No właśnie nie - na jakichś bandziorów (czy nawet lepszych przeciwników ludzkich), stado wilków czy grupę ghuli przy drodze, eliksiry byłby zbędne (choć oczywiście przydatne), albo raczej "overkillowe". Im bardziej wymagający przeciwnik (a szczególnie potwory "jednostkowe"), tym większe znaczenie przygotowania. Kluczowe mogłyby być efekty specjalne - z przeciwnikami ludzkimi wiadomo, nie ma specjalnej filozofii. Ale już np. bruxa może obalić falą, cmentar obalić, bazyliszek zatruć, a jakiś bagienny stwór opluć kwasem. Jednego potwora lepiej załatwić szybko (silne eliksiry, krótki czas działania, naostrzenie miecza), a drugiego wziąć "na przetrzymanie" (eliksiry "wytrzymałościowe" i ochronne, osłabiający olej). I tak dalej.piotrek18tw said:a tak wgl - z eliksirów nagle zrobiło się coś niezbędnego. Może nie każdy to zauważył, ale w grach kierujemy wiedź-mi-nem - znaczy się "nadczłowiekiem". Czy naprawdę konieczne jest chlanie Jaskółek czy innych sikorek, żeby utłuc paru bandziorów lub nawet obronić się przed atakiem z zaskoczenia?
Oczywiście, powinno to być dostosowane w topografii świata. Tzn. jeśli truchtamy sobie na Płotce pomiędzy wioską A a wioską B, cały czas drogą i w dzień, to nie wpakujemy się na bruxę, krabopająka czy zeugla. Ba, prawdopodobnie na żadnego potwora (chyba że kontekstowo, np. a la mantikora blokująca drogę, z którą tylko wiedźmin sobie poradzi). Bandyci, maruderzy, wrogie wojsko - jak najbardziej. Na tej samej trasie nocą już możemy spotkać np. trupojady.


