W2 - Recenzje użytkowników
Umieszczam ten temat w tym dziale, ze względu na możliwość występowania spoilerów.
Jak wyżej w temacie, pozwolę temat zacząć swoją skromną recenzją.
Zacznę nietypowo, bo od minusów. Oczekiwania miałem wielkie, zbyt wielkie chyba nawet, więc na niejednej rzeczy w tej grze się potknąłem.
Pierwsze primo to ogólny projekt ekranów ekwipunku, statystyk, handlu itp. Jest zwyczajnie nieczytelnie, brak porównywania swojego ekwipunku z tym, który chcemy kupić, topornie wykonane ekrany "rzemiosła", mało czytelne oznaczenia poszczególnych sekcji, no i coś tak głupiego, że aż śmiesznego, tj. brak możliwości "jednoprzyciskowego" przełączania się między ekranami. W celu zmiany ekranu ekwipunku na dziennik, musimy wrócić do gry, dopiero potem nacisnąć odpowiedni klawisz. Z tego co pamiętam, mamy 2011 rok...
O ile o muzyce z części pierwszej można tylko i wyłącznie pisać w samych superlatywach, to o muzyce W2 można napisać tyle, że jest. Rzecz gustu, ale jak dla mnie zostaliśmy uraczeni standardową muzyką do filmu / gry w klimatach fantasy. Zabrakło pazura i charakteru.
Niesamowicie irytującym jest też fakt jednej postaci. Tris Merigold znanej także pod imieniem przylepa. Zaczynamy u jej boku, kończymy też w jej towarzystwie. Nie dość, że nie ma dla niej równoważnej (romansowej) alternatywy (choć jednej!), to tak po prawdzie nie można jej nawet spławić, odrzucić, dać kosza... Jesteśmy na nią skazani od części pierwszej i mam tylko wątłą nadzieję, że rozgrywka w W3 za sprawą pewnej lubującej się w monochromatycznych kolorach pani, na tej płaszczyźnie nabierze nieco kolorytu.
Brak ogólnie pojętej słowiańskości i szeroko rozumianego przaśnego klimatu, jest jednym z dwóch moich największych wyrzutów w kierunku Redów. Mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie odnajdziemy w grze lokacji na miarę kultowych już chyba Odmętów. Nie odnajdziemy (poza utopcami / topielcami) typowo słowiańskich bestii. W2 nie wzoruje się już na folklorze Europy środkowowschodniej, miast tego skręcił w ograny do zemdlenia zachód, zarówno pod względem bestiariusza jak i projektów lokacji. Jeżeli są już jakieś odniesienia, to raczej mocno zakorzenione we współczesnych czasach i w charakterze easter eggów. Widać, kontynuacja Wiesława jest dużo bardziej nastawiona na typ amerykańskiego odbiorcy, co jest tak samo zrozumiałe, co smutne.
Największy wyrzut, nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem, chodzi oczywiście o długość gry. Wielokrotnie powtarzałem, że nie mam nic przeciwko erpegom, które trwają ok 30 h. Jednak kontynuacja przygód Gerwanta była ewidentnie przewidziana na 40+ jeśli nie 50+ h gameplaya. Nie uwierzę że konstrukcja I i II akt długi, III mikroskopijnie mały była założona od samego początku. Widocznie zabrakło czasu, lub pieniędzy albo obu i byłbym w stanie to zrozumieć... CDPR wielkimi pieniędzmi nie śmierdzi, gdyby nie szumne przedpremierowe zapowiedzi o rozgrywce co najmniej tak długiej (a może i dłuższej!)niż oryginalny Wiedźmin. Niesmak pozostaje.
Gdzieś pośrodku tego wszystkiego stoi balans poziomu trudności. O ile na normalu do polowy II aktu walka była soczyście wymagająca i satysfakcjonująca za razem, zmuszając bohatera, do używania całego wachlarza swoich umiejętności - to pod koniec drugiego aktu, walki zaczęły być sporo łatwiejsze, a w trzecim, Geralt był tak potężny, że w sumie nie było co robić.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że mimo tych wszystkich wad, które odrzuciłyby mnie od każdej innej gry, Wiedźmin 2 przykuł mnie do monitora, dając mi dużo, dużo satysfakcji i radości z grania. Nie wiem, jak to robią scenarzyści Redów, ale mimo faktu, że świat został wyprany ze słowiańskości, z każdego niemal dialogu wylewają się galony "sapkowatości". W rozmowach jest cięty humor, jest cynizm i ironia, są wzajemne docinki, jest płynność, jest naturalność, równie dobrze te dialogi mógłby napisać sam mistrz Andrzej. To wszystko jest wplecione w dorosłą, wiarygodną i zwyczajnie ciekawą fabułę.
Oczywiście dotarliśmy do kwestii wyborów i ich konsekwencji. Tutaj cała reszta RPG-owych twórców nie jest godna całować CDPR po kostkach, bo są oni klasą sami dla siebie i to w skali światowej. Zresztą nie tylko w w/w kwestii, ale konstrukcji questów i wyborów moralnych gdzie nie ma złych i tych dobrych.
Do tego dochodzi w końcu ludzko i bezkompromisowo pokazany seks, nie wspominając o najlepszej polskiej wersji językowej w historii naszego skromnego growego rynku.
To wszystko składa się na najlepszego RPG'a tego roku, i jednego z lepszych w jakiego grałem w ogóle. Aż strach pomyśleć, czego dokonali by panowie z Warszawy, gdyby nie popełniali tych głupich błędów i mieli nieco większy budżet.
Strach się bać - serio.
