Wiedźmin 3: potwory

+
@eustachy_j23 Zgadza się. Początkowo świat wydaje się kapitalnie zaprojektowany. Jednak po jakimś czasie trafiamy praktycznie tylko na obozowiska bandytów, jakieś ruiny w których zazwyczaj są te same potwory itp. A cały świat dość pustawy (Chociaż to wygląda dość realistycznie) Między dniem a nocą nie ma specjalnie wielkich różnic. A w dużej części mapki w Velen gra nocą tylko lekko zmieniony utwór dzienny... A potworów ani więcej, ani niczym się nie różnią. Bez znaków zapytania spotykamy tylko utopce, mglaki, ghule, dzikie psy, wilki.
 
Niby rzecz była tak wypasiona, że potwory przyciągnięte rozkładającymi się zwłokami ubitych bandytów nękających wcześniej wioskę, miały w rezultacie stanowić większe zagrożenie aniżeli owi polegli grasanci.
Hehe taki "ficzer" w Gothicu II już był, podobnie zresztą jak cienie chmur, którymi się niektórzy zachwycali.

Jeśli tak się wgryźć i rozebrać W3 na części pierwsze to zostaje odsłonięta masa słabości. A po ukończeniu W3 jak i SzK zdałem sobie sprawę, że ta gra nie stanie się dla mnie drugim Gothikiem do którego będę chciał wracać non-stop. A w kwestii spójności świata z gameplayem, całą otoczką fabularną dwa pierwsze Gothiki miażdżą wręcz W3, choć zdaję sobie sprawę, że jest to opinia niepopularna na tym forum. Coraz bliżej jestem stwierdzenia, że Wiedźmin 3 lepiej by wypadł gdyby było po prostu grą akcji w stylu Red Dead Redeption czy Assassin's Creed niż próbował "redefiniować" gatunek RPG.
 
@sebogothic Ficzer o którym mówisz obejmował tylko animacje zjadania martwych ciał przez dzikie zwierzęta które się na napatoczyły na przykład goniąc głownego bohatera. Same zwieręta trzymają się ciągle swoich miejscówek i waypointów. To co Redzi obiecywali z tego co tu czytam rzeczywiście przypomina radiant AI Obliviona i Alife ze S.T.A.L.K.E.R.a (Które bu zjadło dupą radiant AI gdyby nie było tak zbugowane).

Mnie osobiście w wieśku 3 jeśli chodzi o potwory to najbardziej zawiodły to mglaki. Spodziewałem się, że pewnego pięknego wieczoru idąc przez bagna podniesie się gęsta mgła.
Tak gęsta, że będę podążał do najbliższego źródła światła dla orientacji. A to małe światełko okazało by się zdradziecką pułapką. Teraz natomiast mglaki tworzą mgłe same w promieniu 10m i nie próbują nas nawet zaskoczyć.

Poza tym pamiętacie jak jeszcze w W2 Potwory jak endriagi schodziły z Drzew? A wampiry wyższe które okazały się być wszystkie ekimnami? Co tu się stało?

Czy gra naprawdę musiałam być tak uproszczona żeby amerykański rynek ją przyjął?
 
Last edited:
Ficzer o którym mówisz obejmował tylko animacje zjadania martwych ciał przez dzikie zwierzęta które się na napatoczyły na przykład goniąc głownego bohatera. Same zwieręta trzymają się ciągle swoich miejscówek i waypointów.
A to akurat zależy. Są sytuacje kiedy zabity ścierwojad przyciąga wilki albo szczury, jeśli znajdują się one w stosownej odległości.
 
