Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści - 7 rocznica

+
PL_16x9_Thronebreaker_7th_Anniv_Post.png

Z dekretu Królowej Meve, miłościwie nam władającej Lyrią i Rivią, obchodzimy dzisiaj 7 rocznicę zwycięskiej kampanii po której odzyskała kontrolę nad swym królestwem. Hip, hip, hurra!

Aby należycie uczcić tę okazję, pracujemy nad aktualizacją, która przywróci Wojnę Krwi: Wiedźmińskie Opowieści na urządzenia mobilne (Android i iOS). Więcej szczegółów podamy później.
 
Niesamowita narracyjnie gra.

Fragment z bitwy o Most to przykład jak na growe, wizualne medium przetłumaczyć książkę, obcinając co trzeba na potrzeby zdynamizowania opowieści, a jednocześnie zachowując sens i duszę scen. Rzecz jasna to jedynie malutki fragment, ale dla historii Meve dokładnie tyle było potrzebne.

Postaci autorskie takie, że ciężko mi ich sobie nie wyobrazić w towarzystwie Meve, czytając o zjeździe w Hagge czy też o poczynaniach Białej Królowej w Angrenie. Klei się to niesamowicie z prozą Sapkowskiego, dokłada smaczków i warstw (Eyck jest turbo ujmujący, będąc jednocześnie pełnym wad, kwintesencja tego uniwersum).

Muzycznie poezja, a Scoia'tael w końcu dostali tu utwór godzien partyzanów. Szalenie niepokojący. Królowa jest jednak tylko jedna i to miejsce zgarnia Gernichora i jej motyw na Ysgith. Opowieść Iwo to dla mnie jeden z najbardziej klimatycznych momentów z gier REDów.
 
Moim zdaniem pod względem fabularno-narracyjnym to jak do tej pory najlepsza rzecz, którą stworzyli REDzi. Świetne postacie i dialogi, naprawdę ciekawe i czasem drastyczne wybory, a do tego opowieść o wysokich stawkach, lecz jednak osobista i poboczna. Bardzo dobrze, że w centrum historii nie ma zatem Ciri czy Geralta, bo dzięki temu możemy poznać świat z zupełnie innej perspektywy.

Sama Meve to moja ulubiona postać kobieca w grach REDów. Imponująco władcza, odważna i pewna siebie, gdy trzeba, ale zdecydowanie nie pozbawiona niepewności i wątpliwości, co objawia się w różnych sytuacjach. Bardzo ludzki wymiar królowej. No i świetnie udźwiękowiona, jak zresztą większość postaci w grze.

Wojna Krwi niestety traci przez gameplay. GWINT w nie wiem której już wersji kompletnie się nie sprawdza w grze fabularnej na kilkadziesiąt godzin i później bardziej męczy niż bawi, a słaby balans zasobów powoduje, że od pewnego momentu nie mają już znaczenia i przez to część pomniejszych wyborów również jest nieco bez sensu, gdyż pojawia się rozdźwięk między warstwą narracyjną a gameplayową (mamy zasobów od groma, więc nie grają dla nas roli tak naprawdę).

Przyłączam się do pochwał pod adresem muzyki. Zresztą, cała warstwa audiowizualna wg mnie została zrealizowana po mistrzowsku. Całość sprawia wrażenie takiego interaktywnego słuchowiska.
 
Świetna gra i jedna z najlepszych historii w świecie Wiedźmina!

A teraz idę sobie otworzyć drzwi do innej rzeczywistości, gdzie powstała druga część, z rozgrywką zbliżoną do Herosów, albo Disciplesów :p
 
Posiadam, ale jakoś nigdy nie zdążyłem porządnie zagrać na PC. Czekam na wersję androidową, bo gra się chyba idealnie nadaje na pogranie w pociągu czy na wyjeździe w hotelu.
 
Cichcem chyłkiem właśnie skończyłam Tronołamacza na iOS.
Ojoj. Ojoj <3

…bo ja w to w zasadzie nie grałam, mam na koncie jakieś 20 minut po premierze, kiedy pierwsza „walka” w Gwincie rozsmarowała mnie i pozostawiła w przeświadczeniu, że nie mam skilla w karcianki. Bo nie mam. Ale o Gwincie to bym mogła długo, to może na innego posta sobie zostawię. Teraz o Wojnie Krwi.
Ojoj. A, to już mówiłam ;)

Fabuła, postacie, dialogi, dubbing, aktorstwo, muzyka, wizualia - absolutny sztos. Wsiąkłam, przepadłam. LOVE.
Momentami dorównuje Sadze, a już najpiękniej, jak wplatane są sagowe wątki, widok „od drugiej strony”, nienachalnie, dosłownie przelotem, bo to jest historia kogoś innego, tylko „ale ten świat mały”.
Zarwałam trzy czy cztery noce, mobilność telefonu była tu kluczowa, bo tak mało czasu na granie przecież… ale na telefon zawsze jest czas ;)
Wspaniałość.

Z wad ewentualnie: jeden jedyny sejw, w dodatku auto, i nici z poprowadzenia dialogu inaczej, trzeba brać na klatę podjęty wybór. No i ten Gwint, z którym mało mi po drodze… na szczęście każda walka do pominięcia z efektem wygranej, no czit, czit straszny. Ale czasem trzeba. W zagadkach w zasadzie zawsze, hehe. Niemniej gwintowe karty jak zawsze urocze, a dubbing robił robotę, świetnie dobrane głosy, znakomite dialogi. Najlepsze zaś krasnoludy!

Sporo humoru jakby żywcem z Sagi, nieco easter eggów (chatka pewnego gajowego); mnóstwo czytania, a czytać warto. Fajne twisty, fajnie poprowadzony wątek główny i poboczne. I fajnie się rekwirowało znajdźki. Nawet zresztą nie wszystkie wygrzebałam… niby mała gra i ograniczona mapa, a jednak coś uciekło.

Czy polecam? Nad wyraz. Jak już wyżej padły głosy: bodaj najlepsza gra CDPR pod względem narracji i historii. Warto ograć i ograć łatwo.
10/10, a tak!
 
Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek REDzi wrócą do konceptu gry robionej w takim stylu. Tym razem bez bagażu GWINTowego. Fabularyzowana strategia lub przygodówka. Ostatnie ruchy wskazują na to, że chyba w ogóle nie będą zajmowali się pobocznymi projektami, ale może Fool's Theory w takim razie? 😉
 
Top Bottom