Wiedźmin 3: ekwipunek

+
Nie róbmy z Wiedźmina ani AA, ani ES, ani DA, ani jakiejkolwiek innej gry. Pewne rozwiązania można oczywiście podpatrywać i wykorzystywać, ale z tego co widać (i oby tak zostało), RED-zi mają swoją własną wizję.

Notabene, walka w AA była IMHO zbyt zręcznościowa (chociaż ponoć kiepski port PC utrudniał ją w stosunku do pada), i w sumie nigdy jakoś nie udało mi się dojść w niej do finezji. Ot, kontra za kontrą, a w A3 nadużywanie haka. Ogólnie koncepcja walki z W2 mi się bardzo podoba (widać sporo nawiązań do świetnego pod tym względem Batmana), tyle że niestety wykonanie (wybór celu, kolizje, brak harmonii ciosy/znaki) "lekko" kuleje. Poza tym, brak pauzy utrudnia orientację. W jakimś stopniu warto nawiązać do W1, gdzie walka wymagała skupienia, a nie szaleńczego klikania. Tyle że w W1 robiło się to monotonne. Ogólnie: wolniejsze tempo, ale większy nacisk na wyczucie momentu, oraz harmonijne przechodzenie pomiędzy ciosami/unikami/blokami/znakami itd.

Gallaret said:
W3 na pewno taki nie będzie z racji otwartego świata, w dobrej grze akcji są podziały na rozdziały (tak jak dotychczas w Wieśkach czy Gothicu 1 i 2), sekwencje (AC) czy odcinki (Alan Wake).
Otwarty świat nie wyklucza podziału na Prolog, Akty i Epilog. Przypomnijcie sobie przejście pomiędzy Aktem II i III w W1. Otwarła się nowa lokacja, ale mogliśmy (a nawet musieliśmy) wracać do poprzednich dwóch, gdzie conieco się zresztą pozmieniało.
 
Dobry wieczór forumowicze.

Przeczytałem większość wypowiedzi w tym temacie i kilka naprawdę przypadło mi do gustu.

Przede wszystkim kwestia rynsztunku:
Sądzę że 3 miecze i jedna kompletna zbroja to max dla samego Geralta. Na konia wpakować jeszcze ze 3 miecze? Czemu nie, to nie taki wielki balast. Weźcie pod uwagę też taką kwestię, że Geralt to chłop który nie lubi stroić się w ciuszki i nie ubiera do każdej walki nowych rękawiczek, bo tamte nie pasują do zielonych bucików zagłady. Ogólnie mam nadzieję, że ilość mieczy i zbrój będzie mocno ograniczona (przez co będą one niezwykle dla nas cenne i niepowtarzalne), co rozwiązało by problem taszczenia 5 kilofów na plerach.

Jeśli chodzi o udźwig konia:
Koń jak koń, myślę że tutaj można by właśnie kilka mieczy wrąbać, sporo surowców do mikstur, jakichś rzadkich artefaktów.

Kwestia składników do mikstur:
Nie zapominajmy że Geraltowi do wykonania eliksiru nie potrzeba całęego mózgu topielca, całej skóry trupojada, 5kg języków ghula czy innego potwora, tylko fragmentu tkanki, a juki przytroczone do konia będą mogły unieść takich małych fragmentów pełno, więc tutaj problem jest chyba rozwiązany.

Kwestia surowców rzemieślniczych:
Tak jak jeden z moich przedmówców powiedział: żelazo, sznury i takie tam każdy kowal ma przy sobie, dopłaci mu się za to i tyle.

