http://www.gry-online.pl/S013.asp?ID=94136
Wiedźmin 3: Serca z Kamienia – co lista osiągnięć zdradza o dodatku?
Wiedźmin 3: Serca z Kamienia – co lista osiągnięć zdradza o dodatku?
Rzuciłbym jakimś cytatem ale pewnie @SMiki55 zrobi to za mnieCo do najazdu na zamek - tak jak powiedział @hunt - spróbuj odmówić królowi.
To ty nie wiesz, że królewska łaska na pstrym koniu jeździ?Tak w ogóle to Fooltestowi mógł spokojnie odmówić, nic by się nie stało. Tym bardziej że uratował mu córkę 2 razy i nie tylko.
Ta, właśnie przez to dostał widłami w brzuch. Ehe.Geralt taki nie jest, prędzej dałby się pochlastać niż zakłócić swoją cenną neutralność.
To chyba nieuważnie czytałeś książki. Geralt bardzo często podkreślał jaki to on nie jest neutralny i jak go to nie obchodzą problemy tego świata, to prawda. Sęk w tym że mimo wszystko ciągle był w coś zamieszany, nie raz i nie dwa dał się też zmanipulować. Gra jednak cały czas daje wybór, bo to że trochę pomożemy Vernonowi lub Iorwethowi w zamian za ich pomoc z naszymi problemami to jeszcze nie znaczy, że zgadzamy się z ich ideami. Możemy trzymać się bardziej na uboczu i w krytycznym momencie odejść w swoją stronę. Możemy też zamieszać się bardziej jeśli tylko chcemy. Jeśli tego nie dostrzegasz tylko twierdzisz, że gra coś ci narzuca to grałeś chyba równie nieuważnie jak czytałeś książkiGeralt taki nie jest, prędzej dałby się pochlastać niż zakłócić swoją cenną neutralność.
Sezon burz?Calanthe jakoś nie wahał się stanowczo odmawiać i gdyby faktycznie nie chodziło o klątwę raczej by nie zainterweniował. Jak dla mnie nie ma mowy, żeby brał udział w sprawach politycznych jak w przypadku Foltesta w W2.
Rzuciłbym jakimś cytatem ale pewnie @SMiki55 zrobi to za mnie Tak w ogóle to Fooltestowi mógł spokojnie odmówić, nic by się nie stało. Tym bardziej że uratował mu córkę 2 razy i nie tylko.
Chciałem również zauważyć że Geraltowi nie chodziło tylko o siebie, bo to czy król będzie się na niego gniewał, raczej mu latało, jednak pewna doradczyni króla, będąca jego kochanką również mogłaby oberwać... a tego raczej Geralt by nie chciał.Calanthe jakoś nie wahał się stanowczo odmawiać i gdyby faktycznie nie chodziło o klątwę raczej by nie zainterweniował. Jak dla mnie nie ma mowy, żeby brał udział w sprawach politycznych jak w przypadku Foltesta w W2.
Skoro zostałem wywołany z niebytu, nie pozostaje mi nic poza poproszeniem Redów o zamieszczenie w grze questu z jakimś veleńskim Wodnikiem i nurkowaniem do jego podwodnego barłogu w poszukiwaniu hevai. @theta77 przyzywam Cię:Rzuciłbym jakimś cytatem ale pewnie @SMiki55 zrobi to za mnie![]()
Utopiec był bardzo czujny. Nawet bytując w zagubionym wśród borów jeziorku przy Ściborowej Porębie, na pustkowiu, nawet o zmierzchu, kiedy to szansa napotkania kogokolwiek była praktycznie żadna, zachowywał się nad wyraz ostrożnie. Wynurzając się, nie zrobił większej fali niż ryba, gdyby nie to, że lustro wody było gładkie jak tafla, zaczajony w zaroślach żelaznooki mógłby wręcz nie dostrzec rozchodzących się kół. Wyłażąc na brzeg wśród trzcin stwór ledwie chlupnął, ledwie zaszeleścił, pomyślałbyś, wydra. Ale żelaznooki wiedział, że to nie wydra.
Będąc już na suchym lądzie i upewniwszy się, że nic mu nie zagraża, utopiec nabrał pewności siebie. Wyprostował się, zatupał wielkimi stopami, podskoczył, przy podskoku woda i muł obficie i z pluskiem polały mu sie spod jego zielonej kapotki. Ośmielony już zupełnie utopiec siknął wodą ze skrzeli, rozwarł żabią paszczękę i zaskrzeczał donośnie, informując okoliczną przyrodę o tym, kto tu rządzi.
Przyroda nie zareagowała. Utopiec pokręcił się trochę wśród traw, pogrzebał w błocie, wreszcie ruszył pod górkę, w stronę lasu. (...)
