Cichcem chyłkiem właśnie skończyłam Tronołamacza na iOS.
Ojoj. Ojoj <3
…bo ja w to w zasadzie nie grałam, mam na koncie jakieś 20 minut po premierze, kiedy pierwsza „walka” w Gwincie rozsmarowała mnie i pozostawiła w przeświadczeniu, że nie mam skilla w karcianki. Bo nie mam. Ale o Gwincie to bym mogła długo, to może na innego posta sobie zostawię. Teraz o Wojnie Krwi.
Ojoj. A, to już mówiłam
Fabuła, postacie, dialogi, dubbing, aktorstwo, muzyka, wizualia - absolutny sztos. Wsiąkłam, przepadłam. LOVE.
Momentami dorównuje Sadze, a już najpiękniej, jak wplatane są sagowe wątki, widok „od drugiej strony”, nienachalnie, dosłownie przelotem, bo to jest historia kogoś innego, tylko „ale ten świat mały”.
Zarwałam trzy czy cztery noce, mobilność telefonu była tu kluczowa, bo tak mało czasu na granie przecież… ale na telefon zawsze jest czas

Wspaniałość.
Z wad ewentualnie: jeden jedyny sejw, w dodatku auto, i nici z poprowadzenia dialogu inaczej, trzeba brać na klatę podjęty wybór. No i ten Gwint, z którym mało mi po drodze… na szczęście każda walka do pominięcia z efektem wygranej, no czit, czit straszny. Ale czasem trzeba. W zagadkach w zasadzie zawsze, hehe. Niemniej gwintowe karty jak zawsze urocze, a dubbing robił robotę, świetnie dobrane głosy, znakomite dialogi. Najlepsze zaś krasnoludy!
Sporo humoru jakby żywcem z Sagi, nieco easter eggów (chatka pewnego gajowego); mnóstwo czytania, a czytać warto. Fajne twisty, fajnie poprowadzony wątek główny i poboczne. I fajnie się rekwirowało znajdźki. Nawet zresztą nie wszystkie wygrzebałam… niby mała gra i ograniczona mapa, a jednak coś uciekło.
Czy polecam? Nad wyraz. Jak już wyżej padły głosy: bodaj najlepsza gra CDPR pod względem narracji i historii. Warto ograć i ograć łatwo.
10/10, a tak!