W ogóle w tej grze, zwłaszcza w W2, wiedźmin to nie płatny zabójca potworów, który ledwo wiąże koniec z końcem, tylko handlarz galanteryjny, u którego można nabyć wszystko, od sznura i dratwy, po zęby mantikory i jad archespora. Zabijaniem potworów zajmuje się tylko hobbystycznie i zarabia z tego jakiś drobny procent dochodu z handlu rupieciami wszelakimi. Nie zauważyliście tego? Jak chciało się coś kupić to się szło do doków, albo do jakiegoś domu, grabiło się wszystkie skrzynie, komody, potem się fanty opylało i... kupowało miecz. Tak ma wyglądać życie wiedźmina? No nie sądzę. Dlatego też chciałbym mocno ograniczonego udźwigu broni i zbrój (w w1 było idealnie), bo przecież wiedźmin jak ubije jakichś bandytów którzy go napadli, to nie pakuje do wora pałek, siekier i noży, które by sprzedał potem u kowala w najbliższej wiosce.
 
maritimus
Odnośnie AA chodziło nam o gatunek (Action Adventures) a nie o (jak mniemam) Assassins Creed ( AC ), ale wiem o co chodzi ;)

maritimus said:
Otwarty świat nie wyklucza podziału na Prolog, Akty i Epilog. Przypomnijcie sobie przejście pomiędzy Aktem II i III w W1. Otwarła się nowa lokacja, ale mogliśmy (a nawet musieliśmy) wracać do poprzednich dwóch, gdzie conieco się zresztą pozmieniało.
Masz rację, ale z tego co wiem, REDzi przyznali że w W3 nie będzie podziałów na akty/rozdziały, dlatego napisałem to w takim tonie.
 
Gallaret said:
ale z tego co wiem, REDzi przyznali że w W3 nie będzie podziałów na akty/rozdziały, dlatego napisałem to w takim tonie.
Możesz podać źródło tej informacji?
 
maritimus
Teraz w sumie przeczytałem o tym, że nie będzie ekranów ładowania, być może źle to zinterpretowałem, bo to jednak nie wyklucza podziału, które mam nadzieje że jednak będą, więc w razie co przepraszam za zamieszanie.
 
Miałeś rację, nie będzie podziału na akty, czy rozdziały. Informacja pochodzi z artykułu w Gameinformer. Skrót w polskiej wersji masz chociażby tutaj:

http://www.gram.pl/news/2013/02/05/pierwsze-informacje-o-wiedzminie-3.shtml
 
Nie będzie podziału na akty / rozdziały.
GameInformer: "TW3 doesn't have chapters, acts, or other artificial breakpoints".
 
Yakin
Dzięki za link, czyli dobrze mi się zdawało, musiałem już gdzieś podobny artykuł czytać , w każdym razie dobrze, że się to wyjaśniło.

szypek26 Dzięki również za sprostowanie :D
 
Dermi said:
Szczerze mówiąc, naszła mnie przed chwilą taka refleksja, że Wiedźmin 1, ponieważ był ich pierwszą grą, był bardziej robiony jako "gra, w którą sami chcieliśmy zagrać"
Myślę, że Redzi wciąż robią gry takie, w jakie chcieliby grać - dlatego poszli w otwarty świat, choć oczywiście sukcesy finansowe tego typu produkcji na pewno też miały znaczący wpływ na tę decyzję. W1 był wprawką, przykładem, który można by umieścić w podręczniku w rozdziale "Jak NIE należy produkować gier". ;) I to nie są moje słowa, tylko producenta W1, Maćka Miąsika. Mam oczywiście na myśli organizację dewelopingu, budżetowanie, planowanie itd, a nie gameplay. Ale W1 mógł być robiony w ten sposób, miał po prostu przetrzeć szlak, przygotować fundamenty dla następcy. Sukces kasowy w jego przypadku miał znaczenie drugorzędne. To była złota era CDP, czas ich największego prosperity. Niewiele studiów miało tak komfortowe warunki. :)

