Vaengar said:
Ja natomiast jestem przeciwny wstawianiu Yennefer i Ciri do gry... O ile Yennefer, jak mogę, zniosę, to już postać dziewczynki z mieczem sprawiła, że od połowy 3 tomu sagi, miałem wrażenie, że wertuję miejscami jakąś książkę o nastoletnich czarownicach mających dylemat "dać czy nie dać". Jakkolwiek dobrze bym się nie wypowiadał o sadze Sapkowskiego, to zawsze pewien zgrzyt powoduje u mnie myśl o Ciri.
Zauważ, że kluczową bohaterka sagi, tą wokół której wszystko się kręci jest właśnie Cirilla, bez niej nie ma cyklu wiedźmińskiego i niezależnie od prywatnych sympatii, czy antypatii nie wolno pominąć postaci, której podporządkowane były wszelkie działania Geralta, tej która motywowała go do działania, de facto przybranej córki.Skoro w grze spotykamy takie osobistości jak Jaskier (którego obecności w jedynce było mi za mało), czy Triss, (w jędzowatej formie, ale zawsze) tym bardziej winny pojawić się Yennefer i Ciri.Co innego gdybyśmy prowadzili pierwszego lepszego, nieznanego wiedźmina, tak jednak nie jest.Mamy słynnego Białego Wilka, połączonego z wyżej wymienioną dwójką więzami przeznaczenia, (na Yen skazał się na własne życzenie). Twórcy posiłkują się cyklem, odnoszą do niego w czasie gry wielokrotnie, a to zobowiązuje.W jedynce olałem zarówno Shani jak i Triss, wątki romansowe z tymi pannami zupełnie mi nie leżały (przelotny romans i owszem, ale nie coś w ten deseń), zdały skrajnie nie przystawać do Geralta, którego znam dobrze i do którego przygód co rok z przyjemnością wracam (siedmiokrotnie przeczytana saga).Owszem, stracił pamięć, ukłon w stronę tych, co twórczości Sapkowskiego nie znają, ale ja nie straciłem toteż pannice starające się zawłaszczyć Geralta zignorowałem, a imć Alvina miałem szczerą chęć usiec własnoręcznie i dziękuję twórcom, że dali mi tę możliwość. Wprawdzie dopiero w finale, ale to nawet i lepiej, satysfakcja większa.
Vaengar said:
Spotkanie "starych przyjaciółek" byłoby wielce interesujące (choć raczej niezbyt przyjemne dla jednej z nich). A tak na marginesie - między nim zaczęło się psuć jakoś tak od chwili, gdy Yen pokazała Triss swojego nowego chłopa. Efekt był taki, że Geralt wymienił tymczasowo Yen na nowszy model (w końcu wiedźmak chutliwy jest ponad wszelką miarę). Skutkiem ubocznym był fakt, że Mała się wzięła i zakochała. Największe zgrzyty między naszymi czarodziejkami w Sadze, to wg mnie podczas przyjęcia na Thaned oraz w czasie podróży do Rivii. Nic dziwnego, że Triss określa Yen w grze jako "pewną czarodziejkę". Mówiąc wprost o Yen musiałaby wytłumaczyć Geraltowi kim ona była (jest?), co się z nią stało i kto to jest ta cała Ciri. Z resztą w prologu wspomina Vilgefortza, ale na pytanie Geralta kim był ten czarodziej ucina rozmowę. Powód - też musiałaby opowiedzieć o Yen i Ciri. A nie wiadomo jakby Geralt na to zareagował. Swoją drogą, dziwne że o Yen oraz Ciri nie wspominają inni Wiedźmini (wszyscy oprócz Leo znali Ciri) oraz Jaskier (znał je obie, a mówi tylko "widziałem, jak kazała cię przenieść na łódź). Podsumowując, nie wiem, czy pojawienie się któreś z tych dwóch pań nie zrodziłoby więcej pytań niż ich nieobecność. Niemniej jednak warto by było ujrzeć choć jedną z nich (Szczególnie Ciri - przykładowa scenka: Geralt idzie sobie spokojnie przez miasto/wieś/ bezdroża i nagle napotyka młoda dziewczynę z mieczem na plecach i medalionem wiedźmińskim na szyi. Zdziwiony (bo przecież wiedźmini to tylko chłopaki) zapytuje co ona za jedna, a ta z wyrzutem w głosie "no co ty tato, nie poznajesz mnie?"

)
Niby się zgadza, jest jednak pewne ale...Triss jakkolwiek zafascynowana białowłosym rębajłą, przyznaje, sama przed sobą, że choć na Geralcie jej zależy, na przyjaciółce zależy jej niepomiernie bardziej.Dlatego postawa, zachowanie Merigold z gry zdają się nie przystawać do czarodziejki, którą dane było mi poznać i polubić.Poza tym między nią i Ciri również wykształciła się pewna więź. Czasem się zastanawiam, czy ruda z gry to aby na pewno ona, a nie jakaś podstawiona niedoróbka. Zanadto się różnią.
Vaengar said:
Vaengar said:
Vaengar said:
Po co Yen? i kto to do cholery "Ederin"? Może powiedz najpierw w jaki sposób chciałbyś fabularnie wyjaśnić pojawienie się Yen? Kto niby miałby ją sprowadzić na Kontynent?Weźcie już przestańcie z tą Yen proszę was...
Yen gdziekolwiek była, była wraz z Geraltem, skoro ten pojawił się w starym świecie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby i ona wróciła i to nawet w tym co on czasie, lecz innym miejscu. Twórcy mają tutaj olbrzymie pole manewru, mogą wedle uznania wpleść tę postać w linię fabularną gry.Swoją drogą tworzenie cyklu gier z Geraltem w roli głównej z pominięciem dwóch najważniejszych postaci w życiu tegoż jest, delikatnie rzecz ujmując, chybionym pomysłem.
Ktoś ściągnął Geralta na Kontynent z jakiegoś powodu, najprawdopodobniej ktoś zdolny do podróży między światami. Ściągnął tylko Geralta bo miał jakiś powód, Yen zostawił bo po co mu ona? Mnie i tak się wydaje, że Geralta sprowadził na Kontynent Eredin, by ten pokonał i oddał mu Alvina (posiadacza starszej krwi), gdyż jak wiadomo Aen Elle kogoś takiego potrzebują.
Domysły, domysłami, a skoro się w takowe bawimy dorzucę trzy grosze. Co w pobliżu miejsca "lądowania" wiedźmina, niby to przypadkiem, robiła czarodziejka, przedstawicielka Loży, zachowująca się zresztą cokolwiek podejrzanie?Nie zdziwiłbym się wcale gdyby Yen wegetowała na jakiejś półeczce zamieniona w nefrytową statuetkę.Ściągnąć Geralta mógł tylko ktoś obdarzony olbrzymią mocą, teoretycznie nikt poza Cirillą nie jest do tego zdolny, ale z drugiej strony w "wiedźminlandzie" nie ma rzeczy niemożliwych... Taka Loża, na ten przykład, to nie w kij dmuchał. Zasiadają w niej najpotężniejsze baby na świecie, które jak wiemy, miały względem Ciri pewne plany. Uwielbiają się szarogęsić wciskając swe "atrybuty" wszędzie gdzie tylko się da.