Utopiec - żelaznooki widział już, że nazwa "wodnik" jest dla stwora właściwsza - kilka razy spróbował przeskoczyć magiczny okrąg, bezskutecznie, rzecz jasna. Zrezygnowany energicznie potrząsnął głową, przy czym mnóstwo wody wylało mu się z uszu.
- Brekk-rek - zaskrzeczał. - Bhrekk-rekekeks.
- Wypluj muł i powtórz, proszę.
- Bhrekekgreg-greg-greg.
- Idiotę robisz z siebie? Czy ze mnie?
- Kuaks-kwaaaks.
- Szkoda talentu, panie wodniku. Nie nabierzesz mnie. Doskonale wiem, że rozumiecie i umiecie mówić po ludzku.
Wodnik zamrugał podwójnymi powiekami i otworzył usta, szerokie jak u ropuchy.
- Po ludzku... - zabulgotał, plując wodą. - Po ludzku owszem, tak. Ale dlaczego mam gadać po niemiecku?
- Punkt dla ciebie. Czeski może być?
- No chyba.
- Jak się nazywasz?
- Jak ci powiem, to mnie wypuścisz?
- Nie.
- To odpierdol się.
— A. Sapkowski "Boży bojownicy", str. 138-139
Przy brzegu coś zapluskało, zaśmierdziało szlamem i zdechłą rybą. Po chwili, podchodząc wolno i trwożliwie niby żółw błotny znalazła się przy nich żona wodnika. Żelaznooki przyjrzał się ciekawie, po raz pierwszy w życiu widział goplanę. Na pierwszy rzut oka nie różniła się wiele od małżonka, ale wprawne oko księdza umiało łowić nawet mało widoczne detale. Jeśli śląski wodnik przypominał żabę, to polska wodniczka przywodziła na myśl zaklętą w żabę księżniczkę.
— Boży bojownicy, str. 141
- Ofiary, obciążone kamieniami, wrzucono do tego stawu. Pewien jestem, jako że nigdy nie bywa inaczej, iż któraś ofiar jeszcze żyła, gdy ją wrzucano do wody. Że umarła w skutek utopienia. A jeśli tak było, to masz ją tam, na dnie, w twoim rehoengan, podwodnym barłogu i skarbcu. Masz ją tam jako hevai. (...)
Wodnik odebrał od żony coś, co przypominało wielką szczeżuję, obrośniętą brodą glonów. Ale spod glonów przebijało światło. Szczeżuja świeciła. Fosforyzowała. Jak próchno. Albo kwiat paproci. (...)
Żelaznooki stopą rozrzucił piasek magicznego kręgu, uwalniając wodnika z pułapki. Potem wziął hevai z jego rąk. I natychmiast poczuł, jak naczynie tętni i drży, jak tętnienie i dreszcz przechodzą z dłoni na całe ciało, jak przenikają i przeszywają, by wreszcie wpęłznąć na kark i do mózgu. Usłyszał głos, najpierw cichy, owadzi, potem coraz wyraźniejszy i głośniejszy.
- ...dzinę śmierci naszej... Teraz i w godzinę śmierci naszej... Elencza... Moje dziecko... Moje dziecko...
Nie był to, oczywiście, niczyj głos, nie była to istota, zdolna mówić ani taka, z którą można by rozmawiać, której można by, wzorem nekromantów, zadawać pytania. Jak w Amset, Hep, Tuamutef i Quebhsenuf, egipskich kanopach, jak w anguinum, druidzkim jaju, jak w krysztale oglain-nan-Druighe, tak i w hevai czy innym analogicznym pojemniku uwięziona była aura, czy raczej fragment aury, pamiętający tylko jedno - moment poprzedzający śmierć. Moment ten dla aury trwał w nieskończoność. W wieczną i absolutną nieskończoność. (...)
Ksiądz pochylił się i położył tętniącą wewnętrznym światłem hevai na brzegu jeziorka. Delikatnie i ostrożnie. By nie stłuc. Nie naruszyć. Nie zakłócić, nie naruszyć spokoju wieczności.
— Boży bojownicy, str. 140-142
:thinking:Dobra, @Marcin Momot, jeśli myślałeś, że już ten temat nie powróci, to się srogo myliłeśZatem pytam: Czy w Sercach z Kamienia albo Krwi i Winie będą już gnomy? Albo chociaż sam Pierceval?
Pozdrawiam :sleepy:
A może...
A może...
okaże się, że czaszka trzymana przez tajemniczego Pana Lusterko należy do Iorwetha...
:troll:
Dokładnie.Z tego co widzę, to ma ona kły, więc tego tego, nie damy się oszukać
To znaczy, że będą w trzecim dodatku. No trudno. Dzięki za odpowiedź :hmm3:Nie.
Przykro mi. :cirisad:
W książce nie mają. Dodatkowo posiadają zauważalnie drobniejsze uzębienie.Tak, czaszka ma kły, ale czy naprawdę ktoś poświęcił czas i uwagę na sprawdzanie, czy w grze elfy naprawdę nie mają kłów?