Dermi said:
W związku z tym wsadzono te wszystkie rozwiązania, z których część była odmienna od typowych cRPGów, co oczywiście podzieliło ludzi. Wiedźmin 2 miał już społeczność skupioną wokół gry, a REDzi już nie robili gry kierując się tylko własnym osądem,
Myślę, że gry konkurencji są znacznie ważniejszym źródłem inspiracji dla CDPR. Czytają wypowiedzi społeczności, a przynajmniej w jakiejś części, ale czy rzeczywiście ma to aż taki wpływ na produkcję? Być może w przypadku Cyberpunka może mieć większy, bo to dla CDP trochę teren dziewiczy, ale weterani Wiedźmina to już doświadczeni wyjadacze - W3, o ile nie będzie miał chorych deadline'ów, powinien mieć sensowne rozwiązania. Wolałbym, by nie eksperymentowali za bardzo. W listopadzie na Jagiellońskiej, mówili, że pod wpływem społeczności w trakcie dewelopingu zmienili twarz Geralta i dodali pochwy na miecze.
 
Witam wszysktich na forum.

W kwestii udźwigu moje zdanie jest takie:

Geralt powinien mieć ograniczenie udźwigu tak jak w W2, bo jest to w miarę realistyczne i fajne rozwiązanie, dodatkowo powiniem mieć też ograniczenie slotowe w przypadku przedmiotów o dużych gabarytach.
Co prawda jego udźwig w W2 był trochę przegięty, bo mając 300 kg dobytku nie wyobrażam sobie jakby miał sprawnie i zwinnie się poruszać, nie miej rozumiem, że przeginanie z realizmem mogłoby odbić się czkawką, więc nie potępiam tego rozwiązania.

Co więcej, jestem za tym by Płotka miała również limit udźwigu, powiedźmy 3x tyle co Geralt. (powód – realizm)

Natomiast by usatysfakcjonować zbieraczy oraz fanów Geralta kupca, pójde o krok dalej i zaproponuję by opcjonalnie można było zaprządz do Płotki wóz kupiecki, i ten by już nie musiał mieć ograniczeń.
Takie rozwiązanie, jakkolwiek pewnie pracochłonne, jest złotym środkiem. Gracz sam wybiera, czy preferuje mobilność i szybką jazdę, kosztem ograniczenia w ekwipunku, czy też Geralt zwiesza miecz na kołu i razem z Zoltanem zaczyna swoją przygodę w handlu obwoźnym. Każdy ma co lubi.

A tak swoją droga, to po co Geraltowi 6 mieczów jednocześnie? Przecież w praktyce i tak używa się 2 najbardziej wypasionych, a resztę to nosi się tylko „na wszelki wypadek” albo jako „lokatę kapitału”.
Poza tym Geralt z trzema mieczami wyglądał słabo. Majtał mu się ten miecz u pasa niczym jakiemuś rycerzykowi. U Sapka wiedzmin nigdy nie nosił miecza u pasa, miał jeden na plecach, a srebny zakitrany na specjalne okazje (ewentualnie oba na plecach). Trzymajmy się pierwowzoru. Tym bardziej, że teraz będzie Płotka na rupiecie, więc można śmiało tego Wieśka zrobić bardziej realnego, bez większych strat dla gameplayu.
Poza tym odpowiedni dobór ekwipunku, to również kwesta strategii, którą gracz sobie wybiera.

W kwiestii zbieractwa klocków drewna czy rudzy żelaza, to popieram powyższe głosy, że to trochę niepotrzebne jest.

Przy okazji, jeszcze jedna uwaga. Nie powinno być tak, jak w W2, że Geralt wchodzi komuś na chatę, zabiera z domu pół dobytku, a mieszkaniec ani nie protestuje, ani nie zwraca uwagi, że mu ktoś dom rabuje. Przydałoby się tutaj jednak by mieszkaniec reagował w takich przypadkach, a za jawną kradzież można było mieć porachunki z miejsowym wymiarem sprawiedliwości.
 