Tu nie chodziło raczej o uproszczenie pod konkretny rynek, a brak środków finansowych i zasobów ludzkich, albo po prostu chcieli zostawić najlepsze rzeczy do dlc, bo jeśli mam być szczery, to jedna walka z bossem w Sercach, dała mi więcej frajdy niż te wszystkie kontrakty, bo większość z nich sprowadzała się do tego, że tłukliśmy ten sam wariant stwora z którym walczyliśmy kilkukrotnie, tylko że miał inny kolor i 20x więcej hp od swojego bazowego odpowiednika, największą zaletą tych zleceń był sam background, jak i tropienie, nota bene przez wielu krytykowane, a dla mnie było ciekawsze od samych starć z monstrami, bo przy tym było chociaż trochę widać fun service, bo geralt pokazywał przy tym swoją wiedzę, i doświadczenie jakie posiada.
Życzę sobie i wszystkim tu obecnym, walk z epickimi monstrami w nadchodzącym dodatku, i oby były one w stylu serc z kamienia, bo podstawka pod względem potworów jest niezwykle nudna, i powtarzalna, niby jest sporo różnych monstrów do pobicia, ale są one niesamowicie powtarzalne i monotonne, i nie tyczy się to jedynie zwykłych oponentów, a nawet głównego zagrożenia, które było strasznie słabe i nie budziło żadnego niepokoju.
 
Zadziało się to też w wyniku zmian koncepcyjnych na etapie, który takich zmian już nie powinien zawierać. Dochodziły mechanizmy niezgodne z wcześniejszymi założeniami i szczytne obietnice były coraz bardziej ograniczane przez potrzeby rynku.
Przykładowo strzelanie z kuszy. Normalnie jest to broń w praktyce całkowicie nieskuteczna, kawałek złomu, mający zastosowanie jedynie przy zestrzeliwaniu pokrak fruwających nad głową Geralta. Nie wiem, czy sto bełtów byłoby wystarczające do ubicia jednego utopca. Ale wystarczy zanurzyć się pod wodę, by ten bezużyteczny przedmiot nabrał nagle magicznie właściwości balisty i już utopca można ubić na maksymalnie dwa strzały. A to tylko dlatego, że redzi postanowili wprowadzić rejony podwodne, tak oczekiwane przez graczy i nie mieli pomysłu, jak rozwiązać walkę w takim środowisku. Sięgnęli więc po rozwiązanie najgłupsze z możliwych. W sumie nawet nie wiem, bo nie sprawdzałem loga, czy to kusza pod wodą staje się działem laserowym kosmicznego krążownika, czy też potwory tracą 99% swojego życia.

---------- Zaktualizowano 12:17 ----------

Albo różnorakie elementy otoczenia, które niby można wykorzystać do zwalczania przeciwników. Mam na myśli roje owadów, wybuchające beczki czy chmury gazu. Prawdopodobnie powstało to na samym początku tworzenia gry i tak sobie przetrwało do końca. Ale czy ktoś tego używał? Został taki relikt z czasów minionych. Dla mnie zupełnie zbędny i nie mający zastosowania, ponieważ walka, która dawałaby szanse na skorzystanie z tych rzeczy, musiałaby wyglądać całkowicie inaczej.

ed
Jest jeszcze taki problem że te gazy i beczki zadają tak śmieszne obrażenia że nie warto sobie zawracać głowy, kiedy wroga można rozpłatac jak dzwonka 1-2 machnieciami to nie będe latał dwoił się i troił aby weszli między dwie beczki i może zginą, a pózniej kombinować przy trzeciej aby ich położyć.
To właśnie miałem na myśli, że mechanizm przestał działac w zmienionych warunkach. Gdyż podejrzewam, że w czasie pierwotnego wprowadzania tych beczek i gazów, one zadawały stosunkowo całkiem spore obrażenia, co można poznać po tym, że dla Geralta wybuch gazu nie kończy się tylko na osmalonych policzkach. Ale z czasem zmieniła się koncepcja poziomów, ilości hp itp i w końcu z czegoś, co mogłoby zostać jakoś sensownie wykorzystane, zmieniło się w bezużyteczny i zapomniany fragment kodu, którego nie usunięto jedynie dlatego, że nie przeszkadzał, a i można się nim było dodatkowo pochwalić w wywiadach. Bardzo na wyrost.
 
Last edited:
Albo różnorakie elementy otoczenia, które niby można wykorzystać do zwalczania przeciwników. Mam na myśli roje owadów, wybuchające beczki czy chmury gazu. Prawdopodobnie powstało to na samym początku tworzenia gry i tak sobie przetrwało do końca. Ale czy ktoś tego używał?

