- Mnie - podjął po chwili, podwijając rękawy - wstyd się przyznać, strasznie pociąga władza. To trywialne, wiem, ale ja chce być władcą. Władcą, któremu będą bić pokłony, którego ludzie będą błogosławić za to tylko, ze raczy być, a oddawać cześć boska, jeśli, dajmy na to, zechce wybawić ich świat od kataklizmu. Choćby wybawił tylko dla kaprysu. Och, Ciri, serce raduje mi myśl o tym, jak wspaniałomyślnie będę nagradzał wiernych, a jak okrutnie karał nieposłusznych i niepokornych. Miodem, słodka patoka dla mojej duszy będą wznoszone przez cale pokolenia modły do mnie i za mnie, o moja miłość i o moja laskę. Cale pokolenia, Ciri, całe światy. Nadstaw uszu. Słyszysz? Od powietrza, głodu, wojny i gniewu Vilgefortza…