Vojtas said:
Myślę, że Redzi wciąż robią gry takie, w jakie chcieliby grać - dlatego poszli w otwarty świat, choć oczywiście sukcesy finansowe tego typu produkcji na pewno też miały znaczący wpływ na tę decyzję.
Chyba znowu wyjdę na malkontenta, ale z tym podejściem REDów to mam lekki problem. Jak patrzę na W1, to ciężko wskazać mi cechy charakterystyczne z gier, które wyszły wcześniej i paradoksalnie najbardziej przypomina mi NWN2 Obsidianu, które było robione niemal równolegle. W2 już dosyć mocno zbliżył się do Mass Effectów ze swoją filmowością, rozmachem czy skrótowcami w dialogach (o, właśnie: błagam, Redzi, w W3 "nie idźcie tą drogą!" ;)), a teraz W3 w zapowiedziach jest traktowany jako "lepszy Skyrim". Dlatego trochę wygląda to tak, że Bioware ma już swoje schematy (sztampowy, baaardzo filmowy, tunelowy shooter z 3 statystykami na krzyż), Bethesda też (potężny świat wypełniony nudnymi questami i jeszcze nudniejszymi NPCami) a styl gier REDów najbardziej przypomina to, co jest aktualnie "na topie". Tzn., żeby nie było: uważam, że gry REDów są o niebo lepsze od gier Bioware czy Beth, ale zamiast wypracowywać własny styl, za bardzo wzorują się na tych już istniejących. Ale to już tylko moje odczucia.
W1 był wprawką, przykładem, który można by umieścić w podręczniku w rozdziale "Jak NIE należy produkować gier". ;)/> I to nie są moje słowa, tylko producenta W1, Maćka Miąsika. Mam oczywiście na myśli organizację dewelopingu, budżetowanie, planowanie itd, a nie gameplay. Ale W1 mógł być robiony w ten sposób, miał po prostu przetrzeć szlak, przygotować fundamenty dla następcy. Sukces kasowy w jego przypadku miał znaczenie drugorzędne. To była złota era CDP, czas ich największego prosperity. Niewiele studiów miało tak komfortowe warunki. :)/>
Wiem, myślę, że chodzi o ten sam wykład Macieja Miąsika, który ktoś tutaj kiedyś linkował :) Też oglądałem, bardzo ciekawy :)

W listopadzie na Jagiellońskiej, mówili, że pod wpływem społeczności w trakcie dewelopingu zmienili twarz Geralta i dodali pochwy na miecze.
No właśnie, ja mam wciąż niejasne wspomnienia, że (chyba na blogu) REDzi pokazywali, że obie twarze były robione z tego samego modelu high-poly, tylko potem modele low-poly stosowane w grze były inne, bo mogli zastosować inną liczbę polygonów, chociaż twarze wciąż były tak naprawdę te same. Ale to już dygresja.

Vojtas said:
Natomiast by usatysfakcjonować zbieraczy oraz fanów Geralta kupca, pójde o krok dalej i zaproponuję by opcjonalnie można było zaprządz do Płotki wóz kupiecki, i ten by już nie musiał mieć ograniczeń.
Takie rozwiązanie, jakkolwiek pewnie pracochłonne, jest złotym środkiem. Gracz sam wybiera, czy preferuje mobilność i szybką jazdę, kosztem ograniczenia w ekwipunku, czy też Geralt zwiesza miecz na kołu i razem z Zoltanem zaczyna swoją przygodę w handlu obwoźnym. Każdy ma co lubi.
Wybacz, ale mam nadzieję, że takie rozwiązanie nie przejdzie ;) W końcu Geralt nigdy nie używał konia zaprzęgowego i nie targał ze sobą ton żelastwa na sprzedaż. Już prędzej przełknę Płotkę z nieograniczonym udźwigiem niż wiedźmina wjeżdżającego do wioski na wozie ("Taaanio miecze, kolczugi, pałki, języki topielców, skóry bazyliszków sprzedam!! Niskie ceny, wysoka jakość!!" ;p)

