippy i Triss też nie są podyktowane "współczesnym postrzeganiem" tematu czy jakąś sekretną ideologią naszych czasów.

Tak, ale pisze o czymś zupełnie innym i to jest jasno wyartykułowane.
Tak, Sapkowski sam podkreśla czego dotyczy łamanie przez niego szablonu. I sam mówi, że sposób, w jaki je łamie nie bez powodu wywoływać miał w swym założeniu właśnie zaskoczenie, szok, może nawet zbulwersowanie.
Właśnie z tego powodu, że zgodnie w ówczesnymi standardami lesbijski związek nastoletniej protagonistki nie był normą ani czymś powszechnym. Nawet w zachodnim fantasy, a na pewno nie we wschodniej popkulturze.


w tej kwestii to jest dalej jakieś wishful thinking łamane przez patrzenie na ówczesną rzeczywistość przez pryzmat dzisiejszego dyskursu i sam autor daje czarno na białym zdecydowany temu przeciw oraz pisze, czym były podyktowane takie ruchy fabularne a nie inne.
Czy Twoim zdaniem społeczeństwo polskie czy rosyjskie w latach 90 wykazywało się podobną tolerancją do danego tematu co ówczesne społeczeństwa zachodnie? Czy reprezentacja lesbijskiego związku była wówczas w Polsce czymś równie powszechnym i zwyczajnym co obecnie?
Otóż nawet nawet na ówczesnym Zachodzie nie było to jeszcze nic powszechnego i właśnie dlatego Sapkowski łamie szablon w taki sposób. Nie wiem skąd założenie, że społeczeństwa (zwłaszcza te lokalne) trzy dekady wstecz były bardziej przyzwyczajone do widoku lesbijskich romansów, że takie wątki romantyczne były czymś bardziej powszechnym w popkulturze i mniej kontrowersyjnym niż obecnie.

Poza tym to w przytoczonym przez Ciebie fragmencie Sapkowski odpiera zarzut o "waginofobię" czy wewnętrzne urazy autora do kobiet, a nie o "propagandę homoseksualności", o której tak bardzo lubią mówić niektórzy Wschodni Europejczycy.


I nie przesadzajmy już z tym że ciężka praca ludzi nie jest doceniona, bo to że ktoś ciężko nad czymś pracował nie oznacza że nie można poddać tego krytyce.
Nikt nie miał tu na myśli przekazu "nie krytykujmy ludzi ciężko pracujących", a raczej przekaz "krytykując decyzje fabularne nie zapominajmy o innych, niezależnych aspektach".
Choćby - krytykując relację Geralta z Jaskrem nie zapominajmy o genialnej charyzmie oraz grze aktorskiej Joeya, bogactwie jego kostiumów, przepięknym wykonaniu serialowych piosenek. Krytykując bardziej podkreśloną przyczynę klątwy Nivellena nie zapominajmy o tym jak cudownie został on wykonany oraz zagrany, jak niesamowicie zwizualizowana została Bruksa, z jaką dbałością o detale został wykonany dwór, oraz jak umiejscowienie w fabule Ciri i zawarcie tam pewnych dialogów pozwala na podbudowanie jej relacji z Geraltem oraz charakterów tej dwójki...
Nie można sprowadzać wszystkiego do pojedynczych decyzji fabularnych.

O, jak w punkt. Podpisuję się. Filippa to egoistka, instrumentalnie traktująca związki i ludzi, jakoś dopiero teraz to do mnie dotarło. Wcześniej skłaniałam się raczej do interpretacji, że była z Djikstrą również ze względów uczuciowych, ale po odświeżeniu Sagi puzzle mi się ułożyły inaczej. Pięknie spina to klamrą jej chęć wykorzystania Ciri za wszelką cenę.
Ja zaś już za pierwszą lekturą tak interpretowałam charakter Filippy właśnie w taki sposób i tak też traktowałam jej związek z Dijkstrą i późniejszą intrygę z Triss :)

Jeśli serial wyjątkowo wyróżni tę relację, to mnie to nie zdziwi za bardzo, takie trendy. Nie jedyna to intencja w książkach, która zostanie wypaczona w imię idei.
Tak jak przewidziałam powyżej - zawarcie w serialu zgodnej z książkami miłości Ciri do Mistle będzie dla wielu wschodnich widzów ideologicznym trendem czy też straszną homoseksualną propagandą płynącą ze zgniłego Zachodu.
Dla mnie natomiast będzie wierną ekranizacją książkowego wątku, pod warunkiem, że w serialu wybrzmi wystarczająco mocno toksyczność relacji ze Szczurami oraz skomplikowane przeżycia Ciri stającej się wówczas Falką.
 
Czy Twoim zdaniem... [ciach]


Jak przedstawisz jakieś fakty stojące za tym, że to było coś kontrowersyjnego albo akt odwagi ze strony Sapkowskiego to wrócimy do tematu, chętnie poznam. Jakieś dowody na to, że w powieści fantasy umieszczenie takich wątków spotkało się ze sprzeciwem jakiegokolwiek środowiska. Najlepiej Sapkowskiego, ale inne na polskim rynku z tego okresu też będą ok. Jakieś artykuły, wspomnienia zdarzeń itd.
 
