Jak przeglądam takie tematy jak ten, to zastanawiam się, czy to ja taki mądry, czy ludzie tacy głupi.
Odnośnie wszelkich "oszukali nas, didy, bandyty, wynajęli zawodowych kłamców, dupa Yen ma mniej pixeli niż na E3": oczywistym jest, że zadaniem machiny marketingowej jest ukazanie produktu w jak najlepszym świetle, co w dobrodziejstwie inwentarza ma także tzw. koloryzowanie. Innymi słowy: marketing branżowy niewiele różni się od reklam szamponów na łysienie czy tamponów leczących depresję. Biorąc wszystko dosłownie i bez przymrużenia oka wypisujecie sobie receptę na rozczarowanie, bo PR zawsze uwydatnia zalety i pierwotne założenia, które z natury rzeczy (vide obietnice wyborcze) są nieco na wyrost (zwłaszcza, że w trakcie produkcji gry prezentuje się materiały z różnych tejże produkcji etapów, a może przecież okazać się, że z powodów bardzo zdroworozsądkowych trzeba pewne rzeczy przyciąć/wyciąć/ograniczyć).
Swoją drogą, to żenujące, że wciąż wyje się do księżyca przede wszystkim o grafikę, grafikę i grafikę (oraz animacje), a dopiero gdzieś w drugiej i trzeciej kolejności przedmiotem zainteresowania staje się gameplay i content. Chyba rzeczywiście jestem już za stary na bycie graczem.
Na marginesie, nie tyle rozbawił co zdumiał, a wręcz zszokował mnie komentarz jakiegoś plebejusza na grach online, że CDPR rzucając wyzwanie Skyrim porwał się jak Adamek na Kliczkę. Znaczy się tego Skyrim, który chociaż w pierwszym dniu po premierze doczekał się day-one-patcha, był grą praktycznie niegrywalną ze względu na brak wsparcia pod KMB, brak JAKIEJKOLWIEK optymalizacji oraz gargantuiczną liczbę bugów, idących w setki, z czego wiele było z serii game-breaking (czyli błędy questowe, które uniemożliwiały kontynuację rozgrywki)? Dodajmy do tego liczne cięcia contentu - m.in. wątku głównego, który zamienił "wojnę cywilną" w starcie pinciu npc-ów na krzyż - oraz ogólną biedę i flakowoolejowość Skyrim, aby w pełni uzmysłowić sobie, o czym mówimy. Jakże ironiczne w świetle powyższego jest to, że właśnie około kilku miesięcy zajęło Bethesdzie odrobaczenie gry z poziomu lasu deszczowego do australijskiego ogródka (czyli da się przeżyć, o ile nie łazisz po krzakach), chociaż niektóre questy były tak - eufemistycznie rzecz ujmując - zaprogramowane, że potrzeba było 3 łatek, aby je naprawić (wcześniej jedynie idealna synchronizacja czynności pozwalała je wykonać). Reasumując: Skyrim niezwykle wysoko zawiesił poprzeczkę - tyle że właśnie kampanią marketingową, w której piano o cudach na kiju, które w grze okazały się nie cudem, tylko rezultatem przemiany materii.