Jest jeszcze taki problem że te gazy i beczki zadają tak śmieszne obrażenia że nie warto sobie zawracać głowy, kiedy wroga można rozpłatac jak dzwonka 1-2 machnieciami to nie będe latał dwoił się i troił aby weszli między dwie beczki i może zginą, a pózniej kombinować przy trzeciej aby ich położyć.

Lepszym wyjsciem było by uzycie Aarda i nabicie kogoś na drzewno na gałąź, zgon na miejscu ! to rozumiem, ale fikać kombinowac jak koń pod górkę, komplikować sobie granie.
 
Last edited:
Generalnie obiecywano sporo, udało się zrealizować niewiele. Również z tą redefinicją gatunku mającą polegać na umiejętnym połączeniu dobrej historii i otwartego świata nie bardzo wyszło. Znaczy i świat i historia są, ale ten pierwszy jest zbyt spuchnięty i przez to pustawy, pozbawiony życia. Inna rzecz, że z powodu nadmiernego rozmiaru właśnie trzeba było go zapełnić szeregiem lokacji makiet. W rezultacie mamy x identycznych, generycznych wiosek, w których nie ma absolutnie niczego, miast kilku fajnie zapełnionych miejscówek. Zupełnie inaczej wyglądałaby gra, gdyby zamiast wszędobylskich makiet i pustostanów zdecydowano się na jedno duże miasto plus podgrodzie i maksymalnie kilka wiosek.

To niestety problem wszystkich gier z otwartym światem, od starego Daggerfalla, poprzez F3, kończąc na W3.
Po pierwsze: nie da się zapełnić takiego świata ciekawymi zadaniami, jeszcze powiązanymi ze sobą, bo gra powstawałaby 15 lat
Po drugie: zdolności umysłu gracza są ograniczone i nie jest on w stanie nawet zapamiętać wszystkich postaci niezależnych, nie mówiąc o nawiązaniu z nimi jakiegoś związku emocjonalnego.

Myślę, że zachłyśnięcie się otwartymi światami niedługo się skończy i przyszłość będzie należeć do gry w rodzaju W1 - z ograniczoną lokacją i liczbą bohaterów, za to z naciskiem położonym na fabułę i interakcję z otoczeniem. Postacie będą uczestniczyć w co najmniej kilku równoległych wątkach głównych, co sprawi wrażenie żyjącego świata, a nie odgrywania roli w szkolnym teatrzyku. Ograniczona zostanie też liczba opcji w grze, bo niewielu graczy z nich korzysta- rozpracowywanie tworzenia zaawansowanych mieczy, mikstur, złożonych zaklęć nie jest czymś, czym może zająć się ktoś grający 2 godziny w tygodniu po pracy, a implementacja takiego systemu zajmuje wiele czasu (zaawansowani gracze będą niepocieszeni).

I jeszcze słówko odnośnie potworów, mieliśmy dostać coś więcej niż tylko różne bestyje za dnia i nocą. Wspominano o całym ekosystemie, który wedle zapowiedzi miał w grze zaistnieć. Niby rzecz była tak wypasiona, że potwory przyciągnięte rozkładającymi się zwłokami ubitych bandytów nękających wcześniej wioskę, miały w rezultacie stanowić większe zagrożenie aniżeli owi polegli grasanci.

Implementacja takiego rozwiązania w tak rozległym świecie jest niewykonalna. Można było się tak pobawić tworząc pola w Odmętach w W1, ale już nie w Velen.

I jeszcze jedna uwaga na temat potworów: atak wilczej watahy na człowieka praktycznie się nie zdarza. Prawdziwe wilki boją się ludzi.
Oczywiście w Wiedźminie mogły zachowywać się inaczej- licencia poetica. :)

Jest jeszcze taki problem że te gazy i beczki zadają tak śmieszne obrażenia że nie warto sobie zawracać głowy, kiedy wroga można rozpłatac jak dzwonka 1-2 machnieciami to nie będe latał dwoił się i troił aby weszli między dwie beczki i może zginą, a pózniej kombinować przy trzeciej aby ich położyć.
.