Przy okazji, jeszcze jedna uwaga. Nie powinno być tak, jak w W2, że Geralt wchodzi komuś na chatę, zabiera z domu pół dobytku, a mieszkaniec ani nie protestuje, ani nie zwraca uwagi, że mu ktoś dom rabuje. Przydałoby się tutaj jednak by mieszkaniec reagował w takich przypadkach, a za jawną kradzież można było mieć porachunki z miejsowym wymiarem sprawiedliwości.
Jak się zastanowię, to takie rozwiązanie kojarzę tylko w pierwszych dwóch Gothicach (w trójkę nie grałem). Reszta gier cRPG milcząco zakłada, że każdy domownik jest śmiertelnie przerażony zakapiorem z mieczami grzebiącym mu w kufrach i zgadza się na wszystko ;) Skoro Gothic to potrafił już dobre 10 lat temu wstecz, to teraz powinno to być wykonalne jak najbardziej i też nie jest to coś, czemu byłbym przeciwny. A jeśli implementacja takiego rozwiązania to jednak duży problem, to może po prostu odebrać możliwość przetrzepywania wszystkich kufrów/półek w mieszkaniach? Bo ostatecznie kończy się tym, że niemal każdy heros to też włamywacz-kleptoman ;)
 
ale zamiast wypracowywać własny styl, za bardzo wzorują się na tych już istniejących.
NIe wydaje mi się, jednak Wiedźmin różni się od konkurencji - a nawet gdyby, to ważne żeby wzorowali się na tym co dobre.

Jak się zastanowię, to takie rozwiązanie kojarzę tylko w pierwszych dwóch Gothicach (w trójkę nie grałem).
Jest w Gothicach, zapewne jest w Risenie, jest w The Elder Scrolls - Morrowind, Oblivion, Skyrim (w troszkę innej postaci, ale kraść nie wolno). Na moje wystarczy po prostu nie dawać do domów NPC, żadnych możliwych do zabrania przedmiotów (i tak nie przydatnych) - a jeśli już, to faktycznie powinno zabranie ich być uważane za kradzież.


Chyba znowu wyjdę na malkontenta,
Wszyscy wychodzimy na malkontentów, ale tak to jest gdy gra jest bardzo dobra - czepiać można się tylko szczegółów ^^
 
Sariusz said:
NIe wydaje mi się, jednak Wiedźmin różni się od konkurencji - a nawet gdyby, to ważne żeby wzorowali się na tym co dobre.
IMVHO tylko w warstwie fabularnej, a nie gameplayowej. Podobnie zresztą jest z Obsidianem - ciężko wskazać punkty wspólne/charakterystyczne ich gier (złośliwcy powiedzą o bugach, ale nie o to chodzi ;)), poza ciekawie prowadzoną fabułą i zarysowanymi postaciami. Chociaż to akurat wynika też z "najemnego" trybu pracy OEI, w którym najczęściej bazują na uznanej marce i robią swoją grę.

Jest w Gothicach, zapewne jest w Risenie, jest w The Elder Scrolls - Morrowind, Oblivion, Skyrim (w troszkę innej postaci, ale kraść nie wolno).
A fakt, zapomniałem o TES i wszechwiedzących strażnikach-telepatach, którzy zawsze się teleportują do okradanego domu ;) I zdaje się, że te nadnaturalne moce dzielą z nimi kupcy, którzy nie skupują kradzionych przedmiotów.

Na moje wystarczy po prostu nie dawać do domów NPC, żadnych możliwych do zabrania przedmiotów (i tak nie przydatnych) - a jeśli już, to faktycznie powinno zabranie ich być uważane za kradzież.
Też może być. Oczywiście można też pójść dalej i się zastanawiać, po jaką cholerę Geralt w ogóle się szwenda po domach wszystkich wieśniaków ;) Ale ogólnie okradanie osób przygodnych w ich domach chętnie widziałbym wyeliminowane.

