Ufff, udało mi się na chwilę wyrwać z pułapki ciągłego grania w Wiedźmina 3, przez którą dawno mnie tu nie było, wreszcie mogę coś napisać
Po ponad 50 godzinach gry, zakończeniu głównego wątku fabularnego w Velen i dobiegającego końca w Novigradzie chylę czoła przed twórcami tej gry za arcydzieło, które wykonali. Za bogaty w detale świat, tym razem faktycznie żyjący własnym życiem, za fenomenalną (mimo ciągłych jęczeń o downgradzie) oprawę wizualną, za porywającą i chwytającą za serce fabułę oraz genialnie skonstruowane zadania poboczne (proste z pozoru misje stają się nagle poważniejsze i często im bardziej sumiennie i bez skrupułów będziemy wykonywać zlecenie do końca zamiast odpuścić w pewnej chwili, z tym większym kacem moralnym się obudzimy). Oraz za ogrom, ogrom wszystkiego, dzięki któremu zasiadając z powrotem do gry nie zastanawiam się "co by tu zrobić?", tylko "zrobię to! Albo to! A może to?". I zawsze coś się znajdzie ciekawego do roboty

Postacie są napisane rewelacyjnie i czuć w nich ducha książek Sapkowskiego. Piękna i zjawiskowa Yennefer, naprawdę śliczna Triss (były narzekania, że ją trochę odmłodzono, a tu okazało się, że ze względów fabularnych po prostu zrezygnowała z ostrego i postarzającego ją makijażu

) - naprawdę ciężki wybór mnie czeka
Ci, którzy przed premierą ostro hejtowali polski dubbing (a zwłaszcza Rozenka) powinni sobie teraz posypać głowy popiołem. Rozenek pozamiatał wszystko. Nie ma absolutnie nigdzie na tym świecie lepszego Geralta niż on, koniec i kropka. Poza Geraltem fenomenalnie wypadają inne postacie, a zwłaszcza Krwawy Baron (Jędrula świetnie go dubbinguje, dialogi z nim są genialne i mięsiste, a każde przekleństwo ma odpowiednią wagę). Te wszystkie sarkastyczne przekomarzania się z Dijkstrą, genialna ballada Priscilli (najlepsza w polskim i niemieckim wykonaniu) czy też teksty zwykłych ludzi - któregoś dnia rozwaliło mnie kompletnie sparafrazowanie piosenki Dżemu na ulicy Novigradu przez jedną z mieszczanek, która podśpiewywała sobie "w życiu piękne są tylko żonkile!"

A podobnych tekstów była cała masa - nawiązania do piosenek Szwagierkolaski czy Seksmisji itp. I ten polski klimat - malwy, słoneczniki, brzózki, dmuchawce, można się poczuć jak u siebie na łonie natury. Bardziej polskiej gry nie dało się zrobić
Gwint. Przyznaję bez bicia, że nie znoszę karcianek. Z kart to umiem grać w Wojnę i w Kibel, znam też zasady Pokera i to wszystko. Innych nie cierpię. Tymczasem Gwint... wkręcił mnie na tyle, że nie przepuściłem dotąd żadej okazji, by ogołocić spotkanego gracza w gwinta z jego kart specjalnych. W poprzednich grach do potyczek w kościanego pokera podchodziłem niejako z przymusu, tylko przy okazji questów fabularnych. Gwint, mimo że nijak nie pasuje do przedstawionego świata (a poza tym zawiera olbrzymi, brzydki i kompletnie nieprzemyślany spoiler, na który jednak napatoczyłem się wcześniej w artbooku kolecjonerki, więc już mi tak nie przeszkadzał

), to jednak daje mi olbrzymią satysfakcję i z każdą wygraną wywołuje u mnie złowrogi śmiech z tego, że okazałem się sprytniejszy i zmasakrowałem przeciwnika na planszy

Bye, bye, kościany pokerze, wcale nie jest mi ciebie szkoda
Chciałem napisać coś więcej, ale nie mogę już wytrzymać i wracam do grania

Wrzucam fotę pokazującą, jak zabierałem się za pierwszy seans z Wiedźminem