Tak, wiem, sam przecież ten argument podnosiłem. Tylko że właśnie nie całkiem, bo ciężko mi sobie zwizualizować taką potrzebę, że akurat mutacja w wiedźmina jest lekiem na cokolwiek. Nie jakiś składnik, zestaw hormonów, wyciąg z tajemniczych grzybów, okład z pleśni rosnącej wyłącznie w lochach Kaer Morhen, tylko przemiana przystosowana eksperymentalnie do organizmów młodych chłopaków kosztem dziesiątek śmierci. Równie dobrze mogłaby jej wstrzyknąć nawóz do pomidorów, kuracja równie sprawdzona i mająca podobne szanse na sukces.
Jaką sobie wyobrażasz sytuację, zbliżoną do logicznej, w której powiedzmy Yennefer z Geraltem uznają, że nic tak dobrze nie zrobi jak TO. Nikt przecież nie wie, jakie byłyby w ogóle skutki, więc na czym opierać swoje nadzieje?
Niestety proces twórczy rozpoczął się od potrzeby uczynienia z Ciri prawdziwej zmutowanej wiedźminki, a później zaczęto się zastanawiać, jak to wyjaśnić. Dobrze, że nie przyszło im do głowy zrobienie z Ciri wampirycznego wiedźmina, bo zamiana w nietoperza jest bardzo fajna i gracze na pewno by chcieli sobie nocami polatać i postraszyć chłopów wracających z wychodka.