Wszyscy wychodzimy na malkontentów, ale tak to jest gdy gra jest bardzo dobra - czepiać można się tylko szczegółów ^^
Dziękuję :) Na swoją obronę dodam, że staram się hamować w narzekaniu ;)

OK, może bym już skończył tego offtopa, nie chcę mieszać więcej w wątku o ekwipunku, zresztą to, co myślę, wyłożył już maritimus ;)
 
Dermi said:
Jak się zastanowię, to takie rozwiązanie kojarzę tylko w pierwszych dwóch Gothicach (w trójkę nie grałem).
Jest jeszcze w Fable. Gdy właściciel domu zobaczy, że kradniesz, wzywa strażników. Tym niemniej rozwinięcie umiejętności skradania i kradzieży pozwala uwolnić bliźnich od zbędnego dobytku. ;) Trzeba tylko uważać, by robić to bez świadków. W interfejsie jest ikona oka, która podpowiada, czy i ile osób nas widzi. Można się też włamywać np. przez okno, oczywiście najlepiej w nocy. Gdy zostanie się przyłapanym, zbiegają się strażnicy, więc albo trzeba uciekać, albo z nimi walczyć. Tak czy inaczej jest się wtedy poszukiwanym i lepiej nie pojawiać się w tej mieścinie przez pewien czas. Potem przychodzi amnestia i można próbować dalej.


@ radek79pl

Mam nadzieję, że żartowałeś z tym wózkiem.
 
Vojtas said:
@ radek79pl

Mam nadzieję, że żartowałeś z tym wózkiem.
Jak dla mnie pomysł całkiem ok :p

 
Mam tylko nadzieję, że REDzi puszczą mimo uszu sugestie o zmianach w ekwipunku. Co poniektórzy niestety już odlatują w stronę tego mitycznego realizmu. Gdzie można go zachować, tam można (psychologia, relacje między ludźmi, kwestie społeczne, grafika itd). Osobiście lubiłem zbierać graty w Wiedźminie 2. To co, że nierealistyczne? Trudno. Ale jakie przyjemne. Strasznie mnie wkurzało ograniczanie z W1. Bardzo się cieszyłem, kiedy mogłem znów zmieścić w kieszeniach katapultę, cztery tony żelastwa i posąg księżniczki w skali 1:1.

Co najwyżej poprawiłbym wygląd, design, rozplanowanie. "Kratownica" jest sympatycznym, klasycznym rozwiązaniem. Ekwipunek z Diablo 3 był nieźle pomyślany, imo ;)

Jeszcze bardziej zmroziło mnie na myśl, że z Wiedźmina można by zrobić grę akcji, a już zwłaszcza liniową grę akcji. W2 i tak był bardzo dynamiczną siekanką, ale to, że mogłeś zajrze za kulisy systemu dawało dużo frajdy. To od początku miał być RPG i niech takim pozostanie na wieki wieków.
 
Jestem zdania, że należałoby jednak ograniczyć ładowność Geralta.
Nie chodzi o popadanie z jednej skrajności w drugą i dajmy na to ustawienie limitu na poziomie dwóch mieczy i zbroi. Z drugiej strony nie powinien też dźwigać po kilkanaście ostrzy, pięć kurtek i wypchaną po brzegi torbę ze składnikami alchemicznymi i dekoktami.

Nie w sytuacji, gdy jest do dyspozycji "kuń" w którego jukach można część zgromadzonego złomu przechowywać.
Tutaj oczywiście pojawia się kwestia dostępu do takiego podręcznego bagażu ilekroć sobie zażyczymy.

No, ale nie będziemy wszędzie z Płotką łazić, prawda?
Nie, nie ma takiej potrzeby, wystarczy zastosować rozwiązanie znane z RDR.
Ilekroć nam wierzchowiec potrzebny wiedźmin gwiżdże, a rączy rumak w try miga się zjawia, wybiegając zza najbliższego wzniesienia czy zakrętu. Proste i funkcjonalne.
Byle tylko myk nie działał w jaskiniach i budynkach.

Swoją drogą wszystko co związane z jazdą wierzchem należałoby bezczelnie zerżnąć z produkcji Rockstara i w żadnym wypadku nie wzorować tutaj na Skyrimie.
 
