Zajęło mi to prawie trzy tygodnie ale główna fabuła dodatku już ukończona. Starałem się KiW rozciągać do granic możliwości, ale w pewnym momencie dałem się porwać głównego wątkowi i niedokończone zadania poboczne oraz wschodnią część Toussaint zostawiłem na potem. Może w trzy dni wszystko zrobię.
Dodatek genialny, przynajmniej w niektórych aspektach, bo Redzi w kilku miejscach trochę albo przegięli, albo wręcz przeciwnie - załatwili sprawę po macoszemu.
Ale zacznijmy od tego co dobre i najlepsze.
Toussaint jako kraina jest wspaniała. Naprawdę, tak powinny być skonstruowane pozostałe lokacje w Dziki Gonie. Tutaj to wszystko żyje (pomijając handlarzy 24/7), świat i jego mieszkańcy reagują na nasze poczynania. W ogóle to dodatek w niektórych sprawach pokazuje jak powinna wyglądać podstawka. Ale wracając do Toussaint, urzekło mnie tu chyba wszystko. Wspaniałe krajobrazy, świetna muzyka (kocham te akordeonowe wstawki), niezwykle klimatyczna noc (paradoksalnie to chyba najładniejsza pora w cyklu dobowym) i mieszkańcy regionu robią świetne wrażenie. Ci ostatni zresztą zaskoczyli mnie bardzo na plus - spotykają się w karczmach, ględzą ze sobą, no i ogólnie sprawiają wrażenie żywych, a ich odzywki zachęcają do zaczepienia każdego jednego NPCa.
Co do zadań pobocznych to te nadal trzymają poziom podstawki. Quest z Vivienne jest po prostu cudny, a pomyśleć że miałem sobie to zadanie odpuścić bo turniej rycerski jakoś mi do Geralta nie pasował. Podoba mi się też jak Redzi jeżdżą po własnych głupotach i błędach. W Dzwonach jest prostytutka opowiadająca o klientach zbierających karty sexu, a w siedzibach hanz są nawiązania do tych wszechobecnych dzienniczków i pamiętników. Zadanie z radiową Płotką to już w ogóle sztuka nad sztuki - „Z tego co wiem nie jesteś ekspertem od emisji głosu” xD Mam tylko znowu małe zarzuty wobec poszukiwania wiedźmińskiego rynsztunku. No bo nie dość, że arcymistrzem płatnerstwa znowu jest jakiś elf (gnomy i krasnoludy to psy?), to jego uczniem, któremu to mamy dostarczać legendarne schematy, jest jakimś śmiesznym, czeskim gołowąsem. Ten cały Zdravko razem z hrabią Monnierem to zresztą chyba najzabawniej wyglądające postacie w trójce

Mogę to jednak znieść bo większość nowych tierów jest bardzo ładna (szczególnie Wilk i Niedźwiedź), a pancerz Manitkory jest wg mnie najpiękniejszy w trójce. Ta kamizelka razem z Aerondightem i modami na paskudniejszą twarz Geralta tworzy mi mojego wymarzonego wiedźmina ^^
Potwory mimo wszystko dla mnie na plus. Czasami może łatwe, ale teraz jak nigdy wymagają znalezienia na nie specjalnej taktyki. Walka z bruxami i alpami to już w ogóle świetne widowisko, pamiętam jak badając ruiny starego więzienia natknąłem się na zakapturzoną kobietę. Chwilę później zmieniła się w alpa i rzuciła mi się do gardła, klimat tego starcia tyłek mi urwał. Mam tylko pytanie, ktoś wie gdzie można znaleźć oszluzga?
Przechodząc do sedna sprawy - główny wątek, mimo kilku dziwnych momentów i zabiegów, jest bardzo dobry. Świetne są zwłaszcza pierwsze godziny, scena z badaniem wskazówek po zabiciu bruxy w piwnicy Corvo Bianco porwała mnie, intryga zaczynała się bardzo ciekawie zarysowywać i zazębiać. W głównej fabule generalnie więcej jest momentów bardzo dobrych, niż tych słabych, ale o tych drugich też tu napiszę, żeby się nie rozdrabniać w późniejszych akapitach. Wszystko mi się bardzo podobało do momentu ataku na kasztel Dun Tyne (poprawcie jak źle napisałem), jedynie wątek przeszukiwania tymczasowego "leża" Dettlaffa potoczył się trochę za szybko, można to było nieco zwolnić nie rozciągając przy tym niepotrzebnie fabuły. Bo tak jak pisał chyba PATROL, Dettlaff w jednym momencie staje się postacią tragiczną, ale też przestaje być niejako głównym antagonistą, co psuje trochę efekt.