Taki sam pomysł zastosowano w Falloutach i jest mniej więcej tak samo często wykorzystywany. Świadomie tego nigdy nie robiłem, przypadkiem udawało mi się pewne rzeczy zdetonować. Ot, taka ciekawostka, powodująca, że świat gry nie jest sterylny.
 
Last edited:
W sumie nawet nie wiem, bo nie sprawdzałem loga, czy to kusza pod wodą staje się działem laserowym kosmicznego krążownika, czy też potwory tracą 99% swojego życia.
To można łatwo sprawdzić schodząc pod wodę, otwierając ekwipunek i sprawdzając obrażenia od kuszy. Wzrastają do absurdalnych rozmiarów:p

Z innej beczki co do niezagospodarowanego świata. Niektórzy zdają się już nie pamiętać (a nawet zaczynają chwalić) absurdalności terenów z jedynki, gdzie na samych bagnach było tyle tałatajstwa, że miejscami zakrawało to na śmieszność. To samo z lokacjami i zadaniami. Owszem, było napchane tych zadań do granic możliwości, ale nie wiem czy to tak do końca dobrze. Po Wyzimie i bagnach Geralt biegał jak nienormalny, w tę i nazad. O wiele bardziej podoba mi się "pustość" świata z trójki. I wcale nie uważam go za zbiór makiet. Kto powiedział, że każda osada ma mieć tajemnicę, zbrodnię w piwnicy albo zakamuflowanego potwora? Dla mnie obecna sytuacja jest bardziej realistyczna, a na brak zadań i tak nie można narzekać.
 
Robiłem sobie dzisiaj akurat quest "Władca Undvik" i takie mało odkrywcze spostrzeżenie.

Lodowy gigant. Jak to się dzieje, że na filmiku, gdy karmi syreny jest rzeczywiście gigantyczny, ale już podczas walki kurczy sie do rozmiarów pospolitego cyklopa? Wiem, że trzeba było go zrobić pod model cyklopa właśnie, tak jak widłogony to to samo co wiwerny, a bazyliszek to taki zmodyfikowany gryf. Ale to powinien być akurat potwór unikalny. Poza tym pamiętam przy prezentowaniu jego pierwszych szkiców koncepcyjnych, jak mówili, że on ma przy pasie pozawieszane tarcze pokonanych wojowników czy coś w tym stylu. No i faktycznie je ma, tyle że przeskalowane, co wygląda dość groteskowo:p Chyba pogromił armię skrzatów. Drzaźni mnie to, bo to jeden z moich ulubionych questów, a mógłby być jeszcze lepszy.
 
Skoro w walce z utopcami kamera ulatuje do kilkunastu metrów, więc by objąć całego Lodowego Giganta musiała by ulecieć do kilkudziesięciu. Paradoksalnie kamera trzecioosobowa daje większą swobodę niż taka z lotu ptaka jaka jest oryginalnie w W3, wystarczy wspomnieć gry od From Software i wielkość tamtejszych bossów.
 
Już to widzę jak robią ze wszystkich jaja REDzi i dają nowe słowo runiczne smycz (kamera trzyma się zawsze blisko Geralta)

Dla mnie większym problemem od tego czy potwór duży czy mały jest benzadziejność walki z grupą przeciwników troche off ale wyjaśnie do końca chociaż, taka beznadziejność tkwi w zepsutym lockowaniu się, gdy przeciwników jest wiele

Geralt dostaje głupawki zamiast atakować najbliższego, to leci gdzieś dalej a od pobliskich się odsłania na ataki, zalockowanie też jest równie katastrofalne bo Geralt wtedy przyklej się do danego przeciwnika z kamerą i o mobliności w trakcie walki można zapomnieć,
W dużym stopniu ten problem rozwiązuje przecięcie na mieczach, nie przejmujemy się wtedy że Geralt to sierota i w tłumie zawsze bije nie tych co rezeba, zwiększony zasięg łata te tragedie, ale bez tego walka z 5-10 przeciwnikami to najgorszy syf. Nie raz, nie dwa nawet jak rzuciłem wiatrem na zatrzymanie i wykonczenie to Geralt leciał z ciosem na kogo innego mimo że przed sobą miał cel.
Gdybysmy byli w szkole to bym powiedział pała jak nic w walce w grupie, no ale Przecięcie+Zamieć mocno załatwia problem, gorzej jak ktoś nie kombinuje.
 