Moja ocena: 9/10
Umieszczam ten temat w tym dziale, ze względu na możliwość występowania spoilerów.
Jak wyżej w temacie, pozwolę temat zacząć swoją skromną recenzją.
Zacznę nietypowo, bo od minusów. Oczekiwania miałem wielkie, zbyt wielkie chyba nawet, więc na niejednej rzeczy w tej grze się potknąłem.
Pierwsze primo to ogólny projekt ekranów ekwipunku, statystyk, handlu itp. Jest zwyczajnie nieczytelnie, brak porównywania swojego ekwipunku z tym, który chcemy kupić, topornie wykonane ekrany "rzemiosła", mało czytelne oznaczenia poszczególnych sekcji, no i coś tak głupiego, że aż śmiesznego, tj. brak możliwości "jednoprzyciskowego" przełączania się między ekranami. W celu zmiany ekranu ekwipunku na dziennik, musimy wrócić do gry, dopiero potem nacisnąć odpowiedni klawisz. Z tego co pamiętam, mamy 2011 rok...
O ile o muzyce z części pierwszej można tylko i wyłącznie pisać w samych superlatywach, to o muzyce W2 można napisać tyle, że jest. Rzecz gustu, ale jak dla mnie zostaliśmy uraczeni standardową muzyką do filmu / gry w klimatach fantasy. Zabrakło pazura i charakteru.
Niesamowicie irytującym jest też fakt jednej postaci. Tris Merigold znanej także pod imieniem przylepa. Zaczynamy u jej boku, kończymy też w jej towarzystwie. Nie dość, że nie ma dla niej równoważnej (romansowej) alternatywy (choć jednej!), to tak po prawdzie nie można jej nawet spławić, odrzucić, dać kosza... Jesteśmy na nią skazani od części pierwszej i mam tylko wątłą nadzieję, że rozgrywka w W3 za sprawą pewnej lubującej się w monochromatycznych kolorach pani, na tej płaszczyźnie nabierze nieco kolorytu.
Brak ogólnie pojętej słowiańskości i szeroko rozumianego przaśnego klimatu, jest jednym z dwóch moich największych wyrzutów w kierunku Redów. Mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie odnajdziemy w grze lokacji na miarę kultowych już chyba Odmętów. Nie odnajdziemy (poza utopcami / topielcami) typowo słowiańskich bestii. W2 nie wzoruje się już na folklorze Europy środkowowschodniej, miast tego skręcił w ograny do zemdlenia zachód, zarówno pod względem bestiariusza jak i projektów lokacji. Jeżeli są już jakieś odniesienia, to raczej mocno zakorzenione we współczesnych czasach i w charakterze easter eggów. Widać, kontynuacja Wiesława jest dużo bardziej nastawiona na typ amerykańskiego odbiorcy, co jest tak samo zrozumiałe, co smutne.
Największy wyrzut, nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem, chodzi oczywiście o długość gry. Wielokrotnie powtarzałem, że nie mam nic przeciwko erpegom, które trwają ok 30 h. Jednak kontynuacja przygód Gerwanta była ewidentnie przewidziana na 40+ jeśli nie 50+ h gameplaya. Nie uwierzę że konstrukcja I i II akt długi, III mikroskopijnie mały była założona od samego początku. Widocznie zabrakło czasu, lub pieniędzy albo obu i byłbym w stanie to zrozumieć... CDPR wielkimi pieniędzmi nie śmierdzi, gdyby nie szumne przedpremierowe zapowiedzi o rozgrywce co najmniej tak długiej (a może i dłuższej!)niż oryginalny Wiedźmin. Niesmak pozostaje.
Gdzieś pośrodku tego wszystkiego stoi balans poziomu trudności. O ile na normalu do polowy II aktu walka była soczyście wymagająca i satysfakcjonująca za razem, zmuszając bohatera, do używania całego wachlarza swoich umiejętności - to pod koniec drugiego aktu, walki zaczęły być sporo łatwiejsze, a w trzecim, Geralt był tak potężny, że w sumie nie było co robić.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że mimo tych wszystkich wad, które odrzuciłyby mnie od każdej innej gry, Wiedźmin 2 przykuł mnie do monitora, dając mi dużo, dużo satysfakcji i radości z grania. Nie wiem, jak to robią scenarzyści Redów, ale mimo faktu, że świat został wyprany ze słowiańskości, z każdego niemal dialogu wylewają się galony "sapkowatości". W rozmowach jest cięty humor, jest cynizm i ironia, są wzajemne docinki, jest płynność, jest naturalność, równie dobrze te dialogi mógłby napisać sam mistrz Andrzej. To wszystko jest wplecione w dorosłą, wiarygodną i zwyczajnie ciekawą fabułę.
Oczywiście dotarliśmy do kwestii wyborów i ich konsekwencji. Tutaj cała reszta RPG-owych twórców nie jest godna całować CDPR po kostkach, bo są oni klasą sami dla siebie i to w skali światowej. Zresztą nie tylko w w/w kwestii, ale konstrukcji questów i wyborów moralnych gdzie nie ma złych i tych dobrych.
Do tego dochodzi w końcu ludzko i bezkompromisowo pokazany seks, nie wspominając o najlepszej polskiej wersji językowej w historii naszego skromnego growego rynku.
To wszystko składa się na najlepszego RPG'a tego roku, i jednego z lepszych w jakiego grałem w ogóle. Aż strach pomyśleć, czego dokonali by panowie z Warszawy, gdyby nie popełniali tych głupich błędów i mieli nieco większy budżet.
Strach się bać - serio.
Moja ocena: 9/10