To co dzieję się za to po odnalezieniu Rhenny-Syanny już mi się nie bardzo podoba (z paroma wyjątkami). Po pierwsze, poszukiwania Dettlaffa przez Regisa i Geralta zostają ograniczone do paska z napisem "minęły trzy dni"...ech. To co dzieje się przez te trzy dni też jest dziwne. Wiedźmin i wampir nie próbują chyba w żadnym stopniu przekonać Anny, by zezwoliła Syannie na spotkanie się z Dettlaffem. Wiadomo, uparta, ufna i naiwna do bólu Ania ani chybi by się nie zgodziła. Co tam wampiry, przecież ma swoich żurawich rycerzy. Niemniej można by ten wątek poprowadzić lepiej, bo potraktowano to po macoszemu. A co do ataku wampirów na stolicę, to… Miałem przy tym zdarzeniu uczucia podobne do tych przy obronie Kaer Morhen, czy starciu z Gonem na Undvik. Czyli na zasadzie coś co wstawiono prawie dla samych fajerwerków. Sam wolę nieco bardziej kameralne akcje. Gdy przed premierą W3 wyobrażałem sobie walkę z Gonem to myślałem bardziej o łażeniu za tropem Jeźdzców i walkach z nimi w bardziej losowych i mniej przewidywanych miejscach. Właśnie zaś w takich momentach jak atak na Kaer Morhen lub Beaculair czuję, że to chyba jednak nie Wiedźmin. Znaczy „szturm” wampirów jakieś tam uzasadnienie ma. Dettlaff stracił sens życia, a że jest nieprzystosowany to pogłębia się w złości i rozżaleniu, nie zna w tej chwili żadnych granic. Bardziej mnie jednak kłuje w oczy to, że Dettlaff miał zdolność przywołania wampirów, by zrobiły z Beauclair kupkę gruzu. Ale o Dettlaffie, Regisie i wampirach to napiszę później.
Wracając do ataku, to nawet jeśli fabularnie mi jakoś nie pasował to jego efekty były zadowalające. Wszędzie trupy (z pałacu można było nawet zauważyć nabitego na wieżę człowieka), palące się zgliszcza i uciekający cywile. Bałem się, że po odejściu wampirów wszystko wróci do normy, ale Redzi mnie pozytywnie zaskoczyli. Widać ślady po pożarach, są rusztowania, ludzie ogarniają bałagan, a na arenie zgromadzono zwłoki poległych.
No ale dalej, wybrałem ścieżkę Krainy Tysiąca Baśni i takiego nagromadzenia gagów w Wiedźminie to nie pamiętam

Dziewczynka z towarami, wilk na kacu i „O patrz, nilfgaardzki cesarz” skradły me serducho.
Jeśli chodzi o późniejsze spotkanie z Dettlaffem to stety, niestety nie udało mu się zabić Syanny. I wiem, że uczucia co do samej walki z wampirem są mieszane, ale mi się ona bardzo podobała. I nie chodzi mi tylko o animacje. Te były świetne, pomijając walkę samych wampirów, to wspaniała była dla mnie ta ostrożność w ruchach wiedźmina, było widać, że docenia przeciwnika i zdaje sobie sprawę z zagrożenia. Sama strona fabularna pojedynku też mi bardzo przypadła do gustu. Dobrze pokazano beznadziejność położenia Regisa, wiedział, że Dettlaff jest już właściwie skończony, ale mimo tego nie mógł pozbyć się rozterek. Uśmiercenie Dettlaffa dla też miało sens. Czytałem, że niektórzy pisali o tym, że Regis mógł przecież zająć się szczątkami Dettlaffa i spróbować nawrócić go na dobrą drogę. Tylko, że wg mnie Dettlaff sam chyba wiedział, że strasznego bałaganu narobił, nie miał też już po co żyć. Był rozżalony, wykorzystany i zawiedziony. Regis zabił go chyba nie tylko z przezorności, ale też trochę z litości. W dzienniku zresztą jest napisane, że Dettlaff w momencie śmierci nie miał żalu do Regisa bo był świadom, że tak było trzeba. Jak ktoś uważa, że to idiotyczna teoria to chętnie podyskutuję

Zakończenie trafiło mi się bardzo wesołe, bo wszyscy umierają, heh. Co ciekawe, gadania Sylvii w Krainie Baśni wysłuchałem niecierpliwie ale uważnie, wstążkę dla niej zyskałem, ale mimo to postanowiła ona postawić na swoim. Pewnie wybrałem złą opcję dialogową podczas rozmowy w jej więzieniu. Tak czy siak, epilog bardzo mi się spodobał. Motyw z pogrzebem był bardzo ładny. Miałem tylko nadzieję, że na grobie Anny zobaczę Jaskra, no ale niestety

Nie widziałem osobiście innych zakończeń, ale wydaje mi się, że te moje mimo bycia najsmutniejszym jest najpiękniejsze.