Z innej beczki co do niezagospodarowanego świata. Niektórzy zdają się już nie pamiętać (a nawet zaczynają chwalić) absurdalności terenów z jedynki, gdzie na samych bagnach było tyle tałatajstwa, że miejscami zakrawało to na śmieszność. To samo z lokacjami i zadaniami. Owszem, było napchane tych zadań do granic możliwości, ale nie wiem czy to tak do końca dobrze. Po Wyzimie i bagnach Geralt biegał jak nienormalny, w tę i nazad. O wiele bardziej podoba mi się "pustość" świata z trójki. I wcale nie uważam go za zbiór makiet. Kto powiedział, że każda osada ma mieć tajemnicę, zbrodnię w piwnicy albo zakamuflowanego potwora? Dla mnie obecna sytuacja jest bardziej realistyczna, a na brak zadań i tak nie można narzekać.

Oczywiście, że bardziej realistyczna. Ale gra zawsze jest kompromisem pomiędzy grywalnością a realizmem. Gdyby kierować się tym drugim, to w Velen utrzymałby się przy życiu jeden, góra dwa gryfy i może z 60 utopców. Reszta z nich zdechłaby z głodu.
Problem polega na tym, że im większy realizm, tym większa nuda :)
 
Czemu nekkery sa bez serca?

Jestem już na 33 poziomie i większość eliksirów mam na wyśmienitym poziomie - ale nie udało mi się jeszcze stworzyć dekoktu Raffarda Białego (nawet tej pierwszej podstawowej wersji) bo... nie mam serc nekkerów. Mam 58 pazórow nekkera, 38 krwi, 18 oczu i nawet 2 nadmiarowe wątroby. Za to serc ni chu chu. Czy kroś zapomniał wstawić nekkerom serca???
Gram w wersję 1.12 z dodatkiem. Serce z kamienia? Może z nekkera, kurcze blade.
 
Jestem już na 33 poziomie i większość eliksirów mam na wyśmienitym poziomie - ale nie udało mi się jeszcze stworzyć dekoktu Raffarda Białego (nawet tej pierwszej podstawowej wersji) bo... nie mam serc nekkerów. Mam 58 pazórow nekkera, 38 krwi, 18 oczu i nawet 2 nadmiarowe wątroby. Za to serc ni chu chu. Czy kroś zapomniał wstawić nekkerom serca???
Gram w wersję 1.12 z dodatkiem. Serce z kamienia? Może z nekkera, kurcze blade.

Nie masz serc nekkerów bo szansa że dostaniesz serce jest TYLKO z Nekkera wojownika. ze zwykłych nigdy nie dostaniesz,
Jest też drugi sposób niemal zawsze dostaniesz serce za wysadzenie gniazd nekkerów,,, więc szukaj próbuj a na pewno dorwiesz.
 
Faktycznie są w gniazdach... Jakoś nie przyszło mi do głowy, że nekkery zostawiają serca w domu przed wyjściem.
Dzięki za podpowiedź!
 
Wkrótce rozpoczęli naukę tańca zbójnickiego w świetle ultrafioletu i stroboskopów, zaczęli produkować statki kosmiczne w kształcie góralskich kapeluszy, stworzyli nowy wzorzec urody kobiecej o połączonych cechach: boginki, dziwożony, piekielnicy i pokusy, a tatrzańskie muzy stały się natchnieniem ich nowej sztuki ...
Słuchałem ja sobie jednym uchem audycji muzycznej w radiu, ale mózg mój czujnie wyłapał fragment wypowiedzi zawierającej słowa - boginki, dziwożony i pokusy. Krótki resercz pozwolił stwierdzić, że jest to część opisu pewnej płyty. Ale bardziej niż sama płyta interesuje mnie, czy ktokolwiek z was spotkał się z piekielnicami albo pokusami? Ja nie przypominam sobie czegoś takiego, chociaż brzmi dość ciekawie.
 
Top Bottom