Dermi said:
Wybacz, ale mam nadzieję, że takie rozwiązanie nie przejdzie ;)/>/>/>/>/> W końcu Geralt nigdy nie używał konia zaprzęgowego i nie targał ze sobą ton żelastwa na sprzedaż. Już prędzej przełknę Płotkę z nieograniczonym udźwigiem niż wiedźmina wjeżdżającego do wioski na wozie ("Taaanio miecze, kolczugi, pałki, języki topielców, skóry bazyliszków sprzedam!! Niskie ceny, wysoka jakość!!" ;p)

Zgodzę się z Tobą, że ani Geralt nigdy kupcem nie był, ani Płotka koniem zaprzęgowym. Niemniej jeżeli zajrzymy do Sagi, to sytuacji kiedy Geralt wozu używał, to jest całkiem sporo. Praktycznie zawsze, kiedy wędrował z krasnoludami, to mieli ze sobą wóz i Geralt wcale często na tym wozie z Jarpenem, czy Zoltanem przesiadywał, a dobytek swój na nim woził. Więc pomysł wcale by zbyt daleko od pierwowzoru nie odbiegał. A na pewno byłby bardziej wiarygodny niż magiczna teleportacja przedmiotów z jednej karczmy do drugiej.

I oczywiście, jeżeli potraktujemy to dosłownie, Geralt jako kupiec, to rzeczywiście brzmi to dość groteskowo, nie mniej od początku pisałem o tym jako rozwiązaniu opcjonalnym, więc to tylko od wyboru użytkownika zależy czy z tej opcji skorzysta czy nie.

Tak myśląc nad tym głębiej, to przecież to wcale nie musi być wóz Geralta. Może to być rownie dobrze wóz któregoś z Krasnoludów, który po starej znajomości, Geraltowi miejsce na pace użycza.

Generalna idea tego rozwiązania to przecież tylko posiadanie wygodnego i mobilnego schowka, bez utraty realizmu, szczegóły są już kwestią techniczną, które Redzi by już wiedzieli jak dopracować by miało to sens.
 
A ja chciałbym się jeszcze spytać graczy, którzy tak twardo naciskają na to, żeby nosić milion mieczy w plecaku. Nieograniczony plecak był we wszystkich gothicach, w skyrimie można było targać cały stragan kilofów przeznaczenia, w W2 kilkanaście ton bryłek żelaza. A może by tak właśnie teraz spróbować czegoś innego co?
Jak tak bardzo zależy wam na targaniu ton żelaza to przecież można to znaleźć w dosłownie każdej grze tego typu.
A kiedy po godzinach przeszukiwania niebezpiecznych katakumb i krypt w końcu znajdziecie jakąś zbroję albo miecz dawnego bohatera, to czy to nie będzie o wiele wspanialszym przeżyciem, niż sięganie po piątą kurtkę w ciągu 15 min? Mi osoboście bardziej zależało by na tym, żeby odnalezienie czegoś takiego było dla mnie świętem i o wiele więcej radochy by przyniosło niż taszczenie tony tasaków.
Moje osobiste zdanie.
To tak jak byłem mały. Rodzice rzadko kupowali mi zabawki, ale kiedy już jakąś dostałem, to byłem tak podjarany, że skakałem przez cały tydzień jak porąbany.
A moi koledzy po godzinie rzucali w kąt n-tą zabaweczkę, która już na nich nie robiła wrażenia.

Inną kwestią jest też to że w W2 to głównie od statystyk miecza zależały obrażenia a nie od skilli. Więc żeby znaleźć kompromis to:

Średnia ilość mieczy, a obrażenia zależne głównie od skilli (od tego już temat na forum jest). Wtedy każdy znajdzie swojego ulubieńca. Ja tak mialem w W1. Miecze w sklepie nieco lepsze, ale ja zostawalem przy swoim bo od moich skilli zalezało czy kogoś ubiję czy nie, a nie od kosy, bez której odbiorę mu 1mm paska życia. W sumie to w W1 aż tak mało tych kos nie było. U kowala czy handlarza można było trochę tego znaleźć.

Dziękuję za uwagę.
 
Top Bottom