Ale żeby nie było tak słodko… To co mnie dość kuje w oczy to kreacja wampirów wyższych. Redzi zrobili z nich super zorganizowane społeczeństwo, z własnym kodeksem, zasadami oraz hierarchią. Z Sagi inaczej to zapamiętałem, z opowieści Regisa można było wywnioskować, że stosunki były bardziej swobodne. Oczywiście jakieś tam obyczajowość i zakazy były, ale Redzi z tym przegięli. I moim zdaniem wątek wampirów wyższych wcale się poprzez to ciekawszy nie stał, a wręcz przeciwnie. Nie lubię jak wszystko musi być takie uschematyzowane i zorganizowane. Redzi jednak mają inne zdanie, co widać też m.in. w kreacji wiedźmińskich szkół. Szkoda, że takiego rozbudowania tematu nie widać było w przypadku Dzikiego Gonu i Eredina. No i te wampirze supermoce…ech. Na początku gdy Regis wspomniał o zdolności, którą wampir wyższy doskonali przez całe swe życie to przytaknąłem i pomyślałem, że to nawet fajne, ciekawe i w ogóle. Ale jak się okazało, że Dettlaff to potrafi przyzwać chmary wampirów, by zniszczyć miasto to się w czoło popukałem.
Zawiodłem się też na małej ilości nawiązań do Sagi. Nie wiem jak Redzi nie mogli stworzyć ani jednej rozmowy z Regisem czy kimkolwiek na temat hanzy Geralta. Tylko raz wiedźmin wspomina o walce z Cahirem na moście, a to tylko w zadaniu pobocznym, i to w dodatku z nikim ważnym, a gościem co prowadzi zapisy do turnieju. Zabolał mnie też brak Caed Myrkvid, podziemi Gorgony, pukacza, korreda i fioletowego bizona.
No i teraz przechodzę do osoby, która właściwie odpowiada za połowę sukcesu dodatku. Przed premierą jak diabli bałem się tego, że Redzi nie podołają i Regis będzie byle jaki. Właściwie nie chciałem żeby się pojawił, chciałem żeby jego alternatywna śmierć została uszanowana. Na szczęście Redzi mimo wszystko dobrze wybrnęli z zadania. Szczęśliwy jestem, że fabuła dodatku opowiada właśnie o relacji między Emielem, a Geraltem. Redzi zadbali o niego w równy sposób co o Ciri, czy Yennefer. Czułem z nim tą więź, spotkania z nim zawsze były ciekawe i emocjonujące, kilka razy bałem się zresztą, że zginie. Co do wyglądu to coś mi w nim nie pasuje, ale nie wiem chyba co. Może to te bokobrody, może trochę wychudzona twarz. Do głosu na początku miałem wątpliwości, ale im dalej tym lepiej. Pan Frycz potrafi odpowiednio zagrać zarówno groźnego złodupca, jak i serdecznego przyjaciela. Niestety jest parę skaz na naszym przyjacielu. Powtórzę się tylko, że w grze wspomina, że był wśród wampirów, które przybyły do świata Wiedźmina podczas koniunkcji. No szkoda, że Koniunkcja Sfer miała miejsce jakieś 1000 lat przed jego narodzinami xD Taka sama bzdurka jest z tym, że to ludzie byli gospodarzami, ehe… A co do zarzutów eineingarp:
Regis raczej mnie zawiódł, większość jego dialogów jest słabo napisana. Co chwila banalne nawiązania do mandragory, bycia mokrą plamą i śmierci. I dlaczego Regis pije? W trakcie rozmowy na cmentarzu głupawe pytania w stylu "jak to jest nie żyć" albo "co byś zrobił, gdybyś się odrodził", zero inwencji twórczej. Dziwne klasyfikacje w stylu "my wampiry/ wy ludzie", "nie rozumiem ludzi". Takiego czegoś w żadnym wypadku nie było w sadze. Gadanie uczonego niby jest, ale też źle uchwycone - Regis nie był arogancki, jego wywody miały zawsze konkretny cel, a tu "nie mam pamięci do błahych szczegółów, nie myślę o banałach". I wygląd też dziwny - typowe wampirze przekrwione oczy, widoczne ostre zęby, a i czoło mu się świeci jak u Edwarda ze Zmierzchu.
