Ocena filmu na podstawie dwóch kiepsko narysowanych postaci?Bacus said:Talia mało Taliowata, Bane to Bane tylko z imienia, bo nic innego nie łączy go z oryginałem.
Najgorsze w tym filmie, poza wieloma absurdalnymi głupotkami fabularnymi typu przeżycie wybuchu bomby neutronowej (czy jak jej tam było, w każdym razie w ogóle była poronionym pomysłem, tak jak wyliczenie co do minuty jej rozpadu i wybuchu ;P), było to, że w tym filmie było za mało Batmana w Batmanie. W tak długim i nużącym filmie pojawia się on w niewielu scenach, w dodatku nie jest to ten Batman, którego znam i lubię - pewny siebie heros, który wie, co chce osiągnąć i nic nie jest w stanie go powstrzymać (vide cykl gier Arkham). Tymczasem to, co serwuje nam Bale w tym filmie, to nie jest superbohater, tylko jakaś targana wątpliwościami dupa wołowa ;P A poza tym wszystkim to nie podobało mi się, że większość akcji w filmie rozgrywała się w ciągu dnia, zwłaszcza końcówka - Batman działający w biały dzień? ;Psiulnityklulik said:Ocena filmu na podstawie dwóch kiepsko narysowanych postaci?
You're the boss.
Haczyk jest w tym, że Nolan próbował przemycić do tego filmu płyciutki i banalny morał o podnoszeniu się po upadku - Batman po wydarzeniach w Mrocznym Rycerzu stracił wiarę w siebie i swoje działania, w konsekwencji osłabiło to jego ducha i zaczął przegrywać. Jednak później odbudował się duchowo, odzyskał wiarę i determinację i znowu był niepokonany. Może Amerykanie to kupią, ale ja nie, nie potrzeba mi w Batmanie takich pseudo-moralitetów ;Pundomiel9 said:Tak się zastanawiam, czy niechęć do tej części nie wynika po prostu z tego, że Batman tu obrywa, jest w kaczy kuper kopany do 3/4 filmu, jakby całkiem stracił parę, co stawia pod znakiem zapytania wszelkie jego wcześniejsze potyczki, w których wygrywał - jak to, wtedy mógł, a teraz nie?
Gdzie jest haczyk?
Ten film miał dziury fabularne, które wręcz, no przerażały, jakby ktoś na kolanie, na bieżąco pisał kolejne sceny. Resztę uzbroję w spoiler, bo zauważyłem, że nie wszyscy tu oglądali.siulnityklulik said:Ocena filmu na podstawie dwóch kiepsko narysowanych postaci?
You're the boss.
Sens ogólny był zachowany, jednak komiksie wyglądało to o wiele lepiej i zdecydowanie bardziej wiarygodnie - w filmie wyszło to naprawdę mdło i powierzchownie ;P Można to było pokazać dużo, dużo lepiej ;P I racja - nie z Bale'm, bo to aktor dobry, ale zbyt dużo dramatyzmu wkłada w swoje postacie, a Batman tego nie potrzebuje. Batman jako heros najlepiej wygląda właśnie w grach z serii Arkham, w których jest pewny siebie, zdeterminowany i niepowstrzymany - w Arkham City jest fajna scena, w której otruty Batman, wiedząc, że zostało mu jedynie parę minut życia, pada nagle na kolana i zaczyna wymiotować krwią, po czym jednak zaciska dłonie w pięści, podnosi się i idzie dalej, zapewniając Wyrocznię, że da sobie radę. I taki właśnie powinien być Batmanundomiel9 said:Ano, zgadzam się z Tobą, to było bardzo wymuszone. Tak się tylko zastanawiam - nie znam oryginału (w sensie komiksu) przyznaję, ale o Banie wiedziałam w zasadzie tylko tyle: że to była jedyna postać, która pokonała Batmana; jednak protesty fanów sprawiły, że Nietoperz wrócił zza światów (ale nie pamiętam, jaki to był myk dokładnie)... sens wydaje się mimo to właśnie taki, że dźwignięcie się z kolan, restauracja, renowacja i renesans, bo trzeba było nieco odbrązowić postać, ale zachować przy tym amerykańskiego ducha triumfu Dobra nad Złem.
No jest taka scena, ale nie sądzę, by katapultowanie się pomogło mu przeżyć w obliczu wybuchu takiej bomby ;P A nawet jeśli, to po co chciał, by wszyscy myśleli, że zginął? Po co uciekł z Gotham? Znudziło mu się już bycie Batmanem? ;Pundomiel9 said:Secundo: Hostile - to przeżywanie bomby to nie tak do końca, bo na samym końcu filmu ***SPOILER*** Fox dowiaduje się, że Wayne dokończył autopilot, więc na bank się katapultował.
Osobiście byłem też zawiedziony tym, jak przedstawili Bane'a w Arkham Asylum i Arkham City - wyszedł im wielki, tępy osiłek, twórcy zdecydowanie przesadzili z jego masą ;P Ale za to z tego, co widzę, to w Arkham Origins wygląda dużo, dużo lepiej i jest mu najbliżej komiksowego pierwowzoru:undomiel9 said:Po trzecie: Bane byłby świetną postacią, gdyby na siłę nie chcieli go na końcu usprawiedliwiać, że jest zły, bo kocha. To zabiło cały wyraz tej postaci. Postać fajna, ale nie Bane'owa. Jakoś nie pasuje mi on na super terrorystę i "przyjaciela Talia", a zawsze będzie dla mnie Latynowskim wrestlerem, używającym toksyn najemnikiem.
Mam zeskanowaną część komiksu Broken Bat, w który Bane (spoiler! ;P) łamie Nietoperza, mogę Ci podrzucić na PWundomiel9 said:A w ogóle to właśnie się poczułam zachęcona do sięgnięcia po komiksy.
Zaraz pogrzebię w gugielu, ile tego jest seriami, ile wyszło w pl i ile by to kosztowało, a potem się mocno zadumam, czy ja aby na pewno będę miała na to miejsce na półkach (nie) i czy kupowanie komiksów ma w ogóle jakiś sens poza "maniem"?
Ta słynna scena na kolanie, hę?Hostile said:Mam zeskanowaną część komiksu Broken Bat, w który Bane (spoiler! ;P) łamie Nietoperza, mogę Ci podrzucić na PW![]()
Czarna Maska pojawił się w Arkham City? Jakoś mi umknęłoW Origins poza Banem genialnie wygląda Black Mask, bo ten wygląd jaki dostaliśmy w City i ogólnie komiksach jest dla mnie śmieszny, a tutaj wygląda jak prawdziwy Król półświatka Gotham.
A był w AC, tylko łatwo go było przeoczyć ;P Na samym początku, gdy Bruce Wayne został schwytany przez TYGER i wtrącony do więzienia, w rogu korytarza prowadzącego do Arkham City stażnicy właśnie pacyfikowali Black Maska tuż przed naszym nosem, wystarczyło spojrzeć w prawo (BTW: kilka sekund później spotykamy w tym samym przejściu przebranego za skazańca Deadshota, który oznajmia Bruce'owi, że ten jest na jego liście ;P)HuntMocy said:Czarna Maska pojawił się w Arkham City? Jakoś mi umknęłoWeź jednak pod uwagę, że w Origins, Roman nie był jeszcze okaleczony. Później ta maska wtopiła mu się w twarz bodajże podczas pożaru w rodzinnej rezydencji więc wyglądał jak wyglądał
![]()