Hmm, w OŻ pytał kmiotków, czy pozbyć się trolla mostowego.
Pytanie czy uważał trolla za istotę rozumną? Czy raczej uważał go za rodzaj rozbójnika, który wymusza opłaty za przejście przez most, opornym łamiąc ręce i nogi?
A w sadze zabił klęczącego przed nim i czekającego na cios wilkołaka bo potrzebował pieniędzy. Widać wiedźmin łamał nawet własny kodeks.
Ten "kodeks" powinien być ujęty w cudzysłów- jak wiemy nie został nigdzie spisany, Geralt traktował to słowo jako określenie zasad moralnych, którymi kierował się on i prawdopodobnie inni wiedźmini Szkoły Wilka.
Kwestia wilkołactwa w cyklu wiedźmińskim jest dość interesująca. Świat Sapkowskiego nie dopuszczał "wyleczenia" czy "odczarowania" wilkołaka- pierwszym przypadkiem jest Vincent. Sezon Burz wskazuje, że Geralt, przynajmniej wtedy, metody "wyleczenia" nie znał. Jednocześnie wiemy, że oszczędził Dussarta tylko dlatego, że ten będąc wilkołakiem, pozostał człowiekiem i nikomu nie wyrządził krzywdy. Można podejrzewać, że wiedźmini uważali wilkołaków za istoty opętane rządzą mordowania, zabijające dla przyjemności i jako takie zasługujące na taki sam los jak ghule czy kikimory.
Ciekawym przypadkiem jest tu smok- w zasadzie poza legendami nie mamy dowodu, że smoki zabijały ludzi dla przyjemności lub z głodu. Smok potrafił puścić wieś albo miasto z dymem, ale nie wiemy czy nie był to odwet za wrogie działania ze strony ludzi (których zresztą można zrozumieć- w końcu nikt nie lubi, jak ktoś porywa im kozy albo owce).