W Rosji wchodzi w grę myślenie "przegonimy Zachód i pokażemy mu jego miejsce". Uważam, że realizując "Wiedźmina" (zresztą nie tylko, bo pewnie takie samo podejście by było do "Nędzników", "Pinokia" czy "Na zachodzie bez zmian") zrobiliby po prostu pokazówkę. Z ogromnym budżetem, z którego połowę oczywiście by rozkradli, ale reszta wystarczyłaby, żeby zrobić efekty specjalne co najmniej na poziomie Netfixa. Przy dużo większej wierności materiałowi źródłowemu.
Żeby nie było- my też jesteśmy w stanie w Polsce taką pokazówkę zrobić. Ale będzie to pseudopatriotyczne widowisko "Monte Cassino" albo "Bitwa Warszawska" (a najprędzej historia o zbrojnym podziemiu po 1945r.), a nie fantasy, uważane przez naszą elitę reżyserską za niepoważne. Zobaczcie, że jedynym filmem zahaczającym o fantasy w naszej kinematografii, który od biedy się dało oglądać, był cykl przygód Ambrożego Kleksa (ten stary, nie nowy koszmarek). Reszta to porażki, w rodzaju "Klątwy Doliny Węży". A batalistykę w skali większej niż plutonu piechoty jako tako kręcił jedynie Hoffman, reszta to jakaś tragedia.