Co do dialogów się nie wypowiem, może to subiektywne odczucie, mi się podobały. Choć rzeczywiście z tym piciem to jakiś błąd, w Chrzcie Ognia Regis w ogóle wywaru z mandragory nie pił. Wspominał wtedy coś o jakichś ograniczeniach. Może alkohol wzmaga u wampira apetyt na krew? Wiadomo w ogóle, czy alkohol na wampiry w jakikolwiek sposób działał?
A co do tych klasyfikacji wampiry-ludzie to pamiętam, że Regis użył takiego sformułowania co najmniej raz, gdy mówił, że nie rozumie czemu ludzie używają w przekleństwach słów związanych z uprawianiem miłości. Arogancja Regisa w dodatku jakoś w oczy mi się nie rzuciła, jedyna oznaka to właśnie przytoczone przez ciebie słowa. A co do wyglądu, to przecież nasz Emiel miał prawo prezentować się nie najlepiej. Był, jak wspominał osłabiony, a przekrwione oczy i zmizerniała twarz to najpewniej symptomy. A jeśli chodzi o czoło to nie zauważyłem, żeby mu się jakoś specjalnie świeciło

Może to przez to, że chyba większości postaci w trójce twarze się trochę świecą?
Do tego jeszcze dodam kolejne śmieszne zmiany dotyczące wampirów wyższych:
- potrafią kontrolować szpiegujące ptaszki (wygodne, szkoda, że zwierzęta boją się wampirów)
- każdy wampir ma unikalną supermoc, którą rozwija przez całe życie (wygodne, Dettlaff potrafi kontrolować inne wampiry)
- zamieniają się w mgłę
- mogą być kontrolowane przez inne, starożytne, super potężne wampiry (wygodne, przyzywamy Dettlaffa jak chcemy)
- mają własny kodeks, hierarchię, szacunek dla starszych (a w sadze wspomniany jest zupełny brak zasad)
- w ciekawy sposób pominięto fakt, że potrafią czytać w myślach. Bo inaczej Dettlaff zorientowałby się o oszustwie od razu.
A czy aby wszystkie zwierzęta boją się wampirów wyższych? Spotkaliśmy w Sadze tylko jednego wampira i co prawda maskował swój zapach, ale Geralt wspominał, że robił to by zmylić głównie psy i konie - zwierzęta udomowione. Myślę, że kruki mogły mieć do wampira wyższego inne nastawienie. O wampirzych mocach już pisałem, są niepotrzebne i zwłaszcza u Dettlaffa przegięte. Ale pomysł ze zmienianiem się w mgłę to dla mnie nic złego, w końcu wampiry potrafiły stać się niewidzialne. Zresztą sam Geralt mówi Jaskrowi, że wiedza o wampirach wyższych jest bardzo ograniczona. Nie możemy niektórych ich zdolności z gry wykluczyć. Pomysł z Ukrytym za to nieco dziwny, cała ta rozbudowana hierachia u wampirów mi się w ogóle nie podoba. Ale żeby wampiry wyższe potrafiły czytać w myślach to nie bardzo pamiętam. Wiem, że Regis zawsze kończył za rozmówcę zdanie, ale przypisywałem to raczej jego nadludzkiej intuicji. Ale nawet jeśli potrafiły to Dettlaff był w stosunkach międzyludzkich dość słabo zorientowany, może nie potrafił rozpoznać kłamstwa, ale to chyba jest już nadinterpretacja.
Jeśli chodzi o pozostałe postacie to jest bardzo dobrze, ale mogło by być lepiej. Na pewno zachwyciła Anna Henrietta. Co do Dettlaffa, postać ciekawa, tragiczna, ale można było z niego wycisnąć naprawdę więcej. Zwłaszcza w końcowym etapie gry. Syanna irytująca jak cholera, poniekąd zasłużyła na śmierć. Chociaż w pewnym momencie było mi jej trochę żal, ale to tak tylko przez chwilę. Koniec końców różę na jej grobie też złożyłem.
W ogólnym rozrachunku dodatek oceniam na jakieś 8,5 albo 9. Serca na pewno wygrywają spójnością i kompletnością historii, ale drugi dodatek góruje w każdym innym aspekcie. Przepraszam, że tak się rozpisałem, trochę się przez te 18 dni nazbierało, a to jeszcze nie pełne wrażenia, bo została mi druga ścieżka oraz spotkanie w Corvo Bianco.
Godne pożegnanie z Geraltem, na koniec coś mnie tam ścisnęło za gardło. Żal, żal serce płacze...
PS. Ktoś znalazł osoby z tej tablicy? Wiem, że wyglądają jak chyba większość NPCów, ale może jednak coś się z tym wiążę?