Przez trzy lata była kochanką Dijkstry
Bo miała z tego niezaprzeczalne korzyści, a jak wiemy z książek - była manipulantką i nieraz wykorzystywała ludzi do własnych celów.
Rozkochanie w sobie szefa wywiadu poprzez wdanie się z nim w romans dla własnych korzyści nie jest wcale zbyt oryginalnym planem, jest wręcz w duchu książkowej Filippy, jak przyznaje powyżej Undomiel.

Zresztą sam nie tak dawno pisałeś, że w podobny sposób wykorzystała Triss. Czemu więc nie Dijkstrę?
potem na przestrzeni 2-3 lat w Sadze ma różne kochanki
Co było sensacją nawet dla oświeconych czarodziejek, więc śmiem założyć, że gdyby pozwalała sobie na publiczne relacje z kobietami gdzieś na początku kariery politycznej to utrudniłoby jej to w zdobywaniu awansów politycznych oraz nowych wpływów w religijnym, zabobonnym Królestwie Redanii. Historia zna takie przypadki.



Jednak jak już pisałam - to moja interpretacja, a niejednoznaczność tego wątku w książkach pozwala również innym na zakładanie, że Dijkstra był prawdziwą miłością Filippy i że z powodu szczerej miłości tkwiła z nim w związku.

Identycznie jak z przykładem relacji Triss i Filippy - Saga daje nam tu pole do własnej interpretacji, bo w sposób definitywny nie rozstrzyga tej kwestii. Bo nie jest to nawet element głównego wątku fabularnego, więc nie poświęca na to więcej niż kilka wzmianek.



Jak przedstawisz jakieś fakty stojące za tym, że to było coś kontrowersyjnego [ciach]
Czy (...) społeczeństwo polskie czy rosyjskie w latach 90 wykazywało się podobną tolerancją do danego tematu co ówczesne społeczeństwa zachodnie?
Czy reprezentacja lesbijskiego związku była wówczas w Polsce czymś równie powszechnym i zwyczajnym co obecnie?
Odpowiedź na oba pytania: Nie.

Fakt z rosyjskim tłumaczeniem idealnie to ilustruje.
Jak i przytoczony przez Ciebie niecelowo fakt, że w cytowanej przez Ciebie książce dziennikarz z jakiegoś powodu zapytał conajmniej czterokrotnie o kontrowersyjne wątki lesbijske, które widocznie zasługiwały jego zdaniem na więcej wyjaśnień niż wybrany przez Sapkowskiego kolor włosów Ciri. Ciekawe dlaczego...
 
Tak samo można powiedzieć, że dla fabuły nie ma znaczenia, że Ciri kocha Mistle, a nie Kayleigha.
Sapkowski nadał osobie Filippy takich, a nie innych cech - jest czarodziejką, jest Redanką, jest brunetką, potrafi przybierać sowią postać, jest też lesbijką (lub jeśli ktoś woli inną interpretację - biseksualna).
Po pierwsze wracając do sedna dyskusji, bo twoja wypowiedź daleko od niego odbiega to dalej seksualność Filippy ma zerowy wpływ dla fabuły i jak sama piszesz jest to tylko jedna z cech nadanych przez autora. Bez różnicy czy woli kobiety czy mężczyzn, bo to nie wpływa na żadne wydarzenie ukazane w książce. Natomiast w przypadku Ciri seksualność może mieć wielorakie znaczenie choćby nawet w kwestii zapowiadanego w proroctwach potomka.

Natomiast w kwestii wymieniania cech to też czytałem książki i też potrafię je wymieniać.
Francesca: eflia czarodziejka, blond włosa, uznawana za najpiękniejszą kobietę na świecie, członkini Kapituły, bohaterka spod Sodden, córka elfiego wiedzącego, bezpłodna. Wpływ na fabułę ma choćby to że była pod Sodden i że była członkinią Kapituły czyli musiała być podczas balu na Thanned. I jakoś nie widziałem tych tysięcy komentarzy, że serial zrujnował tą postać przez zmienianie tych cech. A o Filippie jako królowej homoseksualizmu czy biseksualizmu widziałem multum komentarzy.

Jaskier: bard, noszący kapelusik z piórkiem, wicehrabia de Lettenhove, student i wykładowca Akademii Oxenfurckiej, lubiący wypić i filozofować, kobieciarz wykorzystujący swoją urodę i talent do jednorazowych przygód, prawdziwy przyjaciel Geralta. Znajomość Akademii Oxenfurckiej wykorzystana w Krwi Elfów, podejście do kobiet wykorzystane choćby w opowiadaniu Wieczny Ogień, pochodzenie wykorzystane później choćby w Toussaint. A jak wyglądało to w serialu to wszyscy widzieli.

Mógłbym tą wyliczankę tak kontynuować i wymienić jeszcze dziesiątki cech postaci, które mają jakiś wpływ na fabułę w odróżnieniu od seksualności Filippy. I dalej nie wiem dlaczego akurat ta cecha ma być tak ważna, że aż urosła do rangi kluczowej w wielu dyskusjach